Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

alex121

Użytkownicy
  • Postów

    16
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez alex121

  1. @Alicja_Wysocka dziękuje
  2. Każdej nocy, gdy już głucho, Ja przez okno wypatruję. Szukam ciebie, mój kochany, Czy z gwiazdami tam szybujesz? Słuch natężam, by dosłyszeć, Jak szeptałeś tajemnice, Powierzane mi w sekrecie, Zanim czas ci wyrwał życie. O czym miauczysz, mój kochany? Ja nie słyszę, ale słucham. Bo może cię ze mną nie ma, Ale czuję twego ducha.
  3. Gdy noc nadchodzi, wchodzą zmory, cicho, powoli głaszczą mi myśli. Miękką melodię do uszka nucą, potem leniwie kocykiem tulą. Poprawią poduszkę, lekko się schylą, złapią za szyję, jak żmije przebiją. Ciasno splatają, miażdżą me płuca, oddychać nie dają. Nie żyję. Ja wyję, krzyczę do gwiazd: „Zabierz te męki”. Lecz nie słuchają, tylko piosenki... Teraz w łóżku o północy , w mętnej głowie mi się kręci. W moich uszach kwas jest wtarty, w serce stare szkło jest wbite. Zamknę oczy snem spowita, dalej nucąc dawne pieśni.
  4. @EsKalisia dziękuje
  5. Za miłość odpłacę za miłe wspomnienia, Tylko niech wiecznie trwają marzenia. Ciasto upiekę, pieniądze podłożę, Już tylko ty chłodny nie znikaj stwożę . No czemu twe śmiechy ciągle drożeją, A słowne uczucia szybko marnieją? Ja długi zaciągam u swego serca, Z głodu mnie znów w duszy przekręca. Bo ja tylko łaknę twojej miłości, Proszę, uczyń mi więc trochę zadości I zostań ze mną w tej zgniłej norze, Aż śmierć w mogile nas razem zmoże.
  6. @Berenika97 dziękuje bardzo@alex121
  7. Ognia! Armaty, wystrzelcie! Huk i trzask! Krzyki — na raz. Lament — na dwa. Teraz powoli, stopniowo: jęki. Skowyty! Głośniej! Jak oznaki udręki. Teraz cichutko — niech zacznie się płacz. Postrzał w głowę… i krwawa łza. Dzwony kościelne — niech żałobna pieśń trwa. Lament rodziny, skowyty psa. Dołączcie do nich! No dalej — raz, dwa! Jęki w okopach, kości trzask. Niech zaczną się teraz gazów syczenie — powoli… nie głośno… jak śmierci westchnienie. Wybornie… wybornie! Piękna ta gra. Teraz hop-siup — żałosny wrzask! Łamcie się, walcie — niech pieśń ta trwa. Kolęda Szatana — już prawie skończona. Przedstawiam, autorów! przez ludzi stworzona.
  8. Na równinach Etaru bitwa trwała. Krwawa, od siedmiu lat spustoszenie siała. Siły dwóch stron ze sobą walczyły. Nie sposób powiedzieć, która z nich zła. Niszczyły obie, padały na wznak. Ciemność rozciągała pole bitwy. Jedynie dwa gasnące płomyki ją zakłócały. Dwie świece, dwa knoty — umierały. I dwóch jeźdźców stało naprzeciw siebie. Nie mieli jednak koni. Niewinne umarły w pierwszych latach sporu, jakby śmierć zlitowała się nad ich biednymi duszami i zasłoniła im oczy przed wojną. „Nie bójcie się, maleńkie” — pewnie szeptała — „zamknijcie oczy i chodźcie ze mną, tu nie jest miejsce dla was”. Los nie był jednak tak litościwy dla jeźdźców. Dalej stali, ciążąc na wpół ugiętych nogach, na wpół złamanym duchu. Wpatrywali się w siebie bez emocji. One zniknęły po pierwszej stracie. Brak w nich nienawiści czy zgryzoty — bo na co im one? Stoją po przeciwnych stronach, dzierżą wrogie godła, jednak ich serca tak samo krwawe i złamane, tak samo zmęczone i ospałe. Jeden z nich unosi miecz. Jakby w lustro patrzył, obserwuje drugiego i milczy. Co tu mówić? Krzyk i płacz, jak dzikie zwierzęta, dawno już temu rozerwały im gardła. Ospale się porusza — wynik starcia i tak nie ma znaczenia. Ta sama krew poleci, ten sam jęk bólu, ta sama śmierć. Jedyne, co się różni, to człowiek. Ale kogo tu ta marna istota obchodzi? Drugi też unosi swój oręż, lekko go przechyla, jakby mu w rękach ciążył. Znów prostuje — równie ospale jak swoje odbicie. Czekają. Czekają na znak cesarza, że już pora umrzeć za nic, dla nikogo. Bo po każdym dniu nadejdzie noc, a po każdej nocy dzień i tak przez wieczność, aż nadejdzie śmierć.
  9. @obywatel chodzi o zamysł gwiazdozbiorów. Gwiazdy sa tak daleko od siebie , a i tak twożą swego rodzaju jeedność, grupe
  10. Spytałam raz gwiazdy , co świecą na niebie Czy wy nie same daleko od siebie? Czy ty mały nad nocnym sklepieniem Nie płaczesz nad swoim, marnym brzemieniem? Gwiazda spojrzała i się zaśmiała Nie martw człowieku bo ja nie sama Ja od sióstr mych daleko, to fakt Lecz razem twożymy cały ten świat Czy to niedźwiedzice z małym widzisz niedźwiedziem Czy to skorpiona co świeci wysoko na niebie My daleko od siebie, lecz połaczone I na wieki razem będziemy skupione
  11. @monon bardzo mi się podoba ostatni rym żałością i złością. Jest to bardziej odniesienie do pokory czy strachu?
  12. „Przysięgnij na Boga, mój przyjacielu, Nie złamiesz serca swojemu bliźniemu. Obiecaj na honor, swoją ojczyznę, I tak nie uwierzę, bo jeszcze mam bliznę. Rana sprzed dawna się wreszcie zamknęła, Lecz jeszcze nie zniknął ciężar brzemienia. Więc przebacz , proszę, mój drogi kolego, Nie wpuszczę Cię jeszcze do serca mojego.”
  13. @Waldemar_Talar_Talar Nie jestem pewna czy dobrze rozumiem przekaz . Ale bardzo podobal mi sie fakt , że dajesz tez wartośc tym bolesnym wspomnienią. Większość ludzi wolała by je zakopać a tu stawiasz je jakby na równi z tymi dobrymi
  14. alex121

    Biblioteka

    @JWF Kocham opisy. Dają wrażenie jakby bibloteka była innym wymiarem do którego sie wchodzi przez magiczne drwi troche jak w książce "Za niebieskimi drzwiami"
  15. alex121

    Szkarłat

    @Marek.zak1 Dziękuje bardzo. Pana dzieło o gastrologu rozśmieszyło mnie i moją kolezanke do łez
  16. alex121

    Szkarłat

    Ojcze, ojcze, zobacz! Idą arystokraci”. — „Och! Ojcze, zobacz, jak pięknie ich szaty szkarłatne w promieniach słońca się mienią, jak biżuteria ich ze złota i srebra się błyszczy”. — „Zaiste, dziecko, ich szaty przepiękne, z najdelikatniejszego jedwabiu utkane, jednak pamiętaj – taki piękny szkarłat tylko z krwi niewinnych może być uzyskany”. Syn spojrzał raz jeszcze na szkarłatne tkaniny. Zasłona sprzed oczu się starła. Teraz widział tylko krew niewinnych. Duchy więzione w środku szamoczą się. Próbują wyrwać się z więzów baranka. Jak dusze ich, jakby twarze zmarniałe, wołają, wyją o pomstę do nieba. Teraz ich szaty na zawsze czerwone, one są teraz jak wodospady krwi. W sercu młodzieńca wybuchnął ogień. Jak zwierzę dzikie pokazał kły i wydał z siebie przeraźliwy ryk. — „Pomsta, pomsta do nieba, bo takich szatanów wytępić trzeba! Pomsta, pomsta do nieba, bo pomsta jest tym, co właśnie im trzeba!”. Uniósł się strasznie, wybuchły zamieszki. Dopóki ojciec nie złapał młodzieńca i przemówił głosem spokojnym, lecz srogim. — „Młodzieńcze, spójrz no raz jeszcze na te szatany. Widzisz ich biżuterię ze srebra i złota? Nie ma na niej kropli ofiary, one dalej w słońcu się mienią, one nadal są szlachetnymi metalami spowite”. — „Ach, ojcze! A co z ludzkimi duszami, co o uwolnienie i pomstę z tych piekielnych tkanin wołają? Czy ich życie nie jest ci drogie? Jak one przez te katusze męki cierpiały?”. Twarz jego nadal gniewem szarpana. Jak niby maska okowami przykuta. Ciało jego jak cięciwa napięte, co zaraz strzałą serce arystokraty przebije. — „Młodzieńcze, spójrz w głębię oczu męczennika. Czy widzisz w nich ślady grozy? Ich twarze są ciche, spokojne, jak rosą poranną wypełnione. One nie krzyczą o pomstę do nieba, nie jest to coś, czego im trzeba. One o spokój i pamięć błagają, ich czas przecież już nadszedł. Nie zapomnij o duszach, młodzieńcze najdroższy, lecz daj im już w końcu zasnąć w spokoju”. Mężczyzna zerknął na arystokrację raz jeszcze i w końcu chęć zemsty zaczęła słabnąć. Choć szaty szkarłatne są krwią przesiąknięte, to nie wszystko jest okryte w ofierze. Spoglądnął także na męczennicze dusze, co niegdyś myślał, że o zemstę wołały. Teraz ich twarze są czyste i białe, wypełnione spokojem i cichym zmęczeniem. „Nie chcemy zemsty” – jak gdyby cicho szeptały. „Chcemy do nieba odpłynąć w spokoju. Chcemy, by nas zapamiętano. Chcemy, by nas słońce otuliło, a serce zbolałe uśpiło”. Mężczyzna usiadł na ziemi na nowo i od teraz tylko ojcu chylił czoło. Bo choć nie rozumiał, choć gniew dalej w żyłach mu krążył, a chęć mordu dalej twarz mu spowija, to wiedział: Ojciec to mądrość, a Bóg to jedyne dobre słowo.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...