Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Gaźnik

Użytkownicy
  • Postów

    792
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    4

Treść opublikowana przez Gaźnik

  1. Kiepski byłem z chemii. W dodatku w technikum w pierwszej klasie miałem strasznie nie po drodze. Pierwszą kartkówkę i sprawdzian zaliczyłem na 3 chociaż nie znałem w ogóle materiału. to były moje pierwsze dwie wizyty na tym przedmiocie i odpowiedzi... Wymyśliłem na poczekaniu. Co ciekawe w drugiej klasie gdy już się przykładałem było prawie podobnie. W drugim semestrze uczyłem się pilnie na każdy sprawdzian i dostawałem 3+ mając wszystko dobrze napisane. Pani już mnie tak dobrze zdążyła poznać (czyli byłem czarną owcą w klasie), że zwyczajnie argumentowała moje oceny zdaniem "patrzyłam ci na ręce cały czas. Nie wiem jak, ale ściągałeś." I nie pomagał mój argument "przy tablicy też mogę zdobyć 100%". :D
  2. Tak. Czasami jak nie można spać lepiej zapchać umysł książką/filmem lub muzyką zamiast się zadręczać. :)
  3. to bardzo przykre. Ja mam na przemian z hipomaniami (chociaż więcej supdepresji). Chyba tylko te stany euforii utrzymują mnie przy życiu. Warto na nie poczekać.
  4. To też. Nocne przemyślenia potrafią namieszać w głowie. Miałem kiedyś rok bezsenności. W trakcie, której usypiałem nad ranem na maksimum 2h. Można się do solidnej depresji doprowadzić.
  5. "Samotność to taka straszna trwoga"
  6. Najmocniejszy rodzaj soli trzezwiacych jeździł kiedyś polskimi kolejami. Nie wiem jak się nazywa te chemiczne kółeczko, ale potrafi postawić na nogi najbardziej skacowanych kolonistów :D
  7. Dzięki. Poprawię po pracy. :) Dziękuję :) złapałem ostatnio kilka srok za ogon. Staram się sporo bardziej rozbudowanych rzeczy dokończyć i na każdym polu stanąłem w miejscu. Ten tekst pisałem na rozluźnienie. :)
  8. Sytuacja , którą opisuje jest bardzo prosta. Niestety kiedy siadam przed arkuszem papieru tudzież notatnikiem komputerowym muszę zamieścić wiele niepotrzebnych słów. Osoby nie lubiące lania wody ostrzegam, że zwyczajne zdarzenie, które można streścić w kilku zdaniach prawdopodobnie zbędnie rozpiszę... Miało to miejsce rok temu, może dwa lata. Więcej na pewno nie. Pewny jestem tylko, że działo się w trakcie upalnego lata (zresztą osobiście chłodnego nie przeżyłem). W wolną sobote. Jechałem do Katowic. Cel był towarzysko konsumpcyjny, ale nie będę wdawał się w szczegóły. Ponieważ nie tego dotyczy opowiadanie. Od kiedy wprowadzono tzw "Flirty". Doszło do rewolucji komunikacji miejskiej w mojej miejscowości. Jest to moja historia więc powiem z własnej perspektywy. Zamiast męczyć się godzinę w autobusie, tudzież 40 min, ale poświęcając 10 min spaceru na inny przystanek. Mogę dostać się do centrum Katowic w niecałe 25 min pociągiem. Do stacji mam niecałą minutę pieszo od swojej klatki do stacji kolejowej - tutaj kolejna rewolucja. Przed wprowadzeniem w/w Flirtów ta stacja służyła kilku celom. Piciu wódki czy paleniu marihuany przez nastolatków oraz podpatrywaniu bielizny kobiet w sukienkach przechodzących mostem nad torami przez dzieciaków. Zresztą chyba tylko one tym mostem chodziły, bo cała reszta wybierała skrót przez tory 20 metrów dalej. Dzisiaj już nie istniejący. Wyszedłem kilkanaście minut wcześniej by móc po drodze w spokoju spalić papierosa i kupić na dworcu w automacie bilet. Nie chciałem przepłacać u konduktora. "Dyszka" na ziemi nie leży (to metafora, znalazłem taką kilka dni temu). Jednak po spotkaniu się z miejską rzeczywistością zrozumiałem swój błąd. Już 3 metry od drzwi do mojej klatki poczułem pragnienie. Przebycie nawet tej krótkiej trasy w klimatyzowanym pociągu wydało mi się nagle misją niemożliwą. Nie będąc nafaszerowany gadżetami na każdą okoliczność jak Tom Cruse postanowiłem zahaczyć o pobliski monopolowy, który dosłownie stał na mojej trasie. Taka przykra didaskalia - jego część spłonęła kilka dni temu w nocy. Nie ma to związku z historią, ale dla mnie to przykra sprawa. Mam do tego miejsca sentyment - wcześniej moja mama posiadała ten lokal (nie było w nim wtedy alkoholu, a przeciętny kiosk osiedlowy). Po wejściu zrozumiałem swój kolejny błąd - wyszedłem za późno. Przede mną stało tylko 3 panów. Jednak sprawiali wrażenie, że ich zakupy mogą zmienić moje plany na ten dzień. Na oko obstawiam, że byli górniczymi emerytami. Na górniczym osiedlu o nich nie trudno, ale w swej ocenie biorę ważny endemiczny argument. Emeryt górniczy to taka osoba, której wieku nie da się ocenić "na oko". Może mieć zarówno 48 jak i 82 lata. Im dłużej się takiej postaci będzie przyglądać tym większe wątpliwości ogarną człowieka. Nieistotne. Stoję za tymi trzema Messerschmitami. W maleńkim lokalu mocno unosi się zapach przetrawionego (niestety) dość niedawno piwa. Panowie uzupełniali swoje baterie od 12 do 18 piw. Po tym wiem, że byli emerytami. Ci pracujący w sobotę wolą kilka razy podejść do sklepu. Już zanim pierwszy z klientów zrealizował swoje zakupy zacząłem tracić cierpliwość (a za mną pojawiali się kolejni z orzeźwiającym oddechem). Nie byłem na nikogo poza sobą zły. Zacząłem sobie wyrzucać, że chłodny napój był przecież oczywisty. Klienci w sklepie tak samo. A ja tu nerwowo spoglądam na zegarek w telefonie z własnej głupoty. Tak dalej być nie mogło. Trzeba się uspokoić - będzie co będzie. Najwyżej się spóźnię. Wciągnąłem głęboki wdech powietrza, zamknąłem. Odliczam od 10 do 0. Poczułem się jak stary Indianin spoczywający na zboczu góry w cieniu swego ukochanego buku. Nie wiem ile minęło od czasu gdy otworzyłem oczy, instynktownie przesuwałem się do przodu. Trans trwał. Już niemal jestem najważniejszą osobą w sklepie gdy pojawia się główny bohater tej opowieści. W sklepie był ścisk wywołany wszech obecnie postawionymi skrzynkami na butelki, napojami itd oraz oczywiście klientami. Pewnie nie tylko ja nie zauważyłem w jakim stylu na samym środku między klientami obok kolejki - w wąskim przesmyku służącym do wycofywaniu się w swoje strony - pojawił się on. Młody chłopak niczym się nie wyróżniający. Sprawiał wrażenie świeżo upieczonego maturzysty, ale mógł być kilka lat starszy. Ubrany nawet dość elegancko, energiczny, twarz pewna swego chociaż na swój sposób delikatnie przerażona. Wyłożył prośbę, którą zwrócił na siebie uwagę wszystkich obecnych: - Przepraszam. Ja przyszedłem tylko po jedną rzecz. Mam odliczoną gotówkę, a bardzo mi zależy na czasie. Gdyby szanowne państwo mogłoby mnie przepuścić uratowalibyście mi życie. Pomyślałem, że też wyszedł zbyt późno, jednak na autobus. Odliczone pieniądze są na bilet. Obudziło się we mnie chrześcijańskie sumienie, szczególnie, że chłopak potrafił wzbudzić sympatie kulturą i pięknym akcentem. Odpowiedziałem: - jestem następny w kolejce. Chętnie Cię przepuszczę kolego, jednak tylko w przypadku aprobaty reszty towarzyszy w niedoli. Wszyscy grzecznie się zgodzili. Żołnierz przede mną spakował ostatnią butelkę piwa do siatki po czym podziękował, życzył miłego dnia i udał się w kierunku swojej bazy operacyjnej. Podchodzi zadowolony młodzieniec do laty, kiedy mnie mijał zauważyłem coś co mocno ukrywał. Ogromne zmęczenie, ból fizyczny i psychiczny - wszystko było wymalowane na twarzy. Myślę sobie. Odwalił jakiś numer. Jedzie się pogodzić z dziewczyną. Pomyślałem by może mu zaproponować brak pośpiechu. Bukiet kwiatów w ręce byłby dobry w tej sytuacji. Z drugiej strony to nie moja sprawa. A zresztą mogę się mylić. Nagle się odzywa: - poproszę setkę "Żubra". Po czym położył dziarsko "piątaka" przed sprzedawczynią. Cały sklep parsknął śmiechem. Chłopak nie zrażony podniósł swoją płynną należność i dziękując wszystkim obecnym wycofał się rakiem ze sklepu... Poprawił mi humor na cały weekend. Nigdy więcej go nie widziałem, ale nie prędko go zapomnę. PS. Zdążyłem na swój pociąg. :)
  9. Wszystkiego najlepszego Justyno. Piękny wiersz, w dodatku o wspaniałej osobie. :)
  10. Dzięki, ale po przeczytaniu, że jedna z aktorek grała "Cycofona" odpuszczam. Nie będę więcej mówił o tym filmie dopóki go sobie w całości nie przypomnę. :D
  11. Masz rację. Zlały mi się "Chłopaki nie płaczą" z "Poranek Kojota" w jeden film. Mój błąd. Szczerzę mówiąc nie mogę sobie teraz przypomnieć sceny, o której wspomniałeś. :(
  12. Chciał być ambasadorem na Jamajce by móc się realizować przy paleniu jointów. Słyszałem zabawniejsze pomysły jaraczy. Typu "mogę w przyszłości sprzątać. Nawet wystarczy mi samo zmywanie blatów... W coffey shopach. Resztki ze stołu traktuje jako formę napiwków". PS. Filmy zwykle strasznie wyolbrzymiają high po tej używce. A mimo wszystko bardzo absurdalna scena (celowo tak przekoloryzowana) wyjątkowo mocno mnie rozbawiła. https://www.cda.pl/video/57938958 od 3:16 do 5:06 :D
  13. Tam było trochę inaczej. Oni "dodawali coś od siebie" do jogurtów za co wyleciał laska z roboty i zabrudzona partie dostał do domu (akurat w tym momencie pil go jeden z bohaterów gdy to opowiadał). Scena, o której mówisz działa się w jakimś obskurnym lokalu zrobionym w starym autobusie. Laska sikal do oleju, na którym były smażone frytki łobuza :D
  14. Laska jest chyba najlepiej przedstawioną "zajaraną" postacią w historii kina. Wygląd, zachowanie, tembr głosu... Na prawdę idealnie pasujące do osoby wiele lat palącej cały czas. A historia o ojcu fantastycznie napisana przez scenarzystę. Coś pięknego.
  15. Zapamiętam. Umiem ułożyć sztućce według savoir-vivre, ale tylko dlatego, że babcia pracowała w restauracji. :D Nie znam etykiety dżentelmenów, bo jestem zwykłym chłopem panszczyznianym. Jednak pamiętam pewien cytat z podręcznika dla polskich dżentelmenów sprzed II WS. - co ma zrobić dżentelmen kiedy obok niego mdleje dama? - dżentelmen powinien dokończyć swój kieliszek koniaku po czym podać damie sole trzeźwiące. Pozdro :)
  16. Czyli dobrze mi kolatalo w głowie. Pozdrawiam :)
  17. Rozwaliles całą dyskusję Indianami :D :D :D i dobrze, bo zostało dużo napisane. :D To twój temat i cieszę się, że w tak prosty sposób przycmiles moje wspomnienia. :)
  18. Moim zdaniem utwór właściwie gotowy. Jedyna korekta moim zdaniem była by dobra wpisując "A co sobie myślą niech sobie pomyślą/Zanim zaczęli, zdanie dawno już mieli". Jednak nie jestem pewny czy jakiejś gry słownej taka wersja nie wykresla.
  19. Ja w ogóle nie wykluczam powagi twojego wiersza przez tematykę. W moim mieście wciąż działa publiczny szalet blisko "centrum". A jesteśmy chyba najlepiej zorganizowani na Śląsku. Jak nie raz wspominałem. Dla mnie nie ma ograniczeń w poezji. Poza tym jestem człowiekiem starej daty mimo roku urodzenia "nic co ludzkie nie jest mi obce". Jesteś dobrym artystą i socjologiem. Jednak nie starasz się szokować opinii publicznej tylko piszesz szczerze. Szanuje Cię za to. PS. Może wcześniej napisałem zbyt wiele jednak... Człowiek jak każde zwierzę zwyczajnie sra. Możemy uciekać w poezję. Ale kiedy dopadnie nas potrzeba podczas spaceru po lesie to żaden poetycki dryg nas nie uratuje. Pozdrawiam!
  20. Nie dość, że odleciałem w komentarzu od głównego wątku to jeszcze wjechałem z tekstem, który powinienem wysłać na pw. Jednak mam nadzieję, że Marek się nie obrazi. W razie czego dodam kolejny "gówniany" motyw. Skoro już wspomniałem o swoim technikum. To była typowo "męska" szkoła. We wcześniejszych latach ogromnie rozbudowana (robiące wrażenie warsztaty, uczniowie z całego kraju z czego większość mieszkała w gierkowskim "akademiku"). Ja trafiłem na popłuczyny tej wizji. Tak więc w wyniku przemian wyposażenie szkoły mocno zubożało, okres edukacyjny był taki, że państwo chciało wszystkich wysłać na studia i olało edukacje zawodową... Doszło do wielu dziwnych rzeczy, które już nie istnieją. Uczyłem się jako technik-mechanik o profilu naprawa i eksploatacja pojazdów samochodowych. Jednak samochody były drobnym promilem nauki. Musieliśmy się nauczyć budowy mostów, obróbki skrawaniem, czy obliczyć z jaką prędkością spadnie pocisk wystrzelony z rewolweru wystrzelony w powietrze pod kątem prostym gdy wiadome były tylko 2 wartości (przyciąganie ziemskie itd trzeba było pamiętać...). A mimo wszystko szkoła była miejscem, w które trafiali ludzie, którzy liczyli, że bez większych ambicji ukończą szkołę średnią i pójdą pracować jako mechanicy, a jeśli nie to na kopalnie czy budowę... Byłem zaskoczony gdy po klasyfikacji do technikum zobaczyłem siebie na jednym z czołowych miejsc w szkole. Jednak miałem pisać o czymś innym. Toaleta w technikum była oczywiście "bardzo klimatyczna". Trudno mi sobie wyobrazić inne miejsce gdzie o 8:10 rano oddając mocz mógłbym ujrzeć pływającą żarówkę, z której wcześniej była palona marihuana. Napisy pod stropem zrobione za pomocą dymu z palących się zapałek. Do dziś nie wiem jak artyści lat 90' mogli tak dobrze opanować tę metodę zostawiania "czegoś po sobie". Był nawet taki kawał w mojej klasie, w którym nigdy nie brałem udziału. Przechodził koło toalety jakiś chłopaczek (znajomy, nigdy się obcego nie wybierało. Szczególnie, że trzeba było go znać by dał się wciągnąć) i nagle był energicznie "atakowany" tekstami typu "musisz to zobaczyć, ale jazda jest w kiblu". Trochę to spłyciłem, ale chłopaki potrafiły nieświadomą duszę namówić by sprawdziła co tak mistycznego pływa w sedesie. Gdy już weszli do kabiny ta była zamykana, drzwi dociskało się drzwiami z drugiej kabiny co uniemożliwiało wyjście. Uwięziony musiał przejść "górą" o dziwo - każdy miał pretensje do siebie, że dał się nabrać. Raz przechodziłem przez szkołę (przedostatni rok lub ostatni) już nikt tego nie robił. Nagle wyskoczył z toalety kolega i zaaferowany uderzył do mnie, że muszę coś zobaczyć w sedesie. Wyzwałem go, ale wytłumaczył mi, że przecież sam nie ma szans mnie zamknąć. Zaryzykowałem. I byłem w szoku... Wrażliwcy nie powinni czytać zakończenia!!! Nikt mnie nie zamknął, ale takie czyszczenia jelit mam nadzieję nigdy więcej nie ujrzeć. Fekalia zapełniały cały sedes (dosłownie po deskę!), do tego uwalona była cała deska, a resztki leżały nawet na podłodze. Przez 2 tygodnie z kolegą się zastanawialiśmy jak to możliwe. Wszystko wskazywało, że to było zebrane przez całą drużynę piłkarską. Jednak nie da się uwierzyć w taką zespołową twórczość. A jeżeli to należało do jednej osoby to facet musiał niewiarygodnie cierpieć... Ta sprawa już na zawsze zostanie tajemnicą. Jednak jak widać, mimo wszelkich prób nie potrafię jej wymazać z pamięci...
  21. Jak chodziłem do technikum to pracowałem w dwóch zewnętrznych firmach na terenie w/w Fiata. Na Denso toaleta była super. Wiem, że to głupio brzmi, ale na prawdę zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Kiedy była wizytacja ludzi z Chevroleta (nie jestem teraz pewny) gdy Fiat wykupił część GM. Spokojnie mogli tam wejść :) A dobrze pamiętam jak w jedną sobotę Amerykanie podniecali się wszystkim co spotykali na terenie hali. Dla nich szokiem było, że pracownik produkcji przed zajściem że stanowiska wszystko wokół sprząta łącznie z zamiataniem. (A była na zakładzie zewnętrzna firma BKS zajmująca się porzadkami - właśnie w niej równolegle pracowałem, chociaż na hali należącej do Denso tylko raz gdy zakład stał). Ale w tej firmie było coś bardziej przerażające - wszechobecne korpo-plakaty, które kojarzyły mi się z propagandą komuchow z plakatów namawiających do walki z USA przez zbieranie stonki... PS. Gratki tysiąca plusów Sylwek. Nie propaguje zbierania "lajków" jednak lubię jubileusze :D :D
  22. Witam kilka dni temu lekko dla żartu powiedziałem znajomym o 3 najgorszych widokach w moim życiu: 1) toaleta na kopalni. Chciałbym wierzyć, że to jedyne miejsce gdzie na ścianach gównem (!) Zostało napisane "Ruch kurwy", "Łysy to chuj" itd... 2) meska toaleta w spawalni na tyskich zakladach Fiata. Jednak tam to wychodziło bardziej przez wszechobecne wióry. Napisy na ścianach są zrobione markerami. Kobieca różni tylko brak tych napisów i brak pisuarow. Jednak jakoś nie robi tak przykrego wrażenia. 3) toaleta w damskim akademiku w polskim Cieszynie. Zatkany spływ, podpaska przyklejona do ściany itd. Wytłumaczone mi, że w miejscu gdzie mieszka kilka kobiet i żadna nie jest panią domu nie ma miejsca na higienę... dziwna sprawa. Wiadomo, że widok kolegi z pracy z przedziurawiona glowa też jest mało przyjemny. Jednak inaczej to wygląda przy świadomości, że tego nie dało się powstrzymać. Pozdrawiam. A piszesz bardzo oryginalnie, nie przestawaj :)
  23. Co prawda utwory nie do końca tego dotyczą. Jednak przypomniałeś mi ciekawy kawałek :D
  24. Bardzo mi się podoba wiersz, a także komentarze, które pod nim zamieściłeś Dawidzie. Niestety, każda cywilizacja musi w końcu upaść od "dobrobytu". Jesteśmy tylko zwierzętami. Bez poczucia noża na gardle tracimy własną świadomość. Jestem bardzo gorliwym chrześcijaninem. Wielokrotnie odwracałem się od kościoła katolickiej. Ostatecznie wróciłem, ale nie da się ukryć, że kościół błądzi. Już całkiem zagubiła się cywilizacja oparta na wartościach chrześcijańskich. Jak dla mnie ratunkiem dla naszej planety może być wyłącznie pełne zdominowanie planety przez Chińczyków. Nie wiem czemu, ale z wiekiem wydaję mi się, że najlepszym rozwiązaniem dla ziemi byłoby gdyby to właśnie oni wszystkich złapali za mordy... Byle by to się wydarzyło już po mojej śmierci... https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Calhouna nie wiem czy znasz ten eksperyment. Może to naciągane. Jednak z perspektywy czasu wydaję mi się, że można szukać alegorii do ludzkości...
  25. Gaźnik

    Restauracje

    Pogubiłem się. Nie wiele spałem w tym tygodniu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...