-
Postów
640 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Treść opublikowana przez vioara stelelor
-
Poeta i niezapominajki (baśń)
vioara stelelor odpowiedział(a) na vioara stelelor utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Alicja_Wysocka Dziękuję za bardzo trafną interpretację. Oprócz tego, co napisałaś, zależało mi na pokazaniu jeszcze jednego przesłania. Gdy wędrowiec przybywa do ogrodu, natrafia w nim na ślady przeszłości, którą usiłuje wskrzesić. Najpierw wydaje mu się, że to takie łatwe, że to będzie tak samo, wystarczy chcieć. A jednak w pewnym momencie musiał pojąć, że róże to rozdział zamknięty. Wspomnienie. Ale on będzie miał własne kwiatki, jeśli uwierzy, że ogród nie umarł. Tak, jak nie umiera serce, choć każda miłość w nim jest przecież inna. Oprócz troskliwości i słowa, poeta podarował, oczywiście, swoim roślinkom, coś więcej. Ważna też była dla mnie ta burza, poprzedzająca moment pojawienia się niezapominajek - coś musiało mojego bohatera złamać, zaboleć, żeby zrozumiał wartość tego cudu. Odwzajemniam uśmiech :) -
okno na poddaszu
vioara stelelor odpowiedział(a) na APM utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@APMPodoba mi się ten delikatnie namalowany urywek krajobrazu, który staje się szkieletem dla poetyckiej refleksji. Z moich okien też widać na brzozie ptasie gniazda, nie wiem, czy wronie, czy srocze - teraz też oszronione i ośnieżone. W mroźnym, martwym krajobrazie są wspomnieniem życia - i symbolem nadziei. -
portret malującej paznokcie
vioara stelelor odpowiedział(a) na hollow man utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@hollow man Znakomicie to napisałeś :) -
Pytać czy nie? Epilog.
vioara stelelor odpowiedział(a) na Marek.zak1 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Marek.zak1 No bo w tym rzecz, żeby umieć znaleźć aurea mediocritas. Nie iść jak spychacz, ale i nie pozostawać wiecznie na etapie jak harcerz z harcerką. W miłości, jak zresztą w wielu ważnych rzeczach w życiu, istotne jest zarówno wyczucie, jak i odwaga. -
Poeta i niezapominajki (baśń)
vioara stelelor opublikował(a) utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, poszedł też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzył, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach. -
małe cząstki samotności osiadły na rogu poduszki
vioara stelelor odpowiedział(a) na Gosława utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Gosława W tym wierszu odnajduję jakąś bezradność pamięci. Nie można wymazać przeszłości, ale też życie z nią tak bardzo boli... -
Drzwi to odwieczny dylemat
vioara stelelor odpowiedział(a) na Waldemar_Talar_Talar utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Waldemar_Talar_Talar Życie jak escape room? Ale mimo wszystko każde drzwi warto otworzyć. Co nie oznacza - wybrać. Jednak bez odwagi i poznania nie ma świadomych wyborów i zawsze można coś stracić -
Gdy śmierć mnie zaprasza
vioara stelelor odpowiedział(a) na Whisper of loves rain utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Bardzo smutny wiersz. Dla każdego przyjdzie taki moment świadomości, że nie na już czasu na rzeczy najważniejsze. -
Konstelacja kwiatów
vioara stelelor odpowiedział(a) na vioara stelelor utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Łukasz Jurczyk Zgadza się, kiota mozna zagłaskać. -
Księżniczka
vioara stelelor odpowiedział(a) na violetta utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Ładnie. Tylko zastanawiam się, czy warto kusić takich, którzy polecą na koronki i szminkę. Najwyżej motylek przyleci i odleci - w tym wierszu symbolizuje coś nietrwałego, choć przyjemnego. A przecież tak sobie myślę, że peelka oprócz swojej zalotnej frywolności, ma w sobie serce... -
Konstelacja kwiatów
vioara stelelor odpowiedział(a) na vioara stelelor utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Nooo.... I nic się bardziej nie liczy. -
Gibeon
vioara stelelor odpowiedział(a) na Alicja_Wysocka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Ale latem - mrożona latte, z bitą śmietaną, lodami, dobrym syropem smakowym, np. różanym, truskawkowym - też świetnie smakuje. -
Konstelacja kwiatów
vioara stelelor odpowiedział(a) na vioara stelelor utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Tak, i człowiek czasem jest wdzięczny za to, że może być komuś potrzebny, nawet w drobnych rzeczach. -
Gibeon
vioara stelelor odpowiedział(a) na Alicja_Wysocka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Alicja_WysockaDziękuję za kawę w sweterku :) -
Konstelacja kwiatów
vioara stelelor odpowiedział(a) na vioara stelelor utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@CharismafilosMiłość ma tyle definicji, ile kochających ludzi... Chętnie poznam Twoją. @Łukasz Jurczyk A wiesz, że to 'za wszelką cenę' wprowadza trochę dystansu? Bo można zawsze chcieć za bardzo. Dziękuję :) @Berenika97Dziękuję za Twoje wejrzenie :) -
Konstelacja kwiatów
vioara stelelor odpowiedział(a) na vioara stelelor utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Charismafilos Masz rację. :) -
Konstelacja kwiatów
vioara stelelor odpowiedział(a) na vioara stelelor utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@violetta Jak najbardziej słoneczny ;) -
Zdechnij we mnie
vioara stelelor odpowiedział(a) na kasia652 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@kasia652 Prawda wyzwala, nawet ta niewygodna. Tylko trzeba iść do przodu. -
Konstelacja kwiatów
vioara stelelor odpowiedział(a) na vioara stelelor utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Bardzo dziękuję:) -
Jan - dzień pierwszy
vioara stelelor odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Przeczytałam ten wiersz z ogromnym wzruszeniem, bo opisujesz z niesamowitym znawstwem ludzkiej duszy chwilę tuż po odejściu osoby, która była dla kogoś całym światem. I w Twoim utworze nie jest to pusty banał, gdyż szczegół po szczególe, obraz po obrazie, wskazujesz, w jaki sposób ten świat odchodzi, rozpada się, zmienia, zaczyna istnieć inaczej, pomimo tego, że Twój bohater liryczny wciąż odruchowo funkcjonuje tak, jakby było po staremu. Podziwiam szczerze tę umiejętność wejrzenia w prawdziwe życie, skryte wśród drobiazgów, które więcej mówią, niż najbardziej górnolotne słowa. A temat bardzo mi bliski. -
Siekieroszada
vioara stelelor odpowiedział(a) na Father Punguenty utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Father PunguentyZrobiłeś mi dzień :) Świetna scenka rodzajowa, napisana z polotem i finezją. Oto jak powstaje medialna kula śnieżna. Super. -
Poproś mnie o słowo - dam ci wiersz, który okryje gwiazdami gałęzie w jabłoniowym sadzie. Poproś o uśmiech - dam łąkę z której będziesz rwać szczęście rumiankowe, chabrowe słoneczne. Poproś o pocałunek - dam wrzący ocean pod stopy. Po nim ukojenie, gdy ostatnia fala zostawi cię w moich ramionach do rana. Poproś o cokolwiek. Po to przecież jestem, na to czekam od dawna. Daj mi prośbę jedną, jedyną gwiazdę, kwiat polny, falę. Powiedz, jak mogę dać więcej niż tylko siebie.
-
Zdechnij we mnie
vioara stelelor odpowiedział(a) na kasia652 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Dość! Wystarczy! I odstaw te berbeluchy. Wiersz jakby terapeutyczny, i niech taki pozostanie. -
O wypaleniu
vioara stelelor odpowiedział(a) na Radosław utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Wyborny obraz. Przypomina o wielu ludziach, którzy tak bardzo chcieliby jeszcze być komuś potrzebni,a już nie są. O potencjale, który gdzieś drzemie, ukryty w sercu, ale wszyscy zajęci tylko sobą, nie dostrzegają go. Może dlatego, że sami krzyczą zbyt wiele o sobie. Przyszło mi też do głowy, że czasem pozwolić, aby ktoś nam coś dał - jest również bardzo ważnym świadectwem empatii. -
tramwaj zwany szaleństwem
vioara stelelor odpowiedział(a) na hollow man utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@hollow manJestem pod wrażeniem. Wspaniały wiersz, co linijka, to inny trop. Najbardziej podoba mi się stara Meksykanka i jej pieśń, która jest spoiwem dla całego utworu. Świetnie pokazujesz zderzenie czegoś delikatnego i kruchego, z brutalnością świata. Mocne. Znakomity środek ciężkości w wierszu.