Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Proszalny

Użytkownicy
  • Postów

    312
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Proszalny

  1. @hollow man "gdy" bym wywalił. Trzewia robią robotę.
  2. @hollow man drzewa na spliffie :) Czy panorama to metafora LSD?
  3. Zbyt dosłownie. Lepiej coś w stylu: gałęzie pokrętne - albo jakoś tak. Problemy to słowo zbyt rzeczywiste. Reszta ok i podoba się.
  4. napisać wiersz o niczym można w każdej chwili napisać dobry wiersz potrzeba weny prostota nie toleruje wzniosłych gestów byle czym nie zadowoli wysoko poprzeczkę wiesza mój drogi czytelniku poezja to nie żart trzeba umieć oszlifować nie wróżyć sensu z kart podczas czytania smakuje jak wiejski chleb oczarowuje sobą jest jawą a nie snem poezja to niezwykłość być może się wydarzy Upychasz dużo waty między słowami i ciężko się to czyta. Mniej znaczy lepiej. Kłaniam się nisko. napisać wiersz o niczym można w każdej chwili napisać dobry wiersz potrzeba weny prostota nie toleruje wzniosłych gestów byle czym nie zadowoli wysoko poprzeczkę wiesza mój drogi czytelniku poezja to nie żart trzeba umieć oszlifować nie wróżyć sensu z kart podczas czytania smakuje jak wiejski chleb oczarowuje sobą jest jawą a nie snem poezja to niezwykłość być może się wydarzy
  5. @andrew Codzienność sprawia, że widzimy więcej. Z Bogiem bracie Andrew :)
  6. uczymy świat szacunku my jego czy odwrotnie płakać lub śmiać zabija nas grzeszymy upłynie dużo wody nim człowiek stanie się prawdziwy jesteśmy więźniami wspólnego labiryntu kłócimy ze światem każdy chce być od siebie mądrzejszy Używasz za dużo zaimków. Skracaj myśli, by forma miała kształt. Ekstrahuj myśl. A nie, tak jak tu: "my świat czy on nas uczy szacunku my jego czy odwrotnie" To jest kalambur. Pozdrawiam :)
  7. @iwonaroma Wzwyż to ładne słowo. Kontrapunkt dla gówna. Twój wiersz nasycony jest energią kundalini.
  8. @iwonaroma Poetycko, choć bez metafor. Czy to wiersz? A, co tam! Skoro autor uznał, że to wiersz, to musi nim być. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Inaczej zamiast w domu ląduje się w najbliższej knajpie. Choć wszystkie drogi prowadzą do domu, po drodze jak grzyby rosną karczmy. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)
  9. Nie wierzę w życie wieczne. Wystarczy mi: "kto we mnie uwierzy, żyć będzie". Stanie się "drogą, światłem i życiem". Pozdrawiam.
  10. @Łukasz Jurczyk W Borach Tucholskich nadal widać mleczną drogę. Najlepiej latem, kiedy wypalone gwiazdy zmieniają się w suche szyszki. Miaukot rozbroił? On to potrafi :) Pozdrawiam serdecznie.
  11. @Berenika97 Masz dobre oko. Teraz widzę o czym to jest, bo pisałem bez planu. Zapisywałem, co mi w duszy grało. Też nie wiem, czy przeżyła, czy oboje istnieli naprawdę. Co jest prawdziwe, a która część zmyślona. Pisząc ten tekst targały mną silne emocje. Ująłem w nim to, co chciałem powiedzieć na temat dobra i zła. Przyjmijmy, że latarnia jest metaforą człowieka, latarnik jego duszą. Człowiek umiera, gdy gaśnie w nim światło. Latarnik to wiedział, a jednak nie potrafił się przemóc, by rozniecać je każdego dnia na nowo. Po czasie zastanawiam się dlaczego tak jest. Zamykamy się w skorupie i starannie pielęgnujemy traumy, jakby były najbliższymi przyjaciółmi. Nie potrafimy świecić dla innych, wskazywać rozbitkom na morzu drogi. Czy tylko duma nie pozwala, żeby zapomnieć siebie i zamiast wraków poławiać perły? Duma to pierwsza myśl, drugą jest brak miłości. Jeśli ktoś jej doświadczył, nie potrafi inaczej. Nie będę się w to wgłębiał, to zbyt osobiste sprawy. Ucieszę się, jeśli znalazłaś w Johnie choć jedną cechę, która nie czyni go straconym. Miłość nas zbawia, jednak jest trudno na miłość się otworzyć. Nie czytałem tego opowiadania Allana Poe, ale znam inne i orientuję się w jego manierze pisarskiej. Pochlebia mi porównanie. Rzeczywiście tekst jest pisany dość archaicznym językiem. Pisany był jako fantasy, a ten gatunek lubi takie archeo naleciałości. Uwielbiam morze i morskie latarnie. Myślę, że mógłbym zostać latarnikiem. Dzięki temu opowiadaniu, tak wiele wiem o jego pracy ;)
  12. @Berenika97 To jakieś przekleństwo. Moja proza jest poezją, a poezja prozą. Dziękuję za przeczytanie. Miłego wieczoru :) @Berenika97 Aha! Protestuję! Pożądam Twoich tekstów.
  13. Zaintrygowany miniaturami sprawdziłem czego dotyczą. Nie znałem historii oblężenia Tyru przez Aleksandra Wielkiego. Dziękuję za opowieść. Twoja narracja jest tak bardzo dobra.
  14. Są w ogrodach miejsca nieodkryte, koło których przechodzimy obojętni. Są miejsca samotności, gdzie nocami zapala się świece, by rozproszyć drzemiące za dnia demony. Wokół świecy lata oszalała ćma. Jak bardzo podobna jest do ludzi krążących wokół spraw nieistotnych. Miaukot wabi mnie w noc. Mówi: „Zostaw już to myślenie, chodź, popatrzymy na Drogę Mleczną”. W ciemności słychać brzęk kłódki. Za płotem sąsiad zamyka szopę, a tuż nad nami konstelacje gwiazd. Idziemy leśną przesieką. Pod stopą pękają suche szyszki. Skręcam w stronę domu i błądzę. Myślałem, że znam mój ogród i las. A jednak pomyliłem drogi.
  15. Piszesz prozę. Jaka miła niespodzianka. Tekst wyświetla nie tylko obrazy, ale zapachy i dźwięki. Czuć rękę poetki.
  16. Marcin miał osiemnaście lat, blond grzywkę i metr dziewięćdziesiąt wzrostu, co czyniło go filarem szkolnej drużyny koszykówki. Był lubiany przez dziewczyny. Niestety, wrodzona nieśmiałość sprawiała, że żadnej nie zaczepił — nie wiedziałby, o czym z nią rozmawiać. Pierwszy dzień wakacji rozpoczął się chmurami i deszczem. Z wyjazdu nad jezioro nici, trzeba było czas spędzić inaczej. Do południa czytał "Powrót z Gwiazd", a kiedy znudziła go samotność Hala Bregga, wyszedł na miasto. Ulice żyły zwykłym rytmem. W szybach witryn widział własną, znudzoną twarz — zwykłe oblicze dnia. Głosy w głowie powoli cichły. Znowu był sam, jak Bregg, tyle, że on nie wrócił z gwiazd, a całe życie spędził na ziemi. Co za porażka. Wejściowa brama do małego kina oblepiona była fotosami scen miłosnych podbojów, wojen i przygód zwykłych ludzi o rysach Jamesa Bonda. To jednak go nie interesowało. Dziś był seans studyjny. Grali stary, polski film “Pociąg”. Na studyjne seanse przychodziły największe friki z miasta, a Marcin z wyglądem playboya, zwyczajnie tu nie pasował. Film miał iść o osiemnastej. Zostało mu jeszcze trochę czasu. Odwrócił się do wyjścia i zderzył z dziewczyną. — Przepraszam — oblał się identycznym rumieńcem co ona. Podobała mu się ta dziewczyna. Zresztą podobały mu się wszystkie, chyba że gruba i obgryza paznokcie - taka to nie. Zadarty nos wskazywał na silny charakter i to było cool. Z taką można rowerem na koniec świata. A jej zielone oczy... ale ich jeszcze nie rozpoznał. Nie spojrzał w nie uważnie. Cisza trwała na tyle długo, by zdążył zorientować się, że trzeba natychmiast coś powiedzieć, żeby nie wyjść na głupka. — Yyy, ty też na film? Był ubrany w szare sztruksy, trampki i białą koszulkę z pacyfką, z której wyrastał atomowy grzyb. Przy pomocy żelazka i kalki ją aplikował. Żaden market, tylko hand made. Nie da się ukryć, że zerknął na jej ciuchy. Nosiła rozdarte w kolanach dżinsy. Koszulka z palącą papierosa Mią Wallace nadawała spotkaniu charakteru trójkąta. — Co grają? — zapytała obojętnie. — Pociąg, wiesz, kino studyjne z Niemczykiem — zrobił taką minę, jaką widywał u czarnobrodych frików w kawiarni literackiej. — Mam akurat dwa bilety, mój kumpel nie przyszedł. Łgał jak z nut, bo kiedy mu na czymś zależało, budził się w nim ten drugi ktoś. Mama nazywała tego drugiego diabłem, on wolał nazywać Marcinkiem. Skłamałbym, gdybym powiedział, że tłum pod kinem gęstniał. Na kameralne seanse przychodzili desperaci lub ludzie z łapanki. Chłopaki o niebieskich oczach i wampy z Mia Wallace na koszulce omijały podobny crap z daleka. – Jestem Marcin. – To było naprawdę odważne! Uścisk dłoni, niczym młodzieńcza, wczesnoporanna erekcja. Cud porównywalny do lądowania na Księżycu. Z tym, że kosmonautom pomagał sztab ludzi, a Marcin był sam w obliczu dwu zielonych gwiazd. Nie wypuścił jej dłoni. Nie był aż takim głupcem. Pociągnął dziewczynę za sobą, bo czytał, że baby lubią takie zagrania, jak się je porywa. Niby są twarde, ale w każdej tkwi księżniczka, która ze szczytu Szklanej Góry wypatruje rycerza. Szklana Góra jest tu metaforą oczekiwań księżniczki. Żaden kandydat im nie podołał. Na sali nie było nikogo. No kto by się spodziewał! Dziewczyna była zdumiewająca, a może zapomniała o splecionych dłoniach? Zdarzają się roztargnione, ale oczy Anki były wyjątkowo bystre. Marcin natomiast był łatwy i na efekty nie trzeba było długo czekać. Zakochał się natychmiast. Nie żeby od pierwszego spojrzenia – raczej od ręki. Gdy pociąg dowiózł ich do ostatniej stacji, stojący na peronie Marcin uśmiechnął się jak chłopiec z plakatu, reklamujący zdrowy tryb życia w Hitlerjugend. – Fantastyczny film. Może skoczymy pociągiem na Hel? Mam wujka rybaka i spanie za darmo. – Czy to był naprawdę on? – Świetny pomysł. Pojedziemy w wagonie sypialnym? – Mia wypuściła błękitny obłok dymu. W wagonie sypialnym? W kieszeni miał dychę, zazwyczaj jeździł zamknięty w ubikacji. No, ale z dziewczyną nie wypadało. Ania kochała widok zielonych wzgórz, a kibel nie zapewniał podobnych atrakcji. – Zwariowałaś? Pojedziemy jak Jack London. Nigdy nie płacił za bilet. Nawet napisał książkę o życiu trampa. Może też coś razem napiszemy? – Ciekawe, czy czytała książki i czy odróżniała trampa od trampek. To zresztą nieważne, usta miała na pewno słodkie. Czego chcieć więcej od życia? Słodkie usta i oczy, w których można się przejrzeć. – Ale najpierw skoczymy na działki. Mój stary ma niedaleko ogródek. Nazbieramy truskawek i jabłek na drogę. Grunt to witaminy. Jestem weganem. Zielonym, miejskim partyzantem. Może nie był partyzantem, ale kłamać to potrafił. Do działek mieli trzy kroki, bo nikt nie lubi przewlekłej fabuły. Kiedy minęli płot, znaleźli się w innej krainie. Uliczkę ozdabiały mrugające oczka kałuż. Marcin lubił wyobrażać sobie, że kałuże nie mają dna i omijał je tak, jakby to było prawdą. – Ostrożnie Aniu, kałuże nie mają dna. – Właśnie zarobił punkty za opiekuńczość. – Jeśli w nie wpadniesz, znajdziesz się w innym, nieznanym świecie. – Kolejne punkty, tym razem za fantazję. Działkowa altana była idealnym miejscem dla zbiegów, którzy postanowili ukryć się przed światem. Anka jeszcze nie znała tego planu, ale Marcin był pewien, że chciałby z nią ukryć się przed światem. Na tarasie stał prosty stół i dwie ławy z oparciami, wyglądającymi na niezwykle wygodne. Poza tarasem, dziewczęce oczy zieleniły truskawkowe pola w nieskończoność. Pięć minut zrywania to był rozsądny czas, by zrobić przerwę. Marcin przysiadł i zamyślił się wśród grządek, bo pomimo łotrostwa tkwiła w nim marzycielska natura. Liście truskawek tworzyły jeden organizm. Gdzie wzrokiem sięgnąć, rozciągało się morze czerwonych koralowców i zielonych ukwiałów. Anka wśród nich była tak mała, jak mała chwila zadumy. Zachód słońca był także czerwony, przypominał okrągłą szybkę w drzwiach kaflowego pieca. Kiedy piec zgasł, horyzont przecięły błyskawice. Pojawił się wiatr, niczym woziwoda przynoszący zapowiedź deszczu. Gdy dobiegli do drzwi altany, którą Ania nazwała uroczo „chatką”, lunął rzęsisty strumień wody, z rzęs kapały krople. — Jesteś królową letnich burz. Napiszę o tobie wiersz. — Tekst był tani, ale nie dbał o to. Czerwone świece harmonizowały z talerzem truskawek. Zewsząd zleciały się ćmy, świecidełka, które nie mogły zasnąć trawione ogniem. — Spójrz, Anka — lubił tak do niej mówić; nadawało mu to pozory luzu. — Ćmy przypominają nas. Lecimy do ognia. Nie boisz się spłonąć? — Z tobą się nie boję — otarła zadarty nos. To mówiła ona, czy Mia Wallace? — Albo napiszę o nas piosenkę, taką deszczową. — Biedak nie wiedział, że to oklepany temat. Świeczki pełgały, czuć było swąd palonych skrzydeł. Ćmy oddawały życie za klimat i miłość. Trwaj chwilo, jesteś piękna. Chwila trwała i nie posunęła się dalej. Marcin nie sięgnął chwili pod koszulkę, by sprawdzić czy nie ma tam koronek i haftek, które mógłby rozpiąć. Nie było tasiemki z czerwonej sukienki, rozwiązłej niczym kociak z krzyżówki. Nie ta ekspresja. Na to było za wcześnie. Nie chciał wyjść na łatwego, żeby nie pomyślała o nim złych rzeczy. Kto lubi łatwych chłopców? Chyba tylko oni, sami siebie, siebie sami. To zestawienie dwóch słów sprawiało mu mnóstwo frajdy i mógłby tak godzinami. Jednak nie o tym jest ta historia. Anna była tuż obok. — Świetnie całujesz — skwitował i przytulił ją całym sobą, a był naprawdę duży. Tak duży, że starczyło nie tylko dla Ani. Mia też była zadowolona. Taki duży, a taki głupi. Na niebie błysnęło fajerwerkiem, a on poczuł, że musi coś jeszcze dodać, coś równie błyskotliwego. — Chciałbym, żebyś została moją dziewczyną. — Prawie mnie nie znasz Marcinie, ale to bez znaczenia. Karmisz truskawkami i chcesz o mnie pisać wiersze. Powiedziała tak, czy powiedziała nie? Chętne ramiona i smak truskawek wskazywały, że tak. Dziewczyny są dziwne. Na wszelki wypadek dodał: — No i zabiorę cię na Hel. Noc spędzili pod niezbyt zakurzonym kocem. Starą wersalkę i grzyb na ścianach, nie zamieniliby na apartament w hotelu. Marcina zbudził śpiew ptaków. Delikatnie, by nie obudzić Anki, zabrał się za gotowanie jajek. W nastroju był delikatnym. W radio ktoś śpiewał, że boi się miłości. Głupi tekst, ale piosenka fajna. Obudzić ją pocałunkiem? Jeszcze pomyśli, że jest romantyczną łajzą. Natura przemogła, więc cmoknął Ankę w policzek. Już chciał powiedzieć: wstawaj mała, ale ugryzł się w język. W książkach nikt tak nie mówił do swoich dziewczyn. — Obudź się, Aniu. Mam jaja na twardo.
  17. Nucę nocą Siedzę nad brzegiem jeziora. Nie poruszają go żadne fale. Na gładkim lustrze wody płynie melodia wiersza. Mam nadzieję, że znalazłaś kogoś, kto może oglądać Twój ogród. Zapewne jest szczęściarzem.
  18. @LessLove Skoro już żartujemy, przypomniałem sobie tekst, który kiedyś napisałem: Pociągnął dziewczynę za sobą, bo czytał, że baby lubią takie zagrania, jak się je porywa. Niby są twarde, ale w każdej tkwi księżniczka, która ze szczytu Szklanej Góry wypatruje rycerza. Szklana Góra jest tu metaforą oczekiwań księżniczki. Żaden kandydat im nie podołał.
  19. @LessLove A już chciałem Cię zdzielić kijem :)) Zastanawiam się, jak brzmiałaby kobieca transkrypcja tej myśli? Jaka jest droga kobiety? Jak myślisz?
  20. Wiersz jest tak delikatny jak uczucia. Powyższy fragment jest perfekcyjny. Nie trzeba niczego się domyślać, bo piękno nie podlega analizie. Pozdrawiam z podziwem.
  21. Wdech i wydech to jeden oddech. Nie ma w nim miejsca na sny. Kiedy przestaję oddychać, dostrzegam piękno ruczaju. Powraca oddech, jak tęsknota za życiem. Napisałaś piękny wiersz.
  22. Kochankowie pomiędzy wschodem a zachodem słońca nie liczą dni, bo czas na szczycie nie dudni. Odmierza rytm miłosnych zaklęć, spłukują je deszcze. Kiedy stajemy się jednością, nie trzeba słów, żeby opisać piękno góry. Liryczny erotyzm wiersza sprawił, że mam ochotę na wycieczkę w góry. Tylko odnajdę czekan, a nie! czekaj... mam go pod ręką. Ha, ha. Jestem niegrzeczny :P
  23. @Nata_Kruk Dzieci szczęścia nie mają lekkiego losu. Gdy inni wszystko muszą okupić ciężką pracą, dzieci szczęścia dostają za darmo. Dlatego nic dla nas nie ma wartości. Oprócz żony - rzecz jasna :) Wiosna dostarczona krzykiem żurawi :) @LessLove Podziwiam Cię i zazdroszczę. W pracy najprzyjemniejszy jest jej koniec. Przyjemne zmęczenie, hamak i ból kości. Hamak jest tu tylko metaforą, bo nie znoszę cholerstwa. Nie tylko praca w ogrodzie jest liturgią. Każda czynność powinna nią być. Każda chwila jest sprawą życia i śmierci. Na tym polega droga wojownika. Twoim żywiołem jest ziemia. Mój żywioł to woda. Wszystko omija, opływa, niczego nie musi. Pozdrawiam.
  24. Masz kocią naturę. Dlatego z fragmentów wiersza usuwam misia i wstawiam kota... i widzi ko cię że leżę bajecznie Pozdrawiam radośnie :)
  25. @Poet Ka na krzywej wieży okręcam czas na palcu mam koper w nosie Wybacz. Nie mogłem się powstrzymać przed refleksją. Może nie jest najwyższych lotów, ale z uśmiechem. Komik to głupiec z Tarota. Twoja miniatura maluje obrazy i budzi skojarzenia. Jest tworzywem, czytelnik jest twórcą. Pozdrawiam serdecznie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...