
Marcin Sztelak
Użytkownicy-
Postów
237 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Marcin Sztelak
-
Wyższa szkoła olewactwa (2)
Marcin Sztelak odpowiedział(a) na Marcin Sztelak utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszczym niestety wszystkie miejsca już zajęte, ale pomyślimy... -
Wyższa szkoła olewactwa (2)
Marcin Sztelak opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Lekcja druga: Wszyscy ziewają rozdziawiając paszcze, mucha tańczy na ścianie, poza tym cisza jak zasiał, makiem lub innymi środkami na spanie. Głupie ptaki pukają do okien, liczą na okruchy, choćby nawet wiedzy, przy oczywistym braku czerstwej bułki. Wykład dawno skończony, nikomu się nie chce, przykładowo iść do domu. Sprzątacz gasi światło i odchodzi. W stronę zachodzącego na zakręcie tramwaju. -
Od lat ten sam zapach i smak, tylko kubek jakby chłodniejszy, a i ręka drżąca, zupelnie bez powodu. Suchy trzask drobnych, czarnych jak noc, kosteczek mielonych w drewnianym młynku. Gdzieś, wśród zbyt wysokich traw, majaczył poblask ognisk, to właśnie nad nimi, wciąż i wciąż gotowały się te kości, obrócone w proch. Jakiś obdarty wariat wciąż wykrzykiwał wprost do ucha, że to nie prawda, można go posiać i od nowa wyrośnie człowiek, czysty jak łza. To nie był strach, jednak smaku goryczy w gardle nie udało się usunąć, nawet wodą z cukrem.
-
Jestem zombii, powłócząc nogami krążę bez celu pomiędzy przecinkami a kropką, chociaż może to przejścia dla pieszych. Naznaczone ciągłym pędem i krótkimi migawkami drugiego brzegu w szaleńczym tańcu reflektorów, szczególnie pięknym w strugach deszczu. Nie myślę, zbyt zajęty szukaniem przejścia wyciągniętymi daleko przed siebie rękoma, drżącymi w nieustannych spazmach. Wracam, mamrocząc pod nosem połamane frazy, ze wstrętem ocieram się o innych, ciągną przed siebie lub wracają, opętani marszem. Droga nie kończy się nigdy, głód pcha w objęcia nocy. Bez oddechu, najprawdopodobniej pierwszy haust powietrza to aż nadto. Jestem martwy, a wy wraz ze mną.
-
3
-
Wyższa szkoła olewactwa (1)
Marcin Sztelak opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Lekcja pierwsza: Oczywiście się nie odbędzie, wykładowca zaginął pomiędzy warstwami snu. Zresztą uczniowie też nie przyszli, zbyt zajęci zbieraniem mgły. Do plastikowych butelek po soku z gruszek na wierzbie, tych znad wyschniętych rzek, gdzie ryby żebrzą o łyk wody albo kilka groszy na bułkę. Więc wąsaty zamiatacz sprząta salę, czystą jak łza. -
Jaki tu spokój. Ta cisza brzydko pachnie, co najmniej spiskiem, masońskim, a jakże. Udając niewiedzę spokojnie zginam aluminiowe łyżki, spojrzeniem. Zajęcie dobre jak każde inne, w czasach upadku, ze szczególnym uwzględnieniem zagłady. Jednak patrząc z drugiej strony medalu widmo krążące nad Europą jest bardziej swojskie niż spodziewana wizyta intergalaktycznych piratów. O czym świadczą szumy podprogowe, ze szczególnym uwzględnieniem podpodłogowych, chociaż głupcy twierdzą, że to myszy. Białe jak wiosenne śniegi zalegające na półkach. Te nie topnieją, mimo wciąż wyświetlanych w telewizji płomieni. Pewnie dlatego pora wstawać, tylko po to by z rezygnacją stwierdzić: Jaki tu spokój.
-
1
-
Kazik: Chociaż weny za grosz opowieść trzeba snuć, wydobyć ochrypły głos z na amen wyschniętych ust. Nie ma zmartwienia, nie pada i jeszcze po łyku na szczęśliwą drogę. Ramię przy ramieniu, noga przy nodze, chociaż krok niemarszowy i głowa spuszczona na pierś, umęczoną nadmiarem oddechów. Nie ma zmartwienia, chociaż Kazik umarł pierwszego dnia wiosny, przytłoczony powietrzem. Nie ma komu postawić kropki, gawęda niedokończona, któryś już raz.
-
1
-
Niebo, szerokokątny widok na asfodelowe łączki. W kwestii łąk wciąż odczuwalne braki, ale do wypełnienia, ostatecznie, mamy całą wieczność, pomiędzy wyszczerbionymi ustami a sinym brzegiem pucharu. Piekło, pełne zaciemnienie, ciągłe naloty, przewlekły alarm nagminnie zakłóca, może niecałkiem święty, jednak spokój.
-
1
-
Jednak trudno utrzymać język na wodzy, szczególnie że między zębami poranne resztki przypowieści. O marnotrawnym. I chociaż nie boję się świętej inkwizycji, o czym świadczą małe litery, jednak lękliwie zerkam na drzwi oraz zasłaniam okna. Prześcieradłami spranymi do pierwszej krwi, może nawet baranka. Dzwonek, na wszelki wypadek nie otwieram, nie odróżniając bluźnierstw od błogosławieństw. I innych zdań, wypowiadanych przez sen
-
Odkąd boję się burzy wyję wraz z psami, głęboko schowany w najciemniejszym kącie jaskini. Obrazy na ścianach wciąż są żywe, szczególnie rozdzierane gwałtownym światłem błyskawic. Ogień wygasł, tulę się do twojego cienia, puste ramiona nie dają ciepła, złudzenia pocałunków nasączone goryczą nie pozwolają zamknąć oczu. Szeroko otwarte wypełniają się strachem, to pewności, że jutro też nadejdzie burza. Ewentualnie powietrze zafaluje upałem. Tyle niepewności, tak mało znaczeń.
-
3
-
Nie opowiadaj mi bzdur o miłości
Marcin Sztelak odpowiedział(a) na Marcin Sztelak utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@jan_komułzykant puchlina miłosna - świetny tytuł, że też sam na to nie wpadłem... @Kwiatuszek Dziękuję -
Nie opowiadaj mi bzdur o miłości
Marcin Sztelak opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Czasami puchnę od nadmiaru niewypowiedzeń unosząc się pod sufitem beznadziejnie lżejszy od powietrza. Ty, tradycyjnie milcząca z rozmysłem głośno klaszczesz. Wystraszony wypływam przez okno otwarte na oścież mimo minus dwudziestu i huraganowego wiatru. Jednak lina mocno przytwierdzona do ciebie trzyma, więc albo ulecisz w przestrzeń, albo mnie wciągniesz. Aby czekać aż znów się wypełnię słowami i upartym milczeniem. -
Ciężka mgła powoli idzie do góry, mokre trawy drżą muskane wschodem budzącego się z ociąganiem poranka. Rozespane drzewa rozkładają wachlarz liści strząsając krople nocy. Chłonna ziemia tuli do siebie jeszcze nieśmiałą ferię barw. Wstaję na palcach, aby nie zbudzić wspomnienia czarnych włosów rozrzuconych na jeszcze ciepłej od snów poduszce. Wpatrzony w blask czuję twoje dłonie po drugiej stronie okna. Kilka milimetrów nie do przebycia, przeklęta fizyka. Gorąca kawa szczypiąc w język więźnie w gardle, łzy są zbędne, lepiej przekląć i czekać na dzień. Prędzej czy później nadejdzie, rozświetlony ogród będzie się pysznił, niepotrzebnie. I tak nie usłyszysz puenty, ani od niego, ani ode mnie.
-
Ogary wróciły z lasu z nosami zwieszonymi na kwintę, drzewa strawił wielki ogień, prawdopodobnie pożądania. Może nawet to była pożoga, przecież dym nawet ściele się gęsto pomiędzy zgliszczami. Pozostajemy bez, najmniejszych nawet, błogosławieństw. Mimo wszystko szykujemy wieczornicę, przy zgaszonych świecach. Szczęśliwie się składa – jest środa, roku, podobno, pańskiego.
-
1
-
Arka Mojżesza
Marcin Sztelak odpowiedział(a) na Marcin Sztelak utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Bożena Tatara - Paszko w dzisiejszych czasach nawet bym się nie zdziwił... Tytuł z życia, jeden z tzw. polityków jest autorem frazy Arka Mojżesza, przypuszczam, że nawet nie bardzo wie, co to Mojżesz i z czym to się je... -
Arka Mojżesza
Marcin Sztelak odpowiedział(a) na Marcin Sztelak utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@lirycznytraktorzysta hmm??? -
Na niej wesoła hałastra wycina hołupce i śpiewa na całe gardła. A przecież ściany mają uszy, także oczy i ręce. Te na dolnym pokładzie pracowicie kują przykazania, w trzystu sześćdziesięciu pięciu egzemplarzach. Mimo licznych przeinaczeń bez erraty. Brakuje wody, na głowę jedna kropla deszczu, który na pustyni pada zdecydowanie zbyt rzadko. Czysty obłęd, zwany też mistyką i frapujący brak portu docelowego, co nikomu nie przeszkadza, jako że dookoła przepiękne miraże. Dla każdego według potrzeb i nieodzowna manna. Niestety tylko w dni wolne, czyli raz na cztery lata.
-
Sen o winie
Marcin Sztelak odpowiedział(a) na Marcin Sztelak utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Olgierd Jaksztas biedne, głupie coś wierzące w anonimowość internetu. Nawet na Ciebie nie spluwam, boś nie wart śliny. Nie rozumiesz znaczenia najprostszych słów, syn, człowiek, mężczyzna. I tyle w temacie śmieciu -
Sen o winie
Marcin Sztelak odpowiedział(a) na Marcin Sztelak utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Olgierd Jaksztas właśnie takiej, wykrętnej odpowiedzi się spodziewałem. Jak sądzę to portal literacki, więc to na nim szczególnie trzeba zdawać sobie sprawę z wagi słowa. Żaden słownik tu nie pomoże. W normalnym towarzystwie, jakie by nie było, jest to najgorsza obelga, w nienormalnym też i odnosi się do Matki. -
Sen o winie
Marcin Sztelak odpowiedział(a) na Marcin Sztelak utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Olgierd Jaksztas @Olgierd Jaksztas Nie, nie fajnie, człowiek( co ja gadam), który nie potrafi uszanować matki i kobiety, o której nie wie kompletnie nic nie zasłużył nawet na miano śmiecia. W różnych rynsztokach w życiu bywałem, ale tego, gdzie wychowano coś takiego nie potrafię sobie wyobrazić. -
Sen o winie
Marcin Sztelak odpowiedział(a) na Marcin Sztelak utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Olgierd Jaksztas wysoki poziom literacki tej odpowiedzi onieśmiela. Nędzny złamasie, ale cóż internet, bo założę się, że gdybyś mi miał powiedzieć to w oczy cipko wcześniej byś się zesrał... @lirycznytraktorzysta odcumował w trakcie budzenia się, pewnie płynie po następnych... @Olgierd Jaksztas A gdybyś śmieciu chciał się dowiedzieć w jaki sposób "dyskutuję" z ludźmi, którzy obrażają moją kochaną Mamę, zapraszam na Zagłębie do Czeladzi, pytać o Obeliksa, kierunek ci wskażą ( szpital na miejscu, chociaż są też inne miejsca). -
Arka zacumowała przy bocznej drodze do piekła. Na pokładzie piją cierpkie wino, aż do zdrętwienia podniebień. Pielgrzymi przeklinają słońce, które wciąż spada prosto do szklanek, rozbijając je na lśniące fragmenty mozaiki. Czas w drogę, ale strasznie chrzęści pod bosymi stopami, czerwone plamy na piasku nie chcą znikać. Nawet gdy szeroko otwieram oczy. Pościel powoli nasiąka ciężkim odorem niestrawionego wina. Za oknem majaczy cień przepływającej arki.
-
W pełnym słońcu, na zakurzonej drodze kładą się nasze cienie wciąż wędrujące przed siebie. Siedzimy po przeciwnych stronach tej drogi, całkowicie bezsilni, wciąż jeszcze drżąc, aby nie zapomnieć ostatnich dotyków. Oczy stają się zbyt czarne, by móc sobie pozwolić na jeszcze kilka spojrzeń. Mimo wszystko jest dobrze, póki przestrzeń nad nami ostatecznie się nie zamknie. Coraz mniejsze cienie w końcu nikną w perspektywie tak odległej, że trzeba się obudzić. Chociaż na jeszcze ciepłych ustach wciąż ulotny posmak uśmiechu, to jak zawsze zbyt bolą wypalone źrenice.
-
1
-
I nic nie będzie ci oszczędzone na tej drodze wiodącej wciąż pod górę. Nie podnoś wzroku, dla ciebie wilgotna ziemia, posmak stęchlizny na języku. Cudowna woń kiepów o poranku i zimny wiatr podskórnie wszyty. Codzienna melodia człapiacych butów i drżenie wyciągniętej dłoni. Ostatecznie najcichsze miejsce tuż pod płotem, spróchniały krzyż, tabliczka z rdzą wyżartym napisem. I tylko czasem najciemniejsza noc zanuci od niechcenia, bez patosu, wulgarną piosnkę kloszarda. Dla niczyich uszu, na nie pocieszenie.
-
I sprawiedliwość dla wszystkich
Marcin Sztelak opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Piękne widoki z wysokości szafotu, chociaż ciężko złapać oddech, schodki kręte i wąskie a oczy przesłonięte. Zgodnie z tradycją oraz którymś z licznych paragrafów z zakurzonego kodeksu. Uśmiechnięty oprawca mruga okiem, delikatnie nakładając pętle, nadspodziewanie miękką. Ciepły wietrzyk mierzwi włosy, słońce ładnie podkreśla czerwień gustownego chodniczka. Nadęty kapłan mruczy pod nosem, może modlitwy, najpewniej przekleństwa, w końcu dopiero świta i pora na śniadanie. Kilku gapiów ziewa, szeroko otwierając usta. Kiepskie widowisko i marna obsada. Drogi kacie, czyń swoją powinność, długa kolejka coraz bardziej niecierpliwa.-
1