Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

janofor

Użytkownicy
  • Postów

    393
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez janofor

  1. Jeszcze sto jak ta chwil, jeszcze stos takich żyć, i do Ciebie dotrę. Jeszcze gwiazd spadłych w noc — w cichy czas, spadłych gros, i na Ciebie spojrzę. Będę szedł tak jak Ty, po tej samej ziemi, przepuszczając przodem łzy — żeśmy zespoleni.
  2. @Berenika97 Bardzo ciekawa i istotna myśl. Dbanie o innych to w tym przypadku dbanie o siebie i w pewnym sensie ta idea jest uzasadniona jako pragmatyczna, więc słuszna z perspektywy kraju. Jednak wciąż uważam, że państwowością (matką społeczeństwa, a tym samym nas wszystkich) powinno się kierować zarówno w sposób pragmatyczny, jak i z wysuniętą anteną emocjonalności, która zbierałaby uczucia społeczne, a rządzący by je w przeplatali i uwzględniali w trakcie podejmowania swoich "mądrych politycznie" decyzji. Niemniej człowiek jest człowiekiem, między innymi dlatego, że potrafi wybaczać. A takie wybaczenie to koniec roli ofiary, a tym samym rozwój (wspierany przez powyższy system) - przynajmniej w perspektywie jednostki. To także szansa na partnerską relację z naszymi sąsiadami - wszak wciąż uważamy się przez Niemców, Rosja, Ukraińców, skrzywdzeni. Pozdrawiam J
  3. @Berenika97 Cieszę się, że tak uważasz. Poezja wolna to świat, który nie jest do końca mój... Pozdrawiam J
  4. miała na imię Angel i równie anielskie nogi chodziła w długich sukniach stawiając ostrożnie kroki ale nie dosyć chodziła w długich sukniach a ja tuż za nią jak pies hau chodziła w długich sukniach do tego feralnego dnia … au-uu!
  5. Tańcząc w czarcim kręgu (sabat) Zjadam światy opasłe, bawię się i gram na lirze – to mi w pełni wystarcza, o niczym innym nie marzę. Wiara w czary szeptunek, dawno straciła na mocy – teraz wszyscy zebrani, którzy tej nocy wątpili, teraz wszyscy (ja także) tańczą pijani tą nocą… Daj mi dłoń, czarodziejko – widzę wyraźnie ogniki, płomień żądzy w spojrzeniu, które wręcz błaga: „Bądź ostry, jak magiczny sztylet, i ugódź. Kochaj mnie po raz ostatni.”
  6. Między godnością Wyższość w nieboskłon dmie deszcz czarodziejski. Deszcz żywi kwiaty, kwiat karmi magiczne oko, które jest tak daleko w tyle, serce, które wyższość chce sercem obdzielić. Widzę jak koty leniwie się budzą. Czuję jak wilgoć stuka w suche nozdrza. Szukam w kłębach chmur niebyłego ojca — może go znajdę? Może mi się uda? O, Panie Boże, czy nie jest za późno, byś mnie wychował w tym wiejskim kościele? Chyba te chmury nie drobią na próżno kropel tak czystych, niczym łzy anielskie? Może poczekam, aż ich ciałka sfruną? Byś odpowiedzi w ten sposób udzielił.
  7. Poranieni Ofiarom wojny, która się nie odbyła. Przekonano mnie, że jestem ofiarą. Od dziś to część mnie, jak oko czy ręka. Czuwa nade mną w stu kolorach wstęga, otwiera rany zajadły megafon. Bez przekonania, lecz z myślą o skarbach, wlokę za tłumem swoje wiotkie członki — ponoć skostnieją i sam krzycząc: Chodźmy! będę prowadził, głosząc czym jest prawda. Jedno spokoju mi tylko nie daje — ja to ofiara, ale kim są inni? Musi oprawców być to bura zgraja, bo szli by z nami, będąc niewinnymi. My — starym ludem, który z kolan wstaje, by w bruk na nowo przypierdolić nimi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...