Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

marekg

Użytkownicy
  • Postów

    797
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez marekg

  1. na brzegu dłoni słońce to na początek tak niewiele potrzeba świtanie i morski wiatr potem między ciałem a niebem jest chmura pełna łez i statek w muszli schowany samotne kotwice toną w głębinach
  2. i jestem !
  3. jestem dziś zamazany na drugiej stronie jest dalszy ciąg dnia i puste komiksowe dymki
  4. ile w tym życia pachnie zimą las pierwszy promień ociera się o poranny cień ile w tym fikcji za nami zielony autobus przed nami zielony autobus wszystko na żądanie śnieg i deszcz zaglądamy w swoje okulary przemycasz każde mrugnięcie
  5. a gdyby tak spojrzeć w oczy przypadkiem w lustrze się ukłonić nowo poznanej kobiecie znam to spojrzenie moje ciało przechyla się w kierunku mimowolnej nieprzyzwoitości ona patrzy na mnie to znaczy rozbiera mnie wzrokiem
  6. @viola arvensis Dziękuję
  7. odłamki śniegu puszysty kot wciela się w dachowca w oknach bezradna sobota zmęczeni piątkiem wylogowujemy się z przestrzeni jeszcze jeden pocałunek odprowadzę cię samotnie
  8. wieczór jest przekartkowany na kolejnych stronach miasta zapadła monstrualna cisza słowa mutują na billboardzie obok pies z kulawą nogą gryzą mnie myśli rozmaite
  9. ulice w kolorach nędzy kawałek podłogi wyrzucony na brzeg pomarszczony i zapomniany metafizyka rozcieńczonej nocy kilka okropnych słów na poszarpanych gwiazdach tyle widzę czasem budzę się we śnie płótno kołdry dryfuje po nieistniejącym oceanie
  10. każda miłość ma swoje kamienie kto pierwszy rzuci ? czarny kot przeciąga się przez myśli ścielę się do snu podrapany
  11. niech czapki , zostaną !
  12. w ofercie promo jest bilet IC i pusty peron na Centralnym wszystko w swoim czasie ruchome schody ludzie z tabliczką nie mam czasu i głodny filozof między gołębiami time perfekt z czerwoną torbą spóźniony do Gdyni wiruje na wyświetlaczu mieszczę się w przedziale między mną a spojrzeniem brunetki o wyrazistym kolorze słów
  13. a od kamienia jest tylko rzut i słowo zamienione w pięść ułamki sekund dzielimy na nowo wulgaryzmy unieważniamy po drugiej stronie w maślanej przestrzeni trójkolorowe ptaki malują niebo zachodzi nieistniejące dziś słońce wiatr rozrywa pejzaż trójmiasta
  14. i nastał poranek i ta kula ziemska u nogi
  15. w progu światło to przeszedł dzień w środku wiersza niezgaszona lampka i kilka przebudzonych słów za oknem powtarza się jedno i drugie cień miasta przedziera się przez żaluzje słońce drapie się w moje czoło
  16. jest tak sennie tak beznadziejnie sennie tuż po północy kot przechadza się między mną a ostatnią gwiazdką z nieba
  17. po zakończonej kolacji domalowałem usta na czerwonej sofie spał kot w zegarach przebudził się wieczór żyrafy przeżuły camembert na słodko za horyzontem ulewało się morze słońce zlizywało Chupa Chups
  18. dopiliśmy ten wieczór łykiem chłodnej kropli wszystkie kubeczki smakowe zlizał wiatr mroźny kurant wybił czas miasto zadrżało z zimna na wszelki wypadek nasze lodowate ciała odetchnęły z ulgą widzę to czarno na białym
  19. dziś byliśmy tu pierwszy raz pierwszy raz spadł śnieg zapachniało zimą lubię kolorowe rękawiczki zapach drzew i ten magiczny las czasem sarny ranią błogą ciszę po drugiej stronie wiatru kołysze się nagie miasto pusty pociąg kończy bieg w tłumie morsów samotność rozdaje karty dama pik puszcza oczko za oknem worek zamrożonych snów i sople niespełnionych marzeń
  20. za oknem siarczysty mróz w miejscu głodnych wron hałdy czarnej materii przerzucam kolejne strony miasta noc rozświetla mdłe ulice owinięte w grube koce jest dość późno i zbyt wcześnie można już odetchnąć i czekać na sen
  21. to nie zależy od nas to zależy od mętnego nieba chmur rozłożonych nad Wisłą krągłych ust słońca spadek temperatury jest odczuwalny teraz zdejmiemy nasze żółte kurtki z wieszaka przebrniemy przez mroźny poranek kruche miluśne ciała merdają ogonem
  22. w miejskim chaosie światło uderza po oczach między czerwonym a zielonym mdła pomarańcza teraz musimy przebrnąć przez zatłoczone myśli i autobusy przejść po świeżo odśnieżonych zebrach na odległość złaknionych ulic potem znikniemy gdzieś bez śladów jak niebieskie ptaki jak ci alkoholicy z klatki obok
  23. niebo mrowi deszczem przemoczony dzień tapla się po ulicznych kałużach łzy wymęczone tłuką w moje okno tym razem to nie Plac Zbawiciela dziś nie wylewam za kołnierz
  24. pierwszej nocy padał śnieg zasypał ślady kto pyta nie błądzi za oknem lustro i biel tak to wszystko bez odpowiedzi
  25. w płatkach bieli stare chaty przycupnęły w progu zimy w oślepłych oknach zapomniane niebo odmawia różaniec mroźny wiatr kołacze do drzwi śnieg zasypał ślady i nagrobki Atlantydy przeczytałem kolejny wers zapisany nad kruchym pejzażem zza nitki horyzontu dotkniętego sepią turla się kłębek wspomnień
×
×
  • Dodaj nową pozycję...