Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'seks' .
Znaleziono 39 wyników
-
Jest niedziela. Właśnie się skończyła msza święta. Jutro wychodzę na przepustkę. Teraz właśnie wyszłam z mojej celi na korytarz oddziału i słyszę, jak Agata rozmawia przez telefon: - Tak, ciociu, straszne... - słyszę ironiczny głos Agaty. - Strasznie surowa ta moja kara. - A nawet jak za surowa, to co za problem? Mogę wtedy w modlitwie ofiarować ten nadmiar kary za różnorakich grzeszników. - No naprawdę straszne, że ja, młoda dziewucha, przez dziewięć miesięcy pożyję w nieco skromniejszych warunkach. A że mój tata, który mógłby być już dziadkiem, musi, jako oficer rezerwy, zapieprzać w każdą możliwą pogodę na poligonie, to jest w porządku?? Obok stał Marcin i się tej rozmowie przysłuchiwał. Kiedy Agata skończyła, pozwolił sobie na lekko uszczypliwy komentarz: - Dla panny Agaty nie honor przyznać, że więzienie jest dla niej uciążliwością i że tęskni za wolnością...A ja pamiętam, że jeszcze na początku swojej kary to panna Agata tu płakała. - A ty co podsłuchujesz? Nie masz co robić? - fuknęła na niego Agata. - Nasze rozmowy i tak są kontrolowane. Więc twoja obecność nie jest tu wymagana... - Powiedzmy, że słucham, żeby zdać sprawę sądowi penitencjarnemu...-odparł Marcin z lekką nutą ironii. - Mi sąd penitencjarny nie jest potrzebny. - odparła Agata z nutą dumy. - Przedterminowego zwolnienia nie chcę, więc po co mi sąd penitencjarny? - Panna Agata honorowa jak szlachcianka... - odparł z udawaną nieśmiałością Marcin. - A idź ty... - odpowiedziała z rezygnacją Agata. Marcin oddalił się. Ja się uśmiechnęłam porozumiewawczo do Agaty i zagadałam ją: - Oj, podobasz się Marcinowi, podobasz... - Ja go też lubię. Ale trzeba mu jednak przypominać, że jako funkcjonariusz nie powinien mnie tak wyróżniać. - odparła Agata z lekkim zakłopotaniem. - Daj sobie spokój Agata, chodźmy lepiej do biblioteki poczytać. I tak poszłyśmy oboje do naszej więziennej biblioteki. Agata wzięła sobie do czytania podręcznik „Prawo naturalne. Wprowadzenie”1 autorstwa profesora Javiera Hervady. Ja, chociaż jestem z wykształcenia socjolożką, a w bibliotece było dosyć literatury socjologicznej, to wzięłam „Historię prawa naturalnego”2tego samego autora. Życie więzienne ze wszystkimi jego szczegółami tak mnie wciągało, że czułam potrzebę zgłębienia tych tematów, szczególnie od strony naturalnoprawnej. Obie książki profesora Hervady ukazały się już za czasów III Rzeczypospolitej, natomiast wydania, które ja i Agata czytałyśmy wtedy ukazały się już w obecnej, wolnej i demokratycznej, Polsce. Wiele się nie naczytałyśmy, bo po mniej niż godzinie już wychodziłyśmy do ogrodu. Jakkolwiek niedziela to dzień święty, to jednak mogłyśmy w ogrodzie robić różne rzeczy i wszyscy nam mówili, że to nic złego. W końcu niedzielny odpoczynek nie powinien oznaczać nudy, czy też braku kontaktu z przyrodą. I tak w tę letnią, słoneczną i ciepłą, ale nie gorącą niedzielę pieliłyśmy, grabiłyśmy, potem także podlewałyśmy, no i odpoczywałyśmy. Ja lubiłam popatrzyć sobie z perspektywy ogrodu na nasz przeuroczy zakład karny. Został on wzniesiony całkiem niedawno, a mimo to jest on w stylu...gotyckim. A właściwie w stylu neogotyckim, no bo styl gotycki to był w średniowieczu. A ponieważ styl neogotycki to był w XIX i na początku XX wieku, a wiek XIX i początek XX wieku też już dawno minęły, to właściwie chyba powinniśmy mówić o stylu neoneogotyckim, czy jakoś tak... W każdym razie jest on zbudowany z najnormalniejszej, tradycyjnej cegły, jak na gotyk przystało. Te wszystkie ostre łuki symbolizują niejako wznoszenie się człowieka do Boga i to tutaj bardzo pasuje: w końcu więzienie ma być jak klasztor. Zresztą podobną wymowę mają strzeliste wieżyczki, które ponadto powodują, że nasz zakład karny wygląda, jak twierdza. Twierdza, która z jednej strony uniemożliwia więźniarkom ucieczkę z niej, ale także chroni więźniarki przed złymi wpływami tego świata. Tak mniej więcej tłumaczył nam to zastępca naszej pani naczelnik. Po pobycie w ogrodzie obiad, no a potem jesteśmy zamykane w celach. W celi każda z nas może mieć na raz co najwyżej trzy książki jednotomowe oraz trzy egzemplarze czasopism, a o telewizorach, czy komputerach to tam w ogóle nie ma mowy. Pani naczelnik tłumaczy, że to po to, żebyśmy się uczyły koncentrować na danych treściach i nie przeskakiwały ciągle od jednych treści do innych. Wiadomo, że dziewczyny raczej nie uwielbiają siedzenia w zamknięciu. Kiedyś, kiedy już się zbliżał czas zamknięcia cel, to jedna z osadzonych w wieku gdzieś tak dwudziestu paru lat zaczęła niezbyt głośno narzekać, że znowu te nudy... Pani naczelnik to przypadkowo usłyszała i zrobiła dziewczynie cały wykład o zaletach ascetycznej izolacji od świata i że tak w ogóle to by się przydało, żeby więźniarki godzinami siedziały w celach w milczeniu i skupieniu z zamkniętymi oczami. Wiadomo, że młode laski ciągnie do luzu i do zabawy i dlatego naczelniczka naszego więzienia nie ma łatwego zadania, kiedy próbuje je przekonać do życia na miarę zakonu kontemplacyjnego, ale jest bardzo ambitna i mimo wszystko nie ustaje w tych swoich dążeniach wychowawczych. Potem jeszcze kolacja i tak dobiegła końca niedziela. Jest poniedziałek rano. Ponieważ już w południe wychodzę na przepustkę, to po apelu nie wychodzę z innymi dziewczynami do pracy, tylko jestem zamykana w celi. Na apelu wszystkie musimy stanąć w jednym szeregu tak, żeby czubki stóp były na narysowanej na podłodze linii. Jeżeli któraś z więźniarek przekroczy tę linię albo stanie zbyt daleko za tą linią, to za karę...musi przebiec korytarz oddziału tam i z powrotem. W drewniakach to nie takie proste...Tym razem padło na mnie i na Kasię z mojej celi. I tak się ścigałyśmy, a na końcu Marcin, który prowadził apel powiedział nam, że poszło nam całkiem nieźle. Marcin chyba lubuje się w wykonywaniu takich kar na więźniarkach. Lubi nam dać wycisk, żeby nam w ten sposób udowodnić, że jesteśmy bardzo dzielne. Coś czuję, że przyszła żona Marcina jest wśród więźniarek... Potem jeszcze śniadanie, po którym muszę spędzić jeszcze kilka godzin w mojej celi. Kwadrans po jedenastej zostaję zaprowadzona do przebieralni i dostaję moje własne ciuchy i buty, w które się przebieram. Zakładam spódnicę w kwiatki, w której się zgłosiłam do odbywania kary, oraz sandały, które mi Marek w sobotę dostarczył tutaj. W końcu wychowawczyni daje mi przepustkę i z tym papierem zmierzam do bramy więziennej. *** Jest poniedziałek. Jestem razem z moimi teściami przed zakładem karnym i czekam, aż Agnieszka wyjdzie na zewnątrz. W trakcie czekania podziwiam gotycką, a właściwie neogotycką architekturę więzienia. Na murze jest herb państwowy, a pod nim urzędowa, wypukła, czerwona tablica, na której jest napisana białymi literami nazwa instytucji, która się tu znajduje. I tu zauważam coś ciekawego, czego dotychczas jeszcze nie zauważyłem. Otóż tablica mówi, że jest tutaj „ZAKŁAD KARNY DUCHA ŚWIĘTEGO dla kobiet”. No też coś! A więc ta cała retoryka, że więzienie ma być jak klasztor ma aż tak daleko idące skutki, że więzienia dostają świętych patronów. Patrzę na zegarek, jest dwunasta i przez drzwi, które są obok więziennej bramy, wychodzi Agnieszka, a towarzyszy jej znana mi funkcjonariuszka Marzena, która już raz nadzorowała nasze widzenie i o której Agnieszka mi już raz pisała w liście. Wymieniam parę szybkich całusów z moją żoną. - Część Marek, przyprowadzam Ci twoją żonę. - odzywa się do mnie radośnie Marzena. - Cześć Marzena.- odpowiadam. - Widzę, że już nawet więzienia mają świętych patronów. - No, dobrze to zauważyłeś. - odpowiada mi Marzena z namysłem. - Wiele więzień kobiecych w Polsce ma obecnie jako patronki święte kobiety. Ale ze świętymi obojga płci jest taki problem, że jako ludzie miewali także wady i to może rodzić kontrowersje. W wypadku Ducha Świętego ten problem oczywiście odpada, bo jako duch i osoba boska nie może mieć słabych stron. Z drugiej strony święte kobiety, dzięki swoim pozytywnym cechom charakteru mogą być wzorcami osobowymi także dla osób niewierzących w Boga i to jest zaleta, której nie ma Duch Święty jako patron. No jest to jakiś problem... -Oczywiście można by sobie dać spokój z dawaniem zakładom karnym świętych patronów. - kontynuuje Marzena po chwili. - Tyle, że ja, ale chyba nie tylko ja, bym się obawiała takiej sytuacji, że więziennictwo jest pozbawione tego głębszego wymiaru duchowego, bo wtedy mogłoby stać się ono czystą przemocą...Tak, to trudne problemy. W każdym razie musimy działać zgodnie z prawem naturalnym i pozytywnym. - Oj, ale was chyba tu za długo zagadałam.- powiedziała w końcu Marzena z rozmachem i się uśmiechnęła. - No, pewno chcecie się teraz sobą nacieszyć, a mnie też czeka robota...Pa, Agnieszka, do zobaczenia za tydzień... -Pa, Marzena, całuski i do zobaczenia...-odpowiedziała moja żona. Funkcjonariuszka odwróciła się na pięcie i zniknęła w głębi więziennego terenu. Teraz odezwała się moja teściowa: - Moja córka wychodzi po trzech miesiącach z więzienia, a co robi jej mąż? Uskutecznia sobie pogaduszki ze strażniczką więzienną! Odpowiedź mojej żony nie kazała długo na siebie czekać: - Mamo! - fuknęłą Agnieszka. - To są bardzo ważne sprawy: relacja między sferą religijną i sferą państwową. To są sprawy, które mogą budzić kontrowersje i właśnie dlatego trzeba o tym rozmawiać. I mam nadzieję, że wszyscy słuchaliście, co mówiła Marzena. -Ależ dziecko. -odezwał się stanowczym głosem ojciec Agnieszki.- Doskonale rozumiem wagę tych spraw i dlatego z uwagą tego słuchałem. - Nie zapominaj mamo – kontynuowała Agnieszka – że jestem dziennikarką i właściwie powinnam takie dyskusje animować. A jeżeli chodzi o Marka, to co dziennie dziękuję Bogu w modlitwie, że mam takiego ciekawego świata męża. Po zakończeniu tej krótkiej scysji moja żona westchnęła radośnie: - Och, jak pięknie! Znowu na wolności! We własnych ciuchach i we własnych butach. Stopy mam takie lekkie... Trzeba się będzie wyszaleć! Po tych słowach poczułem nagłą ochotę, żeby tę głupią kozę, która jest moją żoną, nieco zdyscyplinować. I dlatego ułożyłem sobie szybko małe przemówienie i odezwałem się do niej w ten sposób: - Tylko sobie za dużo nie wyobrażaj z tym szaleństwem. Pamiętaj, że jesteś na przepustce z więzienia, a ja, jako twój mąż, w pewnym sensie za ciebie odpowiadam. I już ja dopilnuje, żeby ten twój pobyt poza murami zakładu karnego był nacechowany skromnością i cnotliwością. - Oj, Marek! Zaczynasz jak nasza pani naczelnik. Ona by też chciała, żebyśmy żyły skromnie i cnotliwie, jak zakonnice i ciągle robiły coś pożytecznego i ciągle siedziały z nosami w książkach... - No to chyba dobrze... - odparłem z udawaną naiwnością. - No to wyobraź sobie, że młoda dziewucha, jak ja, musi się także zabawić, wyszumieć... - Jeszcze się wyszumisz, Aga. Ale pamiętaj: odwleczona przyjemność staje się czasem...jeszcze większą przyjemnością. No i znowu mój jakże mądry mąż ma rację...- odpowiedziała Agnieszka z łagodnym uśmiechem. Tak rozmawialiśmy idąc na autobus, potem podróż do naszego miasta, a tam na dworcu autobusowym rozstaliśmy się z moimi teściami i poszliśmy pieszo do siebie do domu. Kiedy już byliśmy w naszym mieszkaniu Agnieszka poszła do naszej sypialni, chyba po to, żeby przebrać się w jakieś domowe ciuchy, a ja sobie przypomniałem, że rano zapomniałem umyć zęby i dlatego poszedłem do łazienki, żeby to nadrobić. W trakcie szorowania zębów usłyszałem, że Aga otwiera drzwi od łazienki, wyjmuje klucz z dziurki, wkłada go po drugiej stronie, a potem...zamyka drzwi i klucz przekręca. Szybko podbiegłem do drzwi i zacząłem w nie walić: - Zgłupiałaś?! Co ty robisz?! Otwieraj! Zza drzwi dobiegł spokojny głos Agnieszki: - A może by tak grzeczniej? Ja się tak nie wyrażam, kiedy mnie zamykają w celi. A tobie się należy kara za twoje zachowanie wobec pani Krysi. Posiedzisz tam godzinę, a ja w tym czasie przygotuję obiad. Zrezygnowany usiadłem na zamkniętej muszli klozetowej. Trochę się pomodliłem w ciszy za Agnieszkę i za wiele innych spraw. Potem wziąłem szczotkę klozetową oraz ocet i szorowałem kibel. Po jakimś czasie drzwi się otworzyły, a w nich stała Agnieszka. - To co? Zapraszam na obiad. - usłyszałem uśmiechnięty głos mojej żony. Obiad zjedliśmy w miłej atmosferze bez większych rozmów, potem ja zmyłem i wytarłem naczynia i usiadłem przy kuchennym stole. Wtedy do kuchni weszła Agnieszka i z zalotnym uśmiechem na twarzy chwyciła mnie za rękę i zaczęła ciągnąć. Tak mnie zaciągnęła do naszej sypialni, gdzie żaluzje były spuszczone. Z tym zalotnym uśmiechem zaczęła mnie obmacywać w najróżniejszych miejscach... - No co ? Nie miałbyś ochoty zrobić teraz TEGO? Uśmiechając się delikatnie zacząłem ją także obmacywać w różnych miejscach, także poniżej pasa. - Ależ oczywiście, że miałbym ochotę...- powiedziałem starając się przeciągać każde słowo. Czułem jak żona zbliżała swoje ciało coraz bliżej do mojego.Kiedy już nasze krocza prawie się dotykały, chwyciłem ją mocno za biodra. - I właśnie dlatego, że oboje tego chcemy, teraz tego nie zrobimy. - oznajmiłem krótko stanowczym głosem. Na twarzy Agnieszki rysowało się zdziwienie. - Zrobimy to kiedy indziej, kiedy już będziesz znowu za kratami.- kontynuowałem z nutą zalotności. Jestem pewien, że dostaniesz intymne widzenie. To będzie taki seks penitencjarny, rozumiesz? Dobiorę się do ciebie, kiedy będziesz znowu w więziennej spódnicy, chustce na głowie i w drewniakach. A bieliznę to tam chyba nosisz szarą, prawda? Seks w więzieniu będzie miał za zadanie polepszyć twój stosunek do odbywanej kary... Mówiąc to wszystko mój ton stawał się coraz bardziej namiętny. Na twarzy mojej małżonki widać było zdziwienie przechodzące w irytację. - Ty chyba kompletnie zwariowałeś! Kompletnie ci się role pomyliły... Agnieszka przerwała tak, jakby zaniemówiła ze zdziwienia. - Każdy normalny facet, którego żona wyszłaby z pierdla, chciałby sobie porządnie z nią poużywać, a ty... Bawisz się w wychowawcę więziennego. - mówiła zdenerwowanym głosem. Patrzyłem na nią niewzruszony. - Widzisz, już od dłuższego czasu uważam, że powinni dla mnie stworzyć funkcję o nazwie „społeczny pomocnik Służby Więziennej”. - rzekłem lekko ironicznie. Agnieszka popukała się w czoło. - I wiesz co... Właśnie dlatego, że jesteś taki pierdolnięty, jeszcze bardziej cię kocham! - powiedziała zdenerwowanym głosem i zaczęła mnie namiętnie całować. Dogadaliśmy się, że wieczorem pójdziemy potańczyć. Udało mi się ją namówić, żeby założyła buty na prawie płaskim obcasie, niezbyt krótką sukienkę i żeby zrezygnowała z wszelkiego makijażu i wszelkiej biżuterii. No i żeby włosy związała w kok. Jakkolwiek nie mieliśmy tego wieczoru nieskończonej ilości czasu, to z drugiej strony nie musieliśmy się za bardzo spieszyć, ponieważ mój dyżur bibliotekarski zaczynał się następnego dnia dopiero o godzinie 11.00. Kiedy z tej wieczornej eskapady wróciliśmy do domu około 23.00, ja wydałem zdecydowanym tonem zarządzenie: - Ty do łóżka, ja śpię na materacu w śpiworze. Czeka mnie jeszcze nie jeden pobyt na poligonie, więc muszę się przyzwyczajać. Daliśmy sobie całusy i poszliśmy spać. 1Javier Hervada, Prawo naturalne: Wprowadzenie, Wydawnictwo Petrus, Kraków cop. 2011 2Javier Hervada, Historia prawa naturalnego, Wydawnictwo Petrus, Kraków cop. 2013 1Javier Hervada, Prawo naturalne: Wprowadzenie, Wydawnictwo Petrus, Kraków cop. 2011 2Javier Hervada, Historia prawa naturalnego, Wydawnictwo Petrus, Kraków cop. 2013
- 8 odpowiedzi
-
3
-
- kobieta
- zakład karny
-
(i 8 więcej)
Oznaczone tagami:
-
czystość nie daje Mi żyć pragnę się zbliżyć bo prowadzić się samotnie - Mnie boli i głowa i serce i piersi, i ręce bo wnętrze Mnie piecze i kłuje gdzie wejście Me miękkie i bolące, łaknące kurzem porasta pragnę poczuć jak ktoś w nie wrasta i rozkwita powoli łagodnie czy to grzech pragnąc zakwitnąć? jeśli Moje ciało jest grzechem i czeka za nie najwyższa kara to na co ten co je stworzył stworzył Mnie taką jaka na piekło zasługuje jeśli bóg istnieje, Ja pragnę grzeszyć.
-
Julianowi Tuwimowi i jego genialnej Lokomotywie. Najpierw powoli, po gładkiej jej skórze, głaskanie, muskanie, na dole, na górze. Ustami po twarzy, po włosach, po szyi, leciutko, cichutko jak odgłos motyli. Potem bo biuście, ramionach i brzuchu, gdy leży i pręży się niemal w bezruchu. Wciąż delikatnie, tak bardzo powoli, bo czas przecież żadnej nie gra już roli. A potem szybciej krew w ciele ich krąży, szybciej i szybciej. Na pewno więc zdąży. Ciała stykają się całkiem niedbale, lecz nie przypadkiem są razem już stale. Wreszcie złączeni. Ruchy gwałtowne są coraz szybsze. Całkiem stosowne do rosnącego wciąż podniecenia i połączenia znowu pragnienia. I szybciej i szybciej i czemu tak gna. Dwa ciała splecione, tak dziwna to gra. Są razem ze sobą i wciąż się kotłują, stykają i głaszczą, namiętnie całują, a ruchy przedziwne podobne wzajemnie, ja nigdy bez ciebie, ty nigdy beze mnie. Szaleństwo stykania, dotyku nirwana, miłości bezkresem zupełnie porwana. I nagle, jak wulkan zapłonął na szczycie oboje są razem w zupełnym niebycie. Coś nagle błysnęło, a oni złączeni kotłują się nadal, jak dzicy, szaleni. I po co i dokąd i dokąd ich gna, dwa ciała złączone, ta wspólna ich gra. Oboje są razem we wspólnym zachwycie, złączeni w miłości, silniejszej niż życie. I nagle oboje zastygli w niemocy, jak gdyby czekali wzajemnej pomocy. Bo wszystko się stało. Odwieczne marzenie i boskiej miłości szaleńcze spełnienie.
- 23 odpowiedzi
-
12
-
- seks
- lokomowywa
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Po co dziewczyn podrywanie, kiedy masz je na ekranie grzeczne miłe i poddane, z przyjemnością oglądane. Sam wybierasz jak to będzie, która serce twe zdobędzie, satysfakcję i rozkosze masz od razu i za grosze. i nie spotka cię odmowa, złośliwości, gorzkie słowa, nie zarazisz się chorobą, która będzie długo z tobą. Żadnej serca już nie złamiesz że ją kochasz, nie okłamiesz, żeby dzięki takiej bzdurze dostać od niej to w naturze. Sam ze sobą jesteś w stanie wśród panienek na ekranie, zaspokoić się skutecznie, tanio, szybko i bezpiecznie. Niezawodna własna ręka nie zarazi i nie stęka, do spełnienia cię prowadzi, nie opuści i nie zdradzi. Będziesz wtedy uśmiechnięty, i gotowy zawsze na to, pewny siebie, nieugięty, semper liber – masturbator.
-
dotykam się skóra idzie w dół i w górę w dół i w górę wiję się podnoszę jak fale na morzu i prężę jak po pobudce tygrys trzaskam pow pow my baby shot me down wzdycham jak marząca o szczęściu młoda narzeczona
-
2
-
- seks
- wrażliwość
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
-O czym ludzie chcą czytać i o jakich sprawach? -Żadna tajemnica, o miłosnych zabawach, tutaj twoje pisanie zawsze znajdzie chętnych, do tego zgrabną puentę wpleść masz umiejętnie, wtedy cię będą czytać romansów spragnieni, ale także w sekrecie, ci bardziej uczeni. Dedykowane Giovanni Boccaccio, twórcy Dekameronu, ale też zainspirowane wierszem "Erotyk dla dorosłych" Dobrej dziewczyny.
-
mieszkam wszędzie w łóżkach kobiet zostawionych przez mężów w ich garsonierach z kartonu po butach niewidzialnych obrazach przesyłanych tajnym kodem przedzieram się do ciebie przez gradobicia i choroby przenoszone bezdrożami snów noc jest znowu zła chodzą po niej wielkie szczury a śmierć zabija nad ranem idę korytarzem za jakimiś drzwiami czeka już kochanka obok miednicy gdzie zmywa świeżą miłość dziś nie mam Królewny Śnieżki wybacz ścigają ją służby w całym kraju kilka portretów pamięciowych rozlepiły w Internecie powiedz że mnie kochasz a spieniona miłość wypełni nas białkiem w ustach poczujemy prosty cukier pozwól mi znowu wejść nie oceniaj pochopnie chcę tylko spisać na kartce definicję miłości
-
Dochodzę do wniosku, że Potrzebuję miłości, to kiełkuje We mnie od lat i czuję, że Pierwszy listek wypełza już, Przez gardło, na światło dzienne. Dochodzę do wniosku, że Zakochałem się i jest ona moim pierwszym listkiem. Nietuzinkowa, czarująca; kobieta, Z dziecięcą twarzą, blond włosami opadającymi na jej suche ciało. Jej dotyk sprawia, że zmysłami odchodzę. Dochodzę do wniosku, że Uzależniłem się od jej dotyku Pewnego, zaspokajającego moje potrzeby, Kojącego moją zbolałą duszę. Dochodzę do wniosku, Pragnienia Na tyle wyjątkowego, abym nigdy już tego nie powtórzył. Urokliwa, niewinna, jasnowłosa Zaczyna tańczyć Gdy ja wpatrzony, leżę, Przywiązany na madejowym łożu. Dobiera się do mnie, Majestatycznie zaczyna pieścić językiem Moje całe ciało, Począwszy od lewego ucha. Robi to z niezwykłą przyjemnością, Pieszcząc stopami moje przyrodzenie, Dochodzę. Językiem schodzi coraz niżej, Kończywszy na moich stopach, Dokładnie muska moje palce. Łożę zaczyna się rozciągać, Powoli, stopniowo. Ona z całych sił próbuję wyrwać zębami moje paznokcie, Schodzą Bez problemu, oporu. Moja erekcja jest nie do opisania. Dochodzę dwa razy, Płaczę. Piękny ból. Nie do opisania. Łóżko zakrwawione do kolan. Moja anielska sprawczyni się uśmiecha, Widzę na jej policzkach łzy. Mam nadzieję, że szczęścia. Błagam o podcięcie sutków, Dzięki temu czuję, Osiągnę błogi szczyt. Ona bierze w swe delikatne jak jedwab dłonie Skalpel, Tępy. Powoli przykłada do mojego nabrzmiałego sutka, Z największą precyzją nacina milimetr po milimetrze Delektując się przy tym krzykiem, bólem. Dochodzę kolejny raz. Ból nie miał już skali. Odczuwam tylko przyjemność. W jej oczach widzę spokój. Rozcina mi z precyzją chirurga w pół moje przyrodzenie. Cała jest we krwi, Nie mogę patrzeć jak się biedna pobrudziła. Wbija mi zakrzywione gwoździe w oczy I zaciąga w swoją stronę By ostry zakrzywiony początek wbił mi się w oczodół. Moja dama schodzi ze mnie. Łóżko rozrywa moją każdą kończynę. Uśmiecham się. Kładzie mi list przy sercu, Zawartości jego się już nigdy nie dowiem. Dochodzę do wniosku, że To już koniec, A to wszystko w jedną noc. Odchodzę.
-
-Mistrzu, czym jest małżeństwo, lecz bez chędożenia? -Przypomina mi ucztę, gdzie braknie jedzenia, stoły pięknie nakryte, muzykanci grają, lecz głodni uczestnicy smętne miny mają.
-
Kiedy o tym informuje i zachęcić tym próbuje, niech ci da do zobaczenia coś tam z datą urodzenia. Gdy ma lat dwadzieścia z hakiem, lepiej się wycofać rakiem. Zmieniłem tytuł, aby zwiększyć uniwersalizm przekazu. Dziękuję za uwagi.
-
Może nie być atrakcyjna, lecz ochotę na nią ty masz, kiedy ciągle gdzieś się kręci, rosną wtedy dzikie chęci. Arnold raz tak nie wytrzymał, i stąd ma fajnego syna, a to wcale nie jest ściema, bo ten syn to Joe Baena.
- 4 odpowiedzi
-
3
-
Nie wiem, kim jestem, Niczego nie czuję. Kocham, gdy przy mnie, Twe ciało pulsuje. Twoja gładka skóra, Na udach, na brzuchu Ocieram się o nią W rozkoszy bezruchu. Język penetruje, Ręce się błąkają, Uwielbiam, gdy się Tobą napawają. Uda rozchylone, A ja między nimi. Rozkosz doznawana, Ruchami samczymi. Nie ma twoje, moje, Jesteśmy złączeni, Wszystkim tym, co mamy Tańcząc, jak szaleni. Nie wiem, gdzie jestem, Nie widzę, nie czuję. Wciąż leżę przy ziemi, Choć już odlatuję. Widzę tylko gwiazdy. Czarno przed oczami. Do nich już lecimy, Nasza miłość z nami.
-
Miłość i Seks, czyli kochanie i tarzanie.
Marek.zak1 opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Miłość z seksem się spierali, kto ważniejszy, oceniali. Miłość rzekła, ja królowa, piękna, mądra i zmysłowa. a ty seksie, samo ciało, które by się wciąż tarzało. Seks powiada - to się zdarza, ciało lubi się wytarzać, miłość pusta jest bez tego, nie zbuduje nic trwałego. Nie patrz zatem na mnie z góry, nie oszuka się natury. -
Syn zapytał ojca, stolarza z Chęcin, dookoła czego wszystko się kręci, -To nie jest jasne do końca, chyba dookoła Słońca, albo seksu, bo on najbardziej kręci.
-
Jan, pracujący w szmateksie, chciał więcej wiedzieć o seksie, poprosił specjalistkę: opowiedz mi o wszystkim. Zemdlała po takim tekście.
-
Seks, namiętność, podniecenie seks, namiętność, serca drżenie seks od rana, aż do nocy ,. Potrzebuje twej pomocy! Seks, samotność, podniecenie Seks wrażliwość, ukojenie seks ten między nami Doznania na które czekamy! Kocham ciebie, twoje ciało Kocham ciebie, wołam. – Mało! Kocham ciebie całe dnie Kochać wiesz, z wieczora chce Kocham usta twe gorące Pragnę ciebie I. Seks, namiętność, dni seks, a w środku,. Ty!! Łukasz K. Błaszczyk
-
Pewna stażystka w Białym Domu spotykała się po kryjomu najpierw z panem z prezydentem, później z jego asystentem. Nie mówiła o tym nikomu. https://historyofyesterday.com/john-f-kennedy-affairs-ab4dee24a5db
-
Pozycje seksualne (+18). Na jeźdźca.
Marek.zak1 opublikował(a) utwór w Fraszki i miniatury poetyckie
Pozycja „na jeźdźca” rycerzowi miła, gdy zaraz po bitwie opuszcza go siła. Leży więc na plecach, ona go dosiada i pędzi jak może, choć czasami spada. Jeśli kogoś zainspirowałem, zapraszam osoby pełnoletnie do udziału. Część druga jutro. -
Mistrzu, od ponad roku, mąż mnie zaniedbuje, a że nie wiem dlaczego, mocno mnie frasuje. - Nie dam ci lepszej rady, niż z mężem rozmowa, ona ci da odpowiedź, co się za tym chowa. Może jest na coś chory, wtedy do medyka, a są na to sposoby i niesprawność znika. Często zwykłe zmęczenie także swoje robi i wieczorem sił braknie twemu małżonkowi, wtedy zaś erekcyi zdarza się niepełność, i być może chce ukryć wstydliwą bezsilność, unikając zbliżenia, bo wstyd mu za siebie. Pilnie z nim porozmawiaj, bo może w potrzebie. P.S. Ostatnio go widziałem i pasa popuścił a to nie wpływa dobrze na tężyznę kuśki.
-
- Mistrzu, czy żona może odmówić mężowi? - Taka odmowa przecież grzechu nie stanowi, a ból głowy prawdziwym powodem być może, jednakże gdy nie mija, szczęściu nie pomoże.
-
Minuta przed (erotyk)
Igor Osterberg aliceD opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Uwielbiam ukryć twarz w twoich szuwarach i tak chwilę w nich się zatracić Poczuć tę przyjemną szorstkość ich zapach Chwilę poczekać, aż wypłynę na jezioro ekscytacji Zanim zanurzę się w jego falach smaganych twoim oddechem Chcę zamknąć przez chwilę oczy i tak zostać przez trwającą wieki minutę Zanim głos znad chmur powie: No dalej, głuptasie… -
Nie jest seksu niewolnikiem, szczęścia swego to kreator, swoim własnym jest sternikiem. Wolny, silny masturbator. Bardzo wszak kobiety lubi, i flirtować nie przestaje, lecz w miłości się nie gubi, jej zniewolić się nie daje. Lubi patrzeć na kobiety, rzadko kiedy je uwodzi. bo seks z nimi to niestety już mu wcale nie podchodzi. Dzikie orgie ma w laptopie, tego nie ma przy kobiecie Całą dobę seks na topie, może znaleźć w Internecie. Już ma dosyć uwodzenia niepewności i wymagań, ma, czy nie ma powodzenia, wciąż za dużo trzeba starań, i wysiłku, entuzjazmu, aby była przeszczęśliwa, dostąpiła trzech orgazmów, co nie łatwe przecież bywa. Seksu wcale się nie lęka, ale go nie potrzebuje, Lepsza przecież własna ręka, co tak świetnie się sprawuje. Jej nie prosi, jej nie błaga, do działania zawsze skora. Bardziej niż kobieta naga, chętna dla masturbatora. Nie oszuka, nie zawiedzie, perfekcyjnie się spisuje. Razem z nim na urlop jedzie, nic go przy tym nie kosztuje. Czeka wierna i gotowa zaspokoić swego pana. Jej nie boli nigdy głowa, zawsze będzie mu oddana. Bez kobiety, bez miłości, on i jego penetrator, Nie wyrzeknie się wolności, facet jutra - masturbator.
-
bez erotyzmu, choć....
Igor Osterberg aliceD opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Tylko dwie ściany dwa obrazy gdzie ten dotyk? Gdzie jedno tętno? Dwa obrazy gonię ku rozkoszy wszystko utknęło gdzieś w przeszłości zlizuję krople z ciała, którego nie ma sen jest wybawieniem ranek przekleństwem szukam wzgórków i dolin tych ogrodów, jakże pysznych ale ręka znajduje tylko pustkę -
Taki włoski erotyk :)
Igor Osterberg aliceD opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
I patrzę na moją Italię Jest taką, jak kocham Szaloną, smaczną, ciepłą, wciągającą Pławiłbym się w jej wodach, wspinał na jej wzgórza... Gładziłbym jej stopy, zaczynając podróż po włoskim bucie Całował między gorącą Sycylią a Kalabrią Wędrował delikatnie do smakowitej Apulii Muskał wąwozów jej Apeninów Aby potem zatopił się w Wezuwiuszu i czekał aż wystrzeli z niego lawa namiętności Pieścił się w dwóch wzgórzach Palatynu rozkoszując tym pięknym widokiem Patrzył na życiodajne pola Emilii Romanii Dotykał szyi po której spłynę jak Pad Całowałbym mokre wybrzeże Ligurii Tak wyrazistej jak czyste piękno Toskanii Spojrzał w oczy Wenecji błyszczącej w słońcu Tak, aby wyschły jej kanały, do ostatniej kropli Ścisnął ręką leśne wzgórza jej Alp… O tak – tak pragnę -
- Jaka mistrzu różnica co do miłowania, między nami a nimi, wedle twego zdania. - One pragną bliskości i tych, co kochają, a nas raczej nowości bardziej pociągają.