Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Stukacz

Użytkownicy
  • Postów

    227
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Stukacz

  1. Zapraszam do posłuchania piosenki: Melodia jesieni cicha, spokojna W powietrzu ostatnie lata podrygi Zakochani i ich miłość dostojna Ze światem rozmawia na migi Uśmiech - błyszczą korale białe Lśnią oczy – wesołe, figlarne Jej dłonie delikatne i małe Jego włosy krótkie i czarne Szemrzą liście, wiatr strąca niektóre Spadają świdrem, jak myśli kołują Do ziemi lgną żółte i bure Zakochanym do ciszy wtórują Opadają lekkie, beztrosko wesołe Głowę pogłaszczą, przytulą do skóry Policzki, aż po uszy czerwone Niebem płyną dwie białe chmury Dziecko rączkę wyciąga z orzechem Kitka wiewiórki jak wąż się wije Stuk dzięcioła rozbija się echem Jesień dojrzewa, lato wciąż żyje
  2. Dziękuję wszystkim za wczorajsze zainteresowanie i komentarze. Kolejny raz zapraszam do przesłuchania. Na niebie czarne kłębiska Burzowe piętrzą się obłoki Odległość od ziemi bliska – To Twych humorów skoki Niebo błyskawica ostra przecięła Głośna i jasna W przyrodzie kłótnia się zaczęła – To moja dusza własna Z nieba sączy się ulewa Straszy szatan czarnooki Rzeka wody świat oblewa – To Twoich łez potoki Na niebie jasność, aż do białości Słońc tysiąc zebranych w równe szeregi Do ideału żądaniem rości – To Twojego uśmiechu zabiegi Na niebie gwiazd miliony Mruga w moją stronę Nocy mroku przecięło osłony – To Twoje oczy wyśnione Czyste niebo, błękit szczery Cichy podmuch pośród cieni W zgodzie żywioły cztery – To My w miłości złączeni
  3. @beta_b suno.com, wrzucam tekst, czasami coś dobrego się wygeneruje, później mp3 pobieram dodaje obraz i ręcznie na yt wrzucam.
  4. suno.com korzystam, ściągam mp3, dodaje obraz i wrzucam na yt.
  5. dziękuję za komentarz :) muzyka nie - niestety AI, wolałbym, aby ludzie tworzyli muzykę do moich tekstów, ale wiadomo jak jest, ciężko się przebić... mimo wszystko AI nigdy nie stworzy tak dobrej piosenki jak człowiek. ach, rozpisałbym się, ale temat rzeka. @Charismafiloscoś za coś. odczuwanie faktycznie u mnie "odbiega od normy". pozdrawiam serdecznie i życzę spokojnego weekendu
  6. Cześć, tak :) Jestem słuchowcem i muszę przemielić tekst przez AI, żeby jako tako wyszło. Wiem, że AI też "pisze" teksty, ale ja tego nie tykam. Teksty tworze od pomysłu do końca sam - bez żadnej pomocy. Zapraszam na mój kanał na youtube, ostatnio trochę wrzuciłem, niektóre myślę mogą być dobre.
  7. Zapraszam na youtube do wysłuchania piosenki: Odeszła przechodząc w wspomnienie Jak bez złudzeń dzień żegnana Nie sączą się krwi strumienie Blizna gojąca wciąż jednak rana Oczu blask jak gwiazd płomienie W sekundzie jednej przerwany Odeszła a wraz z nią natchnienie Znikł głos cicho szemrany Pozostała melodia spokojna Z nią marzenia w sercu wyryte Duszy głębia jak wino upojna Przed wzrokiem myśli zakryte Nadzieja już nie z tobą Powiązana miłości łańcuchem Gdy inni więcej dać mogą I ciałem i sercem i duchem Żegnaj więc i niech dobrze się żyje Tobie, mnie i ludziom wokoło Ja sobie poradzę, jakoś przeżyję Ty wpadłaś – w błędnie toczące się koło
  8. bądź dla mnie natchnieniem które w uniesieniu ponad obłoki swój welon roztacza szeroki bądź wodą czystą, która w biegu w rzekę rwącą się zmienia z kilku kropel, ze strumienia bądź jak sen, który w nocy skrycie do duszy samotnej się wkrada i serce rozbite z odłamków układa i wiatrem, i łąką, i kwiatem i nocą, i dniem, bólem, cierpieniem bądź dla mnie wiecznym natchnieniem w świecie niech każde drzewo mówi w liści nieprzerwanym szumie o miłości, spełnieniu, zadumie niech każdy wschód słońca nadzieję w oczach rozpromienia bo w nich jest źródło spełnienia a zachody nasze niech będą jak mandarynki pomarańczowe po nich sny żywe i kolorowe a dzień nasz niech będzie miłością, która wieczności sięgnie i samego nieba dosięgnie a noc, czarna i ciemna gwiazdami, księżycem śmiercią i życiem a czas nasz niech będzie jak rzeka która w wieczności płynie i w wiecznej nicości zaginie a my byśmy na zawsze trwali w natchnionej i zwykłej miłości my ludzie zwykli i prości
  9. Z sufitu zwisa, podciąga się do góry Pajączek mały – taki trochę bury W trudzie sieć od rana wije I tak sobie żyje Za nitką nitka, powolutku Aż do skutku Wije pajęczynę, żeby złapać muszkę Choć łatwiej byłoby w puszkę Lecz pająki tak już mają Że swych sieci używają A do czego pająki używają sieci? Pani w szkole pyta dzieci A wszystkie dzieci rączki do góry Pajączek bury Sieć buduje Bo na muchy poluje Właśnie tak, mądrymi dziećmi jesteście A gdzie buduje sieć na łące, czy w mieście? Po raz drugi pani pyta I do książki patrzy, coś tam czyta Dzieci krzyczą: w mieście, na wsi, Na łące, na polu pajęczyna wisi Więc pająki wszędzie żyją A czy w ziemi norki ryją? Po raz trzeci pyta pani To pytanie jest do bani W głos zakrzyczał Maciek Zaraz za nim Staszek Tak! Widziałem Bo film oglądałem Jak pajączek w ziemi norkę kopał A później się zakopał I na robaczki polował Jak się już schował Dobrze mówisz Stasiu A ty Basiu Jak myślisz czy pająki jad mają Dzieci w książkę spoglądają Po raz czwarty pani zadaje pytanie A Basia szybko odpowiada na nie Tak, ukąsił mnie kiedyś Krzyżak I został mi na rączce znak Piekło i bolało Chyba z tydzień trwało Zanim rana się zagoiła To kwestia zawiła Jedne mają, drugie nie Od czego to zależy? Kto wie? Po raz piąty pani pyta Od gatunku odpowiada Zyta Dużo wiecie drogie dzieci Już do domu, czas tak szybko leci Dzwonek zadzwonił, dzieci wesołe Bo do domu idą, opuszczają szkołę
  10. Pamiętam mówiłeś, że tylko ja Że ponad wszystko, że po kres Mówiłeś… A muzyka smutno gra Tak smutno mi teraz jest Pamiętam róże, uśmiech Twój Gdy mówiłeś… Teraz potok łez Z sobą sama toczę bój Mój uśmiech na zdjęciu sczezł Dlaczego, gdy byliśmy tuż Ty w moje serce wbiłeś nóż Już nie wiem, sama nie wiem jak Nie wiem… teraz tylko płacz i ból Tak smutno mi teraz, tak I gubię się w fałszu Twoich ról Ile siebie ukryłeś przede mną Dlaczego nie powiedział nikt Że miłość nasza dla Ciebie – grą Na zawsze już mój uśmiech znikł Mogłeś całym światem być Teraz trudno jest mi żyć Zakochani, wszyscy mówili nam Wierzyłam, że Ty i ja to raj Teraz piosenkę smutną gram Daj mi choć nadzieję, daj Ach, gdzie znikł serca żar Gdzie świetlisty oczu błysk I smutek nasz – to też dar U Ciebie i on znikł Mogłam dać ci siebie – tylko to A między… kto był powiedz, kto Tak trudno, gorzkie płyną łzy Nie mów nic, już nie Nie, to nie byłeś Ty Nie było mnie
  11. Gwoli wyjaśnienia, Piwoszek nie jest osobą lubiącą wypić piwo, a stworkiem z mitologii słowiańskiej, który nakłaniał ludzi do spożycia alkoholu. Co starałem się opisać w piosence. Brzydki Piwoszek w karczmie na rozstaju Za kołnierz wskoczył jednemu hultaju, Ten w ucho się drapie – coś kusi, nęci, Głową to w prawo, to w lewo zakręci. Kufel pusty, piwo brzuch wypełnia, Z wolna karczma ludźmi się zapełnia. – Jeden miał być, na kolejny ochota? – Pije drugi, trzeci. – Cóż za dziwota? Mija godzina i zaraz kolejna – Postawa zachwiana, podłoga chwiejna; Miękną nogi hultaja, ręce trzęsą, W oczach wiry zamieci, mgła pod rzęsą. I bum, jakby pałką kto trzasnął, Przewrócił się, na chwilę zasnął. Wstaje, ręką chwyta blat stołu I z ziomkiem śmieje się pospołu. Czerń nocy bez gwiazd, ciemno nagle – Znowu bach na deski dębowe, Mózg ściskany jakby w imadle, Wstaje i łapie się za głowę. – To się upiłem, trzeźwy być miałem! I do kompana: ja ciebie znałem, Mieliśmy fuchę, tyś ze mną robił, Wiele lat temu... Pamiętasz jeszcze? I w mordę go, choć ten nic nie zrobił. Dookoła spojrzenia złowieszcze Na bieg tych zdarzeń patrzą zdziwieni Do bójki w złości już zaprawieni. Drugi podchodzi, patrzy spod byka, Hultaj już wzrokiem po nim przemyka. – Co się tak gapisz ty łbie zakuty?! Reszta dołącza się do marszruty… Pękają stoły, drewniane krzesła, Kufle latają, brzęczą jak muchy, Karczma w posadach cała się trzęsła W wyniku bajzlu i zawieruchy. I nagle cisza jak makiem zasiał, Wzrok swój kierują w stronę zakały Przez którą wszystkie kufle fruwały, A ten wesoły, jakby nie musiał Nic mówić. Śmiech, zęby szczerzy: – Zachciało się wam wieczerzy. Myśli się dziwne jakieś kotłują; Deski zalane, ściany wirują; Wzrok rozbiegany, kołysze, chwieje; Zęby wybite, w oczach zawieje; Wiercą robaki. – Bardzo mi miło, Jam Piwoszek. I to ich olśniło.
  12. Wśród słodkich malinek Wąż urządził odpoczynek Głodny był więc żabę złapał I pod krzakiem se zachrapał Bo jak wiecie drogie dzieci Słonko czasem mocno świeci I w malinach, pośród cienia Poszukał schronienia Następnym razem Wyśpi się pod głazem I tam cień będzie, i bezpiecznie A to ważne jest koniecznie Lubi odpocząć po jedzeniu Gdy ulegnie zmęczeniu A żywi się żabami Czasem też myszami Zje rybkę, ptaszka Trafi się i ważka Jak głodny to nie wybrzydza Ale czy zje rydza? Jak już wiecie Dużo dziwów jest na świecie Rąk i nóżek nie posiada Syczy raczej niźli gada Ciało pokryte ma łuskami Często z zygzakami Długi, smukły – wygląda jak rurka Po jednej stronie dziurka Tam zęby jak noże ostre Zakrzywione albo proste Od gatunku to zależy Gdzie jaki ząb leży Jadowite, dusiciele Prawda, że niewiele? Więc jak pani w przedszkolu Zapyta: Stasiu, albo Olu Co to jest wąż i czym się żywi To eksperci jesteście prawdziwi
  13. Dzień dobry. Stukacz w mitologii słowiańskiej był duszkiem domowym, który w nocy dokuczał śpiącym ludziom różnymi figlami (strącał talerze, głośno biegał, przewracał przedmioty) co starałem się zobrazować w wierszu i piosence. Gdy ciżba ludzka do snu się układa Zadumana dnia minionego znojem, Nocy zasłona powoli opada Ciszy tonami, łagodnym spokojem. Jednak nocą nie oaza spokojna Zakwitnie nad ich śpiącymi ciałami, Lecz stuków i puków nieznanych wojna Co budzi głośnymi uderzeniami. W figurkę z metalu coś zastuka raz, Zadudni zaraz z głośniejszym wyrazem, Po strychu z hałasem przetoczy się głaz, Pęknie krąg ramy ze starym obrazem; Stary kocur mrok przebiegnie oczami, Czujnym słuchem otoczenie wybada, Coś drapnie ścianę ostrymi szponami – Dla kocich uszu to niemal zagłada! A stuków więcej od ścian się odbije, Talerze w twardą powierzchnię uderzą, Szkło brzęknie rozbite – północ wybije; Na grzbiecie kocim, aż się włosy zjeżą! I pobiegnie przerażony dziwami Na podwórze, w głąb, w bezpieczne schronienie, Nie powróci z lęku przed zdarzeniami Co przekraczają kocie rozumienie. Ludzi gromada we śnie utulona Ze strachem zaspane otworzy oczy, Gdy kanonada na dźwięk rozłożona Falami wibracji w łóżkach zaskoczy. Znowu łyżeczka metalem zadudni, Rozpłacze się dziecko w kącie pokoju Zbudzone odgłosem jakby ze studni, Gdy wiadro uderzy w ściany przekroju. Matka migiem na paluszkach ku dziecku Krokiem cichutkim podbiegnie zdyszana, Wielce zmartwiona, bo beczy w łóżeczku: Zawsze przesypiał do samego rana! Grozy przestrachem zdumiona przystanie, Gdy ślepia w mroku zabłysną czerwone, Rozgrzanego węgla ich migotanie Na chwilę rozświetli nocy zasłonę. I czmychnie slalomem futrzana kulka Strącając przy tym stołową zastawę, Potrąci kałamarz, ten spadnie z biurka: Kolejną dźwięków urządzi wystawę! Krok swój skieruje na strychu pokoje Drapiąc podłogę cienkimi nóżkami, Nie snu kraina, a złości nastroje W umysły wejdą hałasu ścieżkami; Od czaszki głośnym odbiją się echem Do granic bólu człowieka sennego. I tylko dziad stary z cichym uśmiechem, Z łzą w oku przywita nieznajomego. – Toć to jest Stukacz! Istota niegroźna! Choć figlami tak uparcie dokucza, Bardziej dotkliwa aura zimy mroźna, Co swoją srogą naturą poucza. I zabłysną pierwsze promienie słońca Na zaspanych ludzi twarze zmęczone, Ucieszeni, gdyż noc dobiegła końca, Zalegną w ciepłego łóżka ochronę.
  14. Bardzo mi miło :) Ja uwielbiam baśnie, legendy, mitologie całego świata. Pozdrawiam serdecznie :)
  15. @Berenika97 Już 😂@Berenika97
  16. Król Wężów w mitologii słowiańskiej pojawiał się dosyć często. Można go było spotkać pod leszczyną, na której rosła jemioła. Strzegł skarbów co było przyczyną, że ludzi kusiła wyprawa na jego włości. Ale nie do końca... Bardziej pożądane było jego mięso. Po odpowiednim przygotowaniu miało właściwości magiczne. Wyzwalało młodość, pozwalało zrozumieć mowę zwierząt i było eliksirem na porost włosów, co doprowadziło, że dzisiaj już nie spotkamy tego pięknego zwierzęcia. Wersja muzyczna dla leniwych: Wiosna blisko, śpiew ptaków dookoła, Na krzewie leszczyny kwitnie jemioła, Biały przebiśnieg, cieplejsze powietrze, Budzi się życie i słychać to w wietrze, I słychać syk węża, i jego braci, I tupot nóg – ludzie w szyk idą zwarci, Z orężem pod pachą, z pochodnią w ręku, Bez krzty szacunku, bez strachu, bez wdzięku. Zaciekłe twarze, krew czerwona w oczach Po długich, czarnych, nieprzespanych nocach, Gdy plan knuli jak wzbogacić się szybko: Czy ukraść księżniczkę? Czy z złotą rybką? Czy trzy spełnione życzenia wystarczą? Czy lepiej iść z mieczem i twardą tarczą? Czy podstępem chytrym? Czy nic nie robić? By się wzbogacić i życie ozdobić. A wiosna radośnie woła i śpiewa, Już pierwsze pąki wypuszczają drzewa, A tam, pod korzeniem młodej leszczyny, Żyje ostatni z wężowej rodziny: Król Wężów. Długi, trzech ludzi przerasta, Z diamentu korona głowę porasta, Która każdemu takiemu zwierzęciu Po lat upływie wyrośnie dziesięciu. Srebrzysta łuska przyozdabia ciało Jednak korona i łuska za mało, Bo mięso tych zwierząt główną przyczyną Że śmiercią z rąk ludzi tak szybko giną. A ma ono właściwości magiczne Nie tylko dziwne, ale dość liczne, O które walki śmiałkowie toczą, I w krwi wężów swoje miecze moczą. Nieugotowane i zjedzone, Sprawi tak, że słowa wyłożone Z zwierząt świergotu, pisku czy ryku, Brzmią jak z człowieka ust i przełyku. Zaś ugotowane na oliwie, To co ludzie pożądają chciwie: Młodość. Młody umysł, młode ciało – Jedno i drugie wciąż będzie trwało. Na krawędzi drzewa zawieszone I jak mak starannie wysuszone, Maści składnikiem niezbędnym, która Sprawi, że wyrośnie włosów fura Jak traw dywany co wczesną wiosną, Łąki, pola zielenią porosną. Złoto strzeżone przez Króla Wężów, Tylko pretekstem dla chciwych mężów.
  17. Dla leniwych: https://www.youtube.com/watch?v=F-oSFyrn8dw *** choć sama nie wiedziała cichy szept wysłała jej szept usłyszał słuchał i dyszał na szept, krzykiem odpowiedział choć silił się – nie wiedział że krzyk choć głośny mniej, niż szept radosny w końcu ciszej i ciszej serce mówiło, mówiło i tak dalej, wciąż dalej aż szeptem przemówiło ona, gdy szept usłyszała przerażona, aż struchlała on, gdy krzyczeć przestał czym jest miłość poznał teraz, gdy oboje szepczą wszystko wiedzą, wszystko słyszą choć daleko ziemię depczą razem śnią i razem dyszą
  18. śpij, już księżyc twarz za chmurą schował smutną i ponurą gwiazd tysiące i galaktyk sto mruga okiem w Twoją stronę i ten, Bóg wie jeden kto… śpij, zaśnie ciało umęczone śpij, bo choć tysiąc myśli w głowie to nie powie, nic nie powie czemu było, jak i gdzie co się wcześniej wydarzyło jest nieważne, On to wie… śpij, lepiej będzie Ci się żyło śpij, wiatr latarnie gasi cicho z nimi gaśnie też i licho dzień przychodzi, mija i wieczór myśli złe wykrada mija dzień, mijają dni… śpij, noc melodię swą układa śpij, słońce jutro twarz rozjaśni tak jak w bajce, tak jak w baśni na białym koniu rycerz – tak! przyjdzie i serce w dal uniesie Wenus świeci, daje znak… śpij, niech marzenia Twe poniesie śpij, sny spokojne, sny jak woda sny, gdzie czeka Cię przygoda czułych słów i słodkich chwil pełnych uczuć tak szalonych podróży, pokonanych mil… śpij – w myślach utajonych Zachęcam do odsłuchania w wersji z muzyką i poznanie możliwości AI.
  19. @Gosława cześć, podejrzyj link pod tytułem😉
  20. Zmieniłem nieco tekst. Przepraszam, że usunąłem wczorajszy. Dodatkowo załączam plik audio wygenerowany za pomocą AI. Szum drzew śpiewa nad jeziorem Falami rozpaczy i żalu Przemawia żałoby kolorem O balu, o balu Na brzegu zamek z kamienia Księżniczka we śnie zaklęta Tak piękne miała marzenia Jednak przeklęta, przeklęta Czy żywa, czy martwa już Nie wie nikt – no cóż, no cóż Śni królewicza pięknego Na tysiąc gości wesele Więcej nie śni niczego Tak niewiele, niewiele Pod naporem słońca Nie drgnie biała powieka I sen wyśniła do końca A czas ucieka, ucieka I tylko rozpacz i żal Bo śnił się bal, śnił bal Śni nieprzytomna, niesyta Na łożu kamiennym leży I nikt śpiącej nie pyta Nikt nie wierzy, nie wierzy W objęciach spoczywa śmierci Co tchnieniem odrętwiałym Sumienie śpiącej wierci Snem trwałym, tak trwałym I znów śni się baśń Któż waść, któż waść Śni się rycerz w zbroi Śni się zamek złoty I w śnie się miłość roi Z tęsknoty, z tęsknoty Śni się bal i wesele W śnie pogrążona rozpaczy Tak mało, a tak wiele Cóż znaczy, cóż znaczy Kim ów rycerz był Co śnił się, co się śnił A rycerz w śnie natchnionym Księżniczkę piękną spotyka I widzi dwie korony Lecz sen umyka, umyka Gdzie umknął sen niewinny Cóż znaczą białe ognie Co palić się powinny Zgodnie, tak zgodnie I w sercu żar I śnił się bal, śnił bal W zbroi do boju rusza Lasy przemierza, gaje Zrywem gnana dusza Nie ustaje, nie ustaje Odległe tereny podbija Snu nie znajduje pięknego Mieczem ostrym wywija Cóż z tego, cóż z tego A za sobą dal I żal, i żal W rozpaczy w sen zapada W sercu boleść i pustka Powieka ciężka opada Oko łza muska, łza muska I śni zamek i skarb wielki I śni się służba i wojna Jednak znikł ślad wszelki Tej co strojna, co strojna W sen strojna i w żal Bo śnił się bal, śnił bal W sen strojna płacze Skórę gorzka łza rani I tylko ból i rozpacze I ludzie zebrani, zebrani I pogrzeb, i snu kres wszelki Znikła gdzieś pustka głucha I znikł rycerz wielki Bez ducha, bez ducha Mimo starań i prób Głęboki grób, głęboki grób A rycerz do zamku zmierza Tam księżniczka zaklęta Na horyzoncie wieża I ona przeklęta, przeklęta Na progu wejścia staje Treny smutne śpiewają Księżniczki nie zastaje I grają, i grają Treny śpiewane we łzach Oj-ach, oj-ach I baśń co się śniła Tej jednej długiej nocy Rojeniem zaledwie była Wołaniem: pomocy, pomocy I rycerza ostatnie tchnienia Jednego zabrakło kroku Legł pod wieżą z kamienia O zmroku, o zmroku I sen, i mrok Gdy byli o krok, o krok
  21. Samotny, z tęsknotą na miłość czeka, Zdradzony, a jednak…, a czas jak śmierć Bezpowrotnie w dal z żałobą ucieka, I tylko ćwierć… Jakby zastygł w chwili, w wyroku Tuż przed spełnieniem…, a tu sen Mgłą zasłonił źrenicę w oku, I tylko dzień… Czas to rozpacz, czas to męka, Czas to ból, czas to mrok, Niewysłowiona udręka… Czas to w przepaść bezdenną skok. I tylko ćwierć co porusza jeszcze Kamiennego serca platynową nić, Tylko ona…, lecz spojrzenie złowieszcze Sercu w pełni nie pozwala żyć.
  22. Tak cicho, tak nieśmiało w rytmie równym bije, Choć dawno umarła, to wciąż w sercu żyje, I jak woda co źródło nasyca Ku powierzchni złote sny przemyca, A w snach, jak w chmur błękicie Szemrzą wiatry ulatując skrycie. Nietrwała, przed sobą w głąb siebie ucieka, Zanim z snu się wyrwie i jak niespokojna rzeka, W porywie szału, z jednej kropli zrodzona, Snem złotym, jak falą natchniona, Przez skał twarde bryły korytarz wydrąży, I wypłynie, nim na zawsze umrzeć zdąży.
  23. Umarła dziewka, a cisza, śnieżyca Przykryła płaszczem jej blade ciało. Umarła dziewka, już skarb uczuć przemyca Do wrót niebieskich. Jednak za mało Ciepła, prostoty, oddechu co trud upraszcza I żarem otula, i w serca wrasta. Umarła dziewka, zapomniana zostanie, Pod śniegiem skruszona, zasnuta, Na kość zmarznięta – już nie powstanie. Przebrzmiała życia nieusłyszana nuta. I w mrok niepamięci odejdzie z przytupem. Umarła dziewka. Świeć Boże nad jej zimnym trupem.
  24. Słucha, nie słyszy – serce zaklęte. Choćby jeden z dali głos, A nie ciszy szepty przeklęte – Zbyt duży dla serca cios! I minie jesień, nadejdzie zima, Skute zostanie w twardy lód. Ile chwil zmrożone przetrzyma W wyczekiwaniu na cud? Biło gorące, jesień smutkiem napełniła, Teraz brakuje i woli, i sił, Została rozpacz co w sercu żyła, I ból, który zamrożony żył. I zima przyjdzie, minie niespostrzeżona – Serce przetrzyma i taki trud, A mozaika na szybach złożona Odejdzie w świat mar i złud. I przyjdzie wiosna, wszystko rozkwitnie – Słońce nieskończony rozpostrze blask, Nadzieja na nowo zakwitnie, I powróci do serca łask. Lód co serce gorące i żywe W znieruchomieniu skuł, Minie jak mrozy zapalczywe, I minie rozpacz i ból.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...