Zawilgocone, obślizgłe domy,
starych kamienic spękane cegły
widziały wiele, lecz nadal milczą,
w zastygłych slumsach
zdartych okiennic.
Rdza zżarła blachy tam, gdzie gołębie
jeszcze śpiewają nad lukarnami,
z czarnych kominów anteny sterczą,
poplątanymi
straszą kablami.
Wgniecione rynny jak martwe węże
tutaj zwisają, a tam się płożą,
łuski jaszczurów farbą olejną
żelaznym wzrokiem
przestrzenie mnożą.
A parapety dźwigają brudy
miejskiego ptactwa, szczurów i myszy
w klatkach schodowych kłębami kurzu
tłumią hałasy,
w stęchliźnie ciszy.
27.09.2018r.