Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'monolog' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Haiku
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Znaleziono 3 wyniki

  1. Przed poranek Do Ciebie, każdego kto złotem pokrywa swą skroń powierzając w odwadze, swą wiarę, zwrócone zostają zawołania; użycz mi swej dłoni, złącz szum dyrektyw zerwij apel wzburzonej toni Do każdego co ma czelność, przy murze tworzyć napis wzywam, by uwierzył nad swe morały ulegając ciałem, duchem i mową spragnionych zrozumienia adekwatnego złączonego z jestestwem buntu, ścianą ograniczonego która zdaję się, na wskroś mierzyć nad zapędy ustąp na sekundę po tyle tylko, co złączy wzrok mój z Twym imieniem czego znaczenia, rozum nie pojmie lecz co z człowieka pozostało; błądzącego poranną górą, wysoko nad innymi szczytami Zmartwione stają się wizerunki nocą, gdy nikną chodniki w świetle żarówek Nie wiadomo o czym mówię? Ależ o tej chwili, gdy ciszą wiedzie hałas zapachu noszonego przez mowę zwodniczy pakt, dnia i cienia którego obserwatorami jesteśmy od dnia narodzin Powołuję się na swoje postrzeganie, oddając do dyspozycji papierowy tlen i występ; z nadzieją, że nikomu się nie ukłonię W trakcie Wczesny wieczór Mętniejemy W ścieżce co brodzi nam pod kolanami, starając się łapać oddech I krzyczymy, że przyrzekamy W doli czując, iż to w następnej kolei stoimy my, którzy wiedzą więcej Wyrazy naszych sfer, stają się projekcją salą, chwilę przed audiencją Budząc się rano, zapewniamy Wedle woli, trącając na boki tą jedną lampę w rogu biurka Niżli ja, nie obronię tego rozpoznaję wzór odbity na mym monogramie Uwikłani myślą niezamierzenie zanikamy w mgle, wtem też, umiera spełnienie Prawda toczy się ulicą, Mknie jak łza senna po policzku Towarzysze w sieni mej zebrani! Bym podzielił się swą mową, co człowieka tworzy, jak poeta słowo, ogrom mnie objął zbitych marzeń, czy też oczekiwań Mąci mnie sen zapachem trawy, by po chwili zmienić się w koszmar morałem, niepoprawny Dzieję swe, objąłem pasją ku naturze mur krzywd, w swój czas, jedną myślą zburzę Słysz mnie! Obrazie na zakręcie, dostrzeż w końcu zbity próg Bo ja ten, co pragnął wizji tak zawzięcie poglądu na krajobraz Co uklęknąć mi da spoczywać na nowo być jako dawny fotograf Pierwszy, drugi, piąty rzędzie! Rwij się do krzyku, tak ja wewnątrz, swą młodość zerwę! Już po północ, nikogo w sieni Tylko tyle pragnę że wszystek obejmą nadzieję
  2. NA PUSTYNII LOON OP ZAND - CZĘŚĆ PIĄTA. MONOLOG Kiedy byłem w szóstej klasie podstawówki; leworęczne dziecko kipiało energią stalówki, uczyło się piękna w pisaniu liter - w zeszycie, w pieciolinię, dawniej tego daru nie widziano Edukacja sprawiła, że pisać prawą musiałem. Ot! Nie było to piękne dla nich doświadczenie. Pały! Pały! Pały! Za piśmiennictwo. Kartkówki, klasówki zdawałem dopiero po tłumaczeniu; spisywane dziecięce myśli kurem z pazurem, przypominały zawartość doktorów w fartuchy. Wlaściwie! To w zeszycie, tym pięciolinowym, dopisywałem kolejne literami pulsujące linie. Sprawiały, że ktoś podpatrzył później pisanie. Stałem się jednym, zwolnienia wypisywałem; gdy któryś rówieśnik przychodził -- pomocy! Udzielałem - bo wszyscy uciekalismy od nauki. Ja to już wogóle - dziś w żywe oczy się śmieję; jak ośmioklasistkę złapałem za du*ę, Marylę. Dała mi w twarz, zostawiając na wieki liście do teraz, gdzieś, po mojej gałęzi ona łazi sobie 1o%! Kiedy dorastałem, wiatr zawsze w prawo kierował młodą koronę, w jedną Świata stronę. 1% jak sie okazuje, sprawił; "Mój kosmos" dziś sprzyja falowaniu gałęzi w obie, dwie lewe tzw. ręce. Zmrok też zapadnie nad białymi krukami Ponoć! Żyją krócej
  3. „Świadectwo Pewnego” Wielki szum szczycący na Giewontu mrozie Ogromna władza Bogini, okryta w codziennym chłodzie Rozchodzi się krzyk Pewnego! Jak wieszczów najwspanialszych! Odrobinę inna jest to mowa, kierowana do wytrwalszych Pewien krzyczy! „Bogini Aksamitna! Zrównuję się z Tobą!” Usłyszała! Nie lekceważy! Zstąpiła biel z Anielską swobodą! Od samych gór piękniejsza, tchu aż mu brakło! Nie mógł Pewien nic wydusić! Jej już nie ma! Serce Mu wyblakło! (Dni następnych dwa podajże mija Czarna Anielska muza ku niemu stanąć baczyła) Ciemna, a biała artystycznie na lodzie płynęła Nieopodal pewien zwrócił ku niej, a owa westchnęła Między dwójką rozpoczęła się uwodzicielska gadka! Pewien, jednak się ocknął! Odeszła namiętna chrapka! (W pokoju Pewnego rozmyśleń pełen stos! Refleksja nad bytem? Wyblakłego serca los) Spojrzeć w te góry obolały chciał on nieraz Odwagi do szczęścia brak! Aksamitu marny wyraz Myślami wspina się do Bogini mówiąc „wierność!” Ona czysto patrzy na niego! On dopowiada „uczucia mego pewność” Nie uciekajmy daleko, bo tęsknota przecież boli! Serce Pewnego już wyblakłe, a jeszcze go Twoja aura koi Boleśnie w niepamięć ktoś go zabiera! „Bogini Aksamitu! Twoja Kosa mnie nareszcie wybiera!” Amicule! Nasz kunszt jest niczym w porównaniu do ich piękna i ogłady! Nasze serca nic nie mogą! Wzorkiem umysł nakłania do bólu i do zdrady!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...