Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'nihilizm' .
-
Brnęli w śniegu za kolana. Takie sprawy zawsze dotyczą tych najodludniejszych miejsc. Zaściankowej prowincji lub zdezelowanych rozkładem społecznym przedmieść. Tym razem była to wieś i to ta z gatunku zapomnianych przez Boga, włodarzy a nawet czas. Policji nie widziano tu od wieków a nie wzywano najpewniej nigdy przedtem aż do dziś. I to od razu do porzuconego w ruinach dawnego dworku ciała młodego mężczyzny. Jadąc na miejsce nawet przez chwilę nie podejrzewali grubszej sprawy w stylu zabójstwa. Wiedzieli dobrze, że musiał być to ktoś miejscowy i znany w okolicy. Ewentualnie ten jeden dziwny i podejrzany na wpół obłąkany wiejski pijaczyna, każda wieś ma kogoś takiego. Mieszkają oni najczęściej w drewnianych chatach krytych gontem, o dziurawych jak ser szybach i zagrzybiałych choć niegdyś bielonych wapnem ścianach. Z komina rzadko leci dym bo gorzałka jest ważniejsza niż opał. Wygląd tych jegomości można by opisać wdzięcznym słowem jaskiniowych eremitów. Brudne, skołtunione włosy co nigdy nie przeżyły spotkania z grzebieniem. Jak dobrze pójdzie raz do roku chluśnie na nie trochę brudnej, studziennej wody z garnuszka Brody uhodowane pod same zapadnięte oczy, gęste jak mech a może i już mchem i pajęczyną pokryte. Okalają bezzębną jaskinię ust, której kwasowe, trujące wyziewy mogłyby zabić dowolne stworzenie. Łachmany zamiast koszul i spodni. Umorusane błotem, krwią, resztkami i śliną. I ten charakterystyczny zapach w obejściu jak i w domu. Tak słodko może pachnieć tylko postępujący rozkład. I sam nie wiesz czy to gnije ten człowiek, jego dom czy cała rzeczywistość ulega gnilnej dezintegracji. Zapadasz się w mrok. Odludne cmentarzysko tej jednej skazanej na banicję istoty, która zapomniała już jak to jest być humanoidem. Lecz tym razem nie byli tak blisko utartej prawdy w domyśle. Szli jeden za drugim. Blisko ceglanej konstrukcji, która była wypaloną ruiną nie mającą już nic wspólnego z dawnym, szlacheckim pochodzeniem. Była pustostanem. Bez okien, drzwi i dachu który w trzech czwartych zawalił się i pokrył podłogę większości pomieszczeń, krokwiami i starą dachówką. Wokół wszędzie były nieużytki dawnego majątku. Po budynkach gospodarczych zostały już tylko prostokątne ślady usypane żwirem. Tak jakby stodoła czy obora stały tu jeszcze przed minutą lecz zostały wyjęte z obrazu rzeczywistości niczym pojedyńcze puzzle z całości układanki. Zewnętrzne wejście do piwnicy było dwuskrzydłowe i w połowie otwarte. Obok usuniętych na bok drzwi leżało ciało a kilka kroków od niego w wydeptanym walonkami okręgu stał starszy jegomość w czarnym podbitym futrem z lisa płaszczu. Na głowę nasunął czapkę z bobrowego futra a dłonie z pewnością przemarznięte schował głęboko w kieszeniach płaszcza. Na widok funkcjonariuszy drgnął i szybko ruszył w ich kierunku. Uścisneli sobie ręce i skupili szybko wzrok na denacie. Oczywiście to pan nas wezwał? Tak, tak. Widzicie panowie, pierwszy raz przyszło mi korzystać z telefonu i to w takich okolicznościach. Ale można to było przewidzieć. Szczerze to myślałem, że on już od dawna jest sztywny. Długo go tutaj nie było. Czyli zna go pan? Policjant wyjął notatnik i ołówek z kieszeni płaszcza. Gotów zanotować wszelkie zeznania i fakty. Każdy go tutaj znał. Nazywaliśmy go Sokołem, choć podobno nazywał się Filip. Mieszkał tu? Znaczy we wsi? Nie, nie. Był bezdomnym włóczęgą. Czasami nocował w tej piwnicy. Wskazał palcem wylot pod skruszałą ścianą. Gdy ktoś się zlitował to z rzadka ofiarował mu miejsce na zapiecku i coś do jedzenia. Pojętny był to chłopak. Podobno kiedyś ukończył wiele szkół i uniwersytety nawet. Czasami uczył chłopskie pacholęta w podzięce za poczęstunek. Nieraz sam go widział jak czytał takie opasłe tomy a z niektórymi to wędrował w tę i nazad. W mieście podobno trzymał z takimi samymi inteligentami, ale jakżem go pytał nieraz przy kielichu czemu do nich nie wraca, to markotniał i wlewał w siebie bez opamiętania. Czasami tylko mamrotał, że już nie ma jakiejś bohemy. Literaci pomarli. I tak w kółko. Aż go gorzała do snu zmogła. Ja nie wiem do końca bo czytać ani pisać nie potrafię, szkoły innej niż tej od życia co dostałem to nigdy na oczy nawet nie widział, ale gadano nieraz, że on poezyje pisał i kiedyś z tego żył. Znany był na kraj cały nawet. I kobietę w rodu zacnego miał lecz pomarła na gruźlicę a on po jej pogrzebie uciekł w picie i jeno gorsze jeszcze grzechy. Majątek przehulał z tymi literatami. On czasem straszne rzeczy prawił, na trzeźwo nawet. W Boga ani kościół święty nie wierzył. Prawił czasem, że skoro Bóg taki wszechmocny i dobrotliwy to niech mu wróci z grobu ukochaną a ksiądz zamiast wyklinać go z ołtarza winien się z nim na włości zamienić. Kiedy go pytano czy w co wierzy, twierdził, że człowiek oczytany w nic nie wierzy. A jeśli już to w śmierć. Brutalną acz szybką. Nie ma nieba, czyśćca ani piekła. Tak mówił… oj wrogów miał tutaj. A Ci jego przyjaciele. Ja nie wiem, ale mówili we wsi. Wszyscy od dawna martwi. Jeden się otruł, inny zapił, jeszcze inny zastrzelił. Żaden nie umarł tak jak chrześcijanin powinien. On kiedyś mówił o nich tak dziwnie… nihiliści zdaje się jeślim nie przekręcił. Może to sekta jaka miastowa. Bo wszyscy widać z własnej ręki pod podszeptem Szatana zginąć muszą. I on się otruł. Zobaczcie. Podeszli bliżej do ciała. Mężczyzna mógł mieć około trzydziestu lat i nijak nie pasował do bezdomnego trampa, mieszkającego od lat w piwnicy pustostanu. Rysy jego spokojne i gładkie nie nosiły nawet śladu zarostu. Oczy szeroko rozwarte, były szare jak popiół. Ubranie jego znoszone acz schludne, składało się na białą koszulę z lnu, jasno niebieską kamizelkę zapinaną na duże guzy, spodnie o szerokich nogawkach z kieszeniami w których miał tylko pustą, drewnianą papierośnicę. Zdać by się mogło w pierwszej chwili, że śpi i za nic ma to całe zamieszanie. Nie było śladu walki, kuli w ciele, ran ani niczego podobnego. W ustach jednak nadal zagryzał kurczowo ampułkę, teraz już pustą lecz dającą rozwiązanie. Zabił go cyjanek. A więc samobójstwo. Można zamknąć sprawę zanim na dobre ją otwarto. Kolejny inteligentny samobójca. Zguba tych współczesnych czasów i filozofii. Nie wierzą w nic ponad śmierć. Ciało zabrano i długo walczono z miejscowym księdzem by wyprawił pogrzeb. Nie zgodził się i wreszcie pochowano nihilistę tak jak widać sobie życzył. Pod murem cmentarza lecz poza jego obrębem. Już następnego ranka po pogrzebie na który nikt nie przybył. Na posterunku zjawił się grabarz, który go chował. W nocy ktoś rozkopał grób, wyrwał krzyż i zabrał trumnę z ciałem. Nie ma jej nigdzie. Widać nawet piekło było przeciw. I nie chciało go do siebie przyjąć.
- 10 odpowiedzi
-
5
-
- dekadentyzm
- dekadencja
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Stali dokładnie po drugiej stronie ulicy, w świetle dobrze już rozżażonej, gazowej lampy. Było ich trzech, byli młodzi, widać zdeterminowani lecz niezbyt roztropni by pojawić się w środku nocy na terenie tej dzielnicy. Powinni być mi zupełnie obojętni, jak setki innych przechodniów i pijanych w trok zawalidrogów. Mogli w każdej chwili natrafić na grupę chłopców Alfiego White'a, wracających z jakiegoś nocnego rozboju, włamu lub po prostu solidnie zakrapianej libacji. A to miałoby finał wręcz oczywisty. Poczynając od posiniaczonych oczu i wybitych zębów, przez przetrącone kulasy, po pocięte żyletkami twarze lub wystające rączki noży spod linii żeber. A ja nie lubiłem niepotrzebnego rabanu pod oknem. Rozlewu krwi i zjazdu policji tym bardziej. Szukali mnie i wiedziałem o tym dobrze. A do mnie trafiało się tylko na zaproszenie i to pod warunkiem, że to ja zapraszałem a nie ktoś przychodził sobie wprost z ulicy z czyjegoś polecenia. Dobrze jest być sławnym na całe miasto. Taka sława mi odpowiada. Ludzie mnie znają lecz nigdy mnie nie widzieli. Mogą mnie cytować lecz nie znają mej twarzy. Gazety błagają o wywiad, więc ja ignoruję spotkanie z dziennikarzem i posyłam mu do redakcji list z gotowymi odpowiedziami na pytania. Do swych wydawców i księgarzy, również wysyłam listy. Czasami dla zabawy podpisuję kopertę, że niby w środku jest bomba. A potem widzę wypuszczone tomiki na witrynach. Moje wiersze i manifesty, robią większe spustoszenie niż najpotężniejsza bomba. W umysłach i sercach biednych czytelników. Lubię być zapamiętany. Gdy moje słowo zmusza do reakcji. Lubię niszczyć ład społeczny i spokój. Dla jednych jestem Bogiem, dla innych geniuszem a są i tacy, którzy nazywają mnie szaleńcem i zarazą gorszą niż gangi. Gangi werbują swych członków w kompletnych nizinach i nędzy fabrycznych, zadymionych i trujących od wyziewów przedmieść. Ja werbuję jednostki ułożone, oczytane i bezmiar delikatne i wrażliwe. Bogato urodzone lub wżenione. Z jak najlepszych domów i rodzin. Śmietanki miasta. Opływającej w rzeki szylingów, potoki dojrzewającej whisky czy brandy. Mających solidnie ulokowane korzenie, w najwyższych stanowiskach urzędowych. Czasami denerwuje ich to, że dorobił się ktoś, kogo nawet nie widać. I jeszcze wodzi ich dzieciaki za nos. Policja gdyby mogła to pewnie chętnie by mnie zamknęła. Łamię prawo. Wiele praw. Lecz nie używam do tego broni, narkotyków czy nielegalnego alkoholu a kto słyszał kiedykolwiek by zastosowano prohibicję na poezję? Nawet oni nie są tak ograniczeni. Co innego krytycy i wydawcy. Ich prohibicją jest cenzura. I korzystają z niej bardzo chętnie w stosunku do moich prac. Bo kto lubi się bać? I to jeszcze w tak dalece nieetycznym, zmyślonym świecie z pogranicza snu i jawy. Siedem grzechów głównych za które wydawcy nie udzielają rozgrzeszenia i komunii. Dekadencja, nihilizm, egzystencjalizm, turpizm, oniryzm, nekroerotyzm i spirytualizm. Więc o czym mam pisać? O miłosnych błaznach i ich porcelanowych, narcystycznych laleczkach, które mają otoczkę złotą i pełną przepychu, lecz pod kopułą nic ponad kurz, pył, pajęczyny i denną, głuchą przestrzeń? Ja muszę czuć krew i szaleństwo. Konsumować zgniłe resztki poetyckich ciał i płodzić zdeformowane potwory z delirycznych koszmarów. Oto ja Stwórca i moje pokraczne potomstwo ulicy. A Ci na ulicy widać przyszli do mnie po towar. Nazwijmy ich sobie. Dobry, Zły i Brzydki. Z czego ten ostatni najpewniej miał do mnie rzeczony interes. Zazwyczaj Bóg skąpi im wszystkiego od urody po talent. A też chcieliby coś od życia. Choć spalili się już na jego starcie. Dobry był tym najprzystojniejszym. Wysoki brunet o lśniących, gęstych włosach. Uczesany, zadbany i pachnący. W dość biednym acz schludnym garniturze. W wypastowanych derby. Miał ten specyficzny błysk w oku prawdziwego amanta. On kruszył w dłoniach te puste, porcelanowe laleczki kiedy i jak chciał. I co najważniejsze nie miał wyrzutów sumienia. Zły był tym wiejskim, topornym dzieciakiem, który szukał lepszego zarobku i miejsca do spania w mieście. Najpewniej robił u rzeźnika, na targu rybnym lub ewentualnie jako górnik. Za marne pięć może sześć funtów miesięcznie. Miał wąskie świńskie oczka i tak samo spasioną twarz o dwóch podbródkach. Rude dość krzaczaste wąsy i bliznę na szczęce, zapewne po ciosie lub krawędzi zbitej butelki. Miał około metra osiemdziesiąt a bary jak niedźwiedź. Zapewne bił się w barach amatorsko by dorobić kilka funtów. Miał strasznie steraną koszulę o prostym kroju i wytarte na kolanach spodnie z krzywo zaprasowanym kantem. A Brzydki? Był zaiste najgorszy. Typ zubożałego inteligenta. Niski, wątły, lekko łysiejący już mimo wieku. Rudy, z trądzikiem na twarzy i krzywych zębach. Ale ubrany w dobrej klasy garnitur i buty. Na końcu dewizki spoczywał srebrny zegarek a w dłoni chłopak obracał niedopalone cygaro. Gestykulował i tłumaczył coś pozostałym i co kilka chwil zerkał na fronton mojej kamienicy. Jeśli masz do mnie interes to po prostu tutaj przyjdź szepnąłem pod nosem. I w tej chwili chłopak wyrzucił cygaro na trawę dał znak kolegom i zgodnie ruszyli w kierunku mojej kryjówki. Hunter, jeśliś łaskaw idź do drzwi i przywitaj naszych nocnych, nieproszonych gości. Dla świętego spokoju nie zapomnij o rewolwerze za paskiem. Mój sługa, stary, siwy Metys wstał zza biurka i niechętnie ruszył ciemnym korytarzem do drzwi. Otworzył je i wymienił z chłopakami kilka zdań. Minęła dłuższa chwila zupełnej ciszy, po czym do moich uszu dotarły słowa Huntera Pan Tracy zaprasza Pana do środka … tylko pana. I zaiste Hunter wprowadził Brzydkiego do mojego gabinetu ze słowami. Panie Tracy oto pan Zachary Leigh. Brzydki wyprzedził Huntera i bez ceregieli wypalił. Przyszedłem do Pana bo tylko pan może pomóc mi rozwiązać mój problem panie Tracy. Siedziałem w wysokim fotelu, oparciem w jego kierunku, tak by nie widział mojej twarzy. Spokojnie Panie Leigh. Przychodzi pan do mnie w środku nocy, nie zaproszony i nie wyczekiwany. Z prośbą którą nie wiem czy będę w stanie spełnić. Prośbą wykrzyczaną, bez okazania szacunku i pokory. Ale dziś jest dzień szczególny. Pomogę Panu bo jesteśmy jedną, wielką dekadencką rodziną. Nihilistyczną mafią. Niech Pan przyjmie prezent ode mnie jako od ojca chrzestnego. W czym mogę pomóc? Brzydki upadł na kolana i doczołgał się do oparcia fotela. Błagam o to by napisał pan wiersz miłosny dla mojej ukochanej, oczywiście tak by myślała że ja to uczyniłem. Zaśmiałem się zimno. Oczywiście Panie Leigh to dla mnie drobnostka, powiem więcej nie wezmę od Pana nawet złamanego pensa za taką robótkę, lecz musi Pan mieć świadomość tego, że w wierszu ukochana będzie martwa, trącona gnilnym rozkładem, będzie upiorem, duchem, nękającym Pana zmysły aż do obłędu. Czy tego pan oczekuję? Zniosę wszystko byleby tylko była moja. A więc umowa zawarta. Wziął moją dłoń i ucałował. Dziękuję. Ponad wszystko dziękuję. https://youtu.be/PPskYVBqdNw?si=q8RT2SHVTQTq6d4J
- 10 odpowiedzi
-
6
-
- dekadencja
- dekadentyzm
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Zrzucam kamuflaż. Ironia prążkowana. Humor w czerń i brzydotę bogaty. Mój umysł lotny. Maszyna piękna acz nielubiana. Z weną piję na umór. Przez ten los przeklęty, szczerbaty. Widać można tak żyć. Bez telefonu, samochodu. Bez domu z cegły. Na włościach kartonowej wnęki. Za rękę z plagami. Co lśnią na przedzie śmierci korowodu. A człowiek dla nich to pył i owad malusieńki. Poezja umarłych smakuję inaczej. Wykwintny to rodzaj. Samobójcy mają pisać w zapomnieniu. W towarzystwie opiatów i wódki. Beznadziejo! Ty w nich uczucie pustki podjudzaj. Wyrosną im na grobach maki i stokrotki. Każda moja myśl wyszła spod ręki despoty. Kąpię się we krwi i płatkach owsianych. I wracam do chwil szczęścia z tęsknoty. Czasami za domem pielęgnuję groby ofiar. Przed laty złapanych.
- 18 odpowiedzi
-
8
-
- dekadencja
- dekadentyzm
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Jestem początkiem i końcem
Simon Tracy opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Za nic mam marności innych. Kiedy jestem pierwszy w kolejce przed bramą koszmarów sennych. Stoję na ostatnim skrawku terenu. Za mną szemrzę rzeka martwoty i las spalonych słowików. Za bramą leżą pola użyźnione krwią. Rycerzy i koni. Topory, proporce i ścierwa z kopytami bez podków. Tutaj już rany i ciosy mi nie szkodzą. Pali mnie jedynie na policzku zostawiony pentagram. Prowadzą mnie biesy nad nieskończoności cypel. W nicość i głuszę się wydzieram. Boże Ty jednak jesteś carem! Tej szaleńczej, podziemnej Rosji! Złoto ani rubiny mnie stąd nie wykupią. O śmierci zostały mi myśli. Znaki odkupienia poza moim wzrokiem. To jest moja pokuta, katorgą tu zwana. Za to, że krew za ojczyznę przelana. Narodziny w zaświatach. Byłem w muszli, którą wyrzuciły z wody skorupiaki. Śmierć w zaświatach. Kiedy biesy grają w kości o twe pasiaki.- 16 odpowiedzi
-
11
-
Gdybym tylko mógł zmieniłbym tak wiele Tyle ran stworzonych na umyśle i ciele To życie nie jest niczym więcej aniżeli pyłem Gdy na nie z boku patrzyłem nie raz się skrzywiłem Nie z bólu fizycznego A raczej psychicznego Idzie za mną, krok w krok Z ust wychodzi słów potok I nie zatrzymuje się, o nie Tylko ono jest pewnikiem, cierpienie Do nikogo się nie przywiązuj Ludzie przychodzą i odchodzą, wyluzuj Wszyscy czynimy różnie, wyznajemy różne wartości A na końcu po każdym z nas nie ostaną się nawet kości
- 3 odpowiedzi
-
6
-
Halo! Jest tu ktoś? Jest? Ej ty! Czy wiatr jest? Czy jest wiatrem? Śmiech jest? Jest śmiechem? Dobro jest dobrem!! - Jesteś pewna? Nie! Nie - Nigdy! Śmierć jest narodzinami? Morderstwo ocaleniem? Nie! Wiem! Nie wiem! Babka - klecha - matematyka Tłumaczą - ja odpowiadam: Ha!! Ha! Ha... Istniejesz? Ja? Ja nie... Jesteś - jestem? Tak! Nie! Nie! Tak! Ojcze nasz Któryś jest w niebie Kto!? Czyj!? Gdzie!? Co tu robię? Powiedz! Powiedz Ojcze! Nie? Jezu ufam! Tobie? Nie! Nigdy! Czego chcesz od nas Carze! Car jest Twoją Ofiarą! Za twe hojne dary? Gdzie? Jakie? Nie widzę... Bądź na wieki Przeklęty Panie! Ej ty! Stój! Dokąd idziesz? Zostań! Tam już nic nie ma...
- 3 odpowiedzi
-
3
-
- filozoficzny
- nihilizm
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Często spoglądam przez zamknięte okno z zamkniętymi oczami Infantylnie się czuję mierząc miarą wagę okazywanymi uczuciami Egoistycznie spoglądam na siebie zamiast świata widzę schematy Rzucają zdania pod nogi, słowa wystrzeliwują z prędkością armaty Pogrzebałem własne gdzieś zmysły,zaufania nie ma gdy brak jest oddania Ignoruję już sam siebie, ludzie chodzą w maskach dla zdezorientowania Emanuję strachem towarzyszy mi nihilistyczna pustka płynącego świata Naturalność ucieka, brak poczucia winy za grzechami uciekają nam lata Indywidualizm staję się jedyną drogą współpracy panuje wieczne zgorzknienie Esencją istnienia jest zrozumienie siebie a finalizacją ludzkie cierpienie
-
- dorastanie
- nihilizm
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Cisza, głuchy na wszelkie bezkrytyczne słowa. Pełność, wypchana złowrogimi myślami moja głowa. Chce czuć, chce myśleć, że wszystko to jest po coś. Już nawet dźwięk tych strun tak nie koi, tłumiona widoczność na piękno. Twoje. Twoich rąk. Twojego dotyku. Na świat spowity w wiecznym ludzi krzyku. Błękitnego nieba, zielonej trawy, chrabąszcza na ręce, nie proporca, medalu, złota dużo więcej. Na Rysy się wspiąć i umrzeć tam, na samym szczycie. Wesoły, szczęśliwy, tym jakże szarym życiem. 27.04.2020
-
Cisza, proszę, nie mów już nic. Każde kolejne słowo jak bagnet w serce, które i tak zaczęło gnić. Stój, proszę, nie zbliżaj się znów. Obecność twoja poprzednia wywołała ból od stóp do głów. Nie, proszę, nie chce myśleć o tobie, mózg ostatnim bastionem normalności, o nie, kryć się! Przyszło, a ja sam, goły, nie mam ci nic do pokazania. Użytek dla ciebie był raczej znikomy. Czas pokazał, nic nie znaczę, już i tak o tym wiedziałem... Życie? Czemu życie? Znów płaczę... 26.02.2020 r.
-
to już nawet nie pustka ani nie zwątpienie to jest nicość tak samo jak nicością jest istnienie a w nicości nie odnajdziesz nic więcej poza kilkoma wypalonymi świeczkami zupełnie jak chęci do życia i zanim się obejrzysz pójdę w nieznane
-
gdzie miłość gdzie nienawiść gdzie to wszystko się podziewa ja nie widzę ja nie słyszę nic poza stukaniem deszczu o parapet nie uciekam się w nic w nic poza nicością bo gorszym od śmierci jest żyć tu na próżno
- 1 odpowiedź
-
Gasnącymi fotonami napromieniowani Odkładamy serum zbawienia Niczego nie posiadając W ubóstwie krzywych cudzysłowów Samonośnych konstrukcji na granicy katastrofy Niedokończonych słów, urwanych liter Ukrytych i zdławionych jęków, westchnień Spójrzcie nam w oczy są zimne i niebieskie dokończcie za nas i bądźcie.
-
- egzystencjalizm
- egzystencja
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Patrzymy bez konsekwencji Ubrani w nieostre uśmiechy Lekko drżą ręce Leżymy na łożu nieobyczajnym Bladym świtem westchnień Malujemy zaparowane okno W ramionach błagalnych modlitw Smutnego boga oddalenia Wyczerpujemy sekundy Wznosząc chełpliwą wzgardę Pyszałkowatości chodu Zmieniamy czar w prysk Ucieczka przed mizantropią Ścielimy leże łez Homo homini lupus est Przesmyk wytwornych zdań Wyważenie roztropności miłości Widzę, słyszę, czuję Zrodzony z marności Nauczony małości Wędrując uciszam wiatr Ptaki mym cieniem Choć bliżej im do gwiazd Wilki mym wytchnieniem Choć ich taniec zabójczy
-
pierwotne rozdarcie staram się scalić składając się w ofierze katu samospalając się co noc zapominam o pustce tylko gdy płonę potrafię się uśmiechać nawet gdy przełykam i trawie potłuczone szkło ale ludzie i tak widzą co noszę w środku ci dobrzy odwracają wzrok ci lepsi zaciskają pięść nie ma sensu krzyczeć jako spadkobierca mego wielkiego upadku wypowiadam wojnę swojej naturze wyrzekam się siebie przeciwko sobie staję własną krew mam na rękach jestem jedynym wyznawcą boga niczego swoje życie uczyniłam mym największym wrogiem
- 4 odpowiedzi
-
2
-
- nihilizm
- egzystencjalizm
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Oto jestem Behawioralnym automatem Rządzonym złym nawykiem Automatem społecznym Często chcę krzyczeć, ale mówię szeptem Maszyną z mięsa Ze słabą funkcją veto Maszyną naznaczoną brakiem i głębią Człowiekiem słabej silnej woli Człowiekiem chybionym Oto jestem
- 10 odpowiedzi
-
11
-
- mechanicyzm
- determinizm
-
(i 7 więcej)
Oznaczone tagami: