-
Postów
4 961 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Arsis
-
@Mitylene
-
@Mitylene
-
zderzak ( Czarneksiężnik z krainy PiS)
Arsis odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Somalija i jechałaś na samej obręczy... -
zderzak ( Czarneksiężnik z krainy PiS)
Arsis odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Somalija dzień dobry... -
@violetta kiedyś już to ktoś napisał. takie Dzienniki Gwiazdowe z przygodami Ijona Tichego, autorstwa Stanisława Lema, na przykład
-
@violetta taka stara kometa niesie w sobie dobrze zleżały trunek. wyobraź sobie wino, które leżakowało 14 miliardów lat. to jest to...
-
@violetta tak. w Wielkiej Pustce Eridana... tam nie ma prawie nic...
-
@violetta jest stara niemal jak cały wszechświat... nie wiem jak można być tak starym...
-
@violetta przyda się na kaca jako klin po upojnej nocy z pluszowym misiem...
-
@violetta słuchaj alkohol, to alkohol, a że to metanol, płyn hamulcowy, odmrażacz... jakie to ma znaczenie...
-
@violetta ta kometa jest pełna alkoholu. podobno nie można jej dogonić, bo pędzi 70 km na sekundę, aaaale myślę, że można by było wysłać do niej ruskich. od razu by ją dogonili celem konsumpcji...
-
@violetta aaa
-
@violetta gdzie?
-
@violetta co?
-
@violetta ?
-
@violetta o, kurka
-
@huzarc cześć. czemu się zamilkłaś?
-
@Somalija to z filmu ostatni jednorożec...
-
@Somalija tak, bo to piękna piosenka. jedna z najpiękniejszych piosenek o miłości... ale cóż...
-
@Somalija 'Niesamowite, niesamowite" - na zasadzie, że spadaj i nie pokazuj mi się tu więcej na oczy?
-
@Somalija hej, Aga... kiedyś, dawno temu, została nagrana taka oto piosenka... Myślałem, żeby napisać o tym książkę, O tobie, o wszystkim, co związane z tobą. Ale nie znalazłem akapitu. Słowa zawsze mi przeszkadzały. W każdym razie kocham cię. To wszystko, co mam ci do powiedzenia To wszystko, co mogę powiedzieć.
-
@violetta nie wiem jak ty, ale ja uważam, że to arcydzieło...
-
Kiedy umówioną porą, poprzez dekady zapomnienia
Arsis opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Momenty świetliste. Astralne błyski… Wyłaniam się znikąd. Z warstwy porzuconego czasu. Z kazachskich stepów, w których tkwiłem korzeniami stworzenia. W domu tym. W ostatnim skrawku zieleni. Wśród ścian drewnianych. Przegniłych. Wśród okien wychodzących w przestwór nieistnienia… Ojciec leżał pijany w obskurnym świetle żarówki. Na podłodze usłanej okruchami czerstwego chleba i grudkami zaschniętego błota. Leżał na wznak jak trup blady. Jak woskowa kukła. Sztywna, nieruchoma kłoda. W pokoju tym. W kuchni... … wszędzie odór rozkładu…. I wszędzie szarość dnia wpełzająca natrętnie wszelkimi szparami nieba. Gdzieś spomiędzy chmur ciężkich od mroku. Od zwalającego się z hukiem deszczu. I wtedy nastąpiło wniebowstąpienie. Na skraju. Bądź oślepiające zstąpienie z niebiesiech. Coś na kształt nuklearnego grzyba. Taka próba sięgnięcia mackami złotego tronu tego, co się w nim rozsiadł bezczelnie na szczycie tajemnicy czasu. Wiesz o czym mówię? Bo mówię do ciebie. Więc nie odwracaj się. Nie ignoruj. Nie traktuj tego jak powietrze! Patrz na mnie! Spójrz i współczuj. I płacz. I niech ten płacz niesie się echem na wskroś ciągnących się strumieni zimnego wiatru. I tego wiatru szarpiącego za poły koszuli, za włosy. Tego wiatru wyjącego szaleńczą nostalgią unicestwienia. Skąd tutaj tyle mroczności i smutku? Korzenie wyrosły z wystygłej już dawno filiżanki herbaty. Gałęzie. Na stole. Na parapecie. Obrosłe mchem krzesła i pufy. Szuflady wypełnione kurzem i pyłem zapomnienia. Książki zwalone na stos pod sufit wyrosły… Gdzie ty jesteś? Nie ma cię, mimo że jesteś wszędzie... Lecz cóż robił i robi wciąż tam mój ojciec? To lękiem wyrosły obraz. Nawarstwiony przez lata. Szare niebo. Pochmurne. Szara równina nasiąknięta wilgocią. I to wszystko skurczone w oczekiwaniu, jakby szykujące się do skoku. Do gardła, aby je rozgryźć kłami. Rozszarpać… Mój ojciec… Nie! To Sołżenicyn pełzający w skurczu boleści. Wijący się w szponach atakującego raka. W pożerającej go okrutnej śmierci… Uciekł jednej w łagrowych ostępach, wpadając prosto w ramiona następnej. Gdzieś w szare mury rakowej kliniki. „Panie! Czy tu się umiera?” Zapytał go jeden ze współcierpiących. „Nie wiem” – odparł – „Nie wiem… „ - już bardziej senny… Szare, woskowe twarze wokół. Wykrzywione cierpieniem. Trwogą i nadciągającym nieubłaganie kresem. Wokół trupy. Żyjące jeszcze, ale umierające za życia woskowe manekiny. Skórzane toboły leżące w milczącym spazmie agonii. Na skraju łóżek. Zgięte w znaki zapytania. Albo nieruchomo pod kołdrą. Nieruchome podłużne kształty… Spójrz na mnie! Ja jestem tam. Daleko. Idący ku kresowi. Ku końcowej metamorfozie kształtu. Ku zmierzchowi obszytemu zasłoną nocy. Spadam wciąż z bardzo wysoka w te zimne obszary. W objęcia niczyje. W niczyje ramiona i szepty przymilne ust przywartych do mojego ucha… Kto tak tu szepcze nietrudzenie. Majaczy? Widzę ciebie w przywidzeniach. W majakach sennej maligny. W zapowiedzi śmierci. Strasznie to wszystko bez logiki i sensu. Strasznie otumanione niemocą jesiennego mroku, w której jedynie wróble, gołębie… Wrony kraczą i kruki… I chłód cmentarny niesie się z daleka. Spomiędzy rzeźb i krzyży. Spomiędzy płyt marmurowych, lastryko. Z kamienia… Idzie powoli, taplając się w błocie. W kałużach, w których chmury kłębią się nisko… Tak bardzo nisko, że aż zawadzają o wszystko. O wszystko… Ach, to ty! Podajesz mi rękę skostniałą. Podajesz mi usta do pocałunku, zimne, lodowe bryłki. Nieruchome, oślizłe kamienie. Omszone zapomnieniem i ciszą… Idziemy w niebyt. W śmierć idziemy pod rękę. Zakochani. Zakochani... (Włodzimierz Zastawniak, 2026-02-22)