-
Postów
549 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Kamil Olszówka
-
Kiedyś w lekturze Starej Baśni, Zaczytałem się bez pamięci, W świat tamten jakby się zanurzyłem, Wszystkie troski daleko za sobą zostawiłem, Porywającym było oczami niemieckiego kupca Henga, Oglądać dawny kraj Polan, Oczyma duszy zaznać prastarej słowiańskiej gościnności, Przewracając kolejne kartki książki, By przynajmniej oczyma duszy, Z niemieckim kupcem Hengo w kraj Polan wyruszyć, By odmalować w swej wyobraźni, Jak przed wiekami żyli przodkowie nasi… Gdy nad książką zasnąłem, Sen przedziwny po chwili przyśniłem, Śniąc w świecie Starej Baśni się znalazłem, Odkryłem, iż sam jego częścią jestem, Przyśniła mi się pewna Baśń Stara, Od baśni całego świata zupełnie różna, Na podstawie starej polskiej legendy, Napisana przez arcymistrza polskiej powieści, Wszystko, o czym jeszcze przed chwilą czytałem, W marzeniu sennym w głowie swej odmalowałem, Martwe starej książki litery, W śnie przeobraziły się w żywe obrazy, Na progu chaty starego kmiecia Wisza, Siedziały dwie młode siostry Żywia i Dziwa, Ręce swoje ku mnie wyciągały, Do przekroczenia progu chaty z uśmiechem zapraszały, Gdy próg chaty nieśmiało przekroczyłem, Do świata pradziejów natychmiast wkroczyłem, W pradziejach Polski cały się zanurzyłem, Dumny kraj Polan oczyma duszy ujrzałem, Biegłem po kraju Polan ziemi, Kędy powiał mnie wiatr historii, Choć świadomym byłem, że jedynie śniłem, W śnie tym na zawsze zostać zapragnąłem, Zapragnąłem w śnie swoim, Jak żadnym wcześniej realistycznym, Chatę prostego oracza Piasta odnaleźć, Protoplaście dynastii Piastów pokłony swe zanieść, Tam gdzie młoda Dziwa, Z duchami przodków rozmawiała, Skierowała się moja natura, Wiedzy o zamierzchłych czasach głodna, Biegłem przez kraju Polan lasy, W pędzie zanurzyłem się pomiędzy czarne bory, Biegnąc co sił zmęczenia nie czułem, Lekkim było me ciało gdy śniłem, Odczułem że z dziupli wydrążonego drzewa, Przebiegły Znosek mnie podgląda, Wierny sługa srogiego knezia, Wysłany by wytropić nieproszonego gościa, Lecz wkrótce ujrzały oczy moje, Liczne słowiańskie chaty kmiecie, W nieładzie rozsypane po okolicy, Jak rzucone ręką gracza kości, Z daleka oracza Piasta ujrzałem, Kim jest ów człowiek natychmiast rozpoznałem, Do nóg jego od razu przypadłem, Pierwszemu z dynastii Piastów pokłon tym oddałem, Spojrzał na mnie wzrokiem wymownym, Do głębi mej duszy przenikającym, Jakby wszystko o mnie wiedząc, Wszelkie tajemnice przeszłości zarazem znając… Wtem pociemniały chmury na niebie, Wróżąc tym rzeczy niepomyślne, Bowiem doniósł swemu panu Znosek przebiegły, O nieproszonego gościa w baśniowym świecie obecności, W śnie tym przedziwnym, uśmiech srogiego Chwosta, Ukazał się na tle burzowego nieba, I gdy tętent koni posłyszałem, Z daleka kneziowych smerdów ujrzałem, Gdy z wyciągniętym mieczem Smerda, Jął w galopie na mnie nacierać, Jąłem we śnie panicznie uciekać, W ciemnym borze na powrót się zanurzać, Lecz nie obudziłem się z krzykiem, A wciąż ciemnym borem bez wytchnienia biegłem, Wtem przed sobą wielkiego tura ujrzałem, Którego widokiem oczy swe zachwyciłem, Stał przede mną zwierz dumny, Siłę i potęgę dawnej Polski symbolizujący, Przepiękny zwierz srogi, W którego oczach ujrzałem obraz nowy, Gdy w oczy tura głęboko spojrzałem, Ciągnących na gród Chwostka kmieci ujrzałem, Wtem sam między nimi się znalazłem, Wraz z nimi na znienawidzonego Chwosta podążyłem, Wtem ukazał się gród wielki, Przez wierną Chwostowi załogę twardo obsadzony, Choć zdawał się nie do zdobycia, Nie wiedząc skąd dobyłem w śnie miecza, Owiał moją twarz wiatr zimny, Gdy z kmieciami jęliśmy szturmować grodu mury, Silne emocje odczułem niczym na jawie, Przez szał bitewny w śnie spotęgowane, I widziałem we śnie jak Chwost przebiegły, Chroni się ze swą Brunhildą w wieży, Postrzegłem we śnie przerażone oblicze jego, W murach wieży trwożnie się chroniącego, Przepiękny sen przemienił się w koszmar, Gdy sam znalazłem się w skórze Chwosta, I niezrozumiałym ludziom snu prawem, Sam stałem się kneziem Chwostem… Gdy biegłem po schodach kamiennej wieży, Jęły plątać się moje nogi, Tedy z tym większym przestrachem, Tym szybciej stąpać począłem, Z przestrachem począłem kroki swe szybciej stawiać, Wtem jęła wieża samego nieba sięgać, Im paniczniejszą była ma ucieczka, Tym wyżej kamienna wieża sięgała nieba, Gdy cel ucieczki jął się oddalać, Strachem zarazem począłem się napełniać, Gdy w moim sennym koszmarze, Bez celu przerażony wciąż uciekałem, Gdy cel ucieczki wciąż się oddalał, Obraz kamiennej wieży począł się rozmywać, Gdy wszystko wokoło jęło zanikać, Powieki swoje począłem otwierać… Że tylko śniłem, Wnet zrozumiałem, Gdy okładki Starej Baśni ręką dotknąłem, Na nowo zapach starej książki poczułem, Gdy wspomnieniami do młodości swej sięgam, Po dziś dzień oczarowany wspominam, Sen tamten przepiękny, wspaniały, Lekturą Starej Baśni natchniony…
-
Mysia Wieża króla Popiela
Kamil Olszówka odpowiedział(a) na Kamil Olszówka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@anima_corpus I kiedyś czasów doczekamy, Gdy ten szkaradny relikt przeszłości, Obróci się na naszych oczach w gruzy, Los Mysiej Wieży Króla Popiela podzieli… -
Mysia Wieża króla Popiela
Kamil Olszówka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
I. Mysia Wieża króla Popiela, W mrokach naszych pradziejów dawno zaginęła, Lecz pomimo upływu wieków w pamięci przetrwała, W historii Polski jako karta wstydliwa, Kamień na kamieniu z wieży nie został, Choć kiedyś starego króla dumą napełniała, Wiatr dziejów wszelki ślad zatarł, Jako legenda na karty historii trafiła, Kamienna wieża króla Popiela zapłonęła, Ogniem roznieconym w prostych Polan pogańskich sercach, Przez prostego oracza Piasta, Który miast krzesiwa użył szczerego słowa, Tak jak niezliczone polne myszy, Króla Popiela stare ciało nadgryzały, Tak strzały z łuków zbuntowanych kmieci, Kamiennej wieży mury muskały, Rozbite Mysiej Wieży kamienne mury, Symbolicznie odzwierciedliły przełom w plemienia Polan historii, Gdy pęta tyranii Polanie zrzucili, Złego króla Popiela z tronu obalili, Gdy historia koło zatoczyła, Korona obalonego króla w kąt się potoczyła, Przez długie wieki zupełnie zapomniana, Długie wieki zardzewiała w ziemi przeleżała, Stary król Popiel w niepamięć odszedł, Z czasem tylko legendą się stając, U kolejnych średniowiecznych kronikarzy niechęć wzbudzając, Dla przyszłych pokoleń przestrogą będąc, Na wpół legendarna wieża króla Popiela, W świadomości powszechnej naszego społeczeństwa, Symboliczną figurą się stała, Jako z zamierzchłych czasów niewidzialna przestroga… II. Gdy historia się zapętliła, Miejsce kamiennej króla Popiela wieży, Gdy Polska w nowej niewoli się znalazła, Zajął w świadomości Polaków Pałac Kultury i Nauki, Od towarzysza Stalina prezent rzekomy, U obdarowanych szczerą trwogę budzący, Wzniecający poczucie wielkiej bezsilności, Dryfujące na wielkim morzu ohydy, Niczym wielki totem potężny, Ten szkaradny potwór betonowy, Wzniesiony nad prostych Polaków głowami, Skutecznie pozbawiał marzeń o niepodległości, Z identyczną ohydą z jaką niegdyś Polanie, Kierowali swe oczy ku kamiennej wieży, Spoglądało młode Solidarności pokolenie, Na szkaradny Pałac Kultury i Nauki, Cichutki szept oracza Piasta z czasów zamierzchłych, Dochodził z przeszłości do uszu Polaków współczesnych, Gdy Piast przemawiał do naszej duszy, Cichutko budząc poczucie naszej dumy, Stary Piast budził w nas pragnienie, Totemu zależności od zaborców zburzenia, W słowa starej legendy się wsłuchania, Pragnienia wolności z serc naszych uwolnienia, Wielki betonowy Pałac Kultury i Nauki, Zajmuje w świadomości Polaków współczesnych, Miejsce kamiennej króla Popiela wieży, Budzącej trwogę u Polan średniowiecznych, I kiedyś czasów doczekamy, Gdy ten szkaradny relikt przeszłości, Obróci się na naszych oczach w gruzy, Los Mysiej Wieży Króla Popiela podzieli… -
Przodkowie Księcia Mieszka
Kamil Olszówka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Kiedy jeszcze nastolatkiem byłem, W ryciny przodków Księcia Mieszka przedstawiające, Nieraz i przez godzinę się wpatrywałem, Tak tajemniczo były dla mnie urzekające, Co było w nich tak tajemniczo urzekającego? Do końca sam tego nie wiem… Może nawet było w nich coś mistycznego? Jeszcze kiedyś zagadkę tę zgłębię... Wsłuchałem się w szept historii, Co szepce o pradziejach naszej polskiej ziemi: „Zaginęło w pomroce dziejów, Czterech księcia Mieszka przodków”… Gdzie ci oracza Piasta synowie i wnukowie? Gdzie ci Księcia Mieszka najpierwsi przodkowie? Czy w pomroce dziejów przepadło coś arcyważnego? Czy było to coś nawet dla mojej tożsamości istotnego? Czy Galowi Anonimowi zabrakło inkaustu, Dla skreślenia na Ich temat zdań choćby kilkunastu? Czy też walkę z czasem ludzka pamięć przegrała, Że niczego kronikarzowi na ich temat nie przekazała? Czy niegodne pióra kronikarza okazały się starca bajania? Czemuż to nie dostrzegł w porę problemu tychże przemijania? Czemuż tego co najistotniejsze nie uchwycił? Czemuż tylko samymi ich imionami się zadowolił? Czy był na tyle pewien swego chlebodawcy dumy i godności, Że w pogańskich przekazach o pradziadach jego wolał nie pokładać ufności? Głowę mając zaprzątniętą, Tymże dylematem, Sam nie wiedząc czemu do lasku pobliskiego, Wybrałem się na długi spacer, Wieczorne, zimne powietrze, Przeniknęło do mojej podświadomości, Myślami swemi znalazłem się, Jakby w innej rzeczywistości, I znowu na świeżym powietrzu wsłuchałem się w szept historii, Co szepce o pradziejach naszej polskiej ziemi: „Zaginęło w pomroce dziejów, Czterech księcia Mieszka przodków”… Wpatrzyłem swoje oczy w bezkres nieba przeczystego, Jakby szukając tam rozwiązania dylematu moją głowę zaprzątającego… Ojcze historyków, Dziejów Wietrze, Odpowiedz mi na pytanie moje, Czy przodkowie Księcia Mieszka, Naprawdę niegdyś toczyli swe wielkie boje, Czy naprawdę kiedyś istniał Piast syn Chościska, I czy niegdyś z kumami swemi, Gromadnie chadzali na pogańskie uroczyska, I czy niegdyś mądre decyzje, Siemowita Piastowica syna jego, Zawsze Polan plemię, Wybawiały od wroga przebiegłego, I czy w zręcznie wywijającego toporkiem młodego Księcia Lestka , Pogańska młodzież wpatrzona była wszystka, I czy mądrego Księcia Lestkowica Siemomysła, Gwiazda pomyślności nigdy nie zagasła, O samego Księcia Mieszka, Pytać nie jestem nawet chętny, Gdyż co do jego istnienia, Każdy historyk na całym świecie jest zgodny, Odpowiedzi Wiatru Dziejów się nie doczekałem, Lecz zimnym wiatrem przewiany cały zostałem, Zimny powiew wiatru otoczył moje ciało, Niepostrzeżenie zmarzłem, niepostrzeżenie mnie przewiało, Co młodemu wiekowi właściwe, nawet sam tego nie zauważyłem, Kiedy poważnie się przeziębiłem... Poczułem się nagle dziwnie nieswojo, W powrotnej drodze zimne dreszcze zaczęły przeszywać plecy moje, Wróciwszy do domu czując się osłabiony przedziwnie, Bez wieczornej toalety padłem na posłanie, Ledwo półświadomy ubranie swoje zdjąłem, Rozpalony cały w kamienny sen zapadłem… Ciało nastolatka w środku nocy, Wysoka gorączka trawi, W rozpalonej głowie przed oczyma duszy, Senny majak mu się jawi, W głębi ciemnego pokoju małe złote światełko migocące, W otchłań snu rozpalonemu ciału wpaść nie pozwalające, Powoli rosnąc w płomień pochodni się przeobraża, Niecodziennością zjawiska rozpalonego nastolatka przeraża, Tajemniczą ręką trzymany płomień pochodni, Rozświetla oblicze mężczyzny z bujnymi wąsami, Tajemniczy przybysz nagle pochodnię ze świstem przesuwa, Sam zaś mrokiem zaciemniony w cień pokoju się usuwa, Maluje przedziwne obrazy niczym pędzel malarski, Przesunięty ze świstem płomień pochodni, Rozsypane z niej w powietrzu niezliczone iskry, Przemieniają się w locie w chrobrych wojów Piastowskich, I nie ma w sobie tylu ziaren nawet słonecznika tarcza, Ilu wojów liczy tajemniczego księcia drużyna, Na czele drużyny stoi dumnie wódz najdorodniejszy, Spojrzał hen daleko, książęcego, białego konia dosiadłszy, - Sława Siemomysłowi Lestkowicowi !!! Zakrzyknęła naraz cała liczna drużyna, A okrzykowi niezwłocznie zawtórował szczęk wojennego oręża, Wyruszyli odważnie wrogie plemię w polu bić, Książęcy skarbiec wojennymi łupami wzbogacić, Na ich czele dumny Siemomysł z bujnymi wąsami, Zręcznie dowodzi swemi chrobrymi wojami, Czy kiedy płomień pochodni zagaśnie, To i on w ciemności mojego pokoju zaniknie? Spocone moje plecy, Przeszył dreszcz chłodny, Gdy w całym moim pokoju, Dał się słyszeć szept gasnącej pochodni: „Siemomysł Lestkowic sprawiedliwym księciem był, Wrogie swemu plemiona ciągle w polu bił, Ataki wrogich plemion zawsze pierwszy uprzedzał, Swoich wiernych wojów zawsze pierwszy nagradzał.” Tańczą po moim pokoju iskry z pochodni rozrzucone, Tańczą moje emocje wysoką gorączką wyzwolone, Kiedy tańczące po podłodze iskierki z pochodni zagasły, Przepocony cały spróbowałem ponownie zasnąć, Lecz zaraz po ścianach mojego pokoju zaczęły, Dziwne cienie się przesuwać, Za dziwnymi cieniami jęły, Jeszcze dziwniejsze obrazy się malować : Oto młody książę Lestek tańczy na drewnianym stole, Wokoło niego pogańska młodzież zgromadzona w kole, Im głośniej młody książę w śpiewie pokrzykuje, Tym wyżej krewka młodzież w kole podskakuje, Ich taniec żaden wyszukany, ni żaden dworski, Lecz po prostu rodzimy, pogański, chłopski, swojski, I próżno na całym świecie, Szukać większej niż wśród nich zgody, Bo młodzi, hardzi Polanie, To wręcz krewni letniej, cudnej pogody. Wtem nagle się ocknąłem, Że tylko śniłem, szybko sobie uświadomiłem, Lecz znów zasnąłem za chwilę, Bo nijak nie potrafiłem się oprzeć gorączce niemiłej, I kiedy tylko niepostrzeżenie w sen się zatopiłem, Oczyma wyobraźni zaraz nowe dziwo ujrzałem: Cóż to za mężczyzna na twarzy tak rumiany, Naszyjnikiem z kłów niedźwiedzich na piersi udekorowany?... I ujrzałem jak stojącego na ogromnym cielsku zabitego tura, Siemowita Piastowica przedziwna rozpiera duma, Dumny książę łeb tura szkaradnego, Zwycięsko położył pod buta swego, I odniosłem wrażenie, Że jedno tylko spojrzenie, Księcia Siemowita srogie, Mogłoby napełnić strachem całe armie wrogie. Gdy znów się przebudziłem, Za oknem zaczynało już świtać, Lecz wredna gorączka ze świtem, Wcale nie zaczęła zanikać, Kiedy nadal cały rozpalony, W ścianę pokoju oczy wlepiłem, Malujący się na całej ścianie, Obraz nowy wnet ujrzałem: To poczciwy oracz Piast, Siedzi na progu swej chałupy, Starą spracowaną jego twarz, Rozjaśnia uśmiech od ucha do ucha, Wzruszonym wzrokiem, Przenikając mnie swą opowieść zaczyna, Instynktownie odgadłem, Iż moja ciekawość jest jej przyczyną: „Od pokoleń uprawiali pola moi dziadowie, Na tej ukochanej gnieźnieńskiej ziemi, Pot swój w polu przelewali co dzień, Nadzieją obalenia okrutnej dynastii Popielów wiedzeni” Z westchnieniem wzruszony starzec mi opowiedział, Jak płonęła kiedyś Mysia Wieża w Kruszwicy, W której Popiel zawzięcie do dni ostatnich swoich siedział, W końcu życie oddając żywcem zjedzony przez myszy, „Przeszywając lotem niebo orzeł biały, Nadchodzących czasów nowych był zwiastunem, Widząc znak ten radował się lud nasz cały, Oracza prostego, przyszłego losu swego czyniąc piastunem. Zapragnęliśmy w nowych czasach wieść życie nowe, Czarne pola zasiewać złotym zbożem, I nasza młodzież gromadnie, Poczęła się garnąć chętnie, Do nowej książęcej drużyny, Nowych lepszych czasów chcąc być zaczynem, Cudowna Noc Świętojańska, O świcie nowy bieg swój zacznie plemienia Polan historia, Szlachetni potomkowie moi, Nasycą ją czynami swemi, Kiedym ostatnie swoje tchnienie wydawał, Przenigdym się nie spodziewał, Że za sprawą Księcia Mieszka, Mojego wielkiego praprawnuka, O naszym istnieniu za przyczyną Gala Anonima, Na całym świecie dowie się nauka, Ojcze historyków, Dziejów Wietrze, rozjaśnij dziejów mroki, Przez młodych historyków pochodnią oświaty, Zapał historyków młodych, Jest niczym złote iskry, Spraw by dzięki nim na świecie całym, Wielkie pochodnie oświaty zabłysły, W sukurs młodym historykom zdolnym , Niech przybędą młodzi debiutujący pisarze i poeci, By nawet u najmłodszych dzieci wiedzy głodnych, Zaciekawienie moimi szlachetnymi potomkami rozniecić” Mówiąc te słowa uśmiechnął się łagodnie, Dziwnym spojrzeniem zmierzył mnie przenikliwie, I zanim we śnie o cokolwiek zdążyłem go zapytać, On… niespodziewanie z oczu moich zaczął zanikać, Zamglone gorączką oczy powoli otwieram, Poczucie rzeczywistości stopniowo do mojego mózgu dociera, Czy więc oni jednak naprawdę kiedyś byli, Czy tylko mi się śnili? Czy to mnie, Czy nie mnie w nocy się objawili? Z okładki stojącego na półce albumu władców Polski, Dumnie Spogląda na mnie Książę Mieszko. Ech… niejeden młody pasjonat historii, O początkach naszego kraju chciałby wiedzieć wszystko… -
Spoglądali na orły Piastowie
Kamil Olszówka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Spoglądali na orły Piastowie, Na wysokim niebie dumnie się wznoszące, Książę Mieszko ze swym bratem Czciborem… Spoglądając na orły skrycie marzyli, By w życiu swym wielkich rzeczy dokonali, By roztropnie władali Gnieźnieńskim Księstwem… By swe książęce drużyny, Zawsze tylko do zwycięstwa wiedli, Na chwałę Księstwa Gnieźnieńskiego, By pola wrogowi nigdy nie ustępowali, By ludowi swemu zawsze zwycięstwo ofiarowywali, By nieprzyjaciele poznali gniew księcia wielkiego, By sami kiedyś jak te orły, Niepodzielnie królujące na wielkim niebie, Dumnie sprawowali książęce swe rządy, W odziedziczonym po ojcach wielkim swym księstwie, Jak małe orłów pisklęta, Waleczni bracia wielkiego księcia Mieszka, Od dzieciństwa śnili o wielkich czynach, Gdy niczym orlęta uczące się latać, Uczyli się młodzi Piastowie mieczem władać, Marzyli o zwycięskich w przyszłości bitwach, Marzyli by dorównać chwale swych przodków, Książęcymi drużynami dowodząc w boju, I odnieść pierwsze w swym życiu zwycięstwo, Niczym w dziewiczym swym locie pisklęta orłów, Patrzeć z góry na ziemie swych wrogów, Poczuć rozpierające młodą pierś męstwo, Marzenia młodych Piastów, Choć płynęły wieki całe, Godnymi będąc przyszłych władców, Zawsze pozostawały te same, Pojął Mieszko za żonę Dobrawę, Światłego narodu czeskiego wielką córę, Gdy w parze z odwagą postąpiła mądrość życiowa… Powywracawszy drewniane posągi pogańskie, Przyjął prawdziwą wiarę chrześcijańską, Karta historii zapisana została tym nowa… Gdy bowiem Dobrawa na świat wydała, Maleńkiego swego synka Bolesława, Wróżyli mu wszyscy dokonanie rzeczy wielkich… Niczym orzeł z zdobyczą w niebo się wzbijający, Wyniesie swą ojczyznę na wyżyny chwały, Sędziwi starcy nad kołyską jego przepowiadali… Przyśnił się malutkiemu księciu Bolesławowi, W drewnianej kołysce przed wiekami śpiącemu, Przepiękny, biały orzeł wielki, Zwiastując sławę i wielkość królowi przyszłemu, Sławny Czcibor zwyciężył w bitwie pod Cedynią, Na wieki okrywając się nieśmiertelną chwałą, Sięgającą hen w przyszłe wieki… Gdy kwiat najprzedniejszego niemieckiego rycerstwa, Ugiął karki przed ostrzem Czciborowego miecza, Długo nie zapomnieli najeźdźcy swej klęski… Tam gdzie leży prastara Cedynia, Tam poległa niegdyś niemiecka duma, Nowa karta historii została tam zapisana, Karta w historii polskiego oręża, Karta przez wieki nigdy nie zatarta, W ciężkich narodu chwilach nadzieję dająca… Tam gdzie leży prastara Cedynia, Od ponad tysiąca lat, Tam zaczęła się Piastowskich zwycięstw era, Która w pewnym sensie, do dzisiaj trwa… Gdy Bolesław Chrobry z licznym wojskiem, Wyruszył zbrojnie na ruską ziemię, Obserwował w drodze szybujące nad wojami orły, A gdy wywijając szczerbcem silną swą ręką, Trwale zarysował złotą bramę kijowską, Obserwujące go z nieba pisk głośny wydały, Gdy z biegiem czasu do Prus wkroczywszy, Władzy swojej czyniąc je hołdowniczymi, Sen swój wspominał z dzieciństwa, Gdy granice nowe swego kraju wyznaczał, Utrudzonym wielce głowę do snu układał, Sen odmalowywał w królewskiej głowie pięknego orła… Przez wieki kolejne Piastów pokolenia, Chcąc dorównać chwale swych przodków, Spoglądali w stronę błękitnego nieba, Wypatrując pięknych, potężnych orłów, By ojców swych wzorem, Jak te niezwykłe ptaki, Królestwa polskiego dzierżąc koronę, Wzbić się na wyżyny sławy, Jak kiedyś przed laty pradziad jego, W silnym postanowieniu wielkości trwając, Spoglądał prawnuk w przestwór nieba wysokiego, Dla osiągnięcia sukcesów wszelkich trudów dokładając, Aż w końcu wielka Piastów dynastia, Gdy świat pędził wciąż w nowe wieki, Niczym tląca się iskierka zagasła, Jak nikną z oczu spowite chmurami orły…-
1
-
Tajemnice księżniczki Dobrawy
Kamil Olszówka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Kiedyś gdy przeglądałem ryciny Władców Polski, Autorstwa arcywybitnego Jana Matejki, Nagle uwagę moją przykuła, Rycina na tle innych naprawdę wyjątkowa, Na owej rycinie naprawdę tajemniczej, Młodej księżniczki blade oblicze, A na ryciny tle czarnym, Blada księżniczka patrzy wzrokiem przenikliwym, Jakie to wielkie tajemnice, Skrywa owe księżniczki Dobrawy oblicze, Z czarno-białej ryciny spoglądające, U patrzącego ciekawość i trwogę wzbudzające, Na dalszym planie, świecy płomień wysoki, Naświetla modlitewnik bogato zdobiony, Zarazem na twarzy księżniczki się odbija, Do poznania jej tajemnicy podświadomie zachęca, Tak płomień świecy wysoki, Jak samo chrześcijaństwo głębokie, Do kontemplującego rycinę bezgłośnie przemawia, Symbolicznym swym blaskiem wielką tajemnicę objawia, Tajemnicza czeska księżniczko Dobrawo, Wielkiego księcia Polan Mieszka żono, Tak bardzo chciałbym odkryć twe tajemnice, Skrzętnie w dziejowej pomroce ukryte… Jaki był wpływ Bolesława Okrutnego, Na wychowanie młodego dziewczęcia wrażliwego, Czy ojcowskie zaniechania i przewiny, Wrażliwość młodej księżniczki trwale odmieniły, I czy stryja swego Świętego Wacława, Nadprzyrodzonej opieki w życiu swoim doznawała, I czy Święty Wacław z raju niebiańskiego, Opiekował się córą brata swojego, Za Polanami przed Bogiem się wstawił, Małżeństwu bratanicy z nieba błogosławił, Za młodym małżeństwem wciąż modły zanosił, Młodemu państwu łaski wyprosił, Czy Dobrawa naprawdę zawój z głowy zdjęła, Nim księciu Mieszkowi rękę swą oddała, Czy też zanim za Mieszka wyszła, Innego męża uprzednio miała, Jak młoda księżniczka się zachowała, Gdy po raz pierwszy księcia Mieszka ujrzała, Czy na widok swego przyszłego męża, Mimowolnie delikatnie się zarumieniła, Czy to nasze Państwo Gnieźnieńskie, Pokochała jak swoje własne, Czy za sprawą wielkiej miłości męża, Sama w swej duszy Polanką się poczuła, Czy księciu Mieszkowi radą służyła, W rządzeniu państwem sama pomagała, Czy swoich poddanych szacunek zjednywała, Gdy za skrzywdzonymi się ujmowała… Kiedy bitwa pod Cedynią się toczyła, Czy Dobrawa naonczas gorąco się modliła, W modlitwie rzewnymi łzami się zalewając, Zwycięstwa nad wrogiem gorąco upraszając, Czy na rozkaz czeskiej księżniczki, Dziejowe kamienie się poruszyły, Za Jej przyczyną dzieje bieg swój zmieniły, Kraju Polan nową historię tym wytyczyły, Czy kiedy ostatnie tchnienie wydawała, Na gnieźnieńską ziemię z miłością spojrzała, Czy swe ukochane Czechy wspomniała, Zanim na zawsze oczy zamknęła… Odnośnie naszej Dobrawy powstała nawet teoria, Iż wcale nie była córką Bolesława, Iż prawdziwą jej matką była Drahomira, Okrutna i krwawa czeska regentka… Te i inne tajemnice, Czarne tło ryciny oddaje symbolicznie, Lecz dumnej księżniczki wyraźna sylwetka, Historyczność tej postaci celowo podkreśla! -
Srebrzysty księżyc i lśniąca zbroja
Kamil Olszówka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
I. Gdy przez wielkie okna księżyc srebrzysty, Do komnat starego zamku zaglądał, W lśniącej zbroi rycerskiej się odbiwszy, W lśniącej zbroi począł się przeglądać, Gdy złotym blaskiem swoim, Pośród nocnego nieba czarnego, Odbijał się w lśniącej rycerskiej zbroi, Zapragnął poznać smak zgiełku bitewnego, Gdy tak nad starym zamkiem zwisając, Pośród czarnej, nieprzebranej nocy, Marzeniom skrytym rzewnie się oddając, Widział się oczami wyobraźni w lśniącej zbroi, Zamarzył księżyc na nocnym niebie, By zostać najprawdziwszym polskim rycerzem, Władać lśniącym żelaznym mieczem, Gnębionym przez najeźdźców nieść zawsze pociechę… II. By zakładając żelazną zbroję, W duszę zarazem wlać zwycięstwa nadzieję, By przytwierdzając miecz swój do pasa, Odliczać godziny do spotkania wroga, Zamarzył księżyc na niebie rycerzem zostać, Wszelkim wymogom rycerskiego rzemiosła sprostać, Rączego rumaka bez strachu dosiadać, Gdzie oczy poniosą z wiatrem pognać, Dnia jednego mieć przygód tak wiele, Jakich wcześniej przez wieczność całą, Nie uświadczył na nocnym niebie, Z firmamentu świata zwisając, Czynami rycerskimi w bitwach się wsławić, W historii Królestwa Polskiego się zapisać, Na karty średniowiecznych kronik trafić, Na starość swe przygody wnukom opowiadać… III. Najazdom tatarskim w polu stawić czoła, Przeciwko tatarom bez wahania dobyć miecza, Jako wierny polskiego króla sługa, W obronie królestwa życie swe oddać, Na dalekiej Królestwa Polskiego granicy, Mierzyć się w polu z dzikimi poganami, Bez trwogi rzucając swą rękawicę, Toczyć rycerskie pojedynki z krnąbrnymi krzyżakami, Pomnażać w polu chwałę swych przodków, Nigdy nie wyrzekać się żadnych trudów, Rzucać na kolana polskiego króla wrogów, Dla siebie nie żądając żadnych zaszczytów, Przed każdą bitwą gorąco się modlić, Z rycerską bracią w nabożeństwach wiernie uczestniczyć, Głośny śpiew Bogurodzicy ku niebu wznosić, U Boga o zwycięstwo żarliwie tym prosić… IV. Wyruszyć z polskim królem na Grunwaldu pola, By nad krnąbrnymi krzyżakami zwycięstwa zażądać, By upokorzoną została krzyżacka buta, A zabłysnęła na świecie polskiego oręża chwała, By na polu bitwy skrzyżować miecze, Z królestwa polskiego zawziętym wrogiem, Przed odwiecznym wrogiem obronić ojców ziemie, Odwiecznego wroga pojmać w swą niewolę, By żelaznym korbaczem wściekle wywijając, Wielki postrach u wrogów tym wzbudzając, Krzyżackie hełmy jeden po drugim rozbijając, Wrogich rycerzy z koni tym zrzucając, Widzieć krzyżacką chorągiew pośród bitwy upadającą, Z łoskotem wielkim na ziemię się walącą, Krzyżacką armię polskiemu rycerstwu ustępującą, Przed polskim mieczem ucieczką się salwującą… V. W lśniącej zbroi srebrzystego księżyca zaniknęło odbicie, Gdy czarna chmura zakryła go całkowicie, Zgasło nagle wielkich rycerskich przygód marzenie, Gdy czarne chmury przysłoniły księżycowi ziemię, Marzenia księżyca na niebie prysły, Gdy w lśniącej zbroi odbicie jego zgasło, Jak iskry z ognia się rozsypały, Zawiedzione westchnienie po nich zostało, I nie dane mu będzie zostać rycerzem, Hen tam, na wysokim niebie, Na zawsze pozostanie już tylko księżycem, Nigdy nie zstąpi na ziemię, Lecz to co nie dane księżycowi, Danym być może każdemu Polakowi, Bowiem by polskim rycerzem zostać, Wystarczy w życiu codziennym rycersko się zachować… -
Epoki historyczne jak morskie fale
Kamil Olszówka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
I. Tak jak wielkie morskie fale, Zatapiają nadbrzeżne piasku ziarenka, Tak pojedynczy zwykli ludzie, Piszą swymi życiorysami historię całego świata, Lecz czy tak jak morska fala, Powtórzyć się może cała epoka, Która choć dawno już przeminęła, Na kartach historii zapisaną pozostała… Czy te epoki historyczne tak zachwycające, Przepadły w dziejach świata już na zawsze, Czy niczym te morskie fale, Czekają w uśpieniu na ponowne swe odrodzenie… II. Starożytni greccy żeglarze, Żeglujący swymi okrętami przez wzburzone morze, Przewożący wspaniałymi galerami starożytnego świata tajemnice, Przez morskie głębiny na tysiąclecia ukryte, Kiedy to morskie fale, Pokłady greckich trier zmywały, Wynalazków greckich uczonych będąc ciekawe, Tajemnice starożytnego świata w głębiny z sobą zabierały, Najwspanialszym przykładem takich losów kolei, Był starożytny grecki Mechanizm z Antykithiry, Przez morskie głębiny skryty przez wieki, U kolebki nowego wieku światu nauki objawiony, I tak odwieczne, tajemnicze morskie fale, Niczym dobre nauczycielki historii troskliwe, Świadectwo mądrości starożytnych ofiarowały nam w darze, Uprzednio w morskich głębinach starannie przechowane… III. To wspaniałe średniowiecze, Obfitujące w ogromne niezdobyte zamki, Tak cudowne niczym wezbrane morze, Tak potężne niczym martwe morskie klify, Przystrojone kwiatem rycerstwa wyruszającego na krucjaty, W rycerskie zbroje piękne niczym morskie muszle, Srogie niczym potężne morskie sztormy, I bogate w liczne rycerskie turnieje, W złote królewskie korony drogocennymi klejnotami wysadzane, Tak piękne niczym morskie rafy koralowe, U poddanych budzące szacunek swym blaskiem, Niczym odbijające się w morzu zachodzące słońce. Niczym następujące po sobie morskie fale, Niczym rozpryskujące się o brzeg tsunami, Zmienne były średniowiecznych królewskich dynastii koleje, Gdy zbrojnymi wyprawami królowie z tronów się strącali… IV. Gdy Krzysztofa Kolumba potężne karawele, Przecinały w swym pędzie morskie fale, By ku Indiom wyznaczyć nową drogę, Faktycznie zaś odkryć nieznane Europejczykom ziemie, Morskie fale pokornie całowały, Potężnych żaglowców drewniane burty, Nad majestatem potężnych okrętów wpadając w podziw, Przenikający wielkie morza do samej głębi, Znały już bowiem morskie fale tajemnicę, O której istnieniu pojęcia nie mieli żeglarze, Iż całego wielkiego świata historię, Odmieni ta wyprawa kończąca średniowiecze, Iż wyznaczy początek nowożytności, Odkrycie przez Krzysztofa Kolumba Ameryki, Iż dotknięcie jego stopami nieznanej ziemi, Zaznaczy początek nowej epoki… V. Gdy nieraz nad brzegiem staniemy, W szum morskich fal w skupieniu się wsłuchamy, Zasłuchani w samych siebie w głębi duszy usłyszymy, Jak morskie fale szepcą o historii… Niczym nauczycielki historii serdecznie roześmiane, Szumiące nad brzegami mórz morskie fale, Nauczają nas historii świata swym szumem, Przemawiając nie słowem, lecz niesłyszalnym szeptem…-
1
-
Podlaska Wytwórnia Samolotów
Kamil Olszówka odpowiedział(a) na Kamil Olszówka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Przepiękny szybowiec... -
Podlaska Wytwórnia Samolotów
Kamil Olszówka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Ostre śmigło przecięło powietrze, Huk silnika zabił ciszę, Spaliny szybko z rury wypadły, Lotki delikatnie w górę się uniosły, Przepiękny płócienny dwupłatowiec, Piękniejszy niczym najwspanialszy szybowiec, Na pasie startowym czeka, Na pilota, który jego oblotu dokona… Groźny PWS-35 Ogar do startu gotowy, Oczekuje na swoje podniebne łowy, Zatankowany kołując na pasie startowym, Za chwilę w niebo pędem podąży, Tak jak morski rekin swymi płetwami, Przecina wody niezmierne, Tak podniebny PWS-102 Rekin swymi skrzydłami, Przecina chmury wysokie, Skąpane w letnim słońcu, Skrzydła i kadłuby podlaskich samolotów, Czekają podniebnych przygód, Pilotowane przez śmiałych polskich lotników… Jest to już jednak pieśń przeszłości, Nie odnajdziemy na niebie tamtych dwupłatowców, Nie ucieszą współczesnych oczu, Konstrukcje tamtych przedwojennych inżynierów… Nowe polskie samoloty miejsce starych zajęły, Polskie niebo na nowo zawojowały, Po latach polska myśl techniczna, Na nowo w świecie miejsce swe zaznaczyła, Wspaniałe polskie skrzydła, Latają dziś pod niebem całego świata, Dumnie nawiązując do tradycji, Lotnictwa polskiego czasów przedwojennych, Przed dumnym polskim lotnikiem, Niebo całego świata stoi otworem, Zawsze rozsławi na całym świecie, Polską myśl techniczną i lotnictwo polskie… Lecz kiedyś to podlaska ziemia, Całemu światu najwspanialsze samoloty oddawała, Niczym przez wieki płody roli, Wydawała polska ziemia wspaniałe samoloty, Niejeden stary historyk, Z rozrzewnieniem opowiadał swojemu młodemu wnukowi, O przedwojennych polskich samolotach, Z których produkcji słynęła ziemia podlaska, Gdy na Podlasiu letni wietrzyk powiewa, Starą historię cichutko do uszu śpiewa, Nie zważając na gwar letnich rozmów, Szepce… była kiedyś Podlaska Wytwórnia Samolotów… -
Niemieckie straty z Kampanii Wrześniowej
Kamil Olszówka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Wpadały niemieckie nurkujące bombowce, W sieć polskiej artylerii przeciwlotniczej, Niczym w rozciągniętą pomiędzy murami pajęczynę, Czarne muchy dokuczliwe, Bombowiec w locie trafiony niespodziewanie, Przedziurawiony na wylot szybkostrzelnym działkiem, Lotem koszącym uderzał w ziemię, Natychmiast zapalał się jasnym płomieniem, Na sunące po niebie niemieckie bombowce, Spadały z góry polskie myśliwce, Ogniem polskich myśliwców celnie trafione, Uderzały niemieckie bombowce bezładnie w ziemię, Polskich myśliwców akcje pościgowe, Nieraz zwieńczone były sukcesem, Gdy wracały do Niemiec bombowce uszkodzone, W pamiętne dni Kampanii Wrześniowej... Kędy ciągnęły liczne niemieckie czołgi, Tam wcelowywali swe przeciwpancerne karabiny, Niestrudzeni i niezłomni żołnierze polscy, Do tchu ostatniego swej ziemi broniący, Czołg trafiony gdy w miejscu stawał, Prawie natychmiast dymić zaczynał, Kłęby czarnego dymu z siebie wypuszczał, Prawdziwych dokonywała cudów polskiego karabinu kula... Tryskała wszędzie najeźdźców posoka, Gdzie tylko gdyńskich kosynierów świsnęła kosa, Pradziadów broń stara i sprawdzona, Czasy Insurekcji Kościuszkowskiej pamiętająca, Przeżyła swą drugą młodość w Kampanii Wrześniowej, W rękach bohaterskich gdyńskich kosynierów, Atakując niemieckie oddziały zaskoczone, Odbijając się w źrenicach przerażonych Niemców... Gdy polski żołnierz rozstrzelanym być mając, Wykorzystując niemieckiego strażnika nieuwagę, Przymuszonym, samemu grób własny kopiąc, Wbił nagle mu w szyję swoją łopatę, Kat z ofiarą zamienili się miejscami, Gdy karabin wyręczyło ostrze łopaty, W dół przez jeńca wykopany, Bezwładne zwaliło się ciało oprawcy… Niemieckie straty z Kampanii Wrześniowej, Wciąż przemawiają do polskiej dumy narodowej, Opiewając heroizm polskiego żołnierza, Niczym cichutki szept z przeszłości, Uczący współczesnych Polaków zapomnianej godności, Jako niezatarty przykład polskiego męstwa, Niemieckie straty z Kampanii Wrześniowej, Cicho szepcą do naszej Dumy Narodowej, Jako niezatarta lekcja polskiego heroizmu, Do współczesnych Polaków przemawiając, Heroizm polskiego żołnierza wymownie głosząc, Gdy świat pędzi na złamanie karku… -
Spadli partyzanci bladym świtem na senną wieś, Zbrojnym tym czynem pokoleniom swych przodków zapragnęli oddać Cześć, Zbrojnym tym czynem zapragnęli udowodnić, Iż wielkich tradycji polskiego oręża oni sami są godni, Setki kropel porannej rosy, Pod dudnieniem dziesiątek partyzanckich oficerek się zatrzęsły, Mokre źdźbła trawy legły pod twardymi butów podeszwami, Niczym pod kulami partyzanckiego pistoletu maszynowego esesmani, Chłodny, nasiąknięty poranną wilgocią wiatr przyjemny, Owiał ostre rysy twarzy partyzantów zawziętych, Zgrzytnęła broń w spracowanych, Partyzanckich dłoniach twardych, Ostry grymas gniewem powodowany, Wykrzywił zawziętą twarz dowódcy partyzanckiego oddziału, Pobielane wapnem chałupy wiejskie, W porannej mgle na wpół zanurzone, Objawiły się przed oddziału oczami, Nierównomiernie rozrzucone po zielonej przestrzeni, Niczym niedbale rzucone na stół ręką gracza kości, Zmuszając tym atakujących do większego jeszcze wytężenia czujności, Dowódca oddziału starając się na szybko rozeznać sytuację, Rzucił na nie kilka spojrzeń groźnych niczym błyskawice, Dostrzegł w oddali nie wyróżniającą się na tle wsi, Chałupę kolaborującego sołtysa, Którą to między innymi, Dostali rozkaz spacyfikować, Podniósł w powietrze dłoń otwartą, Oddziałowi rozkaz do zatrzymania się dając, Kilkudziesięciu partyzantów zatrzymało bieg swój naraz w jednej sekundzie, Stając naraz niczym greckie posągi starożytne, Z ugiętymi kolanami, Z wyciągniętymi rękami, Ułożonymi na zimnych metalowych, Zdobycznych pistoletach maszynowych… Huk drzwi wyważonych z zawiasów, Obudził nagle wszystkich domowników, Drewniane drzwi kopnięte partyzanckim butem, Pionowo na ziemię przewróciły się z hukiem, Lufa karabinu w drzwiach się ukazała, Za nią wyłoniła się sylwetka partyzanta cała, I zanim cokolwiek zdążył się on odezwać... Obraz niespodziewanie zaczął się rozmywać... Ściany domu zaczęły nagle zanikać, Jakieś nowe kształty niespodziewanie przez nie zaczęły się przebijać, I sylwetki partyzantów zaczęły dziwnie falować, Jakby kształtu swego nie chcąc dłużej zachować, Obraz cały zaczął się rozpływać... I zarazem ściany mojego własnego pokoju odsłaniać... Że na łóżku leżę instynktownie poczułem... Że tylko śniłem powoli zrozumiałem... Zamglone oczy powoli otwieram, Poczucie rzeczywistości stopniowo do mojego mózgu dociera, Teraz na pewno to już wiem ! Ja o polskich partyzantach w nocy miałem sen !
-
Fraszka o liczeniu
Kamil Olszówka odpowiedział(a) na Kamil Olszówka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@anima_corpus Dziękuję... Aktualnie pracuję także nad dwoma wierszami potępiającymi w swej wymowie rosyjską agresję na Ukrainę. Muszę jeszcze solidnie je dopracować... -
Będą Rosjanie niewolnikami dobrymi, Gdy odetniemy ich od ojców tradycji, Tak snuli swe plany szaleni naziści, Nie znając w Rosjanach drzemiącej dumy, Gdy na podbój całego świata liczył, Hitler niegdyś tezę wygłosił, Iż Rosjan wystarczy nauczyć, Do stu tylko zliczyć, Lecz gdy tak w swej głowie, Na uczynienie z Rosjan niewolników liczył, Sprawiły to wojny koleje, Iż obłąkany Hitler sam się przeliczył, Lecz Rosjanie daleko dalej liczyli, Berlin za każdą cenę zdobyć zamierzyli, Szalonego fuhrera plany pokrzyżowali, Na Bramie Brandenburskiej radziecką flagę wywiesili...
-
Stare polskie podłogi
Kamil Olszówka odpowiedział(a) na Kamil Olszówka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Rolek ,,Animus aeger semper errat" - Chory umysł zawsze błądzi -
Stare polskie podłogi
Kamil Olszówka odpowiedział(a) na Kamil Olszówka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Rolek @Rolek Komunizm wybitnie nam nie leżał. ,,Ludzkości" znaczy... -
Gdy pewnego dnia słonecznego, Stary PZPR-owiec na przystanku siedział, Wychyliwszy butelkę wina najtańszego, Rozweselony począł stare komunistyczne androny bredzić, Wyszczerzywszy swe złote zęby, Pijackim uśmiechem się zanosząc, Zaczepił grupkę stojącej nieopodal młodzieży, Nieudolnie dyskusję wszczynając: „Wy młokosy z racji wieku młodego. Nie znacie prawideł ustroju komunistycznego, Postęp dla całej ludzkości niosącego, Porządek starych konwenansów skutecznie burzącego, Gdy ktoś ci każe buty zdejmować, Bo ważniejszą od ciebie, Jest jego zasrana podłoga, Wówczas miej o nim najgorsze zdanie, Jeśli czyjaś podłoga, Ważniejszą jest od przybywającego gościa, Wówczas niech twych oczu pogarda, Wycelowaną zostanie w twarz gospodarza, Jeśli jakiegoś magnata podłoga, Ważniejszą jest od nóg zmęczonych, Prostego spracowanego robotnika, Zaraz niech przepadnie przeklęty!” Iż podprogowo propaguje Lenina, W duchu z siebie wielce zadowolony, Uwieńczył szerokim uśmiechem krzywe swe usta, Wypijając resztkę wina z butelki. Nastolatkowie nie wiedząc co myśleć, Poczęli po sobie niepewnie spoglądać, Jeden z drugim poczęli się uśmiechać, Od dziwacznego pijaka odwracając swe usta, Gdy przypadkiem tamtędy stary kościelny przechodził, Człowiek choć prosty, inteligencji wysokiej, Gdy mimochodem uszu swych nastawił, Pijanego komunisty posłyszał przemowę, Podśmiechując się w duchu, Z starego komunisty w wiedzy braków, Nie mogąc stłumić na ustach uśmiechu, Odwrócił głowę w stronę nastolatków, Gdy wreszcie w starego komunisty stronę, Wybuchu śmiechu stłumić nie mogąc, Z szerokim uśmiechem odwrócił swą głowę, Zataczającego się pijaka zagadując, W słowach swych prostych, Krótko lecz zwięźle, Nieznacznie tylko spowalniając swe kroki, Wygłosił swoją natchnioną przemowę: „Są w Polsce podłogi tak stare, Iż stąpali po nich pierwsi misjonarze, Głoszący w Polsce chrześcijańską wiarę, Licząc po śmierci na Boską zapłatę, Są w Polsce podłogi bardzo stare, Które przetrwały burzliwe wieki, Na których do dzisiaj są zapisane, Ślady chwalebnej polskiej historii, Są podłogi, które były niemymi świadkami, Gdy królowie ostatnie swe tchnienie wydawali, Gdy Bogu dusze swe powierzali, Swe królestwa wymodlonym spadkobiercom zostawiali, Są podłogi, które pierwszych królów nosiły, Gdy ci władali swymi rozległymi ziemiami, Są podłogi, w które łzy żałobników wsiąkały, Gdy polscy królowie ciała ziemi oddawali, Są w Polsce pamiętające średniowiecze podłogi, Po których sławni polscy rycerze stąpali, Którzy gdy na wojnę się udawali, Na podłogach klęcząc gorąco się modlili, Jest w Polsce pewna stara podłoga, W którą niegdyś męczeńska krew wsiąkła, Biskupa i męczennika Świętego Stanisława, Polskiego narodu wielkiego patrona, Starym polskim podłogom winniśmy szacunek, Stąpającym po nich Polakom należną pamięć, Chodzącym niegdyś po ziemi naszej, Cześć należną zasłużonej Ich sławie, Kto wie jacy jeszcze Polacy wybitni, Zaszczycą swymi stopami nasze polskie podłogi, Może będą to rodacy w świecie znani, Może nawet całemu światu wielce zasłużeni…” Stary komunista kompletnie zgaszony, Nie mogąc z siebie ni słowa wydobyć, Wyszczerzył swoje pijackie oczy, Prostemu kościelnemu nie mogąc podskoczyć, Nastolatkowie wyraźnie tym rozbawieni, Jeden do drugiego szeroko się uśmiechnęli, Na piętach zaraz się odwrócili, Szeroko się śmiejąc z przystanku odeszli…
-
Fotografia ślubna moich pradziadków
Kamil Olszówka odpowiedział(a) na Kamil Olszówka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Marek.zak1 Dziękuję. Polecam także łaskawej uwadze moje poprzednie wiersze, a także mój wiersz zatytułowany ,,To zaszczyt urodzić się w Małopolsce" https://literatura.wywrota.pl/wiersz/63990-kamil-olszowka-to-zaszczyt-urodzic-sie-w-malopolsce.html -
Fotografia ślubna moich pradziadków
Kamil Olszówka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Szalejąca nocna wichura, Prąd w całej miejscowości nagle wyłączyła, Lecz choć elektryczność ludziom zabrała, Coś cenniejszego w zamian podarowała, Wysoki jasny płomień świecy, Rozjaśnia mi mroki nocy, Na nocnej wichury odgłosy straszne, Odpowiadają jego ruchy delikatne, W rozsiane po Małopolsce moich przodków groby, Nocnej wichury uderzają podmuchy, Wściekle wyjąca nocna wichura, O należną zmarłym pamięć wniebogłosy woła, Kluczykiem drewniane pudełko otwieram, Przedwojenne zdjęcie ślubne moich pradziadków wyciągam, Gdy czarna noc melancholie pogłębia, Nad starym zdjęciem się pochylam, Nadniszczone zdjęcie czarno-białe, Rozświetlam migocącym świecy płomieniem, W mroku kształty ledwo widoczne, Z czasem rozróżniają oczy moje, Pradziadkowie moi ze zdjęcia starego, Spoglądają na mnie człowieka młodego, Oni też kiedyś młodzi byli, Na zdjęciu tymże ślub swój uwiecznili, Weselny harmider w kadrze zatrzymany, Emocje wielkie na twarzach świadków odmalowane, Choć do fotografii wszyscy nieruchomo stali, Ku tańcom weselnym nogi same się rwały, Choć prababka moja dawno temu pochowana, Młodzieńczą jej urodę stara fotografia zachowała, Gdy w sukni ślubnej do zdjęcia pozowała, Łagodnie a tajemniczo, zarazem się uśmiechała, Z czarno-białego, starego zdjęcia, Mój pradziadek milcząco na mnie spogląda, Zdać by się mogło… Bacznie obserwuje… Być prawym człowiekiem milcząco nakazuje… A widoczni na zdjęciu druhny i drużbowie, To krewnych i sąsiadów moich babcie i dziadkowie, Wnuków ich codziennie niemal spotykam, Gdy wokół siebie się rozglądam, Pradziadków moich tego najważniejszego dnia emocje, Ciemną nocą opowiedziało mi stare zdjęcie, Gdy przenikliwie się w nie wpatrywałem, Sam jakby emocje tamte odczuwałem, Rzecz to naprawdę zdumiewająca, Jak potrafi emocje uchwycić fotografia, Gdy ruch w kadrze zatrzymany, Tamte emocje tak wiernie oddaje, Państwo młodzi tak bardzo podnieceni, Emocjami dnia wielkiego cali przepełnieni, Jakby starali się każdą sekundę przeżywać, Emocjom dnia jednego zarazem sprostać, Zdjęcie to jest mi skarbem prawdziwym, Głęboko w sercu ukrytym, Choć stare i nadniszczone, W tożsamości mojej głęboko wyryte, I nawet kiedy będę siwowłosym starcem, Zdjęcie to przy mnie zawsze pozostanie, Do końca dni moich ostatnich, Skarbem pozostanie mi bezcennym… -
Jasny płomieniu świecy
Kamil Olszówka odpowiedział(a) na Kamil Olszówka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Tatum Dziękuję... Dla tak wyjątkowych opinii warto pisać kolejne wiersze! -
Jasny płomieniu świecy, Trwożnie migocący w ciemnościach, Rozjaśnij mroki nocy, Opowiedz mi o moich przodkach, Ciemną nocą uderza wichura, Z wielkim impetem w okien framugi, Bez słów wniebogłosy krzyczy huraganu powiew, O minionym pokoleniom należną pamięć, Samotnie w domu siedzę w ciemnościach, Głęboko zatopiony we własnych myślach, Czarna noc pogłębia melancholie, Powracam do z dzieciństwa najodleglejszych wspomnień, Może kiedyś mój pradziadek, W taki sam płomień świecy się wpatrywał, Spoglądając na kołyski swoich małych dziatek, Nad przemijaniem życia ludzkiego rozmyślał, Siwowłosych starców pamięć przechowała, Nieraz najwcześniejsze ich wspomnienia z dzieciństwa, Kiedy to w dzieciństwie na kolanach babci siedzieli, Pomarszczoną twarz jej w pamięci swojej wyryli, Lecz tego co siwy starzec ledwo pamięta, Prawnuk jego wiedzieć prawa nie ma, Historia wciąż nieubłaganie pędzi w nowe wieki, O całych pokoleniach w pamięci zacierając ślady, Ileż to całych pokoleń moich przodków, Przepadło w czarnej pomroce dziejów, Choć na straży Ich pamięci wiernie stoi, Tradycja ustna zapisana w głowie mojej…
-
Najbardziej węgierskie z polskich miast
Kamil Olszówka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Gdy pewnego wieczoru ciemnego, Nastrojem swym wyobraźnię rozbudzającego, Przed portretem Generała Józefa Bema siedziałem, W rozmyślaniach swoich niespodziewanie się zatopiłem, Rozmyślaniom o węgierskich śladach w Tarnowie, Naraz poświęciłem całą moją głowę, O naszej wspólnej polsko-węgierskiej historii, Niespodziewanie nagle poddałem się refleksji… Przepiękna Bramo Seklerska, Cała drewniana, acz misternie zdobiona, Przy ulicy Krakowskiej w najważniejszym miejscu ulokowana, Kiedy w rozmyślaniach swoich się zanurzam, Oczami wyobraźni przez ciebie przenikam, Seklerska Brama jest zawsze otwarta, W czym zawiera się węgierskiej gościny symbolika, Kiedy oczyma duszy próg jej przekraczam, Do świata hungarystyki całym sobą wkraczam, A tam dumnie wznosi się Sándora Petőfiego popiersie, I drewniane mistyczne kopijniki tajemnicze, Zawsze gdy tylko tam przebywam, Mimowolnie potrzebę zatopienia się w hungarystyce odczuwam, Cudownej węgierskiej poezji, Popiersie przedstawiciela najwybitniejszego, Dla zacieśnienia wzajemnych relacji, Stanęło w Tarnowie jako dar Rządu Węgierskiego, Czy to w słońcu skąpane, Czy mrokiem spowite, Sándora Petőfiego popiersie, Zawsze prezentuje się dumnie a wyniośle, Czując historii powiew, Na placu Sándora Petőfiego w Tarnowie, W historii i hungarystyce się zatopiłem, Oczyma duszy w czasie się cofnąłem, Dajmy jednak dziejom porządek właściwy, Dla opowiedzenia historii tej dogodny, Dla opowiedzenia historii węgierskiej obecności, Na tej ukochanej tarnowskiej ziemi… Ongiś przed wiekami Madziar stepowy, Zawsze gdy tylko wybierał się na łowy, Z samego rana sidła zastawiał, Co rusz zwierzynę dziką upolowywał, Gdy książę Géza chrzest przyjął, Na nowe tory historię Węgier tym wprowadził, Ongiś bitni wojownicy stepowi, Z Bożego natchnienia stali się prawymi rycerzami, I kiedy wieki upłynęły, A Królestwo Węgierskie w stuleciach się posunęło, Dumny Węgier oczy swe skierował, W kierunku tarnowskiej Góry Świętego Marcina, Kiedy Węgrzy zdobywali Świętego Marcina Górę. Słońce nad Tarnowem z przestrachu skryło się za największą chmurę, Było to roku tysiąc czterysta czterdziestego pierwszego, Roku dla ziemi tarnowskiej wielce pamiętnego, Tarnowski zamek oblegli i zdobyli Węgrzy, Z dynastią Jagiellonów o tron walczący, Był to koniec ważnego okresu w warowni dziejach, Nowa karta historii została tym zapisana, I zapełniły się rozległe pola tarnowskie, Lśniąco czarnymi końmi krwi madziarskiej czystej, Przez węgierskich rycerzy dzielnie dosiadanych, Tam gdzie zew przygody bez wahania gnanych, Gromowładny orzeł, gdy tamtędy przelatywał, Owe tarnowskie pola z nieba obserwował, I z powietrza jak mrówki wyglądały licznie, Te lśniąco czarne konie węgierskie, Lecz to chichot historii sprawił, Iż później z najeźdźcy gościa uczynił, I oczy całej Europy skierował w stronę Tarnowa, I wspaniałego zamku na Górze Świętego Marcina, Wtedy to Jan Zápolya Król Węgierski, Podstępnego skrytobójstwa żywiąc obawy, Schronił się na tarnowskiej ziemi, Życie powierzając tarnowskiej twierdzy, Korzystając z gościny hetmana Jana Tarnowskiego, Starania czynił odzyskania korony Królestwa Węgierskiego, Plany powrotu na Węgry czyniąc zuchwałe, Woli swej podporządkował cały tarnowski zamek, O czym nocami Król Jan Zápolya rozmyślał, Gdy w tarnowskim zamku na wygnaniu rezydował, Pozostanie to tarnowskiej ziemi wielką tajemnicą, Której ruiny tarnowskiego zamku zazdrośnie strzegą, Lecz ja czasami kiedy tam przebywam, W duszy swej cicho z królem rozmawiam, Refleksjom o Europie współczesnej, W historycznym tym miejscu oddaję się chętnie… Na tarnowskiej ziemi pewne szczególne narodziny, Niemal historię całego świata zmieniły, I niemal cały świat na głowie, Postawiło potem to dziecię narodzone w Tarnowie, O wspaniałym generale Józefie Bemie, Wierszy rozmaitych napisano już wiele, Lecz parę prostych słów i ja jeszcze, Niegodny chciałbym dodać od siebie, Niech mnie niegodnemu wolno będzie stwierdzić, Iż na ziemi tarnowskiej arcybohater się narodził Trzem wielkim narodom wielce zasłużony, W dwóch z nich po dziś dzień czczony, Nawet naczelne dowództwo węgierskiej armii mu powierzono, Los Węgier w jego ręce tym złożono, Połączonym siłom Austrii i Rosji czoła stawił, W dalekim Siedmiogrodzie Imię Polski rozsławił, I nawet w Aleppo odległej twierdzy, I tam nawet ślad Polskości wyrył, W tureckiej armii jako Muszyr Murad Pasza walcząc, Na krańcach Imperium Osmańskiego Imię Polski rozsławiając, I najcenniejszy klejnot z węgierskiej korony, To właśnie Jemu był podarowany, W jego miejsce blaszkę z nazwiskiem generała wstawiono, Wielkiemu człowiekowi hołd tym oddano, Tym jest dla tarnowskiej ziemi, Mauzoleum Generała Józefa Bema, Czym dla pięknej morskiej muszli, Najdrogocenniejsza perła, A stojący w Tarnowie generała pomnik, Piękny niczym seklerski kopijnik, Po dziś dzień przechodniów inspiruje, Być prawym człowiekiem milcząco nakazuje, Mógłbym jeszcze rzec o fragmentach Panoramy Siedmiogrodzkiej, Dumnie eksponowanych przez Muzeum Tarnowskie, Zamiast tego o refleksję się pokuszę, Że każdy tarnowianin po części ma węgierską duszę, Tak jak fragmenty Panoramy Siedmiogrodzkiej, Po świecie są rozrzucone, Tak ziarenka kultury węgierskiej, W duszy każdego z nas są zasiane… Z zamyślenia nagle się wybijam, Do rzeczywistości natychmiast powracam, Nad podręcznikiem szybko się pochylam, Na zadane pytanie po węgiersku odpowiadam, Wiersz niniejszy kończę pisać ukradkiem, Na podręcznika języka węgierskiego okładce, Na tarnowski kurs języka węgierskiego uczęszczając, Ostatnie strofy niniejszego wiersza ukradkiem kończąc…-
2
-
Uśmiech węgierskiego kucharza
Kamil Olszówka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
I. Gdy z utęsknieniem wspominam wakacje, Jedno wspomnienie wybija się przed inne, Jest nim serdeczny uśmiech węgierskiego kucharza, Zaklęty w idealnie przyprawionych potrawach, Ten niezmienny podziw i zachwyt, Tradycyjnie odmalowujący się na twarzach wszystkich, Po raz pierwszy nieśmiało kosztujących, Potraw przez Mistrzów węgierskiej kuchni przyrządzonych, I serdeczny uśmiech spoglądającego ukradkiem węgierskiego kucharza, Widzącego zdumienie odmalowujące się na twarzach, Kosztujących jego potraw z całego świata ludzi, W starym Mistrzu rzewne wspomnienia budzi, U niejednego starego kucharza, Smak tradycyjnych węgierskich potraw, Przywołuje bezcenne wspomnienia z dzieciństwa, Gdy identyczne dania przyrządzała jego babcia… II. Gdy węgierscy gujasze przed tyloma wiekami, Ukochane swe danie przez stulecia przyrządzali, Gdy na rozległych węgierskich równinach, Wypasali przez lata swego bydła stada, Z posiekaną cebulą kawałki mięsa smażąc, Serca swoje od pokoleń w to wkładając, Stworzyli przed wiekami węgierskie danie narodowe, Z czasem od nich samych „gulaszem” nazwane… Niezwykły smak węgierskiego lecza, U starych hungarofilów budzący najskrytsze wspomnienia, Ten kolor złocisty i smak cudowny, Niekłamany zachwyt u kosztującego rozniecający, Gdy na tle chmurnego węgierskiego nieba, Jedyny taki w świecie smak węgierskiego lecza, Wieczorną porą nieznane emocje rozbudzał, W głębi duszy zapisując najskrytsze z Węgier wspomnienia… Ten smak wyjątkowy, Który szedł w parze z powiewem wiatru wieczornym, Gdy wieczorny wietrzyk twarz moją owiewał, A węgierskie potrawy rozpuszczały się w mych ustach, Gdy cudowna węgierska pogoda, Każdego bez wyjątku pozytywnie nastrajała, Duszę moją pozytywną energią napełniała, W wakacyjne wieczory tak pozytywnie nastrajała… Jak długi i szeroki cały świat, Jedyny taki w całym świecie smak, Aromatycznych paprykarzy, Pikantnych gulaszy, Wybornych mięs smażonych, Delikatnej jagnięciny pieczonej, A wszystko to przyprawione niepozornymi, Węgierskich przypraw ziarenkami małymi… III. Węgierskich przypraw deszcz złoty, Na przyrządzane potrawy padający, Z drewnianych przyprawników misternie zdobionych, W węgierskich rodzinach z pokolenia na pokolenie dziedziczonych, Smaki pięknych, słonecznych Węgier, W małych, niepozornych ziarenkach przypraw zaklęte, Węgierskiej kuchni stanowiących kwintesencję, Potrafiących zaskoczyć najwybredniejsze podniebienie, Małe, niepozorne ziarenka węgierskich przypraw, Skrywające w sobie wyborny aromat, Najlepszą gwarancją będące, Rozmaitych potraw przyprawionych idealnie, Wyszukanych i złożonych potraw radosne komponowanie, Ukrytego w nich smaku i piękna radosne wydobywanie, Nakładaniem na półmiski swego dzieła wieńczenie, Niepowtarzalnym smakiem każdorazowe się zachwycanie, Do doskonałego smaku ciągłe dążenie, By wydobyć go z potrawy każdej, Staranne, pieczołowite zabieganie, Arcydzieł węgierskiej kuchni szerokim uśmiechem wieńczenie, Jedyny, niepowtarzalny smak, W tysiącach pochwał każdego dnia, Wyrażany na całym świecie, Wszędzie gdzie węgierskiej kuchni gości wspomnienie, I najsłynniejsi kucharze z całego świata, Nie powstydziliby się w swoich restauracjach, Węgierskiej kuchni smaku wyjątkowego, Na węgierskich stołach codziennie goszczącego, W tym kryje się węgierskiej kuchni esencja, Poetyckim językiem spisana tajemna receptura, Której nie zawierają stare księgi kucharskie, A która węgierskiej kuchni duszę oddaje…-
1
-
Marzenia starego profesora historii
Kamil Olszówka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Stary profesor historii, Gdy powiał lekki wietrzyk wieczorny, Szklanicę węgierskiego wina przechylił, Nad książką siedząc nagle się rozmarzył… Ażeby wszystkie egipskie piramidy, Wyjawiły światu wszelkie swoje sekrety, Ażeby Sfinks, który ich strzeże, Wielkie ich tajemnice historykom powierzył, Ażeby z zaświatów starożytni Celtowie, Wyjawili światu wszelkie swoje tajemnice, Ażeby pieśń barda odpowiedziała na pytania, Na które odpowiedzi nie zna archeologia, By wielkie sekrety dynastii Piastów, Odkryte były przez bystre umysły historyków, By w nowych książkach stare tajemnice opisane, Głodnym wiedzy, niczym na tacy były podane, Ażeby polskie skwery i place, Zapełniły liczne pamiątkowe tablice, Upamiętniające ludzi wielkich i zacnych, W historii niesłusznie zapomnianych, Marzenie jednak jego najskrytsze, Było, by w całej Polsce wydziały historyczne, Ciągle nowymi studentami się zapełniały, I wielkiej swojej misji nigdy nie zaprzestały! -
W antykwariacie starego Egipcjanina
Kamil Olszówka odpowiedział(a) na Kamil Olszówka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Waldemar_Talar_Talar Dziękuję. Polecam także łaskawej uwadze moje poprzednie wiersze, a także mój wiersz zatytułowany ,,Kłótnia Sfinksa z księżycem" https://literatura.wywrota.pl/wiersz/63994-kamil-olszowka-klotnia-sfinksa-z-ksiezycem.html