Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Stukacz

Użytkownicy
  • Postów

    121
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Stukacz

  1. Któż ten staruszek w nocy widziany? Oczu błysk gwiaździsty, broda siwa, W poszarpane szaty przyodziany? Mara to? Duch? Czy postać prawdziwa? Dookoła chytrym wzrokiem wodzi, I po nocy cichuteńko chodzi. Gdy w domu potrzebujesz pomocy, Nie zamartwiaj się, głowa do góry! Pod pachą dni dziewięć, dziewięć nocy Znosek – jajo pierwsze czarnej kury, Noś ostrożnie i dbaj o nie czule, A może Chowaniec się wykluje. Gdy już właścicielem jego będziesz, Wiedz, że posiadasz przyjaciela domu, A dóbr wszelakich co nieco zdobędziesz. Tylko nie mów nigdzie i nikomu, Bo czar pryśnie, stracisz przyjaciela, Co dobra tak zawzięcie powiela. Ciepły kąt, przy kominie schronienie, Kartofle, kasza – przenigdy soli, Niedużo chyba, w mej skromnej ocenie, A głód, bieda więcej nie zaboli, Więc dbaj o Chowańca należycie, Lepiej mieć bogatsze, lepsze życie.
  2. @Alicja_Wysocka Cześć. Tak, chyba masz rację. Cóż, uczymy się na błędach.
  3. Rzadki to przypadek, gdy brat Wędrówki podejmie się trudu, I ruszy przed siebie, gdzie świat Pełen złudy, widm i czarów, Mar przeklętych, wśród gwaru Snem zatroskanego ludu, Wśród tajemniczych upiorów, zjaw, Gdzie ciemność tylko i noc straszliwa, W nieprzeniknionych mgłach Dusi pragnienie jak uporczywa Troska co serce rani boleśnie, Za wczesny przepowiada zgon, Nim przepadnie we śnie Nie wierząc uporczywym dniom.
  4. Od urodzenia, aż do ostatniej godziny Dana odgórnie lub przez dziedzictwo rodziny, Jednemu sprzyja, drugi trochę mniej dostaje, Czy zawzięcie pracuje, czy w pracy ustaje. Od wieków już wiadomo, że przez życie całe Towarzyszką wierną, zaś zasługi niemałe, Bez których tak trudno, a nawet niemożliwe Życie wieść dobre bez udręk i trosk, Choćby dobrobyt był i układy szczęśliwe Bez jej pomocy stopią się jak wosk. Na całe życie przypisana do osoby, Więc powinna pomagać stale, każdej doby – Nie zawsze, są przypadki znane I w księgach przodków zapisane: Gdy staramy się za mało Życie będzie nam kulało. Więc zmienna i kapryśna: raz jest, raz jej nie ma, Rozgniewana, bez żalu człowieka porzuci, Na lodzie zostawi, dobra do śmieci rzuci. Zawieszony człek między stronami obiema Jak w wahadle w stronę to w jedną, to znów w drugą Bez ustanku się buja i do końca nie wie Czy on Doli służy, czy Dola jego sługą. Egzemplarz się trafi co pomaga leniwie. Niezdarne też zdarzyć się mogą – przyznać trzeba – Nie pomogą, gdy zajdzie pomocy potrzeba. Jak nie w parze nazywamy niedobranymi: Rolnika przypada kupcowi i odwrotnie, Rolnik nie zbierze choćby wysiłki stokrotnie Przewyższały starania sąsiada. Z innymi Dolami już bywa, że wysiłek największy Dóbr zainteresowanego nie powiększy: Kartofle zamiast do ziemi urosną w bok, A on nie zbierze nic, choć czekał cały rok.
  5. Tańczyły, śpiewały, pijane obłędem, Oszalałe, w upiornych podskokach. Po chwili krótkiej do kotła, równym rzędem, Stały za sobą w ciemności zmrokach. W kotłach smakołyki się zagotowały: Tłuste mięso z udźca baraniego, Na zakąskę zaś zioła przygotowały I drobinkę kwasu chlebowego. – Ja, to tamtej mleko zabiorę – za karę, Bo mnie nazwała staruchą starą, Że niby ona wielką posiada wiarę, A ja jestem zgryźliwą poczwarą. – A ja, to plagę szkodników na pszenicę Ześle sąsiadce, co do kościoła, Wczoraj ledwie – wyobraź sobie – w rocznicę, W biegu na msze poszła chylić czoła, Wymodlić wybawienie przeklętej duszy, Bo deszcz sprowadziłam na jej pole. Tamtej zeszłorocznej, przeraźliwej suszy Pokonała zawistną niedolę, A ona, że to niby czary, że szkodzę. Nie pomogę więcej – źli są ludzie. W smutku spuściła głowę. – Od nich pochodzę, Dbali, wychowali, w pocie, w trudzie. Zamartwiła się nad swoimi słowami, A sumienie poruszyło strunę, Która w duszy – nakazami, zakazami – Drapie niewidzialną oczom łunę. Wrzask. Na kłótniach i na sporach noc upływa, Zmęczone i rozdrażnione – senne, Na niczym już im nie zależy, nie zbywa. Blisko świt słońca, zorze promienne. Wtem pojawia się demon, kozioł kudłaty, One w strachu: przewiniła która? Wchodzą z lękiem na latające łopaty – Złego aura: upiorna, ponura. Matoha syczy, czerwone oczy wbija, Dokładnie ogląda, wzrokiem bada, Czy która nie zwodzi albo nie wywija, Kłamie, oszukuje. To szkarada – Pomyślały. Pokorny wzrok w ziemię wbity. Na to on: sprawiedliwość – tak Zofio – Wiedźmy, czarodzieja, maga czy wróżbity Jest matką i waszą filozofią. Straszyć czy szkodzić – nie. Wam pomagać dane. Ziół leczniczych poznałyście sekret, Przepisy na różne choroby podane Nosicie jak podpisany dekret. Wymagam więc jako strażnik waszej pracy, By morale przestrzegane były, W przeciwnym razie na rozkaz was uraczy Sroga kara. Diabły będą wyły Z klęski, z zatraty waszej, z waszej głupoty Wyły będą pod niebiosa same, Winne będziecie jeżeliście miernoty Pod odpowiedzialnością złamane. Wiedźmy w strachu całe przed Matohem stały. Wygląd jego jak demona z piekła: Kozioł zawistny i to kozioł niemały, Oczy czerwone, gęba zaciekła, Na głowie rogi, zębiska, czarna grzywa, Lecz co innego bardziej przeraża: Odgłos co się z głębi gardła wydobywa, I śmiech, który raczej nie zaraża. Z piekła rodem, więc dlaczego zapytacie, Czuwa pilnie, by wiedźmy chroniły, A nie wiodły ku zgubie, żalu, utracie? Cóż? Prawo, prawem – tu prawo siły.
  6. @huzarc Dziękuję za komentarz i przeczytanie.
  7. @Adler Dziękuję.
  8. Zimny wieczór, latarnia krople liczy; Wzrokiem ponurym patrzysz w niebo, W chmur szarość i ciemność mroku, W świdry spadających liści Co gonią za śmierci potrzebą – I łza gorzka w oku, I strumień łez, płacz rzeką płynie I w deszczu zimnym ginie. A on milczy i wiatru słucha, Znudzony czekaniem na ciebie; Nie pod tą latarnią deszcz pada, Tu nawet żywego ducha, Ni chmur szarych na niebie, Tylko myśl jedna – zdrada, I ból w sercu, brakuje oddechu, Zdeptana róża – lustro uśmiechu.
  9. Wszystko przepada, kamień w wieczność spada, W przepaść bezdenną, linią prostą niezmienną, Świstem powietrze przecina, rani jak dłoń trzcina, Ból ogniem pali, zanim w dna przepaść się zwali. Wszystko przepada, kamień w wieczność spada, Żegna prostym lotem, świat co był złotem, A teraz świst i upadek, labirynt zagadek, Nierozwiązane równania, rojenia, i zakłamania. Spada głucho, bezwiednie, z każdą sekundą blednie, Bezustannie traci ciało, i ciągle za mało, Dusza nieskończona w wieczności nie skona, I tylko żal za złotem, żałość, że on tym lotem.
  10. Gdybym tylko skrzydła miała W Twoje serce bym wleciała W krwi płynęła pulsowała Skroń przebiła jak membranę Zostawiając słodką ranę I sny miłością poszarpane Gdybym miała wielkie skrzydła Skrzydła straszne jak straszydła W Twoich oczach w mig bym zbrzydła W Twoich oczach pięknych czarnych Zatrwożonych nadzwyczajnych Od brzydoty mojej rannych Gdybyś trochę serca miał Mój skrzydlaty szał W sekundę by zwiał A mam tylko dwie ręce dwie nogi Wyraz twarzy niezłowrogi I oczy dwie iskry jak Bogi Szkliste duszy zwierciadło Serca Twego nie skradło I z tęsknoty pobladło Mam też myśli jak czas ulotne Trochę święte trochę psotne I uczucia tak nielotne Żal ich i szkoda Zamiast krwi płynie woda Dla Ciebie to przeszkoda Dlatego kocham Cię Kocham skrycie kocham źle I miłości wiersz ci ślę
×
×
  • Dodaj nową pozycję...