Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

marekg

Użytkownicy
  • Postów

    881
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez marekg

  1. @Charismafilos bez duszy .
  2. za czerwonym słońcem łowiliśmy ryby czas mrugał jednym okiem na wyspie łotrów zawieszonych głowami w dół dzieliliśmy łuski jakby tego nie było przeszliśmy dalej nie mogąc znaleźć haczyka
  3. wszystko zależy od pociągu w kolorze wczesnego lata który wjedzie na wyimaginowany peron między zachodzącym słońcem a uśmiechem twoich ust
  4. @karenka Dziękuję serdecznie .
  5. a o kwiatach to możemy pomalować otoczeni igłami lasu oddychamy ciszą to tu usycha lipcowy deszcz nie ma krawężników i ulicznych bram nawet nie widać naszych zmarszczek malujesz dłońmi cień miniaturkę chwili czuły uśmiech uzależnieni od marzeń i kolorów dnia przenieśmy niebo w naszą stronę obłoki wędrujące ptaki i ten lecący w oddali samolot czas niestety wracać ponagla nas niedziela czarny pies i kończy się ostatni papieros.
  6. @Gosława Dziękuję
  7. tulisz się do moich wierszy z przyzwyczajenia zaglądasz w zbłąkane oczy jak w zegarku nadchodzi jesień życia
  8. @Stary_Kredens Dziękuję i Pozdrawiam !
  9. przytuliliśmy się w koty bawełniane fale mruczą lazurowym morzem pod wiatr wieczór ma kolor łososia podanego na ciepło z odrobiną spragnionego wina rozdrabniamy się w każdym spojrzeniu sentymentalnych wynurzeń i zanurzeń gasnącego słońca
  10. kiedy układasz poranek między mną a tobą przytula się ciepła kawa ucho do ucha z uśmiechem filiżanki w puzzlach horyzontu brakuje kilku wierzb brzegu Narwi i skrawka starej studni słońce otwiera zaspane okna w pikselowych kolorach żubry Leona przysiadły na parapecie
  11. @Bożena De-Tre Dziękuję z wielkim ukłonem z Podlasia ! @Gosława Pozdrawiam . @Mitylene Dziękuję !
  12. cisza tkana w jodły nie ujada wiatr nad sennymi łąkami snują się narwiańskie mgły ptaki osowiałe wędrują po krawędzi nieba po drugiej stronie rzeki posiwiały czas błądzi w wyblakłej niedzieli siedzimy w przyciemnianej sepii za chwilę las zmieni kolory cień sarny snuje między drzewami
  13. @hollow man Kłaniam się. @LessLove Dziękuję.
  14. na pniu ściętego dnia słońce umiera w ciszy potem zgładzono księżyc jego blask turla się w zaświatach na publicznym niebie znika noga lewa potem prawa w przeciągu istnienia nasze życie czas wypadł mi z rąk bezpowrotnie
  15. wieczór moknie w deszczowej piosence śpiewamy na trzy cztery z łezką w oku ostatni refren w obiektywie którego zoom przybliża wspomnienia życie trwa nadal czasem tylko umieramy
  16. na schodach spóźnione dzieciństwo satyryk rozdaje cukierki możemy już rozwijać na trzy cztery i nastaje wiek średni wtedy brakuje czasu na poranną kawę i okno z marzeniami potem między spacerem a psem z artretyzmem szukamy smyczy buty idą pierwsze za drzwiami jest siwa nić i ostatnie zdjęcie w papierkach porzucone
  17. jestem nieostrożny zaglądam w butelkę jak w lornetkę smak wczesnych jabłek odbija się w pamięci horyzont kręci się późnym wieczorem ćmy umarły głowa ćmi w starej lampie
  18. w lesie nie ma zbytecznej zieleni brakuje tylko kilka wersów promieni słońca świat wędruje po drugiej stronie rzeki przez most turkoczą kolory aut we wszystkie odcienie prędkości cisza ukryta w kieszeni prawego brzegu przytula rozrzucone wiersze poeci przysiedli na skraju kartki echo miasta wygasza zieleń wiatr porywa ptakom skrzydła
  19. kilka świateł dalej jest inna noc odwracamy się od siebie mój cień gaśnie po drugiej stronie ulicy na niebie biała pigułka księżyca okno jaśnieje bezsennością w farmakologicznym śnie gasną żarówki czarnym flamastrem rysowany pies urywa się ze smyczy
  20. kilka świateł dalej jest inna noc odwracamy się od siebie mój cień gaśnie po drugiej stronie ulicy biały księżyc i bezsenność zapita gwiazdami w farmakologicznym śnie gasną żarówki czarnym flamastrem rysowany pies urywa się ze smyczy
  21. lato to cień odnaleziony pod gruszą promienie słońca między wierszami czerwiec lipiec sierpień jeszcze nienapisane słowa ubrane w kolorowe czapki biegają mi po głowie
  22. @karenka Dziękuję z ukłonem.
  23. dziś wędrowaliśmy przez kolejny lipiec plik po pliku las tłumaczył na swój język nasze słowa zmieniliśmy kolor chabrów na okazalszy dzień bez chmur w bardziej nasycony błękit jaki jest kot każdy widzi wiele zależy od wciśnij enter
  24. obłok zdmuchnęłaś trzykrotnie potem był wiatr rozwieszony motyl urwał się z cienia chabrów kilka kropel dalej deszcz odmawiał litanie pijani dzielili kieliszek na czworo życie odbiło się echem na kocich ogonkach zagubione ścieżki tu mruczy każda chwila na pustym peronie chybocze się ostatni wagon
  25. Dziękuję .
×
×
  • Dodaj nową pozycję...