-
Postów
4 961 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Arsis
-
(Z cyklu: Albumy muzyczne) *** Teksty z cyklu „Albumy muzyczne”, nie są przekładami. Są one jedynie luźno związane z oryginalnymi tekstami utworów, zawartymi na prezentowanych przeze mnie albumach muzycznych. Zarówno sama muzyka jak i treść utworów śpiewanych są dla mnie niejako pretekstem i inspiracją do przedstawienia swoistego konceptu fantastycznego. *** Dzwoni telefon… … trr… trr… trr… ― odbierz… ― trr… trr… trr… ― odbierz, proszę… … dzwonię do ciebie ― z zaświatów… Podnosisz słuchawkę rozedrganą dłonią… ― Słucham? ― Kochanie… ― To ty? ― Tak, kochanie, to ja. Cudownie ciebie znowu usłyszeć. Dzwonię do ciebie z pokładów nieba, ze snu głębokiego… Wstań, proszę. Wiem, że morzy cię życie, że przemieszczasz się w nim bardzo powoli, jakbyś była zanurzona w gęstej i lepkiej substancji czasu. Podejdź do okna, podejdź, proszę… Idziesz po lśniącej od księżycowej pełni drewnianej podłodze… … przygarbiona, w zwiewnej, białej koszuli… Odsuwasz firankę… ― Widzisz, jaki piękny księżyc? ― Tak. ― Przyjrzyj mu się dobrze… Przecierasz oczy… … wytężasz wzrok… ― Dostrzegasz na nim człowieka? ― Tak! ― To ja, kochanie. ― Nie mogę w to uwierzyć! ― Uwierz, proszę… ― Dzwonię do ciebie właśnie z niego i widzę ciebie ― tam w dole ― taką małą ― malutką… Słyszę… ― twój płacz… ― Posiwiałaś przez te wszystkie lata… Porobiły ci się zmarszczki… Kochanie… ― Tak? ― Kiedy do mnie przybędziesz? ― Mogę w każdej chwili, nawet teraz! Tylko… ― jestem taka nieuczesana, nieumalowana… ― Jesteś piękna… ― I weźmiesz mnie w ramiona? ― Wezmę ― tak jak wtedy ― i ― już nie wypuszczę… Stajesz na parapecie, rozkładając ręce ― niczym skrzydła ptaka... … rzucasz się do przodu… Unosisz się ― coraz wyżej… (Włodzimierz Zastawniak, 2018-08-28) *** Man in the Moon – jest to ósmy album muzyczny (studyjny) brytyjskiego (działającego w Niemczech) zespołu progresywno-rockowego Nektar. Album został wydany w 1980 roku.
-
(Z cyklu: Albumy muzyczne) *** Teksty z cyklu „Albumy muzyczne”, nie są przekładami. Są one jedynie luźno związane z oryginalnymi tekstami utworów, zawartymi na prezentowanych przeze mnie albumach muzycznych. Zarówno sama muzyka jak i treść utworów śpiewanych są dla mnie niejako pretekstem i inspiracją do przedstawienia swoistego konceptu fantastycznego. *** Nie przerywają gry… Prężą się spalone przez słońce ― spocone męskie torsy ― kobiece uda… … spadająca piłka rozsypuje piasek, wyciska z oczu łzy… Uniesione w geście tryumfu ręce zasłaniają opuszczone głowy przegranych… Oddech oceanu przytłacza zapachem soli… … w szalonej kanonadzie bębnów czas zatacza koło… Cykl… … zaczyna się od początku… * Tańczą na błyszczącej wilgotnej plaży… Rozmywają się w karmazynowej czerwieni gorącego lata, w napływającej fali… … wszędzie wokół uśmiechnięte twarze… Muzyka, latynoskie rytmy… Wesołe ― wołania Samba, samba, samba! Verão vermelho, Verão vermelho na praia de Ipanema dançando!* … Zachodzące powoli słońce jest takie ogromne… … pociemniałe, rozpłomienione… Kołyszą się na falach oświetlone lampionami żagle… Wirują bez pamięci ― ludzie-ptaki… Muzyka, latynoskie rytmy… Wesołe ― wołania… Samba, samba, samba! Verão vermelho, Verão vermelho na praia de Ipanema dançando! (Włodzimierz Zastawniak, 2018-08-26) *** Festival – jest to ósmy album muzyczny (studyjny) amerykańskiej grupy Santana, wydany w 1977 roku. * (por.) - (pol.) - Samba, samba, samba! Czerwone lato, czerwone lato na roztańczonej plaży Ipanema!
-
(Z cyklu: Albumy muzyczne) *** Teksty z cyklu „Albumy muzyczne”, nie są przekładami. Są one jedynie luźno związane z oryginalnymi tekstami utworów, zawartymi na prezentowanych przeze mnie albumach muzycznych. Zarówno sama muzyka jak i treść utworów śpiewanych są dla mnie niejako pretekstem i inspiracją do przedstawienia swoistego konceptu fantastycznego. *** Szelest liści ― perlisty szmer strumienia…Dobiega z oddali głębokipuls rozgrzanej ziemi― cichy transowy rytm…… ptasi śpiew spoza gęstej otuliny lepkiej mgły…W kosmicznej atmosferze halucynogennych oparów otumaniają dziwaczne zapachywilgotnych roślin,pachnideł, aptecznych ziół, korzeni…… duszne powietrze spowalnia oddech…Mrugają do mnie porozumiewawczo ―prześwity całkowitego odprężenia― jakby po intensywnym orgazmie…Błogi, usypiający spokój…Pod powiekami tętnią błękitne plamy nieba…Nie mam siłyporuszyćpalcem ―a co dopiero― całym sobą…Bezwład i luz…… a b s o l u t n y r a j!…Jestem nad przepaścią… Rozpadają się moje sny ― obrazy jastrzębiego lotu…… wchłania mnie wir unicestwienia…Pękają gwiazdy w orgiastycznym tańcu…Diabelskie baletnice ― koszą tuż przy ziemi soczyste trawy…… wytryskująca krew zamienia się ― momentalnie ― w krzepnące płatkiróż…Wiję się w sobie…Konam… umieram…Wchodzęraz jeszcze…… w szaleństwo… (Włodzimierz Zastawniak, 2018-27-08) *** Borboletta – jest to szósty album muzyczny (studyjny) amerykańskiego zespołu Santana, wydany w 1974 roku.
-
(Z cyklu: Albumy muzyczne) *** Teksty z cyklu „Albumy muzyczne”, nie są przekładami. Są one jedynie luźno związane z oryginalnymi tekstami utworów, zawartymi na prezentowanych przeze mnie albumach muzycznych. Zarówno sama muzyka jak i treść utworów śpiewanych są dla mnie niejako pretekstem i inspiracją do przedstawienia swoistego konceptu fantastycznego. *** Budzę się…Ostre słońce oświetla moją twarz… Staję na środku pokoju…Senna maligna majaczy mi w głowie― pod zapiaszczonymi, ciężkimi powiekami…TAŃCZĘ!Podnoszę ramionai kręcę się wkoło…… coraz szybciej wiruje świat…Wiruje nade mną żyrandol…Wirują obrazy na ścianach…… prostokątne, kwadratowe plamy…TAŃCZĘ!Oblepia mnie wilgotne, przesycone kurzem powietrze…Coś jest nie tak!Podłoga ucieka mi spod nóg…Zaraz stracę równowagę.Lecz nie zwracam uwagina ten niepewny stan rzeczy!TAŃCZĘ!Ocieramdłoniąspocone czoło…Przedemną― OKNO!Co za widok,dla kogośw narkotycznym zwidzie!Otwieram pierwszą parę skrzydeł, drugą…Gorące, przesycone spalinami powietrze zatyka mi dech…TAŃCZĘ!…Biegnę wzdłuższumiącejautostrady…… w łopoczącej koszuli…Ogromnesłońcepali mi kark…Mijają mnie trąbiące,uskrzydlone stwory,zdzierające z piskiem asfaltowy pyl…TAŃCZĘ!Nade mną ― ogromne ― płomieniste słońce … ― Muzyka w mojej głowie…Ktoś mnie wciąż wita…Kogoś wciąż żegnam…Ktoś mnie wciąż żegna…Kogoś wciąż witam…Ktoś mniewciąż…Kogoś wciąż…Ktoś…Kogoś...TAŃCZĘ! (Włodzimierz Zastawniak, 2018-26-08) *** Welcome – jest to piąty album muzyczny (studyjny) amerykańskiej grupy Santana, wydany w 1973 roku. Taki sam tytuł nosi również album muzyczny (studyjny) polskiej jazz-rockowej grupy SBB, z 1979 roku.
-
(Z cyklu: albumy muzyczne) *** Teksty z cyklu „Albumy muzyczne”, nie są przekładami. Są one jedynie luźno związane z oryginalnymi tekstami utworów, zawartymi na prezentowanych przeze mnie albumach muzycznych. Zarówno sama muzyka jak i treść utworów śpiewanych są dla mnie niejako pretekstem i inspiracją do przedstawienia swoistego konceptu fantastycznego. *** Tańcz ze mną! … Omiatają mnie długie, pachnące kwiatami włosy…Pragnę ujrzeć w twoich oczach jaskrawe słońca…… niech wiruje świat…Salsa, latynoski rytm…… gorący oddech na twarzy!Szybciej,mocniej…… och, tak!TAŃCZ!TAŃCZ!TAŃCZ!Zbliżasz usta do mojego ucha… ―słyszę szept…Wiatr szeleści liśćmiwielkiego drzewa…… energetyczny krok, puls złączonych ciał!Salsa, latynoski rytm…… gorący oddech na twarzy!Szybciej,mocniej…… och, tak!TAŃCZ!TAŃCZ!TAŃCZ!*Idę przed siebie…Migoczą słoneczne prześwity w gałęziach ― pełgające blaski u mych stóp…Powracająceobrazy…… unoszę twarz… ―Jesienny chłód osusza łzy, rozwiewa zwiędnięte już resztki lata…Błękitneniebo,białe obłoki…Wstrząsa mną ziemista woń umierających kwiatów w bagnistym rozlewisku krzyczącegoświata…Idę w pochyleniu…… za mną ―krokza krokiem― idzie mój cień…… idzietak ―krok― w krok…… jesienny wiatr osusza łzy… (Włodzimierz Zastawniak, 2018-08-25) *** Amigos – jest to siódmy album muzyczny (studyjny) amerykańskiej grupy Santana, wydany w 1976 roku.
-
(Z cyklu: Albumy muzyczne) *** Teksty z cyklu „Albumy muzyczne”, nie są przekładami. Są one jedynie luźno związane z oryginalnymi tekstami utworów, zawartymi na prezentowanych przeze mnie albumach muzycznych. Zarówno sama muzyka jak i treść utworów śpiewanych są dla mnie niejako pretekstem i inspiracją do przedstawienia swoistego konceptu fantastycznego. *** Czarna, magiczna kobieta… ― taniec… ― podskórny, pulsujący rytm…Podchodzi do mnie wolnym, kocim krokiem…Naga, o szerokich biodrach, kusząca wszystkimi zmysłami…W jej oczach pełgają płomienie…Długie włosy rozgarnia wiatr…… odsłania, co chwila obfite piersi…Ognisko wypluwatrzaskające iskry…… stajemy na wprost siebie…Bezwstydnii chciwi…… pożądający,rozpaleni…… mając taką biel wywróconych oczu!…Czarna, magiczna kobieta… ― taniec… ― podskórny, pulsujący rytm…Trzaskają wypluwane iskry…… błyszczy od potu hebanowa skóra…Na sklepieniu grotyrozedrgane cienie,narkotyczny sen…Drżące, rozpalone,wyginające się ciała…… dyszące ze zmęczenia ciała… (Włodzimierz Zastawniak, 2018-08-25) *** Abraxas – jest to drugi album muzyczny (studyjny) amerykańskiej grupy Santana, wydany w 1970 roku.
-
1
-
(Z cyklu: Albumy muzyczne) *** Teksty z cyklu „Albumy muzyczne”, nie są przekładami. Są one jedynie luźno związane z oryginalnymi tekstami utworów, zawartymi na prezentowanych przeze mnie albumach muzycznych. Zarówno sama muzyka jak i treść utworów śpiewanych są dla mnie niejako pretekstem i inspiracją do przedstawienia swoistego konceptu fantastycznego. *** … krok za krokiem… ―powolny chód…Otaczają mnie wokół piaszczyste wzgórza, niczym wielbłądzie garby…Tańczą w wietrze drobinki kwarcu…Uderzająw twarz…Kłująi drapią…… wybijają rytm…Ogromnesłońce…Rozdęte…― oślepiające…Osiadającyna karku,na barkach― jaskrawy żar…… wtłaczający w ziemię rozpalony piec…Idę przed siebie, idę wciąż… -Pot zalewamoje oczy…… szczypiąca sól…Jest mi coraztrudniej…… zatyka mi dech…Gdzie jajestem? ―… nie wiem…Wiatr osuszaskronie i łzy.Gdzie jajestem?… jestem sam…Poprawiam na plecach bagaż z dotychczasowym życiem…Zwilżam popękane usta ostatnimi kroplami wody…… krok za krokiem… ―powolny chód…Złote pałace majaczą w migoczących strumieniach falującego nieba…Tańczą w wietrze drobinki kwarcu…Uderzająw twarz…Kłująi drapią…… wybijają rytm… (Włodzimierz Zastawniak, 2018-08-17) *** Caravanserai – jest to czwarty album muzyczny (studyjny) amerykańskiej grupy Santana, wydany w 1972 roku.
-
1
-
(Z cyklu: Cztery wariacje na ten sam temat) *** w rozemocjonowanych źrenicach widać gwiazdy ― odbija się na ściankach kieliszków lśniąca biżuteria ― ― delikatny stukot widelców i łyżek ― w przytłumionym blasku świeczników ― wymowne symbole i gesty ― niezrozumiały język koneserów zapach potraw ― nikła woń perfum ― kolońskiej wody ― szum wezbranych głosów i ― chrząknięć kelnerzy w białych marynarkach ― przemykają co chwila niczym mewy ― błyskają srebrnymi tacami by znowu zniknąć w wezbranej chmurze papierosowego dymu w kroplistym szmerze cichnących oklasków ― eksploduje supernowa ― ― przyćmiewa ― wszystko ― sobą (Włodzimierz Zastawniak, 2018-08-13)
-
(Z cyklu: Cztery wariacje na ten sam temat) *** rozmyte papierosowym dymem profile twarzy ― nieustanne odgłosy pokasływań i ― chrząknięć szum niewyraźnych słów ― przytłumione uśmiechy ― stukoty łyżeczek ― widelców i noży księżycowy sentymentalizm spojrzenia przeszywa szyby ― obłaskawia blaskiem kobiece szyje ― nagie ― ramiona następuje nagłe poruszenie ― nikły powiew omiata skronie sprawia ― że milkną ― ostatnie szepty (Włodzimierz Zastawniak, 2018-07-28)
-
Noc w „Jazz-Rock Cafe” II
Arsis odpowiedział(a) na Arsis utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Gosława @Gosława Chyba miało być "brudzić", ale może być i "budzić". Ps. Pije pani kakao z "gwinta"? -
Noc w „Jazz-Rock Cafe” II
Arsis odpowiedział(a) na Arsis utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@GosławaDziękuje za uwagę. I proszę przyjąć spóźnione odstuknięcie szklanką, kubkiem czy, co tam pani lubi. -
(Z cyklu: Cztery wariacje na ten sam temat) *** mdlące zapachy perfum ― mieszają się z gryzącą wonią papierosowego dymu sierp księżyca ― srebrzy się na skraju jeziora ― zatopione w półcieniach twarze ― oczekiwanie ― poszczególne jasności ― ostrzą się na krawędziach kobiecej biżuterii ― szybek ― męskich zegarków stukot widelców i noży ― kieliszków z czerwonym winem ― przytłumiony gwar fascynacji ― chrząknięcia ― uśmiechy koneserów krótkie sprzężenie w głośnikach od próby mikrofonu ― głośna zapowiedź ― ― rozbłyskują gwiazdy (Włodzimierz Zastawniak, 2016-02-20)
-
Noc w „Jazz-Rock Cafe” I
Arsis odpowiedział(a) na Arsis utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@GosławaDziękuję za miłe słowa. -
(Z cyklu: Cztery wariacje na ten sam temat) *** daleki księżyc przemyca światło gwiazd spadając ze sceny improwizacją wszędzie wokół ― twarze ― przepełnione obojętnością wobec siebie ― zeszklone źrenice milczącej wzajemności jeszcze przed chwilą gwar zmieszanych języków i pojęć ― unosił się ― w gęstym od oczekiwania powietrzu nastał czas nowych form których pulsujący rytm niczego nie równoważy ― pomimo prostoty i zawiłości ― sięgającej głębin (Włodzimierz Zastawniak, 2009-11-24)
-
Nuklearna błyskawica zwiastuje kontakt, pomiędzy ziemią a martwą twarzą o barwie pleśni, w której wyrzut miesza się z ciężarem jakiejś ogromnej obojętności. Omiata mnie oddechem cmentarnego chłodu o tysiącletniej ciszy, pełnym wewnętrznych monologów i szeptów… … nie wiadomo, co to wszystko znaczy… przepływające iluminacje, zamazane obrazy… Szybuje w przestworzach armia straceńców… Skażone śmiercią bezokie byty czynią wiatr milionami skrzydeł, przejęte ogromem nocy… Ostrzą swoje pióra albo spadają z mostów w chlupiącą otchłań, inne ― zrywają się do lotu… Wstrząsają swoim drżeniem milczące drzewa, spoza dziwnej projekcji sennych majaków… … Zygzak błyskawicy zniknął, lecz przetacza się wciąż nad ziemią echo nuklearnego gromu… Dotykam palcami… Zanurzam je w Oceanie Deszczów, który nie oddaje już ciepła… … słabnie coraz bardziej na moich oczach… W wykręconej spazmem przestrzeni dokonuje się nieoczekiwana śmierć magnetycznego pola… (Włodzimierz Zastawniak, maj, 2020)
-
I Nie wiadomo, skąd przybył i po co… Owiewany porannym, rześkim powietrzem połyskiwał w promieniach słońca wypolerowanym metalem, bądź materią ― znaną jedynie jakimś kosmicznym Amundsenom, przemierzającym niezbadane wymiary, niezliczone warstwy czasu… II Nagromadzona energia rozerwała wreszcie powłokę bezwietrznej, dusznej nocy ― z trzaskiem piorunów i blaskiem rozczapierzonych błyskawic… Strumienie ulewnego deszczu uderzały wściekle o szyby, targane porywami szalejącego wiatru, niby hordy gwiżdżących, dudniących kopytami diabłów… Spływała wartkim potokiem bulgocząca woda, tocząc korytami swoje brudy… Zalewała piwniczne okienka… Bob Sparrow ― już od szczenięcych lat lubił obserwować gwiazdy, te drgające iskry wszechświata… Inny niż rówieśnicy… ― Cichy, introwertyczny samotnik. Zamiast biegać za piłką, wolał wchłaniać tajemnice natury… Fascynowały go szepty drzew… Rozmawiał z nimi… Przywierał doń spierzchniętymi wargami, całując ich chropowatą, pachnącą żywicą korę… ― Tak, to był pewien rodzaj autyzmu… Miał swój świat, do którego nawet jego własna matka nie miała dostępu, a przecież kochał ją najbardziej na świecie… Po wielkim wyładowaniu atmosferycznym nad jedną ze stacji transformatorowych ― w całej dzielnicy wysiadł prąd… Jedynie łuny rozbłysków wypełniały nadal mroczne otchłanie ciężkiego nieba, rozsiewając mdlącą woń elektryczności… Wciąż tkwił bez ruchu, jakby całą wieczność… Chciał koniecznie dostrzec coś jeszcze, jednak ― zmorzył go nieubłagany sen… III Przecierając dłońmi zaspane oczy, wyjrzał szybko przez otwarte okno… Miasto szumiało codziennym rozgwarem, zgrzytało tramwajowymi kołami… Kreski dalekich, fabrycznych kominów wypuszczały powoli białą, skłębioną nawałę… W oślepiających blaskach acetylenu spawacze łączyli żelazne płyty, budując obłe cielsko oceanicznego statku pod obracającymi się, ażurowymi ramionami smukłych dźwigów… Chodziły tam i z powrotem ― po wielkich szynach ― ogromne konstrukcje portowych suwnic… Chwytały swoimi szponami sześciany ładunków, przestawiały, brały następne… Trzeszczały naprężone cumy kontenerowców, chrzęściły łańcuchy podnoszonych kotwic… Metaliczne pogłosy upadających blach zagłuszały pokrzykiwania, przekleństwa robotników… Splątane, pulsujące żyły industrialnego krwiobiegu buchały z podziemi kłębami gorącej pary, zasnuwając na powierzchni krztuszące się pojazdy… ― Pomiędzy nimi ― ludzie… ― Rozbiegane we wszystkich kierunkach ― kolorowe mrówki… Czesał mu włosy przesycony spalinami wiatr… Porywał z ulicy śmieci i kurz, zataczał kręgi nad łąkami ludzkiego osamotnienia…. Spojrzał wyżej… ― Obiekt wciąż tam był ― niewzruszony, niedostrzeżony przez innych… Połyskiwał w promieniach słońca, wśród niepowtarzalnych atomów, świetlistych strumieni… (Włodzimierz Zastawniak, Lipiec, 2014)
-
Patrzyłem za tobą (wiersz pozbawiony piękna)
Arsis odpowiedział(a) na Arsis utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@iwonaroma Ok. Dzięki. -
Patrzyłem za tobą (wiersz pozbawiony piękna)
Arsis opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Szłaś chodnikiem, wzdłuż ruchliwej ulicy dużego miasta. Płonęły w krwawym słońcu frontony kamienic. Każda nierówność rzucała swój własny cień… Swoją własną aureolę mroku… Omiatał mnie chłodny wiatr, a nerwowy potok ludzkiego życia składał się jedynie z symboli i nieważnych gestów. W nieustannym szumie klaksony strażackich wozów… Wycia karetek… Zgrzytania tramwajów na złączach szyn… … Szłaś przed siebie w jakimś ― zamyśleniu. Nie odwróciłaś się, bo i po co? Byś mogła ujrzeć odrażającą, plugawą twarz? Abym mógł spojrzeć ci prosto w oczy? Chciałem zataić coś przed światem pod grubą warstwą makijażu, lecz wyszła z tego jedynie żałosna karykatura klowna… Trząsłem się w sobie od natłoku dziwnych myśli, kiedy ubierałem je w niezrozumiałe słowa… Zimy wiatr rozwiewał włosy… … organizm domagał się … … kolejnej dawki alkoholu… (Włodzimierz Zastawniak, 2020-04-02) -
(Z cyklu: Pacyfik – sen wiekuisty) *** … jaskrawe prześwity na mojej spalonej twarzy… Chwieją się w łagodnym wietrze liście … … kokosu… Wychodzę z cienistej smugi… … wchodzę w kobaltowy błękit nieba… … rozgorzałe słońce… Rozkołysane, oceaniczne … sanktuarium… … Spienione fale obmywają moją twarz, kiedy padam na kolana ze złączonymi dłońmi w gorączkowym, piskliwym szumie dokonującego się misterium czasu i oczyszczenia… … Otaczają mnie w tej pustce niewyraźne szepty, jakby modły klasztornych mnichów… Nabrzmiałe, sine usta… Poruszające się w swojej nagiej martwości… … zamglone oczy nieboszczyków… … Nabieram do płuc powietrze, te mikroskopijne, promieniotwórcze ziarenka, które od dziesiątków lat zmieniają ryby w niepodobne do samych siebie, pełne blasku ― groteskowe formy… …, które od dziesiątków lat… (Włodzimierz Zastawniak, 2017-04-09) Bikini – atol na Oceanie Spokojnym, w archipelagu Wysp Marshalla. W latach 1946-1958 był wykorzystywany przez Stany Zjednoczone, jako poligon do testowania broni jądrowej.
-
(Z cyklu: Pacyfik – sen wiekuisty) *** Nie słyszę ptaków… Zagłuszane ― przez powtarzający się w regularnych odstępach czasu huk nacierających fal ― szybują … bezgłośnie… Gnana przez wiatr ciemna, pokreślona białymi kreskami nawała ― spiętrza się na brzegu… … obmywa moje stopy i dłonie… … znowu się cofa, odsłaniając … … błyszczące muszle, kamienie… Łykam chciwie kęsy słonego powietrza… … wypuszczam je powoli… Szarpią moją koszulą strumienie atmosfer, uderzają w twarz… Na horyzoncie wszystko się ze sobą łączy i jest nie do odróżnienia, uśpione snem wiekuistym… … nadciąga świt… … Mżą przytłumionym blaskiem cząsteczki tajemnicy, wypromieniowując z siebie resztki … … czasu… W powolnym przepływie obłoków zawarta jest jakaś niejasność… … w rozchwianej, wątłej trawie… … Pradawne mury, naznaczone przed laty niewyobrażalnym żarem nuklearnego spięcia ― wydzielają chemiczną, śmiertelną woń rozpadu… … muskam dłonią te szczątki, całuję, jakby to były zimne usta martwej … … kochanki… … do tej pory przeszywają mnie rozpalone igły morderczego promieniowania… Boję się wschodu słońca… Boję się, że wzejdzie tak, jak wtedy ― spopielając ziemię… … zagotowując ocean, rozpalając niebo… (Włodzimierz Zastawniak, 2017-03-25) Malden – niewielka, bezludna wyspa w archipelagu Line Islands, na środkowym Pacyfiku, wchodząca obecnie w skład Republiki Kiribati. W latach 50-tych XX w. Wielka Brytania przeprowadzała w jej pobliżu (oraz w pobliżu sąsiedniej wyspy Kiritimati) testy z bronią termojądrową w ramach operacji Grapple. Na wyspie tej znajdują się również ruiny tajemniczych megalitycznych budowli sprzed około tysiąca lat.
-
(Z cyklu: Pacyfik – sen wiekuisty) *** Spieniona nawała naciera na … ląd... Przemyka po wilgotnych, gładkich kamieniach słońce i zsuwa się w daleki odmęt zarys … białego obłoku… Chłodny wiatr na twarzy, w rozwianych włosach… W nozdrzach intensywny … zapach soli… … nieskończone falowanie ginie w kobaltowym błękicie nieba… Zamyka się we mnie, tworząc jakąś nową rzeczywistość, nowe widzenie w migocie jaskrawych refleksów… … poza mną ― krajobraz skurczył się i poszarzał… … Jeszcze do tej pory wyczuwam ten ruch cząstek, to wirowanie atomów, których blask tak bardzo oślepiał i palił… … wwiercał się do mózgu… Czuję wciąż ten ból, odnajdując trop swojego dawnego wcielenia. … … zmieszane epoki, przeskakujące daty… Gładzę palcami zdeformowane przedmioty, popękane ściany betonowych bunkrów z rdzawymi, pionowymi smugami… … ciemno-brunatne bąble ― piętno nuklearnego piekła… Poskręcane, … … zbrojeniowe pręty… … Zatykam instynktownie uszy, lecz ― to tylko huk pędzących fal, które załamują się na opuszczonym, nasiąkniętym radiacją nabrzeżu… Wszystko umarło, zapadło w sen wiekuisty. Stało się przystanią dla zagubionych duchów, przepadających w dziwnej substancji czasu. Więc i ja ― nie mogę być żywy. … od dawna ― … … nie jestem żywy. (Włodzimierz Zastawniak, 2017-03-18) Mururoa – atol na Oceanie Spokojnym, wchodzący w skład Polinezji Francuskiej, w archipelagu Taumotu. W latach 1966–1996 był wykorzystywany przez Francję, jako poligon do testowania broni jądrowej.
-
(Z cyklu: Pacyfik – sen wiekuisty) *** Inspiracją do napisania niniejszego tekstu było dla mnie opowiadanie pt. „Ostatnia Plaża”, J. G. Ballarda *** Uderzają mnie w twarz jaskrawe prześwity słońca, które wytryskują spomiędzy kołyszących się, palmowych liści… … drgają i migoczą… tworzą efekt stroboskopu… (Musiałem chyba dostać ataku epilepsji… Odzyskuję przytomność, ale w zupełnie innym miejscu i czasie) … Stąpam ciężko po rozgrzanej plaży… Tafla laguny jest tak przejrzysta, że widać najmniejszą muszlę, wygładzony weń kamień… … nie wiem, jak długo idę… Jarzy się w oceanie jakiś daleki odblask natury… Dostrzegam … coraz więcej… … nie wiem, jak długo idę… Otwiera się nade mną głęboki błękit, którego nie mąci nawet przepływ obłoku… … Widzę przed sobą osmalone konstrukcje z betonu i stali... Dawne ślady jakichś ciężkich, gąsienicowych pojazdów ― skamieniały już przez te wszystkie epoki i lata… Żelbetonowe bunkry z pionowymi, rdzawymi smugami na ścianach… … setki manekinów w wielkim basenie bez … … wody… Wyciągają rozpaczliwie ręce, spoglądając na mnie pustymi, czarnymi oczodołami… … zdeformowane, nadpalone postacie z sennego koszmaru… tłum bezdomnych, porzuconych ślepców! … Coś się błyszczy w oddaleniu, jakby kawałek szkła, na który pada słoneczny promień… … Radosne śmiechy mojej żony, naszej małej córeczki… Pogłosy echa na betonowej, pustej plaży… … zabawa w berka… Spostrzegają mnie, poważnieją… … stają w milczeniu… Przyśpieszam kroku... Biegnę, wykrzykując ich imiona! … Wtapiają się w coraz bardziej nieostre tło… Pozostawiają po sobie pustkę, tę właśnie pustkę, którą rozsadza od wewnątrz nieustanny pisk w moich uszach… …huk … … nacierających fal… (Włodzimierz Zastawniak, 2016-09-26) Eniwetok – atol ma Oceanie Spokojnym w archipelagu Wysp Marshalla. W latach 1948–1958 był wykorzystywany przez Stany Zjednoczone, jako poligon do testowania broni jądrowej.
-
Próba wniebowstąpienia na atolu Fangataufa *
Arsis opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
źródło: https://www.pinterest.com/ Otwarta przestrzeń… Głębokie niebo… … przytłacza mnie ten kobaltowy błękit ― bez najmniejszej ― obłocznej skazy… … Huk oceanu ― tak regularny, że można odmierzać czas… … … przypływy i odpływy ― Ogromne wahadło… … przypływy i odpływy… … Spieniona nawała… … wiatr o zapachu soli... … W niedalekim widzeniu wyspy ― słoneczne feerie palmowych liści… ― kształty… … w dalekim ― wszystko ― nazbyt ― rozedrgane… … rozmyte kontury… … … trwa batalia ― o prymat... … Jaskrawe blaski acetylenu ― padają na czarne ― spawalnicze maski… … na okrągłe szybki okularów… … … coś wyrasta ― powoli ― ku niebu… … W rozkopanej ziemi ― ślady ciężkich ― gąsienicowych pojazdów… … ciągną się kilometrami ― jakby ― przepełzły tędy ― pradawne jaszczury czy węże… … Konkretyzują się zarysy dziwnych konstrukcji ― ze stalowych prętów ― betonu… … przelatują wysoko ― srebrzyste ― milczące ptaki… … Huk oceanu ― tak regularny, że można odmierzać czas… … … przypływy i odpływy ― Ogromne wahadło… … przypływy i odpływy… … Spieniona nawała… … wiatr o zapachu soli... … W potwornym blasku morderczej kreacji ― dokonuje się próba ― wniebowstąpienia… … wyparowują ― momentalnie ― wody laguny… … od straszliwego żaru… … … przygasa powoli ― gaśnie… ― … Rozprasza się w łoskocie ― złowroga chmura… … Ginie… ― … wraz z nią ― wszystko inne… (Włodzimierz Zastawniak, 2017-03-13) --- * Fangataufa – atol na Oceanie Spokojnym, wchodzący w skład Polinezji Francuskiej, w archipelagu Taumotu. W latach 1966–1996 Francja przeprowadzała na nim (i w jego pobliżu) próby z bronią jądrową. -
Spojrzenie w głąb klatki schodowej *
Arsis odpowiedział(a) na Arsis utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Dag Dziękuję i pozdrawiam z opuszczonego przed dziesięcioleciami, zdewastowanego miejsca... -
Spojrzenie w głąb klatki schodowej *
Arsis opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
źródło: https://pixabay.com/ Światło pochmurnego dnia ― wsącza się łagodnie… … okna są szeroko otwarte na deszcz… ― na ten szmer ― spadających kropel… … Pode mną ― lśniąca spirala dębowych poręczy… ― kamiennych schodów… … gdzieś coś zatrzeszczało… Od moich kroków? Lecz nic... … znowu cisza… … W piskliwym szumie ― wyławiam tak jakby szept… Odwracam się… … w smugach szarego blasku ― mżą jedynie ― piksele samotności … … bieleją ― zatrzaśnięte drzwi… … … przepływają mi przed oczami ― zamazane niepamięcią ― symbole przeszłości… … zaśniedziałe tabliczki ― bez nazwisk ― i liczb… … Co do mnie szepczesz ― zjawo? … co chcesz takiego ważnego przekazać? Lecz nic… … znowu deszcz… (Włodzimierz Zastawniak, 2016-12-04) --- * Tytuł jest zaczerpnięty z powieści pt. „Matka noc”, Kurta Vonneguta. Tak tytuł nosi jeden z jej rozdziałów.