Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Migrena

Użytkownicy
  • Postów

    2 307
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    30

Treść opublikowana przez Migrena

  1. @Christine dla takich komentarzy warto żyć :) to ja chcę jeszcze :) dzięki piękne Chrissy :) piękno wiosny dla Ciebie :)
  2. @Christine Chrissy. jesteś wspaniala w tych swoich pięknych komentarzach :) z radością dziękuję :)
  3. @KOBIETA małe pieprzyki jak gwiazdozbiór ciała . miłość tutaj nie jest czuła tylko jest drapieżna, głodna, trochę skorpionowa !!! świetnie pokazujesz, że pragnienie to czasem mapa ran, a czasem pokarm dla dwojga . uważaj na siebie Dominiko :)
  4. @Poet Ka bez zegara rzeczy nagle odzyskują powagę istnienia. chwila zatrzymana nie ręką malarza, lecz przez przypadek życia . i dlatego właśnie tak lekko….. lewituje. bardzo ciekawie napisany :)
  5. @huzarc "kontemplacja w osobistym języku emocji " wlasnie tak ! dziękuję. @Le-sław dziękuję za piękne i madre słowa. pozdrawiam. @KOBIETA pięknie dziękuję Dominiko. serdeczności :) @Berenika97 Bereniko. Twoje komentarze są wyraziste, pełne i soczyste. masz dla mnie zawsze ciepłe słowo. jesteś uroczym natchnieniem. dziękuję :) dobroci dla Ciebie :)
  6. @huzarc prawda tu pulsuje jak kod, pamięć jak strumień cyfr, a język wiersza jest jednoczesnie chłodny i sakralny ! piękna medytacja nad tym, co zostaje, gdy słowo przestaje ranić .
  7. szukam Cię moja dusza to piach który uczy się Twojej rzeźby a Twoje imię kroplą wody spadającą z wysokości światła piję ją i pragnienie rośnie jeszcze bardziej Twoja obecność jest jak cisza świtu kiedy świat jeszcze nie mówi a wszystko już oddycha Tobą dotykasz mnie nie ręką lecz spokojem który nagle rozjaśnia krew dajesz mi łaskę jak chleb łamaną w milczeniu a ja wracam po nią wciąż i wciąż bo jedna kromka nie wystarcza sercu Twoja miłość jest jak oddech matki nad kołyską dziecko jeszcze nie zna Twojego imienia a już żyje Twoim ciepłem Twoje przebaczenie jest rzeką płynę w niej i czuję jak spadają ze mnie kamienie dni a jednak gdy wychodzę na brzeg znowu jestem spragniony Twoje światło jest ogromne jak niebo które nie zna ścian a jednak dusza chce jeszcze więcej Twojej cierpliwości więcej Twojej łagodności więcej Twojego milczenia które rozumie wszystko bo człowiek jest studnią bez dna a Ty wlewasz w nią ocean i choć woda rośnie po same brzegi serca głębina wciąż pozostaje otwarta gdybym był syty oznaczałoby to że jesteś mniejszy od mojego serca ale mój głód jest jedyną miarą Twego nieskończenia kocham Cię jak dziecko kocha światło którego nie potrafi objąć i wiem że będę pił Twoją obecność przez całe życie a i tak odejdę z ziemi spragniony Twojej miłości bo dusza nie szuka Boga żeby przestać pragnąć dusza szuka Boga żeby pragnienie stało się wieczne
  8. @aniat. manupulacja zachwytem to wyższa szkoła psychologicznej jazdy. strach jest jednak głębiej zakorzeniony w strukturach naszych umysłów. w samym ciele migdałowatym gdyby nasi przodkowie nie mieli wyżej umiejscowionego strachu to zachwyt doprowadził by raz dwa do ich wyginiecia. ale sam zachwyt......w grach psychologicznych czlowieka z życiem..... czasem wiedzie nas na manowce. ale czasem w piękny świat w którym strach staje się tylko tłem. ale w sumie.....żyje się tylko raz :) miłe pozdrowienia :)
  9. @huzarc ten wiersz jest o złudzeniu postępu i o cywilizacji, która utraciła swoje naturalne środowisko sensu . z serii wierszy extra mocnych. bo taki jest !
  10. @aniat. a mnie się bardzo podoba Twój komentarz. jest uroczy. dziękuję pięknie :) @huzarc dzięki wielkie za super analizę. pozdrawiam. @Berenika97 Bereniko. co moge powiedzieć ? piszesz świetne wiersze. przebogate komentarze. jesteś duchem poetyckiego piękna. bardzo za wszystko dziękuję :) cudowności dla Ciebie :)
  11. @aniat. wspaniale uchwyciłaś moment, w którym sztuka iluzji zaczyna dotykać czegoś znacznie poważniejszego niż tylko zabawy obrazem . kuglarz z Twojego wiersza wygląda jak ktoś kto testuje granice naszej percepcji . pokazuje, jak łatwo podsypać umysł piórami zachwytu i przykryc nimi to, co wyraźne. bardzo dobry, inteligentnie zbudowany wiersz . pozdrawiam :)
  12. okna wiszą w ciemności jak zimne akwaria miasto głęboko pod nami mruczy w kablach w rurach w wybebeszonych ulicach wchodzę do windy metalowa matryca lustra powielają milczenie tracąc kształt w nieskończoności szklane oko kamery w narożniku sufitu żre obecność bez mrugnięcia jak bezduszny świadek który nie odróżnia modlitwy od erekcji od głodu od drżenia ciała drzwi prawie się schodzą i wtedy twoja ręka przebija je w ostatnim calu wchodzisz gwałtownie jakby noc wciąż trzymała cię za kark pachniesz lodowatym tlenem mokrym asfaltem i tym nagłym zwierzęciem które wibruje pod twoją skórą drzwi ryglowane ciężkim klik krwawe cyfry nad nami rosną w neonowym odliczaniu w szybie wysoko nad kabiną stalowy kabel wyje pod ciężarem naszej ciszy jedyny nerw wyrwany z krtani miasta napięty do pęknięcia napięty tak mocno że zaczyna pamiętać ból stoimy za blisko zbyt blisko na obcych to już jest wtargnięcie twoje ramię parzy moje ten dotyk nie znika wgryza się znajduje drogę do tętnic winda szarpie w górę lekki wstrząs metal dyszy twoje oczy są gęste niecierpliwe pełne nocnego żaru patrzysz tak jakbyś mnie rozcinała jakbyś przypominała sobie topografię moich blizn i moich szwów smak soli na karku twoja dłoń kotwiczy na moim biodrze a grawitacja zdycha bez pytania to jest spokój drapieżnika który odnalazł swoje terytorium swoją własność piętra mijają dziewięć dziesięć jedenaście w tej ciasnej puszce powietrze zaczyna drżeć i gęstnieć od skóry od potu od ciepła twoje włosy na mojej szyi są jak zapalnik cichy prąd idzie po kręgach w dół kręgosłupa twój oddech jest za krótki zbyt gorący na miejsce gdzie ludzie mają tylko stać i milczeć czekając na ocalenie drzwi twoje usta przy moich bez słów ciało wykłada swoją rację powoli brutalnie cierpliwie nieodwołalnie palce ryją nowy alfabet - mój ból i rozkosz w szybie windy metal skowyczy jakby budynek poczuł że w jego sterylnym wnętrzu pękło coś żywego krwistego i niebezpiecznego twoje udo twarde ciepłe i czułe dyktuje moją uległość twarz przy twarzy usta tak blisko że ślina miesza się ze śliną że oddech miesza się z oddechem ta stalowa klatka zawieszona w próżni szybu staje się jedyną amboną świata gdzie liczy się tylko prawo skóry przyciągasz mnie nie ma już pomiędzy jest tylko łomot serca i to bezwstydne wycie mięśni głód który nie potrzebuje nazwisk bo jest starszy niż język nasze tkanki pamiętają się z jakiegoś pierwotnego błotnistego życia gdzie ciało było jedyną mową winda zwalnia świat pod nami karleje świat nad nami jeszcze nie wie a tutaj w tej skrzyni uniesionej w noc twoje usta pożerają mój oddech zachłannie jak ostatni haust powietrza pod wodą ciało wierzy natychmiast choć drzwi zaraz wyplują nas w jasny korytarz choć beton upomni się o schematy i swoje reguły przez te kilka sekund między jednym piętrem a drugim - zewnątrz nie istnieje wieżowiec jest tylko klatką piersiową w której bije nasze wspólne jedyne tętno ten beton ta noc to miasto są tylko tłem dla potu na twojej skórze dla tego krótkiego czarnego pożaru który trawi nas bez pytania który zapala się między ludźmi dwoje obcych ludzi w mechanicznym sercu kolosa zatrzymało obrót ziemi w jednym wspólnym spalającym nas oddechu
  13. @vioara stelelor do diabła z konwenansami ! świetnie wyłapałaś puls tekstu i jego ruch. Twoja analiza rezonuje ogniem i rozumem jednocześnie. cieszę się, że tak pieknie to opisałaś, intelektualnie i dziko, brawo. to ja pięknie dziękuję :)
  14. @KOBIETA deszcz nie pyta o zgodę, a Ty idziesz z nim pod rękę . każda kropla to mały moment istnienia, przemija i zostawia ślad tylko w tym, kto go zauważa. i to jest wytworne Dominiko :)
  15. @Alicja_Wysocka to ja dziękuję :)
  16. @APM słowa uwięzione w maszynach czekają jak duchy na ręce które je ożywią. nie płona atramentem, nie drżą w dłoni lecz w tym uwięzieniu jest coś czystego. :nawet gdy swiat gna od obrazka do obrazka istnieje przestrzeń między pikselami gdzie mysl staje się obecnością . gdzie cisza staje się oddechem i w tej niewidocznej chwili zakochani jesteśmy w samym słowie. bardzo ciekawy wiersz. i cudownie wiosenny tytuł :)
  17. @aniat. każda chwila u Ciebie jak migdał marcowy ulotna, a mimo to prawdziwa ! życie to smak takich drobnych cudów. dziękuję że pozwalasz mnie je poczuć :)
  18. @Berenika97 Bereniko. lód pęka nie dlatego że musi ale bo chce woda pod spodem szepcze swoje tajemnice o cierpliwosci i napięciu a przedwiośnie nie pyta nikogo czy może rozkwitnąć "panna rozkwitła” to nie tylko ciało i spojrzenie to moment, kiedy czas robi krok w bok i pozwala istocie ujawnić swój puls jest tu cisza która mówi więcej niż tysiąc słów i w tej ciszy czai się zrozumienie bo każdy rozkwit jest jednoczesnie przepaścią piękno Twojego wiersza polega na tym że można je poczuc bez tłumaczenia bez wchodzenia w definicje tylko przez obecnosć przy tym jednym drżącym pulsie odchodzę z zachwytem :)
  19. @Alicja_Wysocka Alu. mały wiersz a w nim wielka intuicja bo język nie chce tu budować świata jak architekt tylko jak ogrodnik kilka słów ławka czereśnia i nagle okazuje się że poezja nie polega na tym żeby coś wymyślić tylko żeby zrobić miejsce dla wiatru dla czyjegoś imienia które od dawna już tam mieszka bardzo czyste bardzo ludzkie czasem właśnie tak wygląda najcichsza odmiana prawdy w poezji świetnie !
  20. @KOBIETA dziękuję Dominiko :) @aniat. o tak ! serce - dom. uniwersalna mądrość. to stan umysłu. dziękuję Aniat :)
  21. @aniat. lubię takie wiersze. świat tutaj wie pierwszy słońce niebo wróbel cała ontologia rzeczy już jest po stronie sensu. tylko człowiek jeszcze stoi obok w lekkim opóźnieniu istnienia. to bardzo ładnie uchwycone bez filozofowania a jednak czysta filozofia !!! moment w którym rzeczywistosć już mówi "tak” a człowiek jeszcze milczy subtelny bardzo dobry wiersz :)
  22. @APM mały manifest niewinnosci ! świat nie jest tu ciężarem lecz przestrzenią unoszenia . w gruncie rzeczy to nie jest wiersz o lekkosci . to wiersz o odwadze ufania światu. podoba mi się :)
  23. @huzarc dzieki serdeczne za ciekawy, jak zwykle komentarz. @aniat. osobista ksiega wspomnień :) bywa, że to najwspanialsza księga świata :) bardzo dziękuję :) @Alicja_Wysocka Alu. dziękuję pięknie za apetyczny komentarz. pozdrawiam :) @APM tamte czasy - czasem trudne i bezlitosne, czasem cudownie szalone. ale dzieciństwo i młodosć:) nie da się tego odkupić....... bardzo dziękuję :) @Berenika97 Bereniko. Twoja analiza piękna i powabna. Twoje slowa przemiłe i urocze. bardzo Ci dziękuję :) to piękne co robisz :) @violetta do domu proszę Pani. po prostu do domu. dziękuję :)
  24. @vioara stelelor tym wierszem wiesz świetnie, że nieśmiertelność to pułapka. cokolwiek trwale stoi, nie czuje wiatru nie ogrzeje, nie przytuli, nie pokocha. ale pytasz : po co sława jeśli nie dotyka życia wybiera ciało, krew, oddech, obecnosć. miłość jako prawdziwa ontologia . życie zamiast monumentu ! umrzeć kochanym - oto najwyższa mądrosć. i ja się z tym zgadzam. to cholernie ciekawy wiersz. a Ty Horacy ? wolisz spiż niż milość ! biedaku.
  25. nocny pociąg pełen ludzi pełen cudzego zmęczenia pełen milczących twarzy siedzenia ocierają się o siebie ramiona dotykają obcych ramion i wtedy ty wchodzisz jakbyś była spóźniona na coś bardzo ważnego siadasz przy mnie za blisko twoje kolano rozsuwa moje tak naturalnie jakby to było najprostsze prawo ciała pociąg rusza metal zaczyna oddychać koła koła koła twoje oczy są ciemne bezczelne głodne jak noc za oknem patrzysz na mnie tak jak patrzy się na drzwi które już dawno zostały otwarte twoja dłoń spoczywa na moim udzie spokojnie jak zwierzę które wie że w tym lesie nic nie jest zabronione naprzeciwko kobieta udaje sen mężczyzna czyta gazetę chłopak w słuchawkach kiwa głową a między nimi między siedzeniami między oddechami pęka powietrze twoje palce zaczynają mówić powoli uparcie jak ogień który znalazł szczelinę w drewnie pociąg kołysze wagon jak wielkie stalowe serce twoje włosy dotykają mojej szyi twój oddech jest gorący za gorący jak na miejsce gdzie ludzie siedzą prosto i pilnują swoich granic twoje usta są przy moim uchu nie mówisz nic bo nic nie trzeba twoje ciało mówi wszystko bezwstydnie jakby cały wagon był tylko nocą w której można zgubić własne imię ktoś podnosi wzrok ktoś nagle przestaje czytać ale nikt nie reaguje bo wszyscy czują że przez ten wagon przechodzi teraz coś dzikiego coś starego jak krew coś co nagle wyrwało się z klatki manier twoje palce zaciskają się mocniej pociąg przyspiesza koła koła koła a my już nie jesteśmy ludźmi tylko dwoma płomieniami które zapomniały że ogień gdy zapala się w tłumie powinien przynajmniej udawać wstyd
×
×
  • Dodaj nową pozycję...