Uśmiechnięty księżyc
Wyjrzał spoza chmury,
Spogląda na Ziemię
Po raz... Nie wiem który.
Noc ją otuliła
I wycisza nieco,
Jednak ciągle w niebo
Snopy świateł lecą.
To w nocnych ciemnościach
Skrzą się wsie i miasta,
Nikłym wśród nich blaskiem
Tli się nocna lampka.
Przy niej, w swym pokoju,
Chłopczyk śpi przy mamie,
Pod miękką kołderką
Wtula się w jej ramię.
Pracowity dzień miał,
Aż się zlewał potem,
Jeździł ciężarówką,
Latał samolotem,
Rowerem objeździł
Całe dwa pokoje,
Przetańcował cztery
Radiowe przeboje,
Schował się przed babcią
Pod kuchennym stołem,
Misiom wyśpiewywał
Piosenki wesołe,
Z klocków stawiał wieżę
Do samego nieba...
Aż znużony zasnął.
Budzić go nie trzeba,
Bo już księżyc świeci
I gwiazdy na niebie
Wesoło migoczą.
Po raz który? Nie wiem.