Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

marekg

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    29
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez marekg

  1. to jest dyskretnie rozwiane zapach łąki pragnienie ciszy właśnie dopasowałem smak wina i nie musisz się spieszyć kilka stron z Paryża reszta to obłoki z pobliskiej wioski uniesione stodoły oparami bimbru i mały Montmartre z kocią łapką na gardle i poduszką wybudzonej wiosny gdy grzechy snu się czerwienią śpiewam kwiatami w rytmie motyla melodię paryskiej nocy
  2. przyjechałaś fokusem w kolorze straży pożarnej ktoś się śmieje że znasz tylko połowę liter nie masz snów i nie liczysz swoich lat w drodze zapinasz pasy tylko pasażerom Twoje cierpkie wizje zna tylko proboszcz on jedyny w ciebie wierzy nie stracił wiary gdy mówiłaś mu o Bogu wtedy na chwilę zgasło światło za zakrętem zawsze czeka anioł to taki podróżnik jak mówisz na gapę wieczny tułacz opiekun bierny w swojej miłości do kobiet za ostatnią chmurą będzie mała wieś czerwcowe łąki domek i zielony płot czarny kot przebiegnie drogę pierwszy i ostatni raz w Twoim życiu
  3. marekg

    Ty i ja

    Koniec powala jednym ciosem -Ciekawie
  4. marekg

    i bu prom

    Amen to na początek dnia dziś każdy owoc zrani duszę może tylko zimny powiew skandynawskich okien oczyści zbłąkane żagle gniew wędrujących słoni niesionych bielą pajęczyny topi lęk w morskich falach nie pytam o wczorajsze wspomnienia mgły opadły zabrało tylko psa wierność zagubiona w odgłosie morza tajemnica ludzkiego bólu rozumiem świat tylko o poranku wieczne pragnienie szczęścia odpływa na krze w oddali słoń pies i świadek prawdomówny
  5. w dolinie zaginiony wiatrak przegryzam ciastko uśmiechem przecież odnalazłem wirujący dach na którym możemy gardzić światem tu nikt nie będzie zaglądał nam w usta krzyczał promocjami i rozdawał talony możemy kochać się dziś i zawsze być jak wschód słońca pragnący dnia bez końca zamieszkać w sobie mieląc noc i dzień w rozmowie z Panem Bogiem ofiarować odrobinę poezji i karafkę z winem a winą obarczyć huragany za ich chciwą dłoń i rozdarte wargi w walce z wiatrakami
  6. marekg

    Amsterdam

    nad kanałem jest pas zieleni gdzie krasnoludki piją alkohol owinięci w plasterki sera w imię wolności rowery wyzbyły się łańcuchów kręcąc do woli przemierzamy chwiejne domy i uliczki pod czerwoną latarnią ...się koty w flakonach przytulają kwiaty zielone lizaczki rozdają martwi widzowie doktora Tulpa
  7. Lilka namydla ciało kobietą nagi księżyc w świetlistym hafcie tworzy noc gwiazdy mkną w rozkoszy w spojrzeniu łabędzia jest zagubiona nuta taka delikatna forma szaleństwa na półmrocznym fortepianie na Tiergarten są samotne schody po których wychodzi na ludzi gdy Berlin nuci słowem
  8. marekg

    Roma

    Na kamiennych schodach czarny kot oparty wąsem o Koloseum rozłożone niczym dziurawa muszla pod rzymskim niebem skropione rdzą czasu uśpione. Zmarszczki murów leniwie tworzą obraz przemijania odbity w kocim spojrzeniu jak w bezmiarze wieczności
  9. marekg

    amerykanizacja krajobrazu

    uwielbiam tego rodzaju pisanie , słowo dobrane , słowa chętnie czytane
  10. marekg

    bał tik tik

    Pu­kam do drzwi te­raz wys­tar­czy pozbierać wszys­tkie ry­by z chmur rzu­cić słońcem o ziemie jak szklanką w chwi­li złości na niedo­kończo­nym horyzoncie do­malo­wać ra­dos­ne­go Boga i ma­my chaos nie tyl­ko w pogodzie a niech pa­da próżny deszcz w pro­moc­ji są parasole i gu­mowe wieloryby Idziemy pustą plażą dziś nie ma na­wet komorników sto­py ka­leczą wyrzu­cone muszelki przy bur­szty­nowej herbacie up­ragniony pocałunek lu­bię ten wiatr od morza o słonym poranku
  11. w oddechu wiatru kilka smaków późna Warszawa w bielańskim gaju Bazyl i ja błąkamy się po stołach kończącego dnia oliwkowe mrugnięcie gasi miasto można do Woli wybierać menu jest bogate w kolory nocy z wirujących talerzy wyskakują zielone pory każdego roku na ciepło tu czas omija wskazówki wędrowcy kończą bieg blaszane koty spadają z tacy
  12. marekg

    w ramkach Kleosina

    @beta_b @beta_b ...O tak jest, blisko bardzo blisko za torami.Pozdrawiam.
  13. a o kwiatach to możemy pomalować otoczeni igłami lasu oddychamy ciszą to tu usycha lipcowy deszcz nie ma krawężników i ulicznych bram nawet nie widać naszych zmarszczek malujesz dłońmi cień miniaturkę chwili czuły uśmiech uzależnieni od marzeń i kolorów dnia przenieśmy niebo w naszą stronę obłoki wędrujące ptaki i ten lecący w oddali samolot czas niestety wracać ponagla nas niedziela czarny pies i kończy się ostatni papieros.
  14. marekg

    Mallorca

    @[email protected] Miło mi, Dziękuję i życzę też pięknej niedzieli , chociaż moja za oknem jest szara .....granatowo wietrznie obrzydliwa.
  15. marekg

    Mallorca

    każdego dnia liczymy dłonie na fortepianie Chopin wyjechał wcześniej z porannej Valldemossy rozmazałem uśmiech sokiem z cytryny bawiąc się kolorem oleandrów taki dzień budzi się jak niemowlę z oczkami w stronę mamusinego słońca i butelką cieplej chwili na rozgrzanych plażach suszą się turyści morze odpływa w dal słowa niewypowiedziane ubieramy w epitety
  16. marekg

    trybiki

    idź już spać wiersze nie ponoszą odpowiedzialności za nieprzespaną noc przeczytam jeszcze kilka uliczek potem przeliczę baranki zaczynając od siebie w sennych podróżach łaszę się do czworonogów to bardzo bezpieczne nie gryzą koszmarami jutro obudzimy się na słodko z niczyjej winy
  17. marekg

    paleta

    pamiętam to zimne spojrzenie w kolorze spranego błękitu słowa ubrane w czapki biegały mi po głowie karzeł obraził się i odszedł opustoszały myśli z twarzy spłynęła oczywistość rodząc kałuże drwin nie do śmiechu bywalcom szczęścia świat w biskupim odcieniu nie ma łez nie ma tła ale próbuję malować to jest jak twój poranny uśmiech w lekko niedogotowanej kuchni obrany z uczuć podgrzany bez pieprzenia
  18. marekg

    Miastonocka

    dzień odjechał na koniu bez głowy Ty mówisz poczułam wiosnę ja senne obłoki zdjęte z orła kurtyna zapada na usta nienarodzeni idą drugą stroną pod wiatr gdzieś na końcu drogi srebrne torowiska po których gwiazdy przetaczają krew w bursztynowym oknie parasol czarna polana z mrugnięciem żubra i estetyczne schody tu nocują tylko wariaci zasypiasz w moich ramionach do twarzy Ci we śnie kot czmychnął mleczną drogą na dobranoc
  19. teraz oprowadzę cię mój lesie nie nie zakładaj maski stań dwa metry od mojego uśmiechu z pragnieniem spaceru drzew w gumowych rękawiczkach wkładam chleb powszedni dzień zraniony ciszą i płyn do dezynfekcji rąk dziś nie boję się witać tylko zwierząt zazieleniłeś się przepięknie pachniesz wiosną której nie ma tu jest w snach zaraziliśmy się światem którego nie ma amen przez wielkie A dziś w nowej szafie Diora bursztynowa maseczka z ozonowym sprayem wirtualny skalpel przecina rzeczywistość w każdą stronę marzeń
  20. na niekończącej się rzece zaklina jesienny deszcz bez przyjaciół topi dzień rozmywa oddech życia krzyczę Amen drabina do niebios stała tu jeszcze wczoraj w imię boga miłosiernego podarowana zagubionym tylko w butelce jest sucho poranna pustka bez nadziei na oazową kroplę zmąconego wina skacowany świat ma tylko jedną stronę lustra bez grzechu i zapachu myśli psie łapki przebiegły tu wczoraj spóźniłem się na ten spacer wybudzony z piekła poza kolejnością
  21. W krysztale snu obracasz moją dłoń słowa na wieczór ułożyłaś przy bieliźnie Przepraszam zaspałem nawet Ikar za oknem przerwał swój lot upity wileńskim balsamem Życie ma być przyjemne jak odgłos zaokiennej harfy jak Twój pocałunek teraz dotykamy nieba pustki w której tykają odległe gwiazdy raniąc nas nieskończonością w kolejny poranek szukam dłoni szukam Ciebie nieistnienie jest oznaką codzienności jak brak nieba w poniedziałek
  22. Gdy wieczorem staję na szachownicy chwili pokutnej skruchy znajduję mozaikę pól jasnych i ciemnych w moim wieczornym rachunku sumienia nie potrafię samotnie oddzielić blasku od cienia ciepła od chłodu ta jedna myśl wciąż się czuję bezradnym żałuję przepraszam i obejmuje mnie skrzydłami Anioł Przebaczenia
  23. marekg

    Roma

    Na kamiennych schodach czarny kot oparty wąsem o Koloseum rozłożone niczym dziurawa muszla pod rzymskim niebem skropione rdzą czasu uśpione. Zmarszczki murów leniwie tworzą obraz przemijania odbity w kocim spojrzeniu jak w bezmiarze wieczności
  24. z butelką pragnień przez wodospad pociąg w oddali zbliża się przez telefon owinięci w słowa zbiegamy w dół a jednak warto było powiedzieć ostatnie ja w dworcowej poczekalni zastrzelono ostatnich wędrowców ich grzechem były marzenia niezgodne z wyrokiem sądu Slash z gitarą przechadza się po peronach tu bilet w jedna stronę oddadzą za prawo do aborcji i kroplę matczynego mleka
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności