-
Postów
4 857 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Arsis
-
W cienistości parku, pod baldachimem rozłożystych drzew… Ukryte skrzypienia w chropowatości kory. Na pustych drewnianych ławkach prześwity zachodzącego słońca, na żwirze alei… Stoję oniemiały, nie mogąc się nasycić pięknem tańczących płomieni światła. Rozedrgane wiatrem, podmuchem lekkim, rozkołysane, wirujące niczym pierścienie Saturna w kosmicznej, niedosiężnej, skutej lodem otchłani. Na betonowym murku para zakochanych, chwytająca oddechy z ust do ust, odseparowana od świata, widząca jedynie siebie. Chwytam cię za rękę, niewidzialną. Zaciskam dłoń, obejmując próżnię. Zimno mi pośród tych drzewnych duchów, liściastych bogów szepczących sobie tylko znane historie. Zimno mi i pusto. Bez ciebie nie istnieję, bez ciebie wpadam w nieskończone otchłanie, które obejmują mnie i miażdżą, jakby stalowym imadłem. I co mam jeszcze zrobić, stęskniony przepastnie. I co mam jeszcze wyrzec… Kwiaty pachną omdlewająco, bez nawisa fioletowymi wiechami. Otumania i pieści. Roztkliwia się nade mną słodką wonią tęsknoty, wspomnień i zapomnienia. Co mam jeszcze wymodlić i wyśnić. Co mam jeszcze wyszeptać, abyś uwierzyła. Co mam jeszcze… Co jeszcze… Wiesz, to taka piękna melancholia, niepodobna do niczego i tkwiąca tylko we mnie. Wiatr szeleści liśćmi dębów, klonów, kasztanów… Dzieci bawią się w berka, pies szczeka wesoło… Czy ty wiesz? Czy wiesz? Słońce pomiędzy gałęziami, ciepło na mojej twarzy. Zaciskam mocno powieki… Pod powiekami pulsujący powidok, świetlisty płomień. Długo patrzyłem w twoje piękne oczy, na zdjęciu sprzed kilku epok. Długo patrzyłem w światło twoich źrenic, w gwiazd nieskończone mrowie, od dawna idąc i idąc bez celu, ale natchniony i otoczony naturą. Długo patrzyłem w twoje oczy… Czy wiesz? Powiedz, czy wiesz? Nie powiesz, bo jesteś daleko. Oddziela nas melancholia spojrzenia, poszczególne powłoki czasu, kurz i pył… Długo patrzyłem z nadzieją, że nadejdziesz w blasku i cieple. Długo patrzyłem, lecz, niestety, zostały tylko czarne motyle, które przesłoniły obraz i tak zamglony. I przesłoniły wszystko od ogrodów aż do ciemniejącego nieba. I przesłoniły wszystko, co obrosło kwiatami wiśni, makiem-samosiejem w rowie, zabłąkaną kalorią. I przesłoniły… To tutaj, w gąszczu i szuwarach… To tutaj, w pontyfikacie nadciągającej nocy… To tutaj, w obłędzie samotności, tęsknoty i ciszy… To tutaj, gdzieś tutaj, nawołuję ciebie, wysławiam szeptem twoje imię… To tutaj. Tak, pamiętam, to było tutaj… To było tutaj, jak ten księżyc, co toczy się po gładkim zwierciadle tamtej nocy. To było tutaj… Księżyc patrzy mi prosto w oczy. O, księżyc, nowy miesiąc w pełni… Już noc. Już noc… Kiedyż to zdążyła przyjść ta zmora, ta senna królowa w potoku ciepłego deszczu? Moja tęsknota, moja wielka tęsknota. Moja włóczęga bez powrotu. Moja włóczęga w plątawisku korzeni i mroku… Moja włóczęga rozpięta w smukłość smutnych dolin. Moja włóczęga, podczas której nikt mnie nie wita. Moja włóczęga poprzez czarne listowie… Moja włóczęga śladem błotnistego fauna ― wrośniętego korzeniami w ziemię. Przebyłem wszystko i wszystkie widoki, w lęku i w pocie czoła. I poznałem wielką tajemnicę śmierci i zagubienie rzeczywistości, i samotność umierania. Wszystko mnie bardzo boli… Widzę, że nic tu po mnie, bowiem nie ma tu nic, poza tęsknotą… (Włodzimierz Zastawniak, 2022-05-08)
-
@Somalija ja nie jestem fizykiem z bożej łaski, w ogóle nim nie jestem... e, chyba nie jestem mile widziany...
-
@Somalija pijesz do mnie? może i powinienem iść do okulisty, lata lecą. a wracając do tematu to wg. teorii względności einsteina czas jest właśnie względny, np spowalnia przy ciele, który ma masę, np. czas na orbicie okołoziemskiej płynie miliardową część sekundy szybciej niż na powierzchni globu. im większa masa obiektu czy to słońce, czy gwiazda neutronowa, tym spowolnienie czasu jest większe. kulminacją spowolnienia jest bliskość czarnej dziury, której niewyobrażalna wręcz grawitacja sprawia, że czasoprzestrzeń wokół niej jest zakrzywiana, a po przekroczeniu horyzontu zdarzeń, czy bardziej w jej wnętrzu, ponoć czas w ogóle nie płynie... nie płynie, ponieważ wszelkie cząsteczki subatomowe są sprasowane aż do nieskończoności, a czas podobno składa się właśnie z cząsteczek, bodajże kwarków...
-
@Somalija cześć. zastanawiam się jak to jest z tym spowolnionym czasem, którego motyw zastosował w swojej powieści "robot", adam wiśniewski-snerg... z twojego punktu widzenia ja mogę być nieruchomym posągiem, ty z mojego - zaledwie tchnieniem, rozmazanym cieniem, niemalże niedostrzegalnym przez mózg.błyskiem..
-
Coś się porusza w dali, Coś szeleści w kniei. Stąpa równo w mroku korzeni i krzaków, jakimś chodem ciężkim – Słoniowatym. Nikt go jeszcze nie widzi, nikt go nie zna, nie rozumie. Nikt go jeszcze nie widzi, Nawet on sam w kałuży – siebie spostrzeże po raz pierwszy. I tuż, niespodziewanie – wysuwa z boru łeb – rogaty. Unosi w górę. Widać, Jak wdycha powietrze wilgotnymi nozdrzami. I łypie ślepiami, i kręci nimi bezrozumnie, Aż świat cały – chwieje się po bokach. I on sam się chwieje, ciągnąc po trawie swoje cielsko kostropate. Sapie, mruczy i parska, Kiedy widzi siebie w kałuży. (Włodzimierz Zastawniak, 2015-04-05)
-
@Somalija zostałem pochwycony przez grawitację czarnej dziury, to jest podróż - w jedną stronę... własnie minąłem horyzont zdarzeń. z twojego punktu widzenia - stanę się wiecznością...
-
@Somalija legło, zdechło, sczezło jak truchło szczura w ciemnym kącie...
-
@Somalija cześć, aga... wstałaś dopiero czy już wróciłaś? a tak apropos, to nie ma już co kochać, chrzanić to, było minęło....
-
Chcesz mi coś powiedzieć… Tak, wiem… ― pomimo twoich milczących ust, twarzy wyżłobionej z kamienia… Chcesz mi coś powiedzieć, pomimo straszliwego potoku upływającego czasu, który zatapia nasze wspomnienia, pomimo otchłani, która oddziela coraz bardziej nasze zniekształcone, zdeformowane już byty… Lecz, o dziwo, bierzesz mnie za rękę, obejmujesz lodowatym uściskiem, aż wstrząsa mną śmiertelny dreszcz… Ostre, jaskrawe światło tnie źrenice. Zaciskam mocno powieki, próbując przeczekać największe natężenie potwornego bólu… Stopniowo zanika… Bardzo… Bardzo powoli… Budzę się na pokrytym pożółkłą wegetacją bezkresnym stepie, przytłoczony ogromnym kloszem kobaltowego nieba. Tu i tam biały obłok, kondensacyjna smuga ― pierzasty wąż. Lśniący ptak przeszywa z cichym pomrukiem silników warstwy atmosfer. Wzbija się niczym kosmiczny pocisk w powolnym prologu pędu… W którymś gorącym dniu lipca suchy wiatr osiada na mojej twarzy. Oddechy pustki i opuszczenia, absolutnego rozkładu. Przeszłość miesza się z teraźniejszością. Odległe echa z głębokich pokładów wskrzeszonych nagłą pamięcią epok zakrzepły w rdzawych smugach opuszczonych bunkrów, w brunatnych bąblach od straszliwego żaru eksplodującego przed dziesięcioleciami słońca, plamach zacieków, nowotworowych malformacjach, niepodlegających apoptozie złośliwych, wiecznych komórkach… Zdewastowane bryły, skorupy dawnego życia. Zwoje poplątanych kabli oplatające betonowe guzy, narośla… Drżące płachty zakurzonych pajęczyn... Pod zranionymi stopami chrzęst potłuczonego szkła, ślady krwi. Ktoś mnie wciąż woła, poprzez szum wezbranej gorączki. Kto? Dlaczego wciąż przeszywam ramionami próżnię? Muskam dłońmi popękane ściany, naznaczone szponami przez samego Lucyfera. Na zewnątrz i wokół falują źdźbła karłowatych traw, wątłe korzenie. Wyrastają zewsząd, mimo dojmującej śmierci. Szmer promieniotwórczości przebija membrany moich pulsujących uszu. Rani. Uszkadza strukturę DNA. Jestem tutaj i tam albo gdzie indziej. Przede mną stoi samotny dom, mżący szarymi pikselami pustki. Otwarte na oścież drzwi ukazują siną gardziel obdrapanej schodowej klatki. Z okiennych oczodołów powiewają jakieś szmaty, jakieś łopoczące na wietrze, wyblakłe plakaty dawnych bohaterów. Kto tu jest? Czy ktoś tu jest? Milczenie. Nic. Przestrzeń skręca się w ciszy po spirali w spazmie agonii. Błyska miliardami rozpędzonych, palących cząstek… (Włodzimierz Zastawniak, 2022-05-01)
-
@Somalija dobry wieczór, aga... wytarta kość... w czym? wega i altair to też nazwy gwiazd... pierwsza jest z gwiazdozbioru lutni, druga orła... podobno z okolic wegi nadano sygnał, zakodowaną wiadomość od obcych, tak sobie przynajmniej wymyślł astrofizyk i autor powieści "kontakt", carl sagan...