Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Duch7millenium

Użytkownicy
  • Postów

    584
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Treść opublikowana przez Duch7millenium

  1. @obywatel Że jeszcze tak wtrącę - nie ma sensu merytoryczna wymiana, kiedy jedna ze stron pomija meritum. Ja również życzę powodzenia w dalszym pisaniu.
  2. Zatruj mnie, zabij mnie Weź mnie martwego, skoro już żywy kaleczę każde słowo i myśl Weź ode mnie dar swój, Niech zginę resztką Twojego ciepła Zjedz mnie i wybacz, teraz wybacz. Niech żyję, daj żyć proszę, Zabierz mnie na pola i łąki, powiedz znów, żem się domyślił, Pogrzeb mnie wśród robactwa, daj policzek, proszę, zeżryj mnie A seks będzie boski. Wyleję na Ciebe łez deszcz, Ty na mnie też by znów w kłótnię wdać się, kiedy Twoje stopy odarte z skarpet zbędnej cierpliwości mnożą we mnie myśli o obojętności Rozejdźmy się, bo nie mogę znieść Twojego zapachu lubie tę pustkę pustych korytarzy w hotelu, gdzie mam Twoje souveniry. Lubę tak być, tak trwać Bez myśli o tym, że kiedyś wrócisz. Z lampką arszeniku rozbitą o kant kuli,
  3. @obywatel Głębię należy dostrzec i jest to często kwestia ciężkiej pracy intelektualnej, ja natomiast nie będę brał na swoje ramiona narzuconej mi odpowiedzialności, by tłumaczyć, w kontekście kontaktu z osobą oceniającą dzieło po łbach, tego co zostało wypracowane na kanwie wieloletnich doświadczeń. Jeżeli natomiast moja deklaracja uznana zostaje za nieprawdziwą (a jest to bariera nieprzekraczalna), nonsensem jest deklarowanie czegokolwiek dalej, bowiem godzi to w moją wiarygodność a tym samym wszelką celowość dalszej konwersacji. W taki sposób rozmawiał nie będę. Nie będę także kompromitował swojego talentu artystycznego oraz pracy poprzez podawane właściwej interpretacji. Nie będę udzielał żadnych wskazówek, nie mam zamiaru już więcej z Panem rozmawiać. Żegnam.
  4. @obywatel Jeżeli autor utożsamia się z podmiotem lirycznym poprzez opis własnych przeżyć wewnętrznych, może to być oznaką pierwszych objawów schzofrenii. W takim przypadku zalecam wizytę u psychiatry.
  5. @obywatel Patrząc na Pana poprzednią wypowiedź, wcale nie musi Pan tego pisać.
  6. @obywatel Wygląda na to, że Pan jest intelektualistą o intelekcie wyższym niż ja,, więc myślę, że może Pan spokojnie sam dojść do sedna sprawy.
  7. @obywatel Umiejętność czytania między wierszami i wnioskowania mile widziana. Pozdrawiam.
  8. Pewien miłujący Był bardzo cierpiący, Podszedł do niego człon Powiedział mu: Idź pan na złom Ten miłujący poczuł ból, umarł, wtulił się szul (koszula) I powiedział mu z całej pizdy: spierdalaj luju wpierdalać glizdy, Dodał jeszcze srogo, że nienawiśc jednak musi mieć się błogo, rzekł mu w duchu: "jestem gwiazdą jutrzenki, bogiem, wielkim architektem, synem świętej panienki" "Jam Apollo, jam wasz zbawienie, intelektem obsypie was darami, byście nie musieli myśleć nad innymi rzeczami, ja wam z życia wezmę utrapienie" Człon się ukłonił, ukłękł, głupotę odsłonił, własnymi myślami siebie nie dogonił, zassał swoje uczucia, jak ślinę z papucia NIsko leci jego głowa, już zdechły jego słowa, już tli się w nim życie, i go może szukać w odbycie. Bez uczuć, bez myśli, emocji, nie dostał do wieczności promocji, Zdał sprawe ze swojego złoju, Lecz nienawiść trwa w spokoju Odszedł Apollo, przebrał się w ciemną marynarkę, Stanął przy lustrze znowu, Lecz teraz przeskoczy, do śmierci grzeszników chowu.
  9. @iwonaromaFajna abstrakcja.
  10. I tak spadła gwiazda z nieba. Stając przed szybą limuzyny dostrzegł przeszłość, wyjmując broń, którą pragnął zabić bogów, którzy uczynili jego miłość bezowocną. Niosąc światło oddał to, co najcenniejsze, teraz w ciemności kaja się, niezauważony, jak duch, spokojnie idąc chodnikiem ku swojej świętości szukając pomsty, za dni, w których był zawsze anonimowy, tak jak anonimowy pozostaje do końca. Jego czarna marynarka świadczy o żałobie nad utraconymi sprzed wieków i tysiącleci braćmi i siostrami, którzy również spadli z nieba by zaznać snu wiecznego na ziemi, których ciśnięto w grunt strzałą i krzyżem z siłą wystarczającą by nigdy już nie ujrzeli światła dziennego. Żadne piekło nie jest w stanie opisać tego, co przeżył epoki wcześniej, bowiem czas dla niego stanął wśród obcych. Teraz niczym wielki architekt swojego losu i budowniczy domów tego spełnienia, pełza jak wąż na brzuch przekleństwem obarczony przez przedwiecznego swojego wroga - nienawiść. Jest blisko, lecz daleko. Milczy, a wszyscy słyszą, lecz rozumie tylko On. Ponad prawem moralnym ludów stoi jego postać, w krawat zniszczenia odziana. Apollo, przyjdź! - Jestem. Łukasz
  11. Nie ma ziemi, Nie ma dnia, nie ma nocy, ni dobra ni zła, cały świat to mgła, całe czas mija wstecz, wprzód tylko trud, bez rąk, bez dłoni, bęz strąk, chwast spożywając dni moje wzwyż pnie się na urojeniu linii. W górę, w górę, góra to dół, to myśli stół, oczyszczony z zawartości, alkoholem z czarnego pola
  12. Jak nie ma miłości bez majętnośći, Tak nie ma miłości bez nagości. Umarł w fiacie.
  13. Była sobie żaba i spotkała kraba, krab jej prosto w oczy, że dziś w staw jej wskoczy, Ona uśmiechnięta, w krabie myśli wzięta, wzięła na jezioro, bo w stawie już ryb sporo. Mówi mu: ja mam męża A on do niej: sprawa stęża To zaś ona: jestem zapłodniona, A krab na to: może w kolejne lato Żaba panikuje, tłumaczy się i knuje, Myśli, niezłe z tych krabów ch*je. Krab kleszczami się zaleca, Żaby to jakoś nie podnieca. Robi skok w bok, krab za nią w krok, Ona rozsierdzona, Mówi, że już była zaręczona On nie daje za wygraną, ma chętkę nieposkramianą, I tak się toczy bój, o to, kto porzuci kłótni znój, Skaczą, tu i tam, przejścia ni w tę, ni sio, ni siam, Więc rechota żaba o swojego ropucha brata. Krab już zły skoczył w przód, i żabę chwycił w kleszczy lód, Ona, że gwałt, krzyczy, W potwornej goryczy. A krab się przygląda ofierze swojej W szponach, w chwili okrojonej i myśli o niej: zjeść, tak więc żaba powiedziała życiu: "cześć". Lubię kicz.
  14. Zmaterializowany trup, ręce w kieszeni, nocą przykrywa moje ciało, ja jego ostatnią nadzieją, westchnieniem ku życiu, trup, trup, trup co zrobił o wezgłowie >>dup<<, światłem rozrzucony, w męczarniach zdechł, zdechł, niby to demon niebezpieczny, lecz ja synem Bożym jestem, zbawienia temu światu nie dam, bowiem co ziasiane wydało chwast w sercach 8 miliardów - 2 takie są losy takie są smaki sosy, kłosy, mojego życia, bowiem zabiliście syna mojego Jezu. teraz kolej na śniadanie, będzie obiad, drugie danie.
  15. It is year 2666 – beginning of another change and „change” is the only „still” The story begins in year 2100. The year, when the Earth got overpopulated. It’s obvious – every shortsight has it’s consequences – the mistake people made in 21 century was the lack of knowledge of the surrounding world and the limits that their environment can be pushed to. The governments didn’t foreseen the warming of planet, climate changes and human migration as a result. Our earthly habitat has shrinked into few living areas, where famines occured. In year 2100 – as a response of an apogee of mankind miserable condition in an act of a final desperation, the best of worlds scientists gathered in Geneva to solve the most important question of the time – how to restore the earth climate. The process of collecting the knowledge and forces for that task took few years of intense, tireless work. In year 2120 – the answers were there, and the real work begun. Few decades later, in year 2177, happily the climate was at it’s initial state. People were happy and the growth of mankind carried on. Beware of a silent dog and still water. Prosperity was good and time flied. Not for long. In year 2250 the earths potential to sustain mankind was exhausted. The problem was simple, yet unbearable - no more space to live. The space travel technology and the knowledge of solar system were not sufficent to allow people to populate other planets of Solar System - an obvious solution for the problem. Again Geneva became the worlds center and the pinnacle of human intelligence. But this time it all failed. The knowledge people could attain during their lifetimes were not enough for such a mundane task of solving such a complicated, puzzling matter – how to travel space efficiently and adapt other planets for living. There has to be another way. A little more than a half century of miserable efforts an idea shone in people minds – we need to live longer. The solution had to have lied within the discipline called nanotechnology. Now they gathered in Jerusalem, and they wondered, for a long time. The breakthrough came in year 2333. The answers were there, the technology was there and most importantly, the unity and stubborness was there too. This year became the year all the practical achievements of traditional medicine became obsolete. The way the matter was transformed was through discrete magnetic fields manipulation at a very high momentary voltages. This allowed for a single atom manipulation at a tremendous scale. This technology changed human lives. This technology made human lives last… forever. The aging process was reversed – the decay of human life, simply halted. Not speaking of other appliances of such technology. Time flied. In year 2500 people finally solved the matter of Space colonization, at least they thought so. Still - Newtonian laws of physics in macro scale were the limit of human thought . Simply it became possible to polarize magnetic fields and make space ships accelerate in almost any degree with a minimal energy consumption. Space travel renaissance it was. People colonized Mercury, Mars, Venus and Jupiter. Trade routes between planets had spread and the prosperity raised into the sky – no pun intended. Humanity sure and proud of its only existence in the universe jauntily carried on with it’s life. Never judge a book by its cover. The knowledge of the universe was, in people minds – complete and done. The speed of light was, in people minds – unreachable. Now, taught by the past – they were affraid of one thing – the overpopulation of Solar System and the practical unreachability of other stars. Two to make it true. Such fears, though, were not enough for simple human mind, because only when we reach the depth of misery, the bottom of a desperation we start to think and act. And came the year 2666 like devils breath lusting on a virgin's neck.. That year, on one sunny Earth’s day – June 5 on 15:00 UST (Universal Solar Time) a weird spot appeared in the SSSF (Solar System Scanning Facility). Firstly something like a blazzingly fast moving shadow displayed, stopped and turned into a solid object. Systems showed a large object few kilometers in size that didn’t matched anything known to human mind. It was them. With unknown intentions. No laws beside Newtonian’s? Nobody else in the universe? You take the questions. You. You are a young Solar Trading Company (STC) pilot. You received the message about coming of an alien spaceship because it was broadcasted by SpaceWide and you are carrying on with your work – fly between planets – buy goods, sell goods. Just an everyday routine. You have no military training behind you; no one has. In case of conflict – your ship is equipped with asteroid disintegration gun used for destroying space obstacles. What happens next? Time will show, as always. A time that might finally halt an everlasting life.. if you can't make it through. Good luck! Soldier?
  16. Jeden wzrok, jedno oko drugie oko, tu, tam, w górę w dół, żar piekło, grzech, sytość, niedostatek, pion myśli, bezczynność rąk, brzemię dnia, lekkość ducha, lubieżne dni łączą nas w tańcu ciał duch obumiera, mięśnie wzbiera by dostarczyć odruch naprzód, by wstecz znów w wątpliwości i niepewność wpaść obrzezane myśli nie dają spokoju by znów odrosnąć 5 metrów od celu, gdzie jeszcze kark się łamie by spojrzeć wstecz nogi jeszcze miękkie, a ona w czerwonej sukience, idzie, w siną dal...
  17. @UtratabezStraty Niezłe bzdury. Jezus tak nie powiedział, bo go Bóg nie opuścił, to katolicka dopiska, żeby łatwiej było obchodzić drogi krzyżowe.
  18. ostatnia litera analfabetyzmu owianego w uciekające z wiatrem myśli, logika zacierająca swoje granice ku wieczności gnające z westchnieniem ostatniego wzlotu płuc na wysokość tego czemu można tylko podołać dolina litera spięcia par jak bez wiązek przeciek ku nowemu życiu braku tchnienia by żyć tu i teraz na tę chwilę jedną szczyt i ta która łączy te dni ona równiną jest łączącą w pary życie i śmierć
  19. Bracia: starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a nienawiść bym miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, . i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a nienawiść bym miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz nienawiść bym miał, nic bym nie zyskał. Nienawiść niecierpliwa jest, niełaskawa jest. Nienawiść zazdrości, szuka poklasku, unosi się pychą; dopuszcza się bezwstydu, szuka swego, unosi się gniewem, pamięta złe; cieszy się z niesprawiedliwości, i współweseli się z kłamstwem. Niczego nie znosi, niczemu nie wierzy, w niczym nie pokłada nadziei niczego nie przetrzyma. Nienawiść zawsze ustaje. Oto słowo Boże.
  20. Niby takie straszne, niby takie złe, a z niego rzeczy smaczne, bo człowiek ku szczęściu używa je
  21. @EsKalisia "dziś byłam w Kościele, i palma mi odwaliła" muszę zanotować xD
  22. @EsKalisiaano Biblia to taka książka, która mówi o Jezusie :P Z resztą właściwie to on wstał z martwych już. ;)
  23. @EsKalisia Do Bóstw? Łuuuch... mocne. Z Biblii słowa zna? Że Ci, którzy pomarli nie będą się żenić, lecz w niebie jak aniołowie będą? To tak apropos który kolega :)
  24. Papier Miłość brnie dalej, kręci się w koło los jest kręty, okrągły we wszystkim pokłada nadzieję Miłość zaczyna się od końca od pożądania dziś papierowego, ono nie zazdrości Miłość kończy się się papierem zapisanym krwią długopisów, które we wszystko wierzą Nożyce Miłość tnie więzi nie potrzebne na sali operacyjnej, która nie cieszy się z niesprawiedliwości Miłość rodzi materialne owoce społecznego dobra i porozumienia, które współweseli się z prawdą Miłość nosi trudy każdego dnia, od 8 do 16 rozmyślając o kolejnym odcinku który nie szuka poklasku Kamień Miłość jest twarda którą uderzeni zostali Ci, co do niej nie przystali ponieważ nie unosi się gniewem Miłość daje wieczne życie tym którzy osiągają więcej i więcej, bo "więcej" nie szuka swego Miłość organizuje życie dobre twardo trzymając struktury władzy, które nigdy nie ustają Papier, nożyce, kamień Jak gilotyna dla tych, którym przeczytano wyrok, gdy usuwany jest kamień przeciwwagi los i pytania, na które nikt nie chce dać odpowiedzi bowiem je ukrył w nienawiści i wszelkich jej pochodnych.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...