Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

marekg

Użytkownicy
  • Postów

    802
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez marekg

  1. pierwszy spacer na ulicy szklanka za szklanką w herbacianym poranku stygnie cytrynowy sen w metafizycznej przestrzeni ja na łańcuchu i pies w kagańcu odprowadzamy się pod same drzwi tramwaj skręca w swoją stronę
  2. po drugiej stronie brzegu świat ma kolor wczesnego poranka ze słońcem i kawą ci do twarzy teraz szukamy ciszy na skraju jeziora samotna plaża zanurzamy się w głębiny swoich myśli
  3. senna filiżanka stygnie w dłoni za chwilę nastąpi wieczór nam nadzieję Dobry wieczór herbaciany las gaśnie w melancholii kilka zdjęć zrobię później przecież nie zostawiłaś mi kluczy ptaki wędrowne czekają na wycieraczce
  4. ugryzłem się w mój palec wskazujący na brak poczucia humoru gubię resztki zdań odejmuję z ust każde bolące słowo a potem dotykam twarzy aby uciszyć lęk
  5. dobranoc to słowo przełykam w ciszy noc ślizga się na minusie na jej sztywnych kolorach świecą kocie oczy dziś każdy będzie miał swój sen i Nasen po drugiej stronie nie ma drugiej strony noc jest niepewna
  6. na brzegu dłoni słońce to na początek tak niewiele potrzeba świtanie i morski wiatr potem między ciałem a niebem jest chmura pełna łez i statek w muszli schowany samotne kotwice toną w głębinach
  7. i jestem !
  8. jestem dziś zamazany na drugiej stronie jest dalszy ciąg dnia i puste komiksowe dymki
  9. ile w tym życia pachnie zimą las pierwszy promień ociera się o poranny cień ile w tym fikcji za nami zielony autobus przed nami zielony autobus wszystko na żądanie śnieg i deszcz zaglądamy w swoje okulary przemycasz każde mrugnięcie
  10. a gdyby tak spojrzeć w oczy przypadkiem w lustrze się ukłonić nowo poznanej kobiecie znam to spojrzenie moje ciało przechyla się w kierunku mimowolnej nieprzyzwoitości ona patrzy na mnie to znaczy rozbiera mnie wzrokiem
  11. @viola arvensis Dziękuję
  12. odłamki śniegu puszysty kot wciela się w dachowca w oknach bezradna sobota zmęczeni piątkiem wylogowujemy się z przestrzeni jeszcze jeden pocałunek odprowadzę cię samotnie
  13. wieczór jest przekartkowany na kolejnych stronach miasta zapadła monstrualna cisza słowa mutują na billboardzie obok pies z kulawą nogą gryzą mnie myśli rozmaite
  14. ulice w kolorach nędzy kawałek podłogi wyrzucony na brzeg pomarszczony i zapomniany metafizyka rozcieńczonej nocy kilka okropnych słów na poszarpanych gwiazdach tyle widzę czasem budzę się we śnie płótno kołdry dryfuje po nieistniejącym oceanie
  15. każda miłość ma swoje kamienie kto pierwszy rzuci ? czarny kot przeciąga się przez myśli ścielę się do snu podrapany
  16. niech czapki , zostaną !
  17. w ofercie promo jest bilet IC i pusty peron na Centralnym wszystko w swoim czasie ruchome schody ludzie z tabliczką nie mam czasu i głodny filozof między gołębiami time perfekt z czerwoną torbą spóźniony do Gdyni wiruje na wyświetlaczu mieszczę się w przedziale między mną a spojrzeniem brunetki o wyrazistym kolorze słów
  18. a od kamienia jest tylko rzut i słowo zamienione w pięść ułamki sekund dzielimy na nowo wulgaryzmy unieważniamy po drugiej stronie w maślanej przestrzeni trójkolorowe ptaki malują niebo zachodzi nieistniejące dziś słońce wiatr rozrywa pejzaż trójmiasta
  19. i nastał poranek i ta kula ziemska u nogi
  20. w progu światło to przeszedł dzień w środku wiersza niezgaszona lampka i kilka przebudzonych słów za oknem powtarza się jedno i drugie cień miasta przedziera się przez żaluzje słońce drapie się w moje czoło
  21. jest tak sennie tak beznadziejnie sennie tuż po północy kot przechadza się między mną a ostatnią gwiazdką z nieba
  22. po zakończonej kolacji domalowałem usta na czerwonej sofie spał kot w zegarach przebudził się wieczór żyrafy przeżuły camembert na słodko za horyzontem ulewało się morze słońce zlizywało Chupa Chups
  23. dopiliśmy ten wieczór łykiem chłodnej kropli wszystkie kubeczki smakowe zlizał wiatr mroźny kurant wybił czas miasto zadrżało z zimna na wszelki wypadek nasze lodowate ciała odetchnęły z ulgą widzę to czarno na białym
  24. dziś byliśmy tu pierwszy raz pierwszy raz spadł śnieg zapachniało zimą lubię kolorowe rękawiczki zapach drzew i ten magiczny las czasem sarny ranią błogą ciszę po drugiej stronie wiatru kołysze się nagie miasto pusty pociąg kończy bieg w tłumie morsów samotność rozdaje karty dama pik puszcza oczko za oknem worek zamrożonych snów i sople niespełnionych marzeń
  25. za oknem siarczysty mróz w miejscu głodnych wron hałdy czarnej materii przerzucam kolejne strony miasta noc rozświetla mdłe ulice owinięte w grube koce jest dość późno i zbyt wcześnie można już odetchnąć i czekać na sen
×
×
  • Dodaj nową pozycję...