-
Postów
781 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez marekg
-
zabłądziłem na progu dnia ile klamek tyle drzwi zawsze jest jakieś wyjście i kolejne pory roku
-
owinięci w późne popołudnie
marekg odpowiedział(a) na marekg utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@viola arvensis Komentarz unosi moją duszę i ciało Up! Dziękuję . -
zbiegasz po wersach mojego wiersza mokre liście wirują wokół słów na polanie złotej i jesiennej dwa mozaikowe żubry Leona wiatr przegania październik we wszystkie strony od tej pory i zmarszczki wszystkie są nasze
-
na wieczór wystarczy herbata z cytryną i koc z księżycem daleko stąd twarze pogubione w mokrych liściach i mural z kromką chleba w zakrzywionej nocy dziewczynki mają swoje tajemnice i własne ciała przy śniadaniu ustalimy imiona lalek
-
@Nata_Kruk @Nata_KrukDziękuję za miłe słowa. @viola arvensis Kłaniam się .
-
wędrujemy wzdłuż siebie pod wiatr jeszcze kilka kroków kilka słów skrawek drogi mieni się cieniem geranii za nami senne liście przed nami senne liście w niezapisane noce dokucza nam neuropatyczny ból lewej strony wiersza
-
@tie-break dziękuję za komentarz .
-
utrwaliłem się na tym zdjęciu za oknem wiatr ulice machają ogonem nie mogę zasnąć żarówki mruczą koty świecą oczami
-
słuchamy wiatru dziś on też nie ma nic do powiedzenia słowa łomoczą z zimna zabłądziliśmy dzień wcześniej zostały po nas pył i morze i ta błękitna torba z imieniem miasta
-
tak swobodnie obracamy się między słowami za kropką zagubiony włos znamy się jak łyse konie w odcieniu porannej herbaty świat jaśnieje w cytrynowym słońcu to ma smak ciała nasze i myśli nasze wyjęte z fejsbuka przemierzają bursztynowy dywan z liści w załączniku jesień w niedomytym oknie
-
skoro jesteś to podaj mi rękę przytulamy się w słowach pod wiatr chłodny wieczór gaśnie na skrzydłach motyla
-
na podłodze namalowanej dzień wcześniej rozsypane i niedokończone sny w ciemności brakuje kilku odcieni i kawałka ściany po której spływa księżyc za oknem spóźnione pociągi mkną po zaspanych szynach chciałoby się ruszyć skoro się już pojawiło miejsce na peronie w ustach mentolowy powiew i pierwszy papieros budzik łupie orzechy
-
kiedy pada deszcz lubię iść ogarnia mnie Warszawa ulice ułożone pod wiatr czarne parasole wychodzą z żabki kiedy szlocha deszcz depczę kałuże na Poniatowskim zgniłe liście lepią się do butów po drugiej stronie Wisły kiedy na ścieżce półmroku pulsuje zielone poeci bazgrzą w podcieniach mokre wiersze przechodzą ulicą
-
2
-
wokół księżyca bez zmian kręcimy się na nowo nasze spojrzenia błądzą w butelce ultramaryny za oknem wędruje cień kota milczę głaskany twoim mruczeniem
-
3
-
opowiedz mi o deszczu gdy za oknem ruda jesień konie biegną po niebie nie ma słońca jest cisza nie ma drzew zostały liście każde słowo porywa wiatr unosi śpiące mosty w Pijanej Wiśni szklanki grają na stole kelner zamyka dzień sen koty drapie po mordkach idąc spać zmywam tatuaże jutro zabarwisz mnie na nowo pieszczoty w pierzynie oczekują nagich ciał otwieram wino i parasol teraz wszystko się zlewa w jedną sekundę rozkoszy toast za mokrych gości którzy zasnęli w tramwaju
-
@tetu Dziękuję
-
obracamy się wokół jesieni ty malujesz liście ja zbieram jabłka z drzew narrator siedzi w traktorze i orze promień słońca czepia się gwarnych słów
-
w lesie nie ma zbytecznej zieleni brakuje tylko kilka wersów promieni słońca świat wędruje po drugiej stronie rzeki przez most turkoczą kolory aut we wszystkie odcienie prędkości cisza ukryta w kieszeni prawego brzegu przytula rozrzucone wiersze wędrowcy przysiedli na skraju kartki echo miasta wygasza zieleń wiatr porywa ptakom skrzydła
-
motyl u drzwi lato rozłożyło skrzydła wyjęłaś czerwoną pomadkę usta milczały
-
@Nata_Kruk Był , tu mieszkam .
-
moknę przeklinam między wersami wulgarne ulice toną w ciemnościach słowa niewypowiedziane gramolą się przed wykrzyknikiem drwiąc z kolejnej kałuży nic poza tym nie widać trzymam się duszą i ciałem wstęgi porywistego wiatru
-
błękit nieba ułożony między chmurami słońce dociekliwie mnoży swoje promienie nie dokucza nam wiatr ciepłe słowa o poranku jak kawa przytulona w filiżance z naderwanym uchem słuchamy w ciszy namalowanych drzew te kolory lata temu wydawały się żywsze na białym płótnie kołdry wybudzone okna marszczą się cieniem w naszych dłoniach kartki z pamiętnika i żadnej metafizyki pod poduszką koty owinięte w swoje mruczanki łaszą się do naszych snów
-
kiedy ujada deszcz tęsknię za parasolem kruczy dzień brnie środkiem kałuży w chłodnym kolorze niedziela kwiaty w kalendarzu zakwitną na czerwono wszystko w swoim czasie mruczą ciepłe filiżanki w kociej kawiarni pierwsze koty za płoty
-
2
-
czytam antologię moich snów dręczą mnie stany zaokienne zrywy i porywy wiatru noc lepi się do ciała myśli gramolą się między żaluzjami po ścianie skrada się cień przyczajonego kota gwiazdy w różnych konfiguracjach gnieżdżą się na moich zegarach mam mnóstwo czasu czas trawi się jak rosół o smaku curry
-
2
-
jest upał wszystko się lepi do moich słów a na twarzy grymas marzę o tęczowej zwrotce pocę się wulgarnymi myślami mucha zatacza coraz mniejsze kółka
-
3