owe boskie ciało, bez skazy,
w zbroi istnienia
porywa się z sercem drżącym
na wiatr
i tańczy w takt rwanej muzyki
tętnem pulsującej
wewnątrz szkielet niby plastelina
jakby pręt sztywny - metalowy
wciąż łagodnie się wygina,
nagły oddech żebra rozszerza
i z piersi bielą jaśniejących
kojący śpiew rozbrzmiewa
na ciasno nawleczony sen
powieki, ciężarem dotyku kładzie,
włosy z czułością gładzi,
ramiona ufnie otwiera -
w skrzydła motyla zmienione...
wiosna - pofrunąć już czas