Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Dzisiaj
-
Dziękuję za docenienie i odwiedziny @Rafael Marius. Udanego tygodnia! Pozdrawiam!
-
zdanie podrzędne. złożone. celu.
Jacek_Suchowicz odpowiedział(a) na Roma utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
po co budować relację na siłę taka relacja jest czegoś warta nie pozostanie ni słowo miłe jest jak już zgrana brydżowa karta pozdrawiam -
Pełno pytań w mojej głowie A może? A jednak? Dlaczego tam są? Niech ktoś mi powie! Czemu? Co ja zrobiłam? Wiem, że siebie zatraciłam. W rytmie pytań ciągłych. Ktoś bez przerwy w mojej głowie zadaje pytania bez przerwy. Tylko jakie? No właśnie, jakie pytania? w głowie 14- latki? w głowie dziewczynki, co nie zna świata. W głowie... "Dzieci nie znają życia" Lecz co ty wiesz? Gdyż naprawdę większość z tych "dzieci" ma dość na tym świecie bycia.
-
@Jacek_Suchowicz w rzeczy samej, ale autorsko uznaję aforyzm za nawet nawet udany ;)
-
@Arsis Bo Ty jesteś po poważny mężczyzna... Piszę wiersz o Trumpie, ale zaczęłam się... @Jacek_Suchowicz Dobry wieczór, pan Jacek dziś wierszem nie mówi? Płynność życiowa, to najważniejsze 😊
-
zdanie podrzędne. złożone. celu.
Migrena odpowiedział(a) na Roma utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Roma zaklęte w wierszu napięcie między przeszłością a teraźniejszością ukazuje pragnienie intymności i autentyczności w relacji, która trwa głównie w sferze wspomnień i wyobraźni -
Deprywacja
kwintesencja odpowiedział(a) na kwintesencja utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@TylkoJestemOna dziękuję:) -
kolor śliwek
Wiesław J.K. odpowiedział(a) na Jacek_Suchowicz utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Jacek_Suchowicz Dokładnie tak, w małych ilościach, zdróweczko :) -
Smugi kondensacyjne
violetta odpowiedział(a) na Arsis utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Ty to mieszkasz w Rosji, albo przynajmniej blisko:) -
by, znajdę nam miejsce i trochę czasu, zmysłowność rozpiętą pomiędzy byłeś a jestem, z gruszkami na wierzbach i obietnicą grzechu, z polepioną na ślinę religią, jego wartą.
-
kładzie dłoń na piersi, uderza
Roma odpowiedział(a) na Roma utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leo Krzyszczyk-Podlaś dziękuję, że to napisałeś :) tekst jeszcze przemyślę, bo warty jest przepracowania. @Nata_Kruk bo to taka sklejka. Ja widzę w nim sens, trochę inny od Twojego. Popracuję, żeby można było i go wyczytać. Dzięki za zajrzenie :) -
@Somalija jak zwykle odważny erotyk ale ten demon upłynnienia - przedmówcy mają rację - to wszystko zależy z kim:)))))))))) - płynność finansowa bezwzględnie ważna z panią o odpowiedniej profesji - płynność alkoholowa na imprezie wszystko idzie wyjaśnić i to jest najważniejsze :)))))))))
-
zapomniane pamiętanie czasu w beztrosce modelowanie szepczesz - zostałeś w wodzie na zawsze co czyni ciebie lepszym... brnięcie do przodu bez oglądania roztarta na proch słabość niedowierzania jestem i byłem w podróży zapewne też chwilę pobędę potem spotkaliśmy się parokrotnie choć nie dałem Tobie odczuć - jesteś mi...
-
@Czarek Płatak Nie zabiłam pająka choć byłam bliska zbrodni.To aluzja i odpowiedż moja dlaczego z obrazu nie ''wykroiłam nocy''............a przecież próbowałam zerwać pajęczynę z włosów......
-
Kochaj mnie tak jak… Po prostu kochaj mnie… (poczekaj, kartka wypadła mi z dłoni i zaszeleściła w przelocie z fałszywą lekkomyślnością) … i furkoczą skrzydła puszystej ćmy, która wiruje wokół żyrandola, wokół płomieni świec. I uderza o klosz, wzniecając z pajęczyn szary pył zapomnienia. Noc… Ta noc sina. Ta noc. Ta noc kolejna bez ciebie... Ta noc, w której zostało zanurzone nasze życie. Ta noc… Wiesz, ja naprawdę cię kocham... Siedzę teraz przy stole i piję, to znaczy piszę. To znaczy jedno i drugie. A kiedy się zapatrzę z szeroko otwartymi oczami, widzę jak idą w oddali złachmanieni mężczyźni takim posuwistym krokiem w fufajkach i czapkach uszatkach. Idą po lodowym, śnieżnym piekle syberyjskiej głuszy. Po pustkowiu. Idący z siekierami drwale z buchającymi im z ust obłokami pary. Pod butami trzeszcząca, oślepiająca w słońcu biel. Usypują się im spod butów grudki lodu. Wspinają się... A ja wspinam się razem z nimi.. Ślizgam się. Upadam. Wstaję. Idę dalej… Ivan Denisowicz podaje mi rękę… Skąd tu nagle… Skąd, u licha, Sołżenicyn... Skąd tu nagle… Nie wiem, skąd ta nagła wizja... Doprawdy… Kołuje mi się w głowie. Majaczą widma od nadmiaru wrażeń... Szklanka wyślizguje mi się z dłoni. Szklanka na wpół pełna i na wpół pusta. Z odciskami palców. Z liniami papilarnymi. Z jednoznacznym daktyloskopijnym dowodem konsumpcji. Wiesz, siedzę i piszę, ale czy to ma być wiersz? Czy to miał być wiersz? Sam nie wiem, co. Może trochę za dużo wypiłem, na pewno za dużo, bo zapomniałem, kto miał być mistrzem nocnej ceremonii… Jurij Kostogłotow? A ten, co tu nagle? Skąd się tu wziął? Ach, to ten, co umiera na raka i zostało mu pół roku życia. Idzie, natykając się na motor wyjeżdżający z bramy. I jedzie wciąż pociągiem do tej kobiety, której nigdy nie spotka, bo wybrała innego. A więc znowu Sołżenicyn. Wygląda przez okno ubielonej, małej chatki na wiecznym osiedleniu. Za nią rozległy horyzont. I zmierzch czerwonego słońca w chmurze owadów. Szpaler zielonych topól majaczący w dali. Rozwiewane przez wiatr kondensacyjne smugi.... Dlaczego to jest tak daleko? Tak nieskończenie… Aleksander ubogaca krajobraz jak tylko może. I coś szepcze do mnie. I coś mówi. Porusza milczącymi ustami tak, jak wtedy, kiedy się widzi we śnie. Tak jak wtedy, kiedy mówi coś do mnie mój umarły ojciec. Nie słyszę go. Nie dosłyszę. Albowiem zagłusza go szum upływającego czasu. I tętno bijącego serca w tej ekstazie milczącego skupienia. Aleksandrze, mówisz coś do mnie. Wiem, podniosłeś się, wprawdzie tylko na kolana, ale zawsze. Wiem… Macha ręką, jakby na pożegnanie. I znika. Rozwiewa się w jakimś uniesieniu podczas odpływającej godziny sierpniowego skwaru. Zostałem sam. Czy ty mnie kochasz? Zwracam się znowu do ciebie, kochana. To twoje milczenie. Ten twój upór... Wiesz, była tu przed chwilą moja matka. Umarła. Przed chwilą albo i wieki temu. Nie wiem. To wszystko jest zbyt zagmatwane. Stała przy otwartym szeroko oknie, wtedy, opierając się rękami o lastrykowy parapet któregoś sierpniowego popołudnia. W aureoli słońca jej włosy wznosiły się i opadały, jakby od oddechu... Lecz… Nie ma. Nie ma jej tu. Znikła. Była mgnieniem. Jak ten krótki błysk słońca na szybie poruszanej niczyją ręką. Jak iskra. I to zniknięcie… To twoje, matko… Pamiętasz? Czy pamiętasz jeszcze? Podziwialiśmy samoloty lecące, te srebrne ptaki w kobaltowym niebie, któregoś tam święta… I znowu te kondensacyjne smugi, jakby powracające wciąż w to samo miejsce obłe ciała pierzastych węży... Wtedy... Te majestatyczne, masywne byty, a jednak lekkie jak piórko. I ze świstem wiatru na ostrzach lśniących skrzydeł. Na parapecie srebrna obrączka i łańcuszek. Zostały. I korale z plastiku bez żadnej wartości. A jednak .. Spójrz, jeśli widzisz. Trzymam właśnie w dłoni twoje przetarte zdjęcie. Jedyne. Choć nie jedyne wcale z młodości. Popękana emulsja na twarzy, na powiekach zmrużonych od blasku. Na krawędziach z plamami zacieków. Wygiętych. Od ciągłych powtórzeń. ... Od ciągłych.. (Włodzimierz Zastawniak, 2025-08-31)
-
@Arsis absolutnie nie przeszło mi to nawet przez myśl
-
kolor śliwek
Jacek_Suchowicz odpowiedział(a) na Jacek_Suchowicz utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Wiesław J.K. uwielbiam w małych ilościach - zdróweczko!!! -
kolor śliwek
Somalija odpowiedział(a) na Jacek_Suchowicz utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Jacek_Suchowicz Fioletowe owoce i warzywa są najzdrowsze... -
Przygoda z moją idealną żoną (II)
UtratabezStraty odpowiedział(a) na UtratabezStraty utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Alicja_Wysocka , to z narracją naprzemienną to całkiem dobry pomysł. Nawet gdyby ta narracja naprzemienna miała zaspakajać tylko potrzeby czytelniczek i czytelników, to już byłby argument za nią. Ale zbyt szybko nie uda mi się tego wcielić w życie. Na razie to się dowiaduję, gdzie taka narracja z dwoma narratorami występuje, a póki co, to piszę z perspektywy Marka oraz, osobno, z perspektywy Agnieszki. A potem będę myślał o scalaniu tego. :)- 16 odpowiedzi
-
- opowiadanie
- małżeństwo
-
(i 7 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Refleksja nad pajęczyną (dedykowany Ani J.) Dziś pająk przyniósł mi nowinę… plótł pajęczyny sieć… I chociaż jego to była treść, jego dom - zburzyłam go. Zniszczyłam tak po prostu. Moja ręka silna, zdecydowana zerwała pierwszą nić. Potem siła decydowała. Był pająk…, nie ma nic. Choć nie zabiłam pająka, zniszczyłam treść. Zapytał mnie dobry Bóg - czy tak dobro zwracasz mi? Wszak dałem Ci wiele dróg, byś stopą znaczył swój ślad. Czy dałem Ci nazbyt wiele i stąd dalej błądzisz…, śnisz? Przed Tobą wzgórza słoneczne, bezkresny horyzontu czas, doświetlam codziennie… majestat łąk…, obrzeża pól…, wody co płyną do źródła, a źródło przecież jedno jest. Początek i kres. Patrz płonie Ziemia! Co było trawą sianem dziś jest. Źdźbło trawy uniesie wiatr. Popiół i dym zostanie po Was. Pamiętaj! Taki jest sens przemijania. Nie zabiłam Pająka…nie uratowałam go. Moje myśli splątane próbował rozsupłać wiatr…
-
@Arsis Przecież nie można myśleć tylko o seksie 😅😅😅 Hej, zawsze może eksplodować, nawet jutro 😉 Cześć 🙂🍭🍫🍭🍬
-
nie przywiązuję się
Jacek_Suchowicz odpowiedział(a) na iwonaroma utwór w Fraszki i miniatury poetyckie
wiatr cię pogoni do cumulusów a one zaraz wszystko zroszą uważaj bo na ziemię spadniesz i kto cię wtedy będzie nosił :))) -
Przechodniu, dokąd tak pędzisz? Odsapnij, nabierz tchu, daj odpocząć nogom, Zluzuj krawat, otrzyj pot. „Masz rację, dobry człowieku. Strudzony jestem niemiłosiernie, Sam nie wiem, gdzie lezę, gdzie biegnę.” Opowiedz mi swoją historię. „Nie jest łatwa, jedna wielka podróż, Pełna klęsk, rozczarowań i pomyłek. Przyszłość widziała mi się obrazem doskonałym. Miałem plany, aspiracje i pomysły. Chciałem dotknąć szczęścia, Złapać je za guzik kominiarza. Oj, działo się w mym życiu, a było to tak: Ukończywszy kurs raczkowania, dyplomem wyróżniony, Przysposobiony do maratonu w chodzie, Wyskoczyłem z łóżka dziecinnego, Po rynnie i piorunochronie ruszyłem w dal. Na Hogwarcie, nauki pobierałem pilnie, Na jarmarkach, sztuczki wyczyniałem dzikie. Z Robin Hoodem królewiczów napadałem, Na lasso łapałem meteory zabłąkane. „Ośle”, łajał mnie Albercik Einstein: „Co tu kartkę mi zakrzywiasz, co ty knujesz?” Grawitacja! — w brodę mu plułem. W Toruniu, będąc gościnnie przejazdem, U pani uczonej, astronom Kopernik zwanej, Gały wlepiałem w lunetę namiętnie. Nie gwiazd szukając, ni czarnej materii Lecz dziewoi w wieczornych ablucjach. Fundamenty pod wieżę Babel kładłem… Co za wstyd!— runęło, poszło w proch. Na Santa Marii, pod okiem Kolumba, Żagle rozwijałem, w bocianim gnieździe, Zamiast czuwać, mocno chrapałem. Pod Troją, w bebechach konia, Z desek okrętowych zbitym Na szturm czekałem, prężąc muskuły. Po latach, o siwym włosie, obolały Zamarzył mi się uniwersytet trzeciego wieku. Czterystostronicowe CV w kopercie Łup — na biurko złożyłem. Sekretarka czujna, spisek zwęszyła, Już po saperów miała dzwonić. Oko jej puściłem z błazeńskim uśmiechem, Aż zachichotała, skrywając w dłoniach rumieniec. „Kawy? ciastko? niech Pan opowiada” A było to tak...
-
kolor śliwek
Jacek_Suchowicz odpowiedział(a) na Jacek_Suchowicz utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
czasem to trzeba połasuchować wyjeść powidła ze spiżarki i jak miś w ulu się zachować lecz nie przekraczać pewnej miarki :))) ps dzięki za przepis cóż nachodzą nas czasem wspomnienia chwil niewinnych spędzonych przy winie gdzie czas zastygł osłupiał z wrażenia co być mogło to było - czas płynie :)))) -
@Leszczym tytuł trochę
-
Tematy
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne