Zrobić to, o czym śnię od dawna.
Ale najpierw chcę się wyrwać z tego bagna.
Powtarzałam to, jako dziecko.
A wyszło mi to bardzo kiepsko.
Bo 18 lat dawno już mam,
A dalej w tym domu trwam,
Pełnym toksyny, z ust wypływającej,
I szczerości, z kłamstwem mylącej,
Pełnym krzyku i nienawiści,
Alkoholu i narkotyków,
Przemocy i braku tej upragnionej ciszy i spokoju,
Końca mojego dzieciństwa, odkąd wyszłam z tamtego pokoju,
Uciekając przed tym, co zgotował mi los.
Ale po drodze usłyszałam głos,
Szepczący, że od niego nie ucieknę.
Więc tkwię w tym bagnie, aż do szpiku mych kości,
I czekam, aż ktoś da mi klucz do normalności,
Do mojego spokoju, i tej upragnionej błogości.