Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

staszeko

Użytkownicy
  • Postów

    2 492
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    5

Treść opublikowana przez staszeko

  1. @aff Zderzenie pokoleń. Ja również uważałem swoją babcię za dziwną osobę, dopóki jej nie poznałem. Żyjemy owinięci kokonem uprzedzeń. Gdyby nie ten portal, nie miałbym możliwości podziękować za tak miły komentarz. 😊
  2. Niby o tym samym, ale jednak inaczej. Auto sunęło bezgłośnie po równiutkim asfalcie
  3. Marek nie poświęcał czasu na czytanie książek, gdyż poza szkołą i spotykaniem kolegów każdą chwilę spędzał przy komputerze. Babcia narzekała, że z tego siedzenia nic dobrego nie wyniknie, ale kto gderanie starszej osoby bierze poważnie? Za każdym razem kiedy przypominała o zaletach czytania, drwił sobie z jej rady i jeszcze przekonywał, jak dobrze komputer zastępuje mu książki. — Muszę planować, obliczać, szybko podejmować trudne decyzje — wyliczał korzyści, nie odrywając oczu od ekranu. — Nawet w szkole tyle nie myślimy. Zrezygnowana babcia jednego dnia usiadła obok niego i przez okulary o grubych szkłach w niemodnych oprawkach patrzyła w ekran. Z trudem nadążała za posunięciami Marka, co było mu na rękę. „Znudzi się i odejdzie” — pomyślał i rozpoczął z dużą energią nową grę. Ten entuzjazm udzielił się babci, bo nie tylko nie poszła sobie, lecz zadała mu bardzo sensowne pytanie: — Co teraz robisz? Marek nie zamierzał wtajemniczać jej w złożone reguły gry, bo przecież i tak nic z tego nie zrozumie, ale po chwili uznał, że w ten sposób jeszcze szybciej ją zniechęci. — Wybieram przeciwnika — odpowiedział szybko. — A któż to taki? — Babcia przejawiała dość duże zainteresowanie jak na osobę, która się nie zna na grze. — Fioletowy kolor ma Szwecja, a ci w zielonych ubraniach to Ukraińcy. — Dwóch na jednego? — zdziwiła się babcia. — Mam sojusznika — sprostował Marek — Saksonię. — To gorzej wybrać nie mogłeś — zmartwiła się babcia. — Szwedzka potęga zaleje nas od północy, na tyłach Kozacy wzniecą bunt… — A co mi tam Kozacy — wpadł jej w słowo Marek zapominając, że mówi do osoby starszej o pół wieku, której należy się ociupina szacunku. — Saksońska armia ma wyborową piechotę. — E tam — westchnęła babcia. „Szwedzi dogadają się z Saksonami, bo to również protestanci, a wtedy unia doprowadzi nas do epokowego nieszczęścia, jak to już pokazała historia” — rozmyślała, mimo całego pesymizmu obserwując z zaciekawieniem jak na zielonym tle, zupełnie z niczego w błyskawicznym tempie powstaje miasto. Marek wpierw postawił młyn, dookoła którego w mgnieniu oka zazieleniło się zbożem, choć nikt go nie zasiał. Niżej zbudował stylowy ratusz, jak ten co stoi przy rynku w Zamościu. Potem zadudniły bębny, aż babci ścisnęło się serce, na znak, że gotowe są koszary: murowane, z basztami i chorągiewkami, łudząco podobnymi do tych na barbakanie. Ku babci zdumieniu z koszar zaczęły wychodzić jakieś ludziki w długich, czerwonych płaszczach i czarnych, futrzanych czapkach. — To są pikinierzy — objaśniał Marek. Babcia wytężyła oczy i o dziwo, rzeczywiście, pod czapką dostrzegła twarze, wprawdzie niewyraźne, pozbawione całego nosa, pełnych ust, lecz niewątpliwie ludzkie twarze. Do tego wszystkie identyczne, jakby całe to wojsko to byli bracia-bliźniacy z jednej matki. Zamyśliła się, patrząc jak Marek posłał sześciu wieśniaków do lasu po drewno, tyluż samo do kamieniołomów, a resztę na pole pszenicy, która właśnie dojrzała na piękny, złocisty kolor. Wieśniacy żęli łan równo kosami, jednak pszenica rosła dalej, ziarno z kłosów samo się wsypywało do worków, a oni zanosili je na plecach do młyna. Żaden się nie zatrzymywał, nie siadał, nie odpoczywał, wiatrak niestrudzenie obracał łopatami, jak podczas żniw w doskonałym gospodarstwie. Babcia nie mogła oderwać od takiego ładu oczu. „A myśmy miały szmaciane laleczki, chłopcy ołowiane żołnierzyki, kilku zaledwie, a tu wychodzą i wychodzą, mnożą się bez liku. Jak to wszystko zmyślnie funkcjonuje” — wpatrywała się z podziwem w obraz na monitorze. Na skraju pola pszenicy zauważyła wieśniaka zataczającego kółka w miejscu, jakby tańczył z radości, lub co gorsza, zbzikował. — A temu co jest? Marek nic nie powiedział tylko wycelował w niego strzałkę i wieśniak rzucił się w te pędy do pracy, jak wszyscy jego bracia. — To tutaj nie ma kobiet? — spytała babcia rozczarowana. — Sami mężczyźni... — uciął Marek, lecz zamilkł momentalnie, bo pierwszy raz uświadomił sobie, że babcia też jest niewiastą i dalsze słowa mogłyby jej sprawić przykrość. Zamiast tego przyjemniejszym tonem dodał: — W innych grach są również kobiety, ale nie w tej. — Ach tak. — Uspokojona babcia pokiwała głową. W duchu trudno było jej odmówić odrobiny racji wnukowi. Jak on to wszystko wspaniale zorganizował: kieruje tyloma ludźmi, dowodzi wojskiem, doskonale wie co robić dalej… Dalsze rozmyślania przerwał przeraźliwy jęk z kamieniołomów. Jeden z wieśniaków, ten pchający z wysiłkiem taczkę pełną kamieni, padł na ziemię, a wtenczas jego ciało się spłaszczyło, jakby rozjechał go walec, a po chwili zostały z niego tylko jakieś rybie ości, co zapewne miało przedstawiać ludzki szkielet, a i ten szybko zniknął pod trawą, niezależnie od pory roku zawsze zieloną i tej samej wysokości. — Zabrakło chleba — skwitował śmierć wieśniaka Marek. Odszukał jarmark i wymienił tam sporą ilość zebranego kamienia, za nieco mniejszą porcję żywności. Z każdą wymianą cena kamienia spadała, cena żywności rosła. — Taki z ciebie gospodarz. — Babcia spojrzała na niego karcącym wzrokiem. — Całe szczęście, że nie jesteś ministrem gospodarki, to dopiero byłaby klęska. Nagle zabrzmiał dźwięk trąbki, wzywającej na alarm, a zanim Marek odkrył co się stało, dobiegł z głośników szczęk metalu, groźne pomruki, później czyjeś krzyki, coraz rozpaczliwsze… Od lewego narożnika u góry ekranu nadciągał fioletowy czworobok i co tylko napotkał na swojej drodze przybierało natychmiast fioletową barwę: kopalnia złota, składzik drewna, kuźnia... Fioletowy obłok zawisł złowieszczo nad miastem. Po zmianie koloru wieśniacy porzucali miejsca pracy. Wyrzekłszy się domu i ojczyzny odchodzili tam, skąd nadszedł nieprzyjaciel, na północ, służyć obcemu panu. Co poniektórzy bili kułakiem własnych braci, dopóki ich nie zatłukli na śmierć, bądź sami nie zginęli. Babcia patrzyła na to z coraz większą zgrozą, dopóki Marek nie zapauzował gry, a wówczas cały świat zamarł w bezruchu. Wskazówki zegara przestały się przesuwać. Figurki zastygły nieruchomo w niemożliwych pozach: wieśniacy z kilofami wysoko nad głową, taczkami opuszczonymi nad pokruszoną skałą, pikinierzy zwarci w fechtunku. Tym co wychodzili z baraków, piki przyrosły do ramienia; utknęli w marszu gęsiego, nieświadomi co się z nimi stało i co mają począć dalej. Wszyscy czekali aż czas popłynie znowu. — Trzeba wystartować grę od początku — rzekł Marek po krótkim namyśle. — Znaczy się poddać, skapitulować? — Próbowała się upewnić babcia. — No niby tak. — Przyznał się Marek. — Ale w następnej rozgrywce pójdzie mi lepiej, nie dam się zaskoczyć. — A twoje wojsko, ludność cywilną, ich domy, wszelki dobytek… Zostawisz na pastwę wroga? — Ach, babciu. — Niecierpliwił się Marek. — Jaką tam pastwę, to tylko gra… — Zaraz, zaraz — wtrąciła babcia — każda gra ma swoje zasady. A w tej grze, jak już zdążyłam się zorientować, chodzi o obronę granic własnego państwa. Marek chciał jej zaprzeczyć, lecz jak na złość zabrakło mu argumentów. — Polskie państwo już niejednokrotnie stało nad krawędzią katastrofy, a mimo to nikt nie myślał, żeby jakimś guzikiem zaczynać wszystko od nowa. To dziecinnie proste. W głosie babci grzmiała taka determinacja, że Marek nie śmiał się sprzeciwiać. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że szwedzki atak narobił takiego zamętu, iż łatwiej byłoby zresetować. — Dopóki stoi kościół, nic nie jest stracone — zawołała babcia. — Rób księży, prędko! — Ale kiedy oni są zupełnie bezużyteczni — zaprotestował Marek. — Bezużyteczni? — oburzyła się babcia. — Bój się Boga! Potem zaczęła uważnie przyglądać się mapie. — A ten budynek, tam na górce za kościołem, do czego on służy? — Misja dyplomatyczna — wyjaśnił Marek. — Można stamtąd otrzymywać wojska zaciężne, ale kosztują sporo, a bitne nie są. — To kup za złoto w skarbcu tych najemników — poradziła mu babcia. — Wtedy nie będę miał środków na budowę stajni — sprzeciwił się Marek. — W tej chwili dobro narodu jest ważniejsze niż konnica — zawyrokowała babcia i na tym stanęło. Decyzja babci, jak się wkrótce okazało, była zbawienna. Wprawdzie grenadierzy, biegnący z budynku ambasady wprost na pole walki, padali gęsto trupem, lecz ich niespodziewany atak zaskoczył wroga. Zwarta formacja szwedzkiej piechoty rozproszyła się w różnych kierunkach, błądziła za budynkami, zza których nękały ją straże, watahy wieśniaków, aż wreszcie dopadł ich ogień grenadierów, strzelających początkowo dość chaotycznie, później jak na komendę. Po każdej salwie kilku zakutych w żelazo Szwedów zamieniało się w rybi szkielet. Grenadierzy trzymali pozycję, czyścili wyciorem lufy, sypali proch z woreczków, ładowali muszkiety, posyłali następną salwę, a gdy tu i ówdzie przedarł się w ich kierunku pojedynczy Szwed, przebijali go długim bagnetem przytwierdzonym do lufy. Z góry nadchodzili księża: w sutannach do samej ziemi, mitrach na głowie, z laskami w rękach. Pomimo widocznej tuszy szli żwawo, bez oznak najmniejszego zmęczenia, ani trwogi. Za każdym dotknięciem pastorału nieprzyjacielska purpura zamieniała się z powrotem w czerwień, jak na sztandarach polsko-litewskiego królestwa, ziemie wracały do macierzy. Żołnierzom goiły się rany, chłopi nabierali sił do dalszej pracy. Widząc jak kilka budynków stanęło w ogniu, wieśniacy rzucili się na ratunek; pożar gasili piaskiem i wodą. Później naprawiali zniszczenia, przywracali obiektom dawną świetność. Marek patrzył na to w osłupieniu. Nigdy przedtem taka taktyka nie przyszła mu do głowy. Puścił przodem oddział Kozaków, żeby odciągnąć kolejne formacje wroga idące ku miastu. — Babciu! — krzyknął z radością — jesteśmy uratowani! Odpowiedziała mu uśmiechem pełnym babcinej miłości, a wówczas z twarzy zniknęły jej zmarszczki, z włosów zeszła siwizna, w oczach zapłonął młodzieńczy blask. Zamiast nieporadnej, dziwacznej, marudnej babci ujrzał w niej drogiego przyjaciela, powiernika najskrytszych tajemnic, towarzysza broni, z którym bez wahania można się rzucić w największe niebezpieczeństwo, jak w ogień.
  4. Panowie to konkurencja; konkurencję należy niszczyć. 🔫🤣
  5. Bez miłości życie to niewola — cudowna myśl. 👍 Z okazji Walentynki życzę wszystkim paniom zakochania się na umór choć na jeden dzień. 💜
  6. @Gosława Aż tak głęboko nie myślałem, ale gość dawno nie widziany, tym milej jest witany. 👋😊
  7. @opal A mnie się dobrze czyta Twoje komentarze. 😊 Ziarenko to właśnie znak zapytania umieszczany w sytuacjach, których się nie da wyjaśnić. 🤔
  8. @aff Smażenie się w słońcu to nie moje ulubione zajęcie, lecz wiele osób to robi: żeby łyknąć witaminy D, albo wyeksponować urok ciała. Niesamowite ile się zmieniło w ostatnich czasach: kobiety chodzą w g-stringach, a niektóre opalają się bez biustonosza i to na zwykłych, publicznych plażach. Ciekawe, co będzie za kilka lat. Dziękuję za podzielenie się ciekawymi refleksjami. 😊
  9. Tak, medycyna notuje takie przypadki. Tejrezjasz oślepł w młodym wieku podglądając kąpiącą się Atenę, dlatego żeby uniknąć podobnego wypadku, nie należy oglądać nagiej kobiety nieuzbrojonym okiem. 🔎😄
  10. Ależ skądże, jestem poważny jak nieboszczyk w dniu sądu ostatecznego. 🤭 Chodziło mi o to, że na starość psuje się wzrok, człowiek ślepnie, a wtedy nie pozostaje mu nic innego jak patrzeć na nią sercem, oczami wyobraźni, gdzie wszystko jest doskonałe. 🌹
  11. staszeko

    Jedynie

    100 gramów dyni zawiera jedynie 26 kalorii, ponieważ w 96 procentach składa się z wody. 🎃 Podejrzewam, że puszysta piękność znad Tamizy jadła to w łóżku z kremem, lodami, górą cukru i w ogóle nie wychodziła na spacer. Ale rymy dobre. 👍
  12. Tak, bo kobieta im starsza tym piękniejsza. 😊
  13. Zawsze uważałem, że prawdziwa miłość zaczyna się po siedemdziesiątce. 🦋
  14. Tak, piasek wieloma odmianami się mieni. ⛱️ W młodym wieku marzyłem o egzotycznych wyspach ze śnieżnobiałym piaskiem, a tam często piasek jest szary, a kiedy mokry nabiera koloru czekoladowego, bo jest wymieszany z wulkanicznym popiołem i przy byle podmuchu wpada do oczu, zgrzyta w zębach i w ogóle zamienia romantyczny nastrój w coś zupełnie przyziemnego. 😒 Byłem tylko raz w Bułgarii🇧🇬; w Złotych Piaskach i mile pobyt tamtejszy wspominam, bo za parę tanich okularów przeciwsłonecznych z bazaru można było zjeść królewski obiad w restauracji: pieczony kurczak, do tego sałata ze śmietaną, młoda kapusta z koperkiem, pomidory, a na deser winogrona i melon pokrojony w kostkę. 🍗🍇😎 Dziękuję za miły komentarz i pozdrawiam. 👋
  15. Inspiracji dostarczył pobyt na plaży w Maroubra NSW, gdzie piasek jest nieco drobniejszy niż nad Bałtykiem i niezwykle kleisty, że aż trzeba go ścierać szmatką lub gąbką. Natomiast ta niezdolność do uczuć to już moje wypaczone spojrzenie na życie, gdyż młode kobiety na plaży są zazwyczaj wesołe i przystępne. 🏖️👩 Dziękuję za komentarz i pozdrawiam. 🍹😎
  16. @Firley Motywu Rozumiem motywy, ale to o czym piszesz nadaje się bardziej na jakiś sąd koleżeński, niż portal literacki. Tekst powinien poruszać doborem i wymową słów, a nie WIELKĄ LITERĄ, bo w ten sposób powątpiewasz w siłę własnych argumentów. 😉
  17. Emocje zazwyczaj przeszkadzają pisaniu z następujących powodów: ściemniają wyrażane myśli utrudniają czytanie Pozbawiają opowiadanie wiarygodności, ponieważ narrator powinien zachować dystans do opisywanych zdarzeń. Jeśli koniecznie emocje mają dojść do głosu, lepiej zawrzeć je w dialogach wypowiadanych przez stworzone w tym celu postacie. Na miejscu autora wróciłbym do tego tekstu za jakiś czas, żeby się przekonać czy nadal jest dobry. Jak na razie odbieram to raczej jako wewnętrzny monolog sfrustrowanej osoby, aniżeli próbę przekazania czegoś czytelnikowi, który może nie znać tematu, ani poglądów autora. Gdyby mnie coś takiego się przytrafiło, starałbym się przedstawić bieg wydarzeń z punktu widzenia niezależnego obserwatora, z którym czytającemu byłoby łatwiej się utożsamić. I jeszcze jedno: nic tak nie osłabia efektu, co jego nadużycie. 😊 Życzę powodzenia. 👋
  18. @Somalija Wspólne korzenie były tak dawno temu, że nie mają już znaczenia. W stosunkach między narodami odgrywają większą rolę czynniki geograficzne i gospodarcze. Rosja to imperium, a imperium musi karmić swą wielkość pomniejszymi państewkami, choć nie jest w stanie wykarmić własnych obywateli. Pięknie pisał o tym Kapuściński: Rosja to przemysłowa potęga, gdzie cały wytop stali idzie na produkcję drutu kolczastego, którym trzeba zabezpieczyć niezmierzone granice, a pozostałe rzeczy trzeba łatać sznurkiem. Nie zgodzę się, że Francuz, Anglik to nasz brat. Sprzymierzeniec tymczasowy, możliwe, ale na pewno nie brat. Wątpliwy sprzymierzeniec należy podkreślić, kapryśny niczym pogoda; wszystko zależy od tego, skąd powieje wiatr i jak długo nie zmieni kierunku. Jesteśmy zdani wyłącznie na siebie i nie zapominajmy o tym.🇵🇱
  19. Dziękuję za komentarz i przepraszam za spóźnioną odpowiedź. 🙏 Skądś znam to powiedzenie, tylko nie mogę sobie przypomnieć skąd…
  20. W powyższym fragmencie można poprawić kilka rzeczy: oddzielić opis od myśli bohatera przy pomocy akapitów i myślników, bądź cudzysłowów połączyć krótkie zdania należące do tej samej sceny Rozbić monotonię opisu w końcówce: Otworzył/Wyłączył/Usiadł i tak dalej. „Otworzył okno/Zamknął okno” brzmi nie najlepiej. Lepiej nie powtarzać. Jedna z wielu możliwych sugestii: Siedział przy kuchennym stole i dopijał kawę. Uchylił okno i zapalił papierosa. „Przed pracą pojadę na cmentarz i zawiozę kwiaty na grób. Na szczęście pracuję na późniejszą godzinę, więc nie muszę się spieszyć i jeszcze będę miał czas, żeby kupić owoce i podjechać do Zakątka. Ona lubi mandarynki, ale nie lubi nikotyny.” Zamyślony głęboko, zaciągnął się papierosem i zgasił wypalonego do połowy. Otworzył okno i poszedł się ubrać. Z dworu powiało świeżym powietrzem. Po kwadransie był gotowy. Wyłączył radio i skierował się do wyjścia. Samochód czekał na niego na ulicy przed domem. Usiadł za kierownicą, mimowolnie spojrzał na siedzenie obok i spanikował. „To nic wielkiego, nic wielkiego.” Podobnie można doszlifować dalszą część tekstu. Pozdrawiam i życzę powodzenia. 🙂
  21. Fale oceanu biły w piaskowiec, odrywały z niego głazy, kruszyły na kamyki, mieliły w piach: żółty pod wodą, złocisty w słońcu. Ziarenka przyklejały się do jej stóp, brzucha, pośladków… Zanosiła piasek na klapkach do domu. Strzepywany na dywan, wysysany odkurzaczem, wracał do morza, opadał na dno, czekał aż przypływ podniesie go z głębin, wyrzuci na brzeg, aby szlifować jej pięty. Spłukiwała piach wodą ze źródełka, lecz trzymał się mocno, dopóki nie starła go gąbką, a wtedy jedno ziarenko wpadło jej do oka. Nie bolało, nie wytoczyło łez, ale zamieniło ją w skałę, patrzącą na ludzi obojętnym wzrokiem, niezdolną do uczuć.
  22. staszeko

    Patrz sercem

    Autorka zakłada, że piękny mężczyzna jest nieciekawy, za to każdy wymoczek o trójkątnej twarzyczce, ptasiej główce i zapadniętej klatce piersiowej ma przebogate wnętrze, a tak nie musi być. 🤓 Uroda, talent, interesujące usposobienie są jak diamenty: nie leżą w jednym miejscu i trzeba się sporo namęczyć, żeby je znaleźć. 💎 Gdyby człowiek miał patrzeć sercem, do czego potrzebne byłyby mu oczy?
  23. Nawet po wypiciu litra mleka z miodem, ciepłej, wygodnie przespanej nocy, porannej kawie i godzinnej jeździe rowerem po górkach, ten wiersz jest wciąż trudny w odbiorze. Ciekawa gra słów, lecz cóż może znaczyć, że tajemnice nabrały lepkości? Czy to, że są słodkie, dotyczą czegoś przyjemnego? Nie mam pojęcia. Wyjawić tajemnice zanim pójdą w zapomnienie? Znowu, absolutny mrok. Przeskoki myślowe, deformacja obrazu, rzut pizzą w ścianę i opis tego co po niej zostało… Cóż, rozgryzanie łamigłówek to nie jest moja specjalizacja; ja lubię jasne słońce na błękitnym niebie krążące, promienie biegnące najkrótszą drogą, jeśli kocha to kocha, jeśli nie to nie. 😒 Pozdrawiam. 👋
  24. @tetu Nie „Y-Y-Y-Y-Y-Y”, ale „Y-Y-Y-YYY” (trzy ćwierć nuty i przedłużona o połowę półnuta, jak w partyturze, którą wysłałem, a której wyciąg fortepianowy możesz posłuchać poniżej). Mleko zawsze pomaga mi myśleć, zwłaszcza ciepłe i z miodem. Daj mi jeszcze chwilkę, a na pewno doznam olśnienia Twoim wierszem. ✨
  25. @aff Ciekawa uwaga, będąca charakterystyką nowego pokolenia Polaków, bardziej naśladujących wzorce zachodniej kultury aniżeli swoich dziadów. Film Killing Them Softly kończy scena, w której płatny morderca Jackie Cogan (grany przez Brada Pitta) wygłasza świetną kwestię, czym naprawdę jest Ameryka: This guy wants to tell me we're living in a community… Don't make me laugh. I'm livin' in America. In America you're on your own. America's not a country, it's just a business. You fuckin' pay me!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...