Szedłem przez ulicę z bukietem kwiatów.
Będąc w parku niosłem kwiaty.
Przechodziłem obok świątyni,
sypałem płatki kwiatów.
Na miejskiej polanie zbierałem kwiaty.
Ludzie śmiali się zemnie,
ja uśmiechałem się wdzięcznie.
Wylądowało UFO. Ufolodzy z psem przybyli do statku.
Pojazd zaświszczał i zaświecił… i wszyscy zniknęli. – Przez jakiś czas było słychać zło życzenia i ujadanie…
Patrzałem na zdarzenie z daleka.
Prawie każdy kocha siebie.
Lecz często wroga jest rodzina.
Nieraz dalszego wolimy.
Rodak czuje więź do rodaka.
Do narodu spokrewnionego
czasem mamy pretensje.
Z dalekim częściej możemy się ułożyć.