Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

marekg

Użytkownicy
  • Postów

    830
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez marekg

  1. wieczór jest herbaciany trzymam się filiżanki a ona mnie gwiżdżę na czajnik za oknem parzą się koty głośno i agresywnie
  2. kot plącze się między mną a księżycem melancholia w środku ciszy nie potrafi mruczeć za oknem gromadzą się cienie nocnych motyli na moment budzę się między wersami w niezapisane noce dokucza mi neuropatyczny ból lewej strony wiersza
  3. @Nata_Kruk @Nata_Kruk myślę że ta forma tez jest f poprawna, ale jest ale ....... Dziękuje !
  4. @Mitylene Dzięki !
  5. w roli statysty niekontrolowany przemarsz krajobraz co chwilę łapie oddech idziemy po wiatr kilka zdjęć w euforii późnego błękitu i skrawek dzikiego oceanu zamiast słów tylko sól w ustach a jeszcze wczoraj śniła mi się powódź nocne marki topiły się między snami próbowałem zasnąć gdzieś indziej
  6. nadgryzam dzień pierwszy kęs o smaku deszczu zero pragnień zero cukru wdech i wydech potem mała kawa zabielona szybszym tempem marzenia gdzieś na kolejnej stronie we wstępie kilka uwag o życiu i raju zakochanym w Bogu myśli mokną ulewa trwa wiosna wiosłuje łyżeczką powiewają majowe flagi mijam samotne rowery mknące ku zielonym światłom
  7. @Nata_Kruk Ukłon z mojej strony za wnikliwe czytanko . Dzięki!
  8. pod parasolem Dzień dobry gramoli się w porwanych chmurach plusk mijam żółte kalosze ulice bez dna wypełniają tykające krople wiatr przesuwa bezludny plac niebo zawisło na iglicy przestało zaczęło się przejaśniać w moim smartfonie wychodzi słońce
  9. zerkam na miasto jest jeszcze noc senne liście pierze deszcz lśnią mokre ulice pierwszy a może ostatni tramwaj mieni się w ciemności symboliczne schody otwierają niebo w drzwiach czeka na mnie Judasz trzymam się blasku gwiazd senne myśli wirują w powietrzu jak ćmy
  10. z gałęzi snu zrzucił nas poranny wiatr w obłokach niedospanej nocy wierciły się nasze myśli owady wędrowały przez las potem spadł purpurowy deszcz zmył ostatnie słowo z suchego języka i zielone metafory świerszcz grał jeszcze przez chwilę
  11. a może morze jesteśmy sami bez uniesień bez fal namiętności noc otula nas rybim ogonem łuszczą się sny rozmaite zimno drapie się za głowę panele podłogowe imitują mokry piach i senną plażę na odludziu chore zatoki dokuczają nieobecnym dryfujące myśli wyrzuciło na brzeg zrywamy się zachłannie każdy w swoją muszlę
  12. zerkamy w gwiazdy potem logujemy się w mętnej ciszy las ma kolor nocy taki nijaki ostatnia przyczajona butelka czeka na polanie na Facebooku bez zmian obserwujemy przez lornetkę sarny i siebie
  13. a potem zgasło światło w ciszy świecy siedzieliśmy w jedynym jasnym oknie w końcu nastała ciemność westchnęła i zasnęła żółty pies ujada z powagą po drugiej stronie księżyca jest kilka ciekawskich osób wiosna drukuje się w 3D replay zielony pies szczeka ale z honorem
  14. a kiedy się tłumaczę mój translator pomija kolejne zwroty spocony siadam na skraju wiersza cień w lustrze odbija się czkawką zmęczonej niedzieli
  15. całą noc las krzyczał drzewami drogi snu rozpłynęły się w błocie myśli przewiał wiatr deszcz nie zmrużył ani jednej kropli grafitowe niebo spadło szumnie na czułe ciało ziemi oddech przybierał na sile a potem milkł za horyzontem zanurzyłem się w kałuży w moim poczuciu pokoju panował niepokój
  16. za blokiem pies szarpie się z chmurami ulewa rozmywa miasto mamy adidasy po kostki i nylonowy parasol nie wydziwiaj dziś szczeka na jutro a wieczorem wyjdziemy na kolejny spacer ugryziemy chwilę przyjemności samotność już nie doskwiera czworonogom
  17. niestety !
  18. a kiedy przechodzę obok matowe morze ścieli się do snu w niekończącej się wędrówce słońce gaśnie kolejny raz dokucza mi jedynie cień przemijania
  19. w ostatnim wersie skulonego wiersza nie mieszczą się krople miastem pachnie deszcz w mokrym parku w szaleństwie zieleni na niby śmietankowe lody na niby motyle siedzą pod parasolem czekam na pierwszy i kolejny tramwaj trochę żółty trochę czerwony na ławce angielski dla zmęczonych
  20. grzechem jest nie widzieć anioła wszystko jest ponieważ nie ma nic na pustej ulicy deszczowe miasto spływa w przestrzeni iluzji w smugach zgaszonych okien kolejne niebo na skamieniałych skrzydłach nagie ciało sposobi się do lotu
  21. na ostatniej stronie albumu ciemna strona księżyca w oknie kilka niewyekspediowanych gwiazd to nie spam wielki wóz odjechał w ciszy smakosze zmroku kołyszą się w hamaku nocy
  22. ta noc jest zupełnie inna lunatycy uganiają się za księżycem w refrenie kołysanki jest nadmierna ilość kotów sen nie może zasnąć koszmarem pomieszkuje w moim łóżku nie nie jestem wybudzony zegar tyka jak bomba i terroryzuje
  23. @APM nie , nie mieszkam i nie są to moje rodzinne strony ......ale uwielbiam to miejsce . Moim zdaniem jest tam najpiękniejsza cerkiew na Podlasiu i nurt rzeki Narew , zjawisko bezcenne ! W Puchłach kręcono zdjęcia do polsko-amerykańskiego filmu My name is Sara .
  24. w bezkresie idyllicznych łąk artysta maluje krzyż to taki drogowskaz dla grzeszników po zgarbionych drzewach przechadza się cień wiosny błękit nieba mruga w cerkiewnych oknach w mgle poranka rozpłyną się głos dzwonów i słów z pierwszej ewangelii sarna przebiegła między wspomnieniami które niesie wiatr pokornie
  25. las wychyla się zza drzew teraz mogę błądzić między cieniem a szeptem słońca pierwszym a ostatnim słowem ktoś spłoszył ptaki gałąź zrywa się do lotu
×
×
  • Dodaj nową pozycję...