-
Postów
4 966 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Arsis
-
Wpatruję się w krawędź regału… ― książki pokryte kurzem, płótnem pajęczyn… Nie będę ruszał… ― niech śpią umarli bohaterowie, których żywot skończył się z ostatnimi literkami… „Oddział chorych na raka”, Aleksandra Sołżenicyna… … Oleg Filimonowicz Kostogłotow ― odjechał pociągiem ― z ciężarem śmiertelnej choroby… Ubłocony, sponiewierany, odczłowieczony… … umęczony beznadzieją totalitaryzmu… Na pożółkłych stronicach ― bezwład czai się ― na każdym kroku… Lata 50. XX wieku… ― chwiejące się topole… ― koniec lata… ― melancholia jesienniejącego powoli nieba… Stara kwiaciarka ― sprzedaje na rogu ulicy ― bukieciki niebieskich fiołków… … kupuje dwa, wysupłując z kieszeni ― ostatnie kopiejki… „Wilk stepowy”, Hermanna Hessego… … Harry Haller ― znajduje ― swoją ― Herminę… Tańczy z nią na balu maskowym ― A. D. 1924… … w deszczu konfetti, w głośnych dźwiękach foxtrota kołyszącej się na boki orkiestry… A potem? Nie wiadomo, czy zabija ją w pasji zazdrości, upojony silnym narkotykiem, czy staje się na powrót motylem… … spadającym płatkiem zwiędniętej róży… „Zbrodnia i kara”, Fiodora Dostojewskiego… … Sonia Siemionowna Marmieładow, przechadza się w świetle księżyca ― ulicami XIX-wiecznego Petersburga… … nie chce wracać ― do swojego ― obskurnego mieszkania… … do pustki, wilgoci ― i brudu… Rodion Raskolnikow ― odlicza dni, miesiące… … lata katorgi… … gdy wyjdzie na wolność ― weźmie ją w ramiona… „Uciekaj, króliku”, Johna Updike`a… … Harry „Rabbit” Angstrom, szuka szczęścia w ramionach kurwy, zostawiając na pastwę losu ciężarną żonę… „ Komu bije dzwon”, Ernesta Hemingway`a… … Robert Jordan ― ciężko ranny ― rozstaje się ― na zawsze ― z Marią… (Włodzimierz Zastawniak, 2021-08-25)
-
Drżę, zamknięty w kokonie mroku… Otula mnie noc, obsypując deszczem gwiazd… … mieniąca się, cienka powłoka szronu pokrywa lustra szyb, kreśli wyszukane wzory… Piszę po niej palcem twoje imię… … puszysta ćma uderza w obskurną żarówkę, wznieca skrzydłami kurz… … Odwiedzasz mnie codziennie, blada, z sinymi cieniami wokół oczu… Gdzie pójdziemy tym razem? … ciemna, splątana gęstwina lasu ― jest twoim jestestwem… Ujmujesz moją rękę lodowatym, sztywnym uściskiem dłoni… … krocząc przez opary mgielnej ciszy, prowadzisz w otchłań nieistnienia… absolutnego rozkładu… Zwilgotniałe gałęzie ― uginają się miękko ― pod naszymi gołymi stopami… Uśmiechasz się do mnie… … odgarniasz włosy… Stajemy się ― stopniowo ― niknącymi odgłosami przeszłego czasu… Kocham cię… (Włodzimierz Zastawniak, 2021-08-23)
-
@Somalija cm, m.... cokolwiek to znaczy... nie znam się, bom głupi... ale serial lubię... lubię jeszcze - dwie spłukane dziewczyny...
-
@Somalija teorię wielkiego... - akurat lubię... allo, allo... - nie za bardzo...
-
@Somalija zapętliła ci się kaseta video? wiem, wiem, to eksponat muzealny... magnetowidy, magnetofony... chociaż magnetofony można jeszcze kupić, np firm: yamaha, mistubishi, nakamichi, czy onkyo... to najlepsze na świecie klasyki...
-
@Somalija dzień dobry... @Radosław dzięki za opinię, pozdrawiam...
-
@Gosława cześć, reniu...
-
… przytulam się do ciebie, wchłaniam… ― niknę w całej twojej świetlistej jaskrawości… Została po tobie ― jedynie szaro-brunatna gleba… … lodowate piekło Nowej Ziemi… Rozpalone cząsteczki przeszywają na wskroś… Deformują i niszczą… … przebijają z piskliwym szmerem membrany bolących uszu… Z wykręconej spazmem przestrzeni wypływają widma, ukoronowane zrywami migotliwych słońc… Zagarniają wszystko w płonącym huraganie… * Otwieram ciężkie powieki, zbierając w kołyskę dłoni ziarenka piasku… Wokół, tylko bezkres szarego nieba, trupia biel śniegu… Przesypują mi się przez palce szczątki dawnego życia… … zmurszałe drewno rodzinnego domu… Zmrożony deszcz tworzy w kałużach kręgi… W martwych jeziorach ― spuchnięte, sine usta odbitych obłoków… … coś do mnie mówią, coś szepczą… … ― nie słyszę nic… (Włodzimierz Zastawniak, 2021-08-21)
-
Wychylam się na zewnątrz czasu, poza powłokę z cementu i cegieł… Ściany zdają się wybrzuszać, kiedy nabieram w płuca powietrze… … falują pajęczyny, kurz osiada w szczelinach pęknięć… Spoglądam na pusty, wytarty po ojcu fotel… … stojący nieruchomo dowód zamierzchłej egzystencji, jakby skamieniały artefakt… A jeszcze, w którymś niedawnym śnie ― przestępował nerwowo z nogi na nogę… … trząsł się jak w ostatnim stadium delirium, albo ― jak łaszący się, skomlący pies… Fotel po matce, nasiąknięty jej zapachem… … to świeża rana… Widać na nim, tak jakby ― zaschnięte ślady krwi… … a przecież ― umarła ― w zupełnie innym miejscu ― na łóżku, za dnia, … trzymałem ją w ramionach, aby nie zsunęła się na podłogę, niczym zwiędnięty, bezwładny liść… Wszędzie ― jakieś papiery… … pożółkłe listy… … poplamione, zmiętoszone ochłapy ― dawnego życia… Nastawiam płytę… Igła przeskakuje… Zacina się… … w uszach ― narasta piskliwy szum… (Włodzimierz Zastawniak, 2021-08-15)
-
@Somalija masz, żeby nie było, że udzielam się tylko pod renią...
-
@Somalija odpisuję...
-
Tańczące łęgi
Arsis odpowiedział(a) na [email protected] utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Somalija a, to my u grzesia jesteśmy... -
Tańczące łęgi
Arsis odpowiedział(a) na [email protected] utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Somalija to nie patrz więcej na roślinki, bo sobie jeszcze zwichniesz szyję i co będzie?