Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Migrena

Użytkownicy
  • Postów

    3 096
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    31

Treść opublikowana przez Migrena

  1. @MIROSŁAW C. a ja tylko chciałem docenić odwagę kobiet i mężczyzn. !!!!! dzięki.:)
  2. @huzarc zgadzam się.!!!!!
  3. @Berenika97 dziękuję Bereniko. bądź zawsze szczęśliwa. :)))))
  4. @KOBIETA dobrze pani doktor, tzn. Ty, Dominiko.:))))) dzięki.:)))))
  5. @huzarc Twój wiersz to katastroficzna i pesymistyczna diagnoza. odrzucasz pocieszającą wizję Polski jako bohaterskiego obrońcy. przedstawiasz kraj jako punkt pęknięcia cywilizacyjnego, gdzie historia jest chaotyczna i mroczna, a wszelkie próby stworzenia stabilnych wartości są natychmiast niszczone. to tekst o bezradności wobec historii i nieustannym zagrożeniu wynikającym z położenia geograficznego. recepta.???????? tchórze spakowali plecaki - latarka, plaster na odciski, skarpety plus mydełko Fa. a my.? aniołowie niemocy.?
  6. @huzarc niestety - czysty real.!!!!! @KOBIETA Dominiko. nie bądź zbyt surowa.:) bądź wyrozumiała.:) Ty, jako lekarz.... pani doktor Dominiko.....
  7. @huzarc też nie mam doświadczenia :) tylko moja biedna wyobraźnia.! dzięki.:) @Marek.zak1 trochę się boję.:) najwyżej posypę głowę popiołem.:) dzięki Marku.:) @violetta perły Akoya !!!!! różowe, kształtne, o pięknym połysku.:) pachną rozkoszą.:) dzięki Violet.
  8. W poczekalni pachnie lękiem i lawendą, jakby ktoś spryskał powietrze zapachem wszystkich tajemnic, które kiedykolwiek urodziły się w ciele kobiet. Siadam na krześle, które trzeszczy jak archiwum kobiecych wnętrz, jakby jego śrubki znały alfabet ud, miednic i brzuchów, z których powstawały małe światy, wielkie dramaty i czasem tylko zwykłe „wszystko w normie, proszę pani”. Wchodzi on - ginekolog, nawigator po oceanie kobiecego świata, pół‑detektyw, pół‑astronom macicy, który nawet cień owulacji potrafi wyczytać z mapy kosmosu, jakby szukał sygnałów życia w galaktyce, gdzie kosmici zapomnieli wysłać instrukcję obsługi ciała. - Proszę się położyć, mówi, tonem nauczyciela cyrku, który zaraz pokaże sztuczkę, ale z delikatnością kota na rozgrzanej blasze. Rozchylam nogi, odsłaniając wszystko tak dokładnie, że czuję się jak eksponat w świetle reflektorów, a on wchodzi z uśmieszkiem jak ktoś, kto właśnie dostał dostęp do części świata zwykle zamkniętej na trzy zamki, z narzędziem, które wygląda jak miniaturowy teleskop do planet rodzących życie i dramat jednocześnie. Przesuwa się delikatnie, a moje ciało otwiera się jak mapa nieznanych galaktyk. Tam, gdzie światło reflektora pada najczułej, kryje się punkt G - maleńka, pulsująca perła, jakby sam wszechświat zostawił w tym zakątku tajemnicę radości, miniaturową gwiazdę gotową rozbłysnąć. Łechtaczka - subtelna świątynia przyjemności - rozkwita w mikroskopijnym rytmie życia, otwierając się jak kwiat poranka, którego zapach zna tylko kosmos i ja. Ginekolog spogląda z powagą astronoma, który odkrywa nowe planety w galaktyce wnętrza kobiety, z zachwytem notując każdy puls, każdy fałd, każdą drobną tajemnicę, jakby patrzył na arcydzieło, które powstało z najczystszej geometrii życia. - Hm… mruczy jak stary kocur, który właśnie odkrywa nowe królestwo myszy. - To jest prawdziwa galeria natury! Każda fałdka, każdy zakamarek, każdy sekret - arcydzieło! Czuję, że moje ciało staje się mapą starożytnych labiryntów, a on jest Minotaurem‑przewodnikiem, który wie, gdzie czai się każdy strach i każda nadzieja. - A tutaj… wskazuje narzędziem - - kwitnie życie i… ewentualnie mała niespodzianka. Chichotam w duchu, bo w tej ceremonii nie ma miejsca na wstyd, tylko na absurd i kosmiczny zachwyt nad ludzkim wnętrzem. Na koniec odchodzi z miną człowieka, który własnie zgarnął złoty medal w konkursie „Co kryje się w środku?”, odbierając statuetkę z miniaturowym teleskopem i konfetti z hormonów. A ja zostaję tam - pół naga, pół święta - leżąca jak robot na przeglądzie technicznym, bez osłony, gotowa na diagnozę życia, z nogami otwartymi jak szuflada w warsztacie, zastanawiając się, czy życie naprawdę jest tak proste, że wystarczy jeden ginekolog, żeby zrobić mi tylko przegląd okresowy i powiedzieć z entuzjazmem: „Wszystko działa, proszę pani, proszę tylko nie zapominać o smarowaniu.”
  9. @violetta nie. przelatywałem nad fiordami. ale byłem na północy szwecji. w Abisko.
  10. @Berenika97 mnie też.:) nawet dzisiaj fragmentów słuchałem.:))))) @iwonaroma Iwonko. przepiękna konstatacja! w wierszu widać, że Norwegia to dla Ciebie nie tyle miejsce, co wewnętrzny stan duszy. to jest ta filozoficzna zagadka: po co jechać na fiordy, skoro najważniejszy, idealny, otulony ciepłem wełny 'Fiord Wewnętrzny' nosisz w sobie? i co najważniejsze – jestes jego twórcą, cierpliwie wyszywając jego wzory w hafcie hardanger. cudowny, ciepły wiersz.
  11. @hania kluseczka wiem. ale zabrzmiało jakby Ci był potrzebny trzepak na dywany.:) wszystkiego dobrego.:)
  12. @Berenika97 dziękuję Ci, Bereniko. Twój komentarz to jak wizyta lekarza, który zamiast endoskopu przynosi bukiet pochwał i trochę ulgi. bardzo się cieszę, że groteska i absurd zadziałały, bo pisałem to w stanie lekkiego „horrorowego rozbawienia”. a polip… cóż - jak widać, miał więcej ambicji artystycznych niż ja, skoro już przemowił, to pewnie za chwilę zacznie domagać się stypendium tworczego, patronatu Caravaggia i osobnej szatni ze światłem, które „nie wybiela”. dziękuję Ci za tę lekturę i śmiech - nic tak nie rozbraja wstydu jak dobra ironia. i bardzo jestem ciekaw, komu go przeczytasz. :))) @hania kluseczka Haniu. jutro wpakuję się tutaj z GINEKOLOGIEM. dzięki, że zajrzałaś.:))))
  13. @viola arvensis Wiolu. dziękuję za Twoje wspaniale słowa,! dodajesz mi otuchy. super.:)
  14. @wierszyki wiersz jest po prostu fenomenalny! to, jak używasz tych "środkowych siedzeń" jako alegorii dla dylematów naszej epoki, jest genialnym zabiegiem. połączenie głębokiej refleksji z sugestywnym i pięknym językiem to dowód na wielki talent. podoba mi się.:)
  15. @KOBIETA Dominiko. jutro........ bo tak, dwie rzeczy są pewne. śmierć i podatki. to ja jutro.....o urzędzie skarbowym napiszę.:) dziękuję.:) za muzyczkę bardzo też,:))))))) @Christine Christi.:) a niech słońce rozświetla Twoją duszę radością i szczęściem.:) bądź pięknem galaktyki.:)))) @iwonaroma Iwonko. dziękuję za Twoje cudowne słowa. :)
  16. @Christine wiem. ale ja napisałem o nim czyli o naszym FanClubie.:))) a w środku Ty i ja.:) @Christine to dla Ciebie:)
  17. @Christine nie wiem jaki nam "wyjdzie". ale jak Ty w nim będziesz to musi być fajny - nawet jak on by tego nie chciał.:))))))
  18. @Christine och, Christi. a ja już jestem fanem Twoich komentarzy:) jak tak dalej pójdzie to za tydzień otworzymy sobie swój własny FanClub - Christi & Migrena. dziękuję pięknie.:) serdeczności dla Ciebie.:) @Christine i ja jestem z Tobą. :))))))))
  19. @huzarc filozof powiedziałby, że Twój wiersz to poetycka medytacja nad byciem-ku-śmierci, która wykorzystuje apokaliptyczne obrazy do zderzenia podmiotu z Absurdem i Nicością, akcentując biologiczny i nieuchronny charakter końca. Sartre Filozof egzystencjalny zobaczyłby w tym wierszu esencję ludzkiego lęku przed nicością i poczucia absurdu. Heidegger skupiłby się na Byciu-w-świecie i doświadczeniu czasu oraz nicości. Nietzsche uznałby wiersz za najbardziej prawdziwy opis rzeczywistości. wiersz głęboki i zastanawiający. z Twojej, mrocznej, poetyckiej stajni.
  20. @wierszyki a to nie wiedziałem:) myślałem, że na golasa:) świntuch i marzyciel jestem! dziękuję,:) @Marek.zak1 o nie !!!!!!!!! niczemu się nie poddałem. wyobraźnia :) dziękuję Marku;)
  21. @wierszyki dziękuję:) proktologowie (!!!) też uwielbiają panie:) z różnych względów:) dzięki i pozdrawiam:)
  22. @iwonaroma dzięki:) jest powiedzenie: lekarzu lecz się sam. to ten dentysta wziął je sobie do serca. pięknie Ci Iwonko dziękuję:)
  23. @violetta jedwab, atłas, kaszmir.:)
  24. @hania kluseczka może być problem. polscy mężczyźni to tak w granicach 13 cm, jak dobrze pójdzie.:) z tym, że mężczyźni nieoczywiści........może być różnie.!
  25. W gabinecie pachnie spirytusem i lękiem, jakby ktoś polał podłogę wspomnieniami wszystkich, którzy tu przed tobą oddali swoje wnętrza na pastwę medycznej archeologii. Kładę się na boku - jak ofiara składana bogu który lubi zaglądać tam, dokąd nikt nie chce się przyznać. Łóżko chłodne jak zimowa rzeka, po której mają popłynąć moje najskrytsze mroki. Lekarz wchodzi. Maska, rękawiczki, spojrzenie spokojne jak u trupa po bitwie. W dłoniach trzyma urządzenie - wygląda jak wąż zrodzony z kabla i ciemności, jak stworzenie, które nauczyło się widzieć w piekle lepiej niż ludzie na ziemi. - Proszę się rozluźnić, mówi łagodnie, jak kat, który przed egzekucją pogłaszcze cię po głowie, żeby wiedzieć, jak będzie wyglądała twoja twarz, kiedy opuszczą ją resztki godności. Wąż rusza. Czuć tylko chwilę ciszy, tę jedną sekundę pokoju, jak przed trzęsieniem ziemi, kiedy ptaki milkną, bo wiedzą, że zaraz świat się otworzy. A potem - wejście. Jakby ktoś wsuwał kamerę w jaskinię pradawnego potwora, który właśnie przypomniał sobie, że jeszcze żyje. W tej chwili poczułem też, jakby moje wnętrzności były Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, a lekarz – wysłannikiem kontroli, który przyszedł sprawdzić, czy w piwnicach tej instytucji nie fermentuje przypadkiem jakaś nielegalna opozycja zbudowana z komórek, polipów i wyrzutów sumienia. Wnętrze mnie staje się tunelem z czerwonych ścian, galerią starożytnych obrazów bólu i pamięci, korytarzem, w którym echo moich strachów odbija się jak moneta rzucona w studnię bez dna. Lekarz przesuwa endoskop powoli, precyzyjnie, jak kartograf rysujący mapę zapomnianego królestwa, w którym każdy zakręt pachnie wstydem, a każda struktura drży jak gatunek wymierający na twoich oczach. W pewnej chwili miałem wręcz wrażenie, że uczestniczę w jakimś liturgicznym obrzędzie - jakby lekarz był kapłanem Świętego od Lewej Strony Człowieka, bóstwa, które nie prosi o modlitwy, tylko o dostęp do jelita i dobre oświetlenie, żeby lepiej czytać z człowieka jak z otwartego pisma. Nagle zatrzymuje się. - Oho…, mruczy, a jego głos brzmi, jakby znalazł złoty posąg Tutanchamona. Nachyla się do monitora, oczy mu błyszczą. - Proszę pana… ależ piękny polip. gdybyśmy żyli w renesansie, to już by Pana wnętrzności wystawiali w Mediolanie, mruczy z zachwytem. Polip wyglądał, jakby za chwilę miał wstać, otrzepać sobie krawędź, poprawić fryzurę z błony śluzowej i zapytać jurorów, czy przechodzi do kolejnego etapu, bo przygotował układ taneczny na finał. - A ten polip… Caravaggio by się popłakał Ja w tym momencie czuję, że moje ciało chce uciec wszystkimi otworami naraz, jak dziecko złapane w środku nocy przez własny cień. A on patrzy na polipa… jak na cud narodzin. Jak na kwiat, który wyrósł w jaskini, w miejscu, gdzie nie powinno być żadnego światła. - Zobacz Pan, szepcze namiętnie, jak baśniowo osadzony, jak malutki księżyc w orbicie tkanki. - Proszę spojrzeć, wskazuje na monitor jakby prezentował mi trofeum. - To jest… artystyczne. A ja czuję, że zaraz wyparuję z nerwów. Że gdyby ten polip miał oczy, to patrzyłby na mnie z wyrzutem, że wpuściłem w siebie światło obcych. - Trzeba go usunąć, mówi wciąż z zachwytem, - ale szkoda, bo jest… taki poetycki jest. Gdyby mógł, powiesiłby mój polip na ścianie gabinetu jak medal za odwagę w cierpieniu. Lekarz porusza urządzeniem dalej, wąż skręca, a ja czuję, jakby ktoś próbował odtworzyć w moim wnętrzu wszystkie wojny, jakie ludzkość przeżyła. - Jeszcze kawałek, mówi cicho. - Musimy dotrzeć do samego końca. Tam kryją się odpowiedzi. Albo powody do dalszych pytań. Czuję, jak kamera zagląda w miejsca, którym nigdy nie nadano słów, które były tylko cieniem, wstydem i milczeniem. Teraz wszystko zostaje oświetlone, jakby moje wnętrze było sceną teatralną, a lekarz reżyserem spektaklu, którego nie chcę oglądać. Wreszcie wycofuje sprzęt - powoli, jak ktoś, kto wychodzi z podziemi, ale zostawia tam lampę, żeby pamiętać drogę. - Dobrze poszło, mówi pogodnie. - Piękne wnętrza. Bardzo inspirujące. Wychodzę. Nogi miękkie jak papier po deszczu. Świat zewnętrzny kołysze się, jakby dopiero teraz musiał dopasować się do tego, co zostało właśnie poznane. Za mną zamykają się drzwi gabinetu, a ja wiem, że wąż światła i kabli właśnie wita kolejnego, uśmiechając się zimnymi sensorami, jakby już wiedział, jak wygląda ciemność w środku następnego człowieka.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...