Ludzie stoją pod kaplicą,
ze smutnych ciał wydobywają śpiew.
Ludzie patrząc nie sercem a źrenicą,
układają ciała w rozchwiany brzeg.
Ludzie niewielcy umysłem, z sercem gorącym,
idą pomodlić się o niezwyczajny sen.
Ludzie... Ludzie...!
pod kaplicą zabrakło już miejsc.