Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Justyna Adamczewska

Użytkownicy
  • Postów

    6 866
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    73

Treść opublikowana przez Justyna Adamczewska

  1. Justyna Adamczewska

    To dopiero

    Justyna.
  2. Dobrze, ze dopełniłeś. Na razie. :)))
  3. Wiesławie Pokrewieństwo Dusz i tyle, dlatego ból trzeba czasami akceptować, ale nigdy bezmyślnie nikomu go nie zadawać - na to zgody nie mam i mieć nie będę. Twoje zdanie: Cennym dla mnie jest. Dziękuję za nie. J.
  4. To prawda, 8fun, prawda. Ziemia jest pełna minionych epok i pozostałości po nich. Ziemia pochłonęła juz tyle "nieżycia", ale wydaje ciągle i ciagle nowe życie. To jest Cud. Justyna.
  5. Dziękuję, poprawiłam. Czasami zajadam litery, bo nie odżywiam się dobrze. Tak, zdarzaja sie Wiesławie i to wcale nierzadko. Trochę się interesuję takim przypadkami, coś tam staram się działać. Zawsze to jakieś wsparcie dla" Ale popatrz: Tu jest nuta optymizmu. Dziękuję też za stwierdzenie: Pozdrawaim serdecznie, Justyna. :))
  6. I blaski jutrzenki rysują linie ciała sny uciekają II rozproszony mrok jasnobłękitne oczy spoglądają w dal III noc na pustyni ofiara i zabójca wyje trzask kości @Justyna Adamczewska
  7. Ból Matka przyszła wściekła do domu. Usiadła na zniszczonej, poprzypalanej papierosami kanapie i łyknęła z butelki porządną porcję wódki.Skrzywiła się. – Ale ohyda, jednak jest tak zimno na dworze, piję na rozgrzewkę, aby móc pracować i utrzymać Wojtka. – Oj, ilu on nakładów wymaga, szkoła, jedzenie, ubranie, lekarze… Nagle spadła z hukiem na podłogę. – Ożeż, kurwa. - szepnęła. Wgramoliła się na zmarnowane, tak, jak i ona posłanie, przykryła kocem, który kiedyś był niebieski, teraz szarobury i zasnęła. Nogi zwisały jak kłody. Kapcie spadły i przez dziury w rajstopach można było zobaczyć brudne, czarne pięty, palce. Spódnica się zadarła, kobieta nie miała majtek. Widok nie trącił seksem, choć jakby… z lekka? Mijały godziny, nadeszła północ, wtedy dopiero mały chłopiec wyszedł z szafy. Wiedział, że jeśli matka się wybudzi z letargu, to już będzie przetrzeźwiała i zacznie się awanturować, gotowa do walki z nadchodzącym kacem. Zrobił jej zatem herbatę, do której dolał trochę spirytusu – zawsze go chował w plecaku i miał pod ręką, gdy zaszła taka potrzeba. Dziś właśnie tak było. Okropnie bał się swej rodzicielki, gdy pijana wrzeszczała, nazywając swoje dziecko, nasieniem diabła. – Powinnam cię wydrapać z siebie i spuścić w sraczu, a nie łazisz i mnie niszczysz. Już, kiedy brzuch mi rósł, nie znosiłam cię. Zbrzydłam, Jacek mnie rzucił, zostawiając na twarzy siniaki, złamaną szczękę oraz nos. – Zmarnowałeś mi życie i w ogóle doprowadziłeś do nędzy. – Często dodawała. Te słowa chłopiec znał na pamięć. Utyskiwania starzejącej się rodzicielki ciągle błądziły w jego myślach. Nie można powiedzieć, że jej nie kochał, nie można też było rzec, że czuł nienawiść, ot miał w sobie jeden wielki ból. Taki ledwo do zniesienia. Ale znosił go już od dwunastu lat. Matka spojrzała na syna półprzytomnym wzrokiem. – Wojtek, daj mi butelkę. Podał. Ona, krztusząc się, zaczęła zachłannie opróżniać szkło. Po chwili znowu była pijana. Zamachnęła się i uderzyła syna w twarz . – Ty gnojku, ty bękarcie. W tej samej niemal chwili przyciągnęła go do siebie i przytuliła. Tego chłopak nie trawił, jak zepsutego jedzenia. Wolał być głodny matczynych pieszczot, niż czuć odór wódy, potu, widzieć czarne, zepsute zęby. Wyrwał się jej z ramion i uciekł znowu do szafy. Chciała go dogonić. Upadła jednak, uderzyła głową o kant szafki, tłukąc wazon ze sztucznymi kwiatami i szklankę pełną „mocnej” herbaty. Chwilę leżała. Wojtek obserwował za wstrętem własną matkę. - Ruszy się czy nie? Wstała cała pokrwawiona. Wciągnęła nosem ciemnoczerwoną wydzielinę, otarła z czoła pot, poprawiła umorusaną sukienkę i chwiejnym krokiem poszła do łazienki. Wymiotowała, bluźniła, słychać było, jak obija się o ściany. – To zaraz minie, to zaraz minie. – Mamrotał cicho chłopak. – Wyjdę wtedy na dwór i prześpię się w komórce. Rzeczywiście, matka uspokoiła się. Jej syn wybiegł szybko z nędznego mieszkania i ocierając łzy strachu, zbiegł po schodach. Otworzył ciężką bramę, powiało zimnem. Dobrze. – Nareszcie wolny! – Przemknęło mu przez myśl. Popatrzył na niebo, gwiazdy, księżyc. – Życie to piękna sprawa – powiedział i wszedł do drewnianego „domku”. Wtulił się w przyniesione tam pewnego razu poduszki i kołdrę. Zasnął. Jednak, co chwilę budził się, jego przerażone oczy błądziły w ciemności. Nie śmiał zapalać świeczki, bo a nuż… Wreszcie nadszedł blady, listopadowy poranek. Był dniem, kiedy to chodziło się na groby bliskich. Wojtek postanowił odwiedzić ukochaną babcię, która leżała w ziemi, przykryta ciężką płytą. . Skostniały z zimna, głodny, brudny - nie miał pojęcia, jak dotrze na cmentarz. – A może jednak najpierw do domu? - Pomyślał. – Nie, idę popatrzeć na zapalone znicze, spokojnych, pełnych zadumy, ludzi. Pomodlę się. Może zmarła matka jego rodzicielki zlituje się nad nim i pewną pijaczką, która dała mu nędzne życie? Ból w jego duszy rósł coraz bardziej, bardziej i bardziej… Justyna Adamczewska. 2016 r. Listopad.
  8. NIe ból nie jest piękny, nie jest brzydki, tylko, że BÓL BOLI. Wyklucza z normalnego funkcjonowania, otępia zmysły, może doprowadzić do szaleństwa. To tyle 8fun. Dobranoc.
  9. @pomaranczowy.kot... A co jest tym pięknem? Afascynowało mnie to Twoje zdanie. J
  10. Tak to paradoks. Wiesławie. Błogostan to szczęście, kedy się cierpi i przestaje nagle bpoleć. Wtedy mowimy: nie boli, nie boli - DZAIĘKUĘ PANIE. Ból oszałamia, ale też ostrzega przed niebezpieczeństwem. Jest zatem pożyteczny - pardoks. Wiesławie. Piękny wiersz napisałeś. Szczegónie: To isię kojarzy ze śmiecią, ale również z życiem - znów paradoks. to szczegolne jest i te zerwane kwiaty - pozbawione podstawy życia - niewiarygodna przenośnia. Krew życie daje przecież. To tak, jakbyś pisał o przetaczaniu krwi. Krew może się róznie kojarzyć, ale kiedy n. rana zaifekowana, to dgy ją oczyszcza - wypływa z niej "czysta krew - nie stanu zapalnego. Mądre słow 8fun Justna.
  11. Diament. :)) Bywaj, Gaźniku. Bądź.
  12. MogęKobro, Gaźniku: Już kiedyś gdzieś pisałam na orgu - nie pamiętam przy jakim utworze, zapodałam tez taka pieśń, to mi tu pasuje - do wypowiedzi Twojej, Kobro: Zaznaczam, ze nie jestem religijna fanatyczka. Ale Dobra wypatruję wszędzie, czasami zawód, jednak ono jest.
  13. Cześc Tomass77. Wiersz Twój wywarł na mnie ogromne wrażenie. Bardzo osobiste "wyznania" Peela. Tu, niby błądzenie, a to: przemilczę. Jednak biorąc pod uwagę tytuł - mam rozjaśnione w głowie. Justyna.
  14. O ja, ale ciekawe stwierdzenie, :)) J.
  15. Ale czasami to nawrócenie nie następuje. Bóg, po potopie powiedział do Noego: Już nie będę was karał, sami się zniszczycie. Spokojnego popołudnia, Gaźniku.
  16. No tak, brak dobra to piekło, a Boża miłość to Dobro. Mądrze prawisz, Gaźniku.
  17. @Gaźnik, a mówiłeś/ pisałeś, ze nie umiesz tańczyć. Heh, tańczysz , jak talala. Skocznie, o dobroci Boga, o szczęściu, fajowy wiersz. Dziś mi b. pomógł, bom jakaś markotna. No i trochę brak mi do szczęścia, ale ten wers mnie też chyba dotyczy? Pozdrowczyk. Justyna.
  18. Racja, Kobro.
  19. Wiersz mam o tym. Ale okrutny jest, a zdaje się, że okruciństwo staje się tabu.
  20. Iwonko, no to jest b. dobre wytłumaczenie niecnych czynów. Dzieci są okrutne (nie wszystkie oczywiście), ale sa okrutne. Potrafią znęcać się nad zwierzętami, znam takie przykłady - podpalonego kota przez 7 letnie dziecko. Śmiałao sie, gdy zwierzę wyło z bólu, zapytane, dlaczego to zrobiło, odpowiedziało - bo kot fajnie wyje, a gdy go biłem, to mniej wył. Kot umarł, miomo interwencji weterynarza, a zapytani przeze mnie rodzice, , jakie konsekwencje swego czynu poniosło dziecko - odpowiedzieli: to tylko dziecko, mjało prawo się uczyć. Eh. człowiek zaiste jest istotą drapieżna, bezwzględną, zaborczą... długo by mówić.
  21. No moze i rację masz, ale dusza wcale nie musi smutna. Równiez pozdrawiam. J.
  22. Cześc, Aniu. Zachowałaś zasadę 5 - 7 - 5. Jest pora roku w pierwszym wersie, jest obrazek w drugim wersie, i jest podsumowanie w trzecim. To haiku, miłe w odbiorze w dodatku. Spokojnej niedzieli. J.
  23. @evicca, ładnie, sielsko. Tylko czasami rytm się łamie: Zachowałaś trzynastozgłoskowiec, ale ten rytm. Może zatem coś takiego: Ciekawe, czy mnie słyszy na niebie wysoko, (13) dusza podpowiada - tak,- ma na ciebie oko. (13) , ale wiersz jest tak optymistyczny, choć te mrówki: Trochę z Telimeny. Mrówki, gdy ukąszą, to boli, a na pewno czerwone były, jak te maki na fotografii. I jeszcze to: Ojej, trzeba uważać. Trochę nieprzyjemnych przygód miała Peelka podczas letniego spaceru. Pozdrawaim Justyna. Gratuluję wiersza.
  24. Nom to uwielbiam. Zapodajemy zatem, a co? :))
×
×
  • Dodaj nową pozycję...