Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

marekg

Użytkownicy
  • Postów

    831
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez marekg

  1. @Lahaj Dziękuję
  2. na tej twarzy nie było słońca spacer online bez wiatru i chłodu w górze ekranu kilka betlejemskich gwiazd dziś prześlę Ci mój głos i emotikon z radosną buźką grudniowe wiersze odczytam w głuchej przestrzeni potem wymodeluję bałwanka bez refleksji w białym śnie czarnej klawiatury
  3. idź sobie pobiegaj po księżycu aż w głowie się zakręci mrugnięciem kociego spojrzenia sprowadzę Cię na moją dłoń oczyszczona pełnią otulona w gwiazdy powrócisz ostatnim tramwajem ta noc pojedzie kilka przystanków dalej ranek powitamy czajem i spojrzeniem w grudniowe okno spadających z nieba niedowiarków znajdziemy w roznegliżowanej szafie
  4. pamiętasz było kiedyś ta­kie nieme kino z lus­tra­mi i pus­tym bufetem cza­sem ko­bieta w golfie sprze­dawała tam herbatniki zja­daliśmy je bezszelestnie a wokół słychać było krzyk łuszczo­nych małych pestek zbi­ci w jed­no ciało szu­kaliśmy bezustannie gniazda prawdy nadzieja przyk­ry­ta śla­dami czołgów jarzyła się śniegiem w ciemności nig­dy nie przes­tałem wierzyć że Wol­ność is­tnieje realnie
  5. pamiętasz jak we śnie zrywaliśmy kwiaty potem w zwiniętym arkuszu nieprzespanej chwili szukaliśmy siebie gdzieś na brzegu dnia ułożyłem Ci bukiet z kwiatów przykryłem ciszą pościeli nie martw się kochanie wszystko pozostało jak wczoraj w tej bieliźnie czasem płatki wspomnień znajdziesz
  6. złamano nos w narożniku pozytywnych uczuć pięścią przerażonej dłoni zmieniono kolory wycięto klamki podróż wyję jak wilk siedząc na księżycu z mapą marzeń klucz lecących ptaków zamknął niebo ornitolodzy podążają za cieniem kota wiatr rozdrapał chmury
  7. schody dnia twarze rzeczywiste na przekleństwa najlepsze są papugi ktoś zapala znicz na skrawku asfaltu w cieniu mijających sekund zmieniamy kolor oczu powoli zdejmujemy wszystko za drzwiami schłodzone niebo łódki z wioślarzami skrzynka na paznokcie życie nie zawsze drapie czasem zostawia awizo
  8. kot nim zas­ko­wyczą bra­my miast ob­rasta w fiolet cze­goś ta­kiego nie ma są pus­te ramy wszędo­byl­ska nagość me­lan­cho­lia i trujący do­tyk ust człowiek ob­rasta w niemoc o dłoniach zimnych i oczach z twar­de­go kamienia
  9. To na­rodziło się wczoraj trzy gwiaz­dy dalej przedzierając przez po­wiew osza­lałych myśli skrop­liło w głosie anonimowego telefonu czas na media prze­cież po­lityk czy wa­riat na sznurku też ma prawo us­ta­lać pra­wa w zgodzie z sa­mym sobą biegać z mo­tyką po noc­nym morzu szu­kając słońca Glo­ria po­zos­ta­nie w samogonie z mocą iluzji przeg­ry­ziona pi­kan­tną sardynką i za­kazem pi­cia po alkoholu
  10. samotność w granatowej nocy zaklina deszcz blade latarnie mrugają przed nosem pijane gwiazdy spadają z nieba na skrzyżowaniu nie ma dziś ulic zabrakło świateł skradziono domy w kałuży tonie skulona stówka odpompowano wezbrane słowa w zawianym świecie w chaosie myśli bosa nadzieja na zebrach kona
  11. to kwiat pa­piero­wej nocy sku­lone w ciem­ności nożyce prze­cięły wstęgę bram nieskończoności sko­ro się urodziłeś prze­bieg­nij po alei snajperów w ro­li be­zimien­ne­go wygnańca wy­powiedz mod­litwę przed po­ran­na kawą do praw­dy rzeczywistości wejdź jak do wanny na­go i z wiarą w rychłe oczyszczenie za pa­piero­wym parawanem op­rawcy ba­wią się w ludzi z żydow­ską lalką na ręku
  12. pięknie
  13. wchodzimy do lasu jak do siebie przez otwartą wilgoć ciało nakrył deszcz duszę uniosły drzewa z szelestem liści przebiegł listopad kolejny nie liczymy już oddechów natury niech ta chwila pachnie życiem w ciszy zmówmy kolejny wiersz
  14. to tylko cień w nieoznakowanym locie motyla są dwa skrzydła prawdy na koniec lata umiera uniesione ku niebu na dłoniach lęku w przestrzeni czasu przestały tykać potem pojawi się nekrolog poczwarka i jedno muśnięcie skrzydła
  15. zbiegliśmy z krainy wierszowanych bajek dziewczynka o włosach w kolorze kasztana zrywa pomarańcze nad lazurowym morzem tańczy anioł a gdzie oliwki pytasz wyciągnij dłoń a potem zamknij oczy wtedy poczujesz smak całej wyspy skaleczyliśmy się odłamkiem marzeń krwistym winem które upija dzień i budzi noc jutro odnajdziemy ślady Hipokratesa zarażeni podróżą nieuleczalni
  16. w tym sadzie nie ma słów jabłka za bezcen spadają z drzew jest nierealnie jak w szklance zagęszczonego soku o smaku natrętnej reklamy Pan cieć wpuszcza zgrabnych widzów najpierw zakładamy okulary następnie maseczki uśmiech dostaniemy gratis po przejściu pierwszej malowanej łąki uważajcie na krowy są on line ale bodą i barabanią rogiem gości na sztucznej trawie częstują kartonowym mlekiem potem odlecą bociany zakumkają plastikowe żaby nakręcona myszka udławi kota tu dawno mleko się rozlało a dzieci przestały płakać
  17. usiedliśmy przy niebieskiej cerkwi pamiętasz kiedyś byliśmy młodzi dziś pozostał ten sam uśmiech i niewinne dziewczęce spojrzenie na grobach dziadków iskrzą znicze odwróciłaś kwiaty w nasza stronę wspominając w malowanych słowach Wiecznaja pamiat - Człowiek cierpi i kocha w następnej zwrotce już płynie rzeka między pamięcią a snem błyszczy Narew szukasz dawnego echa w tajemnicy życia słońce zakrywa powoli usta utkany z kawałków wieczornego nieba z zapachu łąk kolorów dyni wspomnień powietrza ludzi i cieni podlaski krajobraz letniej chwili
  18. ukradłaś zapach kwiatom powiedz mi jak daleko wieje ten wiatr co przepędza puste myśli a potem w welurowym śnie okrywa ciepłem słowem z kolorów jesieni lubię ten złoto bursztynowy o aromacie palonych liści z niebem październikowego wieczoru chłodem ostatniej zieleni na biszkoptowych skrzydłach budzi się mały anioł z utkanego nieba powstaje człowiek życie skacze radośnie i wtedy bawimy się sobą w odwróconej strukturze chwili
  19. za oknem ruda jesień ty śpisz a kołdra moknie świt sprawia ból chociaż tańczą złote liście w bramie wirtualny deszcz w wilgotnym płaszczu wybudzona brunetka czeka na autobus 23 trwa uliczny dialog słowa niczym przemoc przerywają ciszę a ty jesteś w mych ramionach dziś nie ma początku dnia życie rozdaje malowane maski dotkliwie gryzą azjatyckie biedronki za drzwiami szczekają ludzkie sumienia
  20. Ustronny poranek w oknie tykocińskiego zamku w dali samotność idąca łąkami most uśpiony w zaciszu stali jak wygięty szkielet ostygła tęcza nad wędrującą rzeką się budzi Mój synek nazywa go -most Golden Gate Chociaż tu Złote Wrota Żyją wolniej I rzadziej jeżdżą cadillaki
  21. w świeżo zmielonej pościeli przytuliliśmy się w małej kawie z ekspresu dnia kapie wybudzony sen bez cukru z odrobiną rozkoszy unosi w łyżeczce nagie ciała za oknem piernik i Kopernik w niebo gwiazdkowym hotelu
  22. dla święte­go spokoju uli­cy radości sma­ku ust uschniętych kaszta­nowych gości hałd liścias­tych kupek wys­traszo­nych jeży oniemiałych kobiet codzien­nych pejzaży i gdy słońce wrzesień w paździer­nik zaklina złoto idzie w górę z nieba krop­la spływa mo­da już jesienna dieta odmieniona... i gdy w rączki zimno w wieczór łapiesz doła ciem­no i cholernie pus­to dookoła wte­dy przy stoliku chruczy dzika krówka je­sien­nie polana schłodzona żubrówka
  23. @Antosiek Szyszka Dziękuję . To ma być teks piosenki , mam nadzieje udanej
  24. pamiętasz był taki magiczny park w kolorze żółtego sera na ławce siedział ten sam kot czasem samotna kobieta w odcieniu jesieni spadały kasztany zrzucając kolczaste skórki wtykaliśmy w nie zapałki tworząc rączki i główki a w oknie siedziała babcia i orszak jabłek czerwonych dom pachniał wieczorem i chrustem w piecu palonym wszystko było zwyczajne i tak kiełbasę nazwano nie było crunchipsów i musli tylko kożuch z owsianką co rano
  25. pamiętam to zimne spojrzenie w kolorze spranego błękitu słowa ubrane w czapki biegały mi po głowie karzeł obraził się i odszedł opustoszały myśli z twarzy spłynęła oczywistość rodząc kałuże drwin nie do śmiechu bywalcom szczęścia świat w biskupim odcieniu nie ma łez nie ma tła ale próbuję malować to jest jak twój poranny uśmiech w lekko niedogotowanej kuchni obrany z uczuć podgrzany bez pieprzenia
×
×
  • Dodaj nową pozycję...