Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'poeci' .
-
Szlak do bezimiennej mogiły
Simon Tracy opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Są takie dzieła, które przez swoją inność, kontrowersyjny język czy wulgarność i seksualizację treści, nigdy nie opuszczą podziemi, by móc objawić się w pełni swego anty człowieczego i bezbożnego mroku, oczom ludzi. Ogółowi społeczeństwa, które karmione jest kłamstwem, wyzyskiem i pustą idyllą uczuć. Władza, która rozsiadła się wygodnie w fotelach waszego umysłu. Rozkazuje Wam kochać, marzyć, śnić, żyć kolejnym dniem lub teraźniejszym tak mocno jak gdyby jutra miało nie być. Musicie pokładać nadzieję w pracy, zysku, dostatku. Kłaść podwaliny z własnych ciał. Jak cegły pod budowę świetlanej gospodarki. Kochacie kicz i tęczowość sztuki upadku. Czegoś na wzór muzyki, poezji i kina. Śmietniska, odrzutu przemielonego z farsą. Czegoś co wywołuję u mnie nawet nie obrzydzenie. A strach przed zidioceniem. Nie ma miejsca dla człowieka. Dla idei. Wszystkich mesjaszy ukrzyżowano. A człowiek współczesny, spalił i obrócił w pył swą cywilizację. Cóż Ty sztuko uczyniła młodym, że płonie na stertach papier zapisany przez wieszczy? Pękają, łamane pod butem i na kolanie płótna smutnych, sensualnych pejzaży, naturalna nagość i intymność aktów, sceny batalii i potyczek. Pędu końskiego i huku samopałów. W domowych świątyniach, rozwidlonych zza okiennych rolet, nikłym światłem ledowych lampek. Na podręcznych, kilkudziesięciocalowych ekranach, przebiega życie przez palce, zajęte baraszkowaniem w słonych przekąskach. Podzielone jest na odcinki, sezony i sagi. Saga o ludziach, którzy ludźmi już zwać się się mogą. Nastał dzień gniewu znany z księgi. Nie Bóg jest winowajcą. Nie Szatan nawet. A człowiek, innowacja i postęp. Lecz po katastroficznym pożarze i trzęsieniu ziemi. Zaszło jak zawsze słońce za krwią nabiegły, zachodni horyzont. Władztwo objęła noc. Zimna, lodowata, mgielna. Z tej mgły gęstej, wychynęły postaci. Byli podobni do ludzi. Dzikich, pierwotnych, pierwszych. Lecz mimo wrzasków i krzyków niepodobnych do żadnego języka, mimo pijaństwa, palenia opium i wolnej syfilisowej miłości. Byli elitą i dziećmi upadku, który zrodził największy triumf. Dla nich nic znaczy wszystko. Koniec jest początkiem. A forma i styl są nienaganne. Żyją poza światem widzialnym. Świat kiedyś ich szukał. Pytał do czego są mu potrzebni. Odpowiadali. Do niczego. Nie Tobie. Nie innym. Kochamy tylko siebie i sztukę. Niech żyję sztuka! Pełna brutalnego naturalizmu. Pełna zgnilizny, śmierci i zgorszenia. Pełna pytań bez odpowiedzi, egzystencjalnego bólu istnienia. Pełna szoku, oporu i odrzucenia. Indywidualności ducha. Pogrzebu za życia. I trucizny współżycia społecznego. Dekadencki bal owładnął ulice, pełne tych postaci i tańczyli oni tak w narkotycznym upojeniu aż do brzasku. Zbudziłem się dość nagle i niespodzianie. Ranek musiał być w pełni bo słońce stało już dość wysoko. Rozejrzałem się wokół i szybko zorientowałem się gdzie byłem. Spędziłem noc tym razem nie w piwnicznych odmętach kamienic rynku, nie w pustostanie na granicy lasu a w samym centrum parku miejskiego, naprzeciw już nieczynnej z racji pory roku fontanny. Biała, zgrabna, jesionowa ławeczka służyła mi za łóżko a brudny tobołek z garstką moich rzeczy urósł w potrzebie do rangi poduszki bezdomnego. Usiadłem z trudem, kaszląc przy tym. Otarłem zaróżowioną twarz obrośniętą siwą, skołtunioną brodą. Blade, ledwie błękitne oczy trwały jeszcze w odmętach pijackiego snu. Zatarłem je brudnym rękawem. Od razu poczułem się lepiej. Bardziej trzeźwo. Pomiędzy dziurawymi butami, walały się zeschłe liście i gałązki, strącane przez ostatnie dni silnym wschodnim wiatrem. Było jednak przyjemnie ciepło jak na początek października. Właśnie październik. Początek roku akademickiego. A park był usytuowany zaraz naprzeciw akademickiego miasteczka. Ludzi była wokół masa. Większość stanowili uczniowie i studenci, śpieszący na zajęcia i lekcję. Wielu z nich przycupło na ławkach wokół mnie i czytało notatki lub zlecone przez profesorów książki. Inni jedli spóźnione śniadanie a część po prostu odpoczywała, obojętna na wszystko, z dymiącymi papierosami w dłoniach. Wsłuchani w rytm obudzonego miasta z którym wetknięta w jego centrum przyroda nie mogła konkurować. Już miałem wstać i ruszyć przed siebie tak daleko jak nogi poniosą, lecz ujrzałem dosłownie naprzeciw siebie postać młodej kobiety zaczytanej w książce której okładka i tytuł, wywołały u mnie gęsią skórkę i odruch wręcz wymiotny. Dziewczyna mogła mieć co najwyżej osiemnaście lat co klasyfikowało ją szybciej na uczennicę liceum niż studentkę. Była istotnie urocza i urodziwa. Długie blond włosy opadały jej wręcz na kolana gdy była pochylona nad lekturą. Zielone, duże oczy. Skakały ze słowa na słowo, widać urzeczone i pochłonięte przez wyimaginowany świat w nich zawarty. Rzęsy miała pięknie wydłużone makijażem a brwi nakreślone idealnie wąska linią podkreślały jej wspaniałe rysy i nieskalaną młodość cery. Czy może mi panienka powiedzieć, czy nadal w szkole uczą, że on wieszczem i wielkim poetą był? Pierwej nie oderwała nawet oczu od lektury, ale wreszcie odpowiedziała, choć tak chłodno i obcesowo, że aż pożałowałem pytania. Uczą tego nadal drogi Panie. Uczyli zapewne i w Pana czasach, uczą teraz i za dwieście lat nadal będą. Wielkim poetą był. I basta. Aż nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Panienka wybaczy ale wierutne to brednie. Ballady, romanse, epopeje… brednie, brednie, po stokroć brednie, w które wierzyć może jedynie ciało i serce młode. Naiwne i nie znające życia. Uczucia, miłości, rzędy dusz, małe i wielkie improwizacje. A małe i wielkie są tylko kłamstwa tej całej romantycznej hucpy. Ale ma panienka jeszcze czas się przekonać na własnej skórze, choć nie życzę tego z całego serca. Dziewczyna aż poczerwieniała ze złości. Pan widać kloszardowy krytyk i literat pierwszej wody, skoro kultura klasyczna Panu tak nazbyt uwiera i wadzi. Cóż zatem powinnam czytać wedle pana mniemania, co mi nie zniszczy serca i duszy nie wyda na pułapkę kłamstwa. Co Pan niegdyś czytał i skończył w rynsztoku? Panienka jest już duża i powinna czytać prawdziwą literaturę. Modernizm jest jedyną ścieżką i lekarstwem. Baudelaire, Verlain, Poe, Przybyszewski, Grabiński… Pan każe czytać mi szaleńców! Wariatów i ludzi obłąkanych. Czytać ich tylko po to by samemu zjechać po równi pochyłej ku szaleństwu. Widać Panu z nimi po drodzę i pod rękę. Wygląda Pan jak oni i ich bohaterowie. Ja jestem ich epoką Droga Pani. A czy zna Pani poetę z naszego miasta. Miał na nazwisko Tracy. Zaginął lata temu. Niektórzy twierdzą, że umarł. Tracy… ten świr udający w swych utworach, że żył przeszło sto lat temu, zresztą podobno jego mieszkanie wyglądało tak jakby mieszkał tam Dostojewski a nie on. Czytałam kiedyś kilka jego wierszy. Przerażająca lektura. Depresja, lęk i upadek człowieka. Ponoć chodził codziennie na cmentarz by szukać samotności i weny. Czasami spał między nagrobkami Wyruszał samotnie w nieznanych kierunkach tylko po to by gdzieś pośrodku lasu, mieszkać w szałasie tygodniami Tylko po to by pisać. Podobno zastrzelił się pewnej zimowej nocy na cmentarzu. Pochowano go jako nn bo tak sobie życzył. Ale grobu nikt nigdy nie widział. Przeraża mnie Pan i pańskie autorytety. A więc nie będę już przeszkadzał w lekturze. Wstał piękny dzień więc i mi wypada wstać i iść, szukać swego grobu. Za dnia szukam śmierci a nocą tonę w objęciach balu nihilistycznych figur. Nigdy nie wiem czy na cmentarzu, wreszcie wychynę z bezimiennego grobu, czy w trumnie z kochanką o twarzy zabranej przez rozkład będę łaknął i pragnął jej krągłości rozkładu, którymi karmię swą wenę zbrukanego, przeklętego poety. Wtedy widać mnie poznała i zemdlała. A ja podszedłem do niej, wyciągnąłem z jej zimnych lekko wilgotnych dłoni książkę wieszcza i wyrzuciłem ją do kosza obok ławki. Uchyliłem jej ronda na pożegnanie i ruszyłem na cmentarz do swego bezimiennego grobu.- 9 odpowiedzi
-
5
-
- dekadentyzm
- dekadencja
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Poetyckie Disco Polo
[email protected] opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Strona biała łeb pochyla, wręcza pióro i atrament. Chcę być szybko zapisana, a za biurkiem ślęczy skryba. Najpierw temat... tyle tego, powiedz o czym teraz marzysz? Miłość , kosmos - więc rzuć spławik, nędzne myśli skarbca strzegą. Pierwsza strofa - ups... dwa wersy, później rymy do tej pary; ze dwadzieścia, sposób stary, więc wybieraj który lepszy? Poprzyklejaj wraz z logiką, niech się śpiewa jak w piosence. Z rytmem krucho coś mi szepcze, Weno droga, szybko przychodź! Męka pańska znowu szkoda strof tętniących serca biciem. Co powstanie... zobaczycie, dla piszących to przestroga. Wyrzuć rymy, rytm do kosza, oj rozparła nam się wolność. Doradź stary jak to domknąć? Bez wysiłku kropki dopaść. Słowo, słowem - to za mało, by rozbijać myślą mury. One nowe buty wzuły, może wyjdą główną bramą. Wnet pisanie... pół zawodem, co mi czasem kradnie chwile. Marnotrawisz - ale mile, co mam robić - daję nogę. A zeszyty do szuflady, niech je znajdzie kiedyś wnuczek. Nie polubi - siłą zmuszę, coś wypocił... ale blady. Wiersze siłą są i basta, do pisania wołam wszystkich. Nobel może ci się przyśni, pięciu pluje... jeden klaska! "Dzieło mówi samo za siebie... jeśli ma do kogo." - Stanisław Jerzy Lec. -
Nie spieszy się wygrzewa w słońcu A to zdejmie buty i pląsa boso Albo w kaloszach chowa się się w zaroślach Czasem obrazi się i mgłą okryje skroń Lubi tez płakać wielkimi kroplami Maluje uśmiechy na złoty kolor Wspomnienia wyprowadza na spacer Jak ulubionego psa. Okruszkami karmi Nieoderwane jeszcze kartki z kalendarza A przed zmrokiem dopije herbatę Weźmie leki na spokojny sen. Zamknie oczy Już taka jest Pani Jesień
- 6 odpowiedzi
-
11
-
Lubię spotykać poetów Młodych pełnych życia Nabuzowanych Jak wstrząśnięta puszka koli I starszych wyczilowanych Uśmiechających się powoli W harmiderze niepokojów W tłumie głów Patrzę na tę starą twarz poety Na koszulę, która mówi, że nie mam nic I na oczy śmiejące się, że mam wszystko Czego szukałem Czego szukam Czego nie znajduję, Lecz w poszukiwaniu czego Wystarczy mi to Czego nie mam
-
Ogólnopolski Konkurs Poetycki "Zawierszujmy Bielsko"
Weronika Kucia opublikował(a) utwór w Konkursy literackie
Piszesz wiersze i chciałbyś spróbować swoich sił w ogólnopolskim konkursie poetyckim? Dopiero zaczynasz przygodę z tworzeniem, nikt nie widział Twoich utworów, a może jesteś już wielokrotnym laureatem? Konkurs Poetycki „Zawierszujmy Bielsko” został stworzony z myślą o Tobie!Pierwsza edycja ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Zawierszujmy Bielsko” adresowana jest do pełnoletnich mieszkańców Polski. Do nagrody w kategorii ogólnej kandydować będą wszyscy uczestnicy, którzy mają ukończone 18 lat. Dodatkowo została przygotowana nagroda specjalna im. Józefa Argasińskiego dla uczestników, związanych miejscem urodzenia bądź zamieszkania, szkołą, uczelnią, z regionem Podbeskidzia i miastem Bielsko-Biała, którzy mają ukończone nie więcej niż 26 lat.Utwory uczestników z całej Polski zostaną ocenione przez profesjonalne jury,a zwycięzcy otrzymają wyjątkowe nagrody. Czeka na nich m.in. nagrody finansowe, warsztaty poetyckie, prezentacja wierszy w przestrzeni miejskiej oraz wiele innych.Laureaci i wolni słuchacze zaproszeni są również na oficjalne ogłoszenie wynikówi wręczenie nagród na uroczystej gali finałowej 5 września 2020 r. w Domu Kulturyw Starym Bielsku. Podczas ceremonii odbędzie się także koncert muzyczny oraz konkurs jednego wiersza.6 września 2020 r. o 11:00, na Zamku książąt Sułkowskich odbędzie się Bielska Edycja Krakowskiego Salonu Poezji, w której trakcie laureaci konkursu ponownie będą mieli okazję zaprezentować swoje utwory.Dla młodzieży nominowanej do nagrody specjalnej zorganizowany zostanie cykl warsztatów poetyckich w Książnicy Beskidzkiej.Udział w konkursie jest całkowicie bezpłatny.Regulamin konkursu: https://drive.google.com/open?id=1otbAA6n3XSS1jGk40oMrtDRSpB0OE3qB- 1 odpowiedź
-
graphics CC0 u Bliklego musiało być fajnie – OJ PODLE! w kawiarni Pod Picadorem – śledzik kolego „przy” ulicy Nowy Świat numer 57 smukły kelner „PODWOZIŁ SETĘ”… MIMOCHODEM PRO ARTE ET STUDIO później hasano w piwnicy… nie jeden przepuścił futro – masz cel GDY PALI W GARDLE! – MAGICY! a hejże: w winiarni u Fukiera spotykała się liczna śmietanka „DAWAJ LIRYK PEŁNA SZKLANKA TABAKIERA” TUWIM – KARSKI – i – WIERZYŃSKI wszyscy zakochani w STAFFIE krwawi wino – blednie papier SZKOCKA WHISKY! KONWENTYKIEL! procenty i egzaltacje z nagła się zaludniło wokoło na spędzie wieczorową porą – tęgich głów IRYTACJE toż sam mistrz egalitarny OSJANISTA – wokół niego wszak się spiętrza wszelka ci adolescencja MAS GENIALNYCH jako żywo toż i on Wielki Szu – LEOPOLD STAFF zew poezji dźwięczny paw NAJCZYSTSZY TON!!! „młyn”w hawirach zadymionych podchmielona pyta nacja: ”BĘDZIE W KOŃCU DEKLAMACJA… JEST KTOŚ ZDROWY?!” za OBERŻĄ wiatr gna liście ów jesienny czuły posłuch a tam w środku KWIAT LOGOSU RYMEM GWIŻDŻE po północy alchemicy snują grandą – cyt! WARSZAWKO! więcej rymu a mniej czkawką NA ULICY! „KUPĄ MOŚCI PANOWIE – NA STOŁECZNE SPELUNY!” do Turka i do Astorii będą odczyty być mogły JAK PERFUMY ach! – żwawo na Mazowiecką! – prosto do serca knajp TUWIM – PRZYSIECKI – i – LECHOŃ w Ziemiańskiej sprzedali wiekom WŁASNY RAJ! --
-
5
-
- dwudziestolecie
- poeci
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Odgłos szczęścia bezkształtny, nieudolnie unoszony ponad falami zatraconych uczuć. Słownik przemilczanych słów otwarty na pierwszej stronie, zepsuty czasem i brakiem szczerości, pełen wymownych, nic nieznaczących spojrzeń. Pośrodku tego ludzka dusza tak mało wytrzymała, krucha, wciąż naiwnie wierząca w pobudkę ze snu lęku.
-
Szła przez świat z oczkami szarymi. Zapłakane poliki, głuchy dźwięk pragnień, zgrzyt zębów, na sobie mając jedynie rzucony jej przed twarz, stary płaszcz. Szła ulicami, myśląc o ciepłe kominka w zimowe wieczory oraz deszczowe dni. Błąkając się między światłami ulicznych lamp, marzyła o mamie, tacie i skromnej pomocy. Okrutnej nocy, szczęścia zabrakło, między ludźmi nocy tchu jej brakło. W górę uleciała duszyczka malutka. Pytanie zadając strażnikowi wrot niebiańskich. Czym zawiniłam, między ziemią a niebem, że nikt mnie nie kochał, każdy wręcz podle szydził?
-
Kot Wania od Konwickiego
Tomasz Kucina opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
graphics CC0 Konwicki był cholernym kociarzem, kot Iwan ma nawet konto na facebooku Szymborska pewnie rzekłaby: „umrzeć, tego się nie robi kotu” a jednak odeszli, przekraczając granicę własnej rzeczywistości wkroczyli do wszechświata „gdzie koty mają wielkie wpływy i kolosalną pozycję” może ten najsłynniejszy kot PRL-u jest teraz lwem poezji, bywalcem salonowym tam, za wymiarem literatur gdzie pulchny Putto zakrada do baroku z zamkniętą księgą w ręku niczym motyw dekoracyjny z pomnika Nepomucena w krainie lirycznych mikrofonów na powrót pan Tadeusz udziela wywiadów, nikt o rodzinę, znajomych, i twórczość wszyscy anieli pytają tylko o kota nie tego z Cheshire, od Alicji i czarów którego uśmiech „trwał jeszcze przez pewien czas, gdy reszta już dawno zniknęła” czworonóg kapryśny i bezczelny, z podniesionym wąsem opowiada świętym bajki, jak sam Krasicki o swoich kotach w „Myszeidos” ma własne poglądy na życie, heroikomiczny, drugi kot Mruczysław wróg prawdziwej religii, nauki, i sztuki naturom bliższy Behemotowi, u Bułhakowa zyskał alchemiczne uznanie Julia Hartwig wyzwała go wczoraj od „gangsterów, oszustów i wyłudzaczy” bo wielka w niej demoluje „potrzeba kochania” wśród „szklanek i kieliszków” ustawionych na chmurce podniebnego landszaftu u Porazińskiej wchodził po drabinie na ostatnim szczebelku, stwierdził: „lepiej wróbel w garści niż gołąb na dachu”, pan Perrault spadł w butach z kotem, z kalenicy, ile było krzyku prawo musicalu, gdy w teatrze Roma Eliot sprzedał ”Koty”. --- 10 odpowiedzi
-
Wszystkich miłośników rosyjskiej poezji zapraszamy na spotkanie z twórczością Sergiusza Jesienina. 14 i 15 listopada na Scenie STU zaprezentujemy dwa przedstawienia "Spowiedzi chuligana" z Andrzejem Grabowskim w roli tytułowej. Więcej o spektaklu na naszej stronie: https://www.scenastu.pl/spektakle/spowiedz-chuligana