Czasem gubię się w półsłówkach,
w pół tonacjach i półcieniach.
Kiedy karmią mnie półprawdą,
to wychodzę od niechcenia.
Czasem biorę za półdarmo
i oddaję połowicznie.
Zdarza mi się o północy,
tworzyć w półśnie wersy śliczne.
Często pytam się półszeptem,
czego pragnie ma połówka.
Zatrzymując się w pół kroku,
żeby nie wyjść na półgłówka.
Codziennie mnie stwarzaj na nowo,
z jaśniejszym spojrzeniem i sercem,
by częściej składały się dłonie,
nie w prośbie, lecz szczerej podzięce.
A słowom wygładzać chciej kanty,
gdy biegną niesforne i pierwsze.
Niech wieczór je wcześniej prześwietli,
by mogły zaufać im wiersze.
lubię podsłuchać
ciszę w ogrodzie
gdy się z ptakami
droczy na co dzień
z wiatrem flirtuje
niby przypadkiem
a wieczorami
z świerszczem ma schadzkę
gniewa się spokój
trwa spór zawzięty
czy ona łatwa
czy on za święty