Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

marekg

Użytkownicy
  • Postów

    664
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez marekg

  1. w każdym zakątku zieleni szeleści chwila błękitu przestrzeń wybudzona smakuje na niebiesko nie mam pamięci do twarzy i chmur przytulonych do nieba raz na jakiś czas zaciskam oczy opowiadam sprośne historie wszystko mieści się między waginą i piersią w pustej knajpie burza w szklance wódki jest dwunasta piętnaście i co z tego
  2. wszystko zależy od pociągu w kolorze wczesnej zieleni który wjedzie na nieistniejący peron między zachodzącym czerwonym słońcem a uśmiechem twoich ust
  3. za blokiem pies szarpie się z chmurami ulewa rozmywa miasto mamy adidasy po kostki i nylonowy parasol nie wydziwiaj dziś szczeka na jutro a wieczorem wyjdziemy na kolejny spacer ugryziemy chwilę przyjemności samotność już nie doskwiera czworonogom
  4. siedzimy trochę niedomalowani jeszcze nienarodzeni a już śmiertelnie poważni księżyc układa się z klocków Lego w gwiazdozbiorze Barbie lalki tulą się do snu noc przyszła się kochać rozbudzić pobudzić z rozkoszą odkryć niebo jest też inna wersja znudzimy się i pozabijamy w dzień powszedni w miejscach intymnych tam gdzie ulice nie mają nazw
  5. wszystko jest tak dziecinie proste i tylko się śmiać z siebie między mną a słońcem jest skrawek cienia tam potykam się o moje myśli w ustach kurczą się grzeszne słowa powietrze jest ważne i czyste mówię sakramentalne – być może nie wszystko musi być logiczne jak wiersz zawieszony w pajęczynie
  6. zapachniało deszczem zrywasz kwiecień las zapładnia las na krótko zapachniało miłością jak zwykle o tej porze słońce przetoczyło się między nami potem znikło w kanonicznej ciszy w niezapisanym wierszu stanęliśmy w cieniu spłoszonej sarny i bezczelnie cmokamy zielone landrynki
  7. śpimy w twoim śnie w łóżku zasypanym książkami wycinki gwiazd układają wiersze do twarzy ci w kolorze nocy reszta jest zbędna w pełni przegadana między nami mruczy kot za oknem kwiecień plącze się w deszczu dzień będzie dłuższy od najkrótszego
  8. między zamglonym niebem a porankiem usiadłem przy moście Szabadság hid tramwaje wyłaniają się w słonecznym kolorze jest jeszcze dość wcześnie na pierwszy łyk tokaju mityczny turul nie odleciał i tej nocy cień skrzydeł zniknął na billboardzie chmur po zielonym zboczu czarny kot wspina się na miasto za moim plecakiem zostają mruczące mosty kamienny krzyż i Jezus idący po Dunaju zamykam oczy wdycham niebo myśli trzepoczą płetwą i toną wbrew rozumowi książkę z autografem autora odbiorę w paczkomacie
  9. motyl u drzwi wiosna rozłożyła skrzydła wyjęłaś czerwoną pomadkę usta milczały
  10. w pustej cerkwi myśli klęczą w samotności w zaułkach wzruszeń nasze prośby przed ikoną pisaną łzami tli się światło oczyszczenia ziarna modlitwy anioł rozsypał na niebieskie pola między progiem nieba a wiecznością list niedokończony kilka słów zawisło na krzyżu czytam wiersze wskrzeszone
  11. tylko plaży brak ....teraz uganiam się w kuchni !
  12. usiadłaś między mną a cieniem niczyim zapatrzonym w niebo kształt morza jeszcze śpi w podekscytowanej przestrzeni słońce odkrywa nasze ciała biorę głęboki oddech berek na plaży to nic nadzwyczajnego ganiamy się za każdym słowem powiedzmy że to próba wiersza
  13. @Mitylene Dziękuję za komentarz. Miło mi . @Bożena De-Trewielkie Dziękuję ! za ciekawy komentarz .
  14. o świcie nieśmiałość wtulona w kolory w lustrze wody błądzi jeszcze noc w głębi mgieł budzi się niebo i błękit zatopiony w małej butelce ultramaryny
  15. gdzieś pod samotnym drzewem błądzi mój cień słońce grzebie się w koronie zieleni obłoki zakrywają kolejny fragment marzeń z każdym oddechem znika przestrzeń i moja nieobecność
  16. dziś wędrowaliśmy pustymi ścieżkami las tłumaczył na swój język nasze słowa wiatr przeganiał zbędne metafory na wymęczonym niebie surowe chmury zakryły świeżo namalowane słońce potem powstał wieczór w kolorze herbaty mrugamy do siebie przez napełnione szklanki
  17. spotkaliśmy się przypadkowo pod Niebem w gębie nie było chmur słońce wyjrzało zza firanki twój uśmiech opromieniał przed kilkoma miesiącami odprowadzałem świat na ostatni tramwaj byłem spóźniony o kilka lat a on szalenie niezrozumiały gubiłem kroki traciłem oddech i ciebie
  18. @Mitylene Dziękuję za komentarz. @beta_b Dziękuje za miłe słowa. Pozdrawiam z Podlasia !
  19. w bezkresie idyllicznych łąk artysta maluje krzyż to taki drogowskaz dla grzeszników między snem a dniem zagubione dusze szukają swoich twarzy Kain i Abel śpią jeszcze w kołysce demoniczne echo odmienia słowo grzech przez przypadki Chrystus wędruje w ciszy gdzieś między rzeką a brzegiem życia
  20. w tym śnie droga miała kocie łby a kot błękitne oczy uwielbiam sny czarno- białe i poranki w barwnych rekonstrukcjach dnia poprzedniego w dużym skrócie budzę się na pomarszczonym cieniu kołdry między mruczącymi memami
  21. miasto pędzi w neonach w nikczemnych strofach gaśnie chłodny dzień nie zdążę wszystkiego zapisać kolory słów huśtają się na wietrze dalej są schody i kilka fragmentów codziennej prozy już śpią ci których kocham
  22. po kolacji siedzieliśmy na scenie na widowni huśtał się świat w nastroju późnego lata na pohybel wakacjom ostygły jeziora spadły kolejne liście księżyc zlizały bezdomne koty teatr łabędź na czerwonych kołach naga kobieta czyta wiersze niebo pełne ostatnich piorunów
  23. kiedy mówisz dobranoc zasypiam na enigmatycznej plaży bez krasnoludków i sierotki Marysi w życiu każdy ma swoją noc ze słodkim snem i księżycem z innej bajki możliwe że zbudzimy się całkiem samotnie między grzesznymi ciałami z sakramentalnym tak na odchodne
  24. w progu światło to przeszedł dzień w środku wiersza niezgaszona lampka i kilka przebudzonych słów za oknem powtarza się jedno i drugie cień miasta przedziera się przez żaluzje słońce drapie się w moje czoło
  25. za oknem klucz lecących ptaków otworzył niebo ornitolodzy zatoczyli jeszcze jeden krąg cień naszego kota mruczy w szuwarach błękitu
×
×
  • Dodaj nową pozycję...