Cisza czarnego cienia usypia me myśli
Kołysze oczy w rytmie bezdennej nienawiści
Zamykam szczere serce tym bólem okryte
Jak szczyt góry, marzenia śmiercią zdobyte
Blask zawistnego płomienia ogrzewa mą bladą twarz
Czy mogę na Ciebie liczyć, czy łaski odrobinę mi dasz ?
Marznę lecz z lodu powodu, którym twe serce znamione
Chęć skończonej udręki. Chęci te nieposkromione
Klęczę wiec przed twoimi jak skala twardymi słowami
Zamykam w mym spojrzeniu słońce, powiekami
Z głowy mej krzyk wydobyty, jakby w gardle zastały
Kłaniaj się! Myśli bezpowrotnie osłupiały.