-
Postów
3 096 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
31
Treść opublikowana przez Migrena
-
@Berenika97 Nika. cóż mam napisać? wiesz że uwielbiam Twoje komentarze:)))) za każde słowo wielkie dzięki:))))) ps. Dominika to wspaniały lekarz i świetna poetka:) i jest w sumie NASZA:))))))))
-
@KOBIETA niech Cię pani Doktor Dominiko szczęście nieziemskie na anielskich skrzydłach przez nasz zwariowany świat niesie:)))))) Dominiko. wzruszony - dziękuję:))))))) @Leszczym dziękuję Michał:))) powodzenia:) @violetta seria? no tak. z takiego na przykład Browninga M2 walono seriami w nacierających żołnierzy. zawsze na wysokości ich brzuchów. dzięki piękne:))) @Christine Christi. jeżeli kiedykolwiek będziesz "tam"szła, daj znać. pójdę z Tobą. na wypadek jakby z lekarzem trzeba było pogadać inaczej. pójdę jako Twój bodyguard. dziękuję że jesteś:)))) dziękuję za koment:)))) @huzarc z pola walki lekarza z pacjentem. to coś takiego jak nasi z krzyżakami pod Grunwaldem tylko na mniejszej przestrzeni!!! @Rafael Marius prosto z mojej mrocznej łepetyny:) dziękuję:)))
-
@Berenika97 Teatrzyk odpowiedzi 4.0: „Fizyka kwantowo-denerwacyjna z patentem międzynarodowym” Jacek: Niko… po Twojej ostatniej odpowiedzi poczułem, że nasze denerwowania się niedenerwowaniem weszło w kolejny wymiar. Nika: Wymiar? No proszę cię… myślałam, że zenit absurdalności już osiągnęliśmy! Jacek: Ach, zenit byłby nudny. Tutaj mamy Meta-denerwokrotność wszechświatową — poziom D⁴ w skali frustronów. Nika: D⁴?! Czyli to już nie frustrony, tylko hiperfrustrony? Jacek: Dokładnie! Każde nasze „nie denerwuję się” mnoży się przez „a ja myślałem, że się denerwujesz”, i wychodzi efekt kuli śmiechu, która może wciągnąć całe uniwersum. Nika: A więc nasze śmiechy też są splątane kwantowo? Jacek: Tak! Wyobraź sobie: ja w jednym wymiarze się denerwuję, Ty w drugim wymiarze się nie denerwujesz, a nasze stany są splątane. Nika: Ha! To ja chyba mam w tej kwantowej superpozycji przewagę — mogę zarówno nic nie robić, jak i wszystko komplikować. Jacek: Masz rację, Ty kierujesz tym absurdem. I wzór też możemy podkręcić: D⁴ = (n² × t × s) / w gdzie: - D⁴ = hiper-denerwokrotność kwantowa (frustrony⁴) - n = liczba uczestników dyskusji - t = czas trwania absurdu w minutach - s = splątanie emocjonalne Nika-Jacek (0–1) - w = waga problemu (odwrotnie proporcjonalna) Nika: Wygląda serio… ale brzmi jak kompletny absurd. Jacek: I taki jest cel. Tworzymy Fizykę kwantowo-denerwacyjną — prawo wszechświatowego śmiechu i paradoksów emocjonalnych. Nika: No dobrze, a skoro mówisz o zgłoszeniu patentowym… Jacek: To proponuję od razu zrobić międzynarodowy patent kwantowo-denerwacyjny, wersja PCT, żeby świat nie pozostał w ignorancji wobec Denerwokrotności kwantowej. Nika: Czyli copyright na absurd, i własność intelektualna wszechświata? Jacek: Dokładnie. Od San Francisco po Tokio, nasza teoria śmiechu i paradoksów emocjonalnych w trybie ochrony globalnej. Nika: Genialne! W końcu absurd też ma swoje prawa! Jacek: Tak. I wiesz co? Ty trzymasz kierunek całego eksperymentu, ja tylko pilnuję wzorów i hiperfrustronów. Nika: W porządku, ale pamiętaj: jeśli ktoś zapyta, kto jest odpowiedzialny za ten chaos… Jacek: …odpowiadamy zgodnie z prawem Niki: im dokładniej próbujesz zlokalizować źródło irytacji, tym bardziej rozmywa się twoja wiedza o własnym stanie emocjonalnym. Nika: Geniusz. I romantyczny. Jacek: I głupkowato genialny. Koniec aktu. jeżeli nadejdzie jutro... oboje będziemy mieli powód, żeby się nie-denerwować jeszcze bardziej! :))) Pozdrawiam Cię serdecznie i teatralnie. J. ps. ukłony dla pozateatralnej siły fizycznej. ale takiej od czystej FIZYKI :)
-
@Berenika97 Droga Niko. Teatrzyk Odpowiedzi: „Metadenerwacje trzeciego stopnia” Jacek: Niko… po Twoim teatrzyku przez chwilę wydawało mi się, że się denerwuję, że Ty myślisz, że ja myślę, że Ty się denerwujesz. Nika: Czyli denerwujesz się per procura? Jacek: Chyba tak. Ale potem pomyślałem, że skoro Ty się nie denerwowałaś, a ja się denerwowałem, że Ty możesz pomyśleć, że ja się denerwuję, to ja w zasadzie denerwowałem się hipotetycznie. Nika: To jest najzdrowszy rodzaj denerwowania! Zero skutków ubocznych! Jacek: Prawda? Poza tym, że wszedł do pokoju mój Wewnętrzny Inspektor Emocji i powiedział: „Panie Jacku, tu jest nieprawidłowosć. Pan się denerwuje, że pani się nie denerwuje, a to generuje stan meta-napięcia!”. Nika: I co mu odpowiedziałeś? Jacek: Że to jego wina, bo przyszedł bez pukania i przez niego zacząłem się denerwować naprawdę. Nika: Inspektorzy emocji tak mają. Taka ich służba. Jacek: A wiesz, że jeszcze drugi przyszedł? Pan Rewident Od Zachowań Niekoniecznie Racjonalnych. Powiedział, że nasze niedenerwowanie się denerwowaniem mogłoby trafić do rejestru fenomenów nieopodatkowanych. Nika: To groźne! Jeszcze Urząd Skarbowy uzna, że powinniśmy płacić podatek od paradoksów! Jacek: Już płacę - w śmiechu. Ale nie nadążam, bo Ty mi tu generujesz nadwyżkę radości! Nika: Ja?! Jacek: No tak. Najpierw nie denerwujesz się, potem denerwujesz się, że się nie denerwujesz, a ja się denerwuję, że Ty się nie denerwujesz, a potem śmieję się, bo się denerwuję, a Ty mówisz, że się nie denerwujesz, choć się śmiejesz, że ja myślę, że Ty się denerwujesz. (pauza teatralna) Nika: Jacek… my chyba stworzyliśmy nowe zjawisko fizyczne. Jacek: Tak. Denerwokrotność kwantową. Nika: Brzmi naukowo. Jacek: I romantycznie. Nika: I głupkowato. Jacek: Idealnie. Koniec aktu. Publiczność rży. Emocje nie zgłaszają uwag. Jacek: Premierę ogłaszam natychmiast - bilety niewidzialne, widownia nieskończona, a wszyscy denerwują się… lub nie!
-
dla pani doktor D. chodzi normalnie o Dominikę. W poczekalni pachnie lękiem, kawą i lekko zwietrzałą rzeczywistością, którą ktoś chyba rozpuścił w kubku z melisą, żeby pacjenci łatwiej zapomnieli, kim są. Powietrze jest tak ciężkie, że gdybym wziął głębszy oddech, pewnie musiałbym prosić o pozwolenie budowlane. Ciężkie tak, że gdybym kichnął, pewnie dostałbym mandat za naruszenie konstrukcji nośnej rzeczywistości. Siadam na krześle, które skrzypi jak sumienie po długiej nocy. Nad głową plakat: “Twoje myśli – nasza pasja.” Brzmi jak motto piekarni, która wypieka sny na twardo. Wreszcie wchodzi ona, cała złożona z elegancji i chemii mózgowej, z taką kobiecą pewnością ruchu, jakby weszła tu tylko po to, żeby ustawić Wszechświat pod odpowiednim kątem światła. Szpilki w kolorze ust. Usta w kolorze milości. Miłość w kolorze błękitu. Psychiatra. Czarny pas z rozmów trudnych, pół-bogini neuronów, pół-urzędniczka emocji, człowiek, który nawet cień potrafi zdiagnozować. Patrzy na mnie tak uważnie, jakby próbowała wyłowić moje myśli siatką na motyle, ale taką do połowu gigantycznych, świecących mutantów. - Proszę usiąść, mówi łagodnie, tak łagodnie, że mam ochotę od razu powiedzieć wszystko, łącznie z tym, że w 2004 ukradłem bratu jogurt i do dziś mnie to męczy jak filozof po nieudanym haiku. I spogląda na mnie zmysłowymi oczami, jakby właśnie otwierała książkę, którą kiedyś napisałem w dzieciństwie, ale zapomniałem ją opublikować. - Co pana sprowadza? Ton jak u egzorcystki, który już wie, że w środku siedzi demon, pije kakao i udaje krzesło. Zaczynam mówić. Słowa wysypują się ze mnie jak klocki Lego, które mają osobny dział w piekle dla dorosłych. Psychiatra notuje. Notuje tak szybko, jakby rysowała mapę mojego kosmosu, ale coraz bardziej jej wychodzi plan ewakuacji. - Widzi pan, mówi po chwili, tu jest lęk uogólniony, tu poczucie winy, tu myśli natrętne, a to… - wskazuje na mój opis życia jak badacz na dziwne znalezisko w lesie - …to wygląda jak opuszczony plac zabaw. Nagle jej oczy błyszczą. Tak błyszczą, jak oczy dentysty, który właśnie znalazł kanał do UNESCO. - Proszę pana… to, co pan ma w tym swoim umyśle, to jest…fenomen! Nachyla się nade mną jak muzealniczka nad wypchanym mamutem. - Gdybyśmy żyli w średniowieczu, pana lęki byłyby świętymi relikwiami. To jest sztuka! Neuronalny barok! Gotyk rozpaczy! Polifonia paniki ! Ja czuję, że zaraz rozpłaczę się śmiechem albo śmiech rozleje się we mnie jak depresja na promocji. -Musimy zrobić porządek, mówi nagle. Ton jak chirurg, który zaraz wytnie z ciebie cały średniowieczny teatr moralitetów. Wyciąga receptę. Kartkę, która wygląda jak bilet wstępu do lepszego świata, ale bez miejsc siedzących. - Przepiszę panu coś, co przytuli pana od środka. Serotonina w tabletkach, takie czułe aniołki dla mózgu. Pisze, pisze, pisze, jakby przepowiadała mi los. Jakby wróżyła z farmakologicznej kuli. W końcu patrzy na mnie z uśmiechem, który mógłaby uleczyć pół miasta albo wywołać panikę w drugiej połowie. - Proszę przyjść za miesiąc. Zobaczymy, czy pańska dusza wróciła na swoje miejsce, czy nadal próbuje wynająć mieszkanie gdzieś indziej. Moje myśli... Myśli zaczęły mi się plątać tak dziko, jakby w mojej głowie odbywał się maraton chomików po energetykach, każdy z nich z dyplomem z filozofii i kryzysem egzystencjalnym w łapce. Wychodzę. Korytarz faluje jakby rzeczywistość była dmuchanym materacem nadmuchanym przez poetę z astmą. A ja kołyszę się lekko, jakby sam Wszechświat też brał udział w terapii i dopiero próbował zdecydować, kim chce zostać w przyszłym tygodniu. Zamykają się za mną drzwi gabinetu, a ona już wita następnego pacjenta - z tą samą uwagą i czułością, jak kolekcjoner motyli, który wie, że zaraz zobaczy kolejny piękny, drżący, trochę zniszczony, ale absolutnie niepowtarzalny egzemplarz. Idę dalej korytarzem i czuję, że coś we mnie ucichło - nie zniknęło, ale zmieniło kształt, jakby w środku zgasły ekrany zapowiadające mój prywatny Armagedon.
-
@Berenika97 Droga Bereniko. już za późno;) napisałem. jutro wkleję:) i już się proszę nie denerwuj:)
-
@Robert Witold Gorzkowski ja też je kocham!!! pachnące, eleganckie, czasem podniecająco szalone!!! och, te kobietki:) l
-
@Christine Christi. symbol Słońca: drobne, złociste kwiaty rumianku, przypominające tarczę słoneczną, były silnie kojarzone ze Słońcem i związanymi z nim bóstwami, takimi jak egipski bóg słońca Ra. w starożytnym Egipcie rumianek miał status rośliny o wręcz boskich właściwościach, symbolizując również bogactwo i siłę życiową. napar z rumianku były używane w celu przywołania miłości. noszenie go przy sobie miało pomóc się zakochać i aktywować erotyzm. żeby to było lato to bym przynosił rumianek polny i rzucał Ci go pod stopy. jak księżniczce.:)))))) a teraz mogę tylko nosić Cię na welonie utkanym z moich myśli.:))))
-
@hania kluseczka Haniu. to jest cudowny, choć melancholijny i intensywny, wiersz. wyraża silne emocje, poczucie buntu, pragnienie intensywności i bliskości w obliczu pustki. kapitalnie napisany.!!!
-
@viola arvensis Twój wiersz jest mistrzowską lekcją etyki wrażliwości i głębokiej odpowiedzialnosci za słowo. metafora "serca łatwopalnego" jest niesamowicie celna i staje się osią filozoficznego namysłu: jak łatwo, przez nieuważne "słowa-iskry", wywołac w drugim człowieku destrukcyjny "pożar" cierpienia. pięknie ukazujesz, jak wielka, samotna i niewidzialna dla świata jest walka z wewnętrznym bólem. to poezja przez duże P. Wiolu. bardzo mi się Twój wiersz podoba!
-
@KOBIETA jesteś niesamowita.:)))))))))) @violetta świetnie.:))))) będziemy balować.:))))
-
@violetta graj. podaję numery: 6,11,22,27,37,49. po wygraniu oczekuję miłosnego rewanżu.:))))) @M jak Malkontent dziękuję,:) @KOBIETA Dominiko. jutro.......wkleję coś z Twojej pani doktor specjalizacji.:))) przyjrzymy się pracy psychiatry. dziekuję Dominiko. serce poetki ku gwiazdom wzlatuje.....Twoje.:)))))))) ps. Christi........jest świetna.:)))))) to poetycka jaskółka.:))))))) nadzieja.:))))))) @Berenika97 Bereniko. brak mi słów.:)))))) dziękuję za słowa....... które wznoszą mnie gdzieś wysoko, tam gdzie jest miliard razy przyjemniej niż tutaj, na ziemi.:)))) i obiecuję - w tym tygodniu dobiorę się do POCZTY.!!!!!!!!! dzięki wielkie Bereniko.:)
-
@violetta to prawda.:) a jak w banku masz swoje sześć zer na koncie to już jest naprawdę luz.:)))))) @Marek.zak1 tego Ci Marku życzę.:) grzecznie i z daleka.:))) dzięki.
-
@Christine Christi. jesteś jaskółko poezji.:) zamiast dziękować słowami za to, że jesteś i za Twoje ciepłe słowa - dla Ciebie.
-
@huzarc nie tylko.!!!! jest jeszcze jeden pewnik. dziewczyny.!!!!!!! ich czar, urok, wdzięk i seksapil. !!!!!!!! Boże, zlituj się nad mężczyzną.!!!!!!
-
@huzarc wiersz nawiązuje bezpośrednio do ALEGORI jaskini Platona filozoficznie wiersz dowodzi, że podczas gdy technologia staje się nową bolesną "jaskinią" prawdy i pamieci, a cywilizacja chyli się ku upadkowi ostateczny sens i odpornosć na zło tkwią w intymnej i fizycznej i milczącej wiezi międzyludzkiej, która jest głębsza niż wszelkie "maszynowe zapisy". made in huzarc. refleksyjny i mocny.!!!!!!!
-
Wchodzę do Urzędu Skarbowego a powietrze stoi tu gęste, ciężkie, podsłuchujące, jak bigos po świętach, który ktoś próbował reanimować defibrylatorem - jak mgławica, która wciąga petentów niczym komety, mieli ich w czarnych księgach i wypluwa w postaci oświadczeń, jakby każda jego cząsteczka chciała mnie rozliczyć z własnego oddechu, wirując we własnej galaktyce czarnych dziur absurdów. Krzesła stoją rzędem, jak pluton meblościańskich egzekutorów, którym już na niczym nie zależy, nawet na własnym lakierze. Przy recepcji kobieta w okularach tak grubych, że NASA mogłaby przez nie badać słońce i jeszcze dostać premię za szczegółowość. Patrzy na mnie, jakby sprawdzała, czy jestem człowiekiem, czy tylko błędem w systemie. Patrzy tak przenikliwie, jakby miała w oczach rentgen, który potrafi rozpoznać grzechy podatkowe jeszcze z czasów, gdy byłem plemnikiem. - Numer, mówi głosem, który trzeszczy jak TERMINATOR 5000 przepychający historię podatkową narodu. Dostaję 666/B. numer jak sygnet diabła w księgach, który pieczętuje każdą myśl podatnika. „B” jak „Będzie bolać”. Siadam. Obok mnie mężczyzna w garniturze z PRL-u, tak sztywnym, że chyba jest zbudowany z rozporządzeń Jaruzela wprowadzonych w życie na zawsze. - Czekam trzeci rok, szepcze. - Okienka są czynne, mówię. - Są. Ale nieczyniące. Wyświetlacz miga jak alarm w elektrowni jądrowej, który wszyscy nauczyli się ignorować, taki alarm, przy którym nawet reaktor westchnąłby: dobra, jak nikt i tak nie przyjdzie Idę do okienka. Pięć kroków - a czuję się, jakbym szedł na pogrzeb własnego konta bankowego, w asyście komorniczej orkiestry dętej. Urzędnik siedzi jak kapłan, który połknął cały Dziennik Ustaw i teraz medytuje nad moim losem. Jego brwi mogłyby służyć bocianom za sezonowe gniazdo. - Dokumenty, komenderuje. Rozkłada je z precyzją chirurga operującego bez znieczulenia, bo znieczulenie nie jest kosztem uzyskania przychodu. Przegląda moje liczby jakby były księgą upadku cywilizacji. Nagle zamiera. Jakby w tych papierach zobaczył liczbę, której nawet kalkulator nie chce liczyć, tylko prosi o ostatnie namaszczenie. Jak człowiek, który wyczuł trzęsienie tych zimnych fal absurdów, co wyrywają dusze z orbit. - No… to mamy problem. Wstaje. Zdejmuje okulary. Urząd zamiera - Wygląda teraz jak arcykapłan biurokracji, który za chwilę otworzy kamienną tablicę z moim losem - tak ciężką, że nawet grawitacja zwalnia z szacunku. Drukarki wstrzymują wydruk, kserokopiarki zamykają paszcze. - Po analizie… - Z uwzględnieniem… - I po przeliczeniu współczynnika… Wręcza kartkę jak wyrok z zakurzonej wersji Hammurabiego. - Musi pan zapłacić, w ciągu czternastu dni… Pochyla się. Patrzy mi w oczy. Czuje oddech paragrafów. - trzydzieści siedem tysięcy… czterysta dziewięćdziesiąt trzy złote… i trzy grosze. Jakby moje życie zostało sprasowane w zakurzonej prasie prawa i wciśnięte w banknot, który nigdy nie dotrze do portfela, a tylko odbija się od ścian bezlitosnego świata. - Skąd taka kwota?! - Z pana życia... Z pana życia, proszę pana. Krzesło obok mdleje. Nie mam do niego żalu. W broszurze - zajęcie konta, - zajęcie mieszkania, - zajęcie marzeń. Punkt trzeci wytłuszczony. Wychodzę. Świat wydaje się lżejszy. Albo ja cięższy o trzydzieści siedem tysięcy i trzy grosze, które są jak śmiech losu odbijający się od szyby. Drzwi zamykają się za mną jak stalowe powieki olbrzyma, który śni o podatkach i połyka w snach tych, którzy próbują uciec. Jak paszcza rekina pożerającego ostatni kawałek wolności, mrucząc: „Do zobaczenia. Nawet jeśli tego nie chcesz.”
-
tam, gdzie kończą się słowa
Migrena odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 mamy tutaj poetycki traktat o niemocy bycia i poznania w obliczu nieuchronnej straty. z filozoficznego punktu widzenia, ten utwór stawia pod znakiem zapytania możliwość osiągnięcia prawdy o relacji, gdy jest ona skazana na ulotnosć. nie jest to tylko wiersz o pożegnaniu, ale o porażce narzędzi poznawczych (języka ) w konfrontacji z chaosem egzystencji. "głos" jest uwięziony w post-egzystencjalnej pustce, gdzie, Byt Drugiego ucieka poza język, pewność okazuje się materialnym złudzeniem - popiół. a czas ulega rozszczepieniu na niepowiązane " kiedyś" i "ciszę". wiersz ten jest głosem z miejsca, gdzie konczy się logos, a zaczyna samotna i cicha świadomość popiołu . to jest świetny wiersz Bereniko.!!!!! -
@hania kluseczka zgadza się Haniu.:) szczególnie ujęła mnie jego łysina:) już to widzę - on pochyla się aby zajrzeć tu i tam, a klientka odbija się wzrokiem od jego łysego łba. normalny horror.:) dzięki.:)
-
@KOBIETA dobrze, że są lekarze szperacze na prywatnej praktyce. bo na NFZ najbliższa wizyta w 2138 roku. dzięki Dominiko.:))))))) @hania kluseczka Haniu. najlepiej trafić na przyzwoitego człowieka.!!!! tylko, że z tym coraz gorzej. dziękuję i pozdrawiam.:)))))
-
@Berenika97 dzięki wielkie Bereniko za tak uważny i przenikliwy komentarz. to dla mnie ważne, że odczytałaś w tym tekście nie tylko groteskę, ale też to napięcie między intymnością a medyczną rutyną - właśnie o tym próbowałem opowiedzieć. Zanim go wkleiłem, naprawdę długo się zastanawiałem, czy nie wchodzę tam, gdzie nie powinienem. dlatego popiół miałem przygotowany wcześniej - na wszelki wypadek. :) a co do urologa - myślę, że wyobraźnia działa w obu kierunkach równie ryzykownie, tylko czasem jedzie inną drogą. cieszę się, że wiersz do Ciebie trafił. i dziękuję za to, że przeczytałaś go z taką czułością i humorem. miło mieć po drugiej stronie czytelnika, który widzi pod warstwami żartu to, co naprawdę chciałem powiedzieć. dziękuję - taka uważność to dar.
-
@Marek.zak1 świetnie o Rybusie. :)))))
-
Kręci mnie męski charakter Spotkanie po latach.
Migrena odpowiedział(a) na Robert Witold Gorzkowski utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Robert Witold Gorzkowski wiersz zbudowany na zasadzie puenty lub anastrofy. rowerku, mój Ty drogi! przyznam, że "przesmarowane szparki" to metafora roku! kiedy już myślałem, że czytam namiętne wyznanie, dostałem najlepszą puentę! Robert, jesteś królem poezji z twistem.!!!!!!!!!! -
@Christine ja tylko.....obiecuję, że Cię nie opuszczę.))))))))))) dla Ciebie - rumianek polny.;) @Robert Witold Gorzkowski Robert.:)))))) wróciłeś.!!! świetnie.!!!!
-
@Christine Christi. tak, wolę innych specjalistów.:))) już tak nie będę, obiecuję.!!!!! podziwiam Cię, że z wielką elegancją i humorem podeszłaś do mojego "tekstu". to się nazywa "mieć klasę" prawda.? dziękuję wyjątkowo pięknie.:))))))