Przy trzeciej też pomyślałem sobie co tu jest grane, ale na szczęście nie przerwałem czytania i podłapałem klimat. Iście Orwellowski. Najgorsze, że takie rzeczy są na porządku dziennym. W Anglii instytucje państwowe mają większe prawo do rozporządzania losem dziecka niż jego rodzice i mogą je im odebrać pod byle pretekstem, jeszcze nie za ubranie dziewczynki w niebieską kurteczkę, ale już strach nie kupić dziecku zobaczonej w witrynie zabawki. Poważnie. U nas też jest fajnie: daj dziecku klapsa w piaskownicy to zaraz ktoś zadzwoni na policję (ostatnio była taka sytuacja), a jak ktoś się nad dzieckiem znęca to sąsiedzi zadzwonią jak już jest za późno, bo to dziwne, że od dwóch dni nie słychać krzyków. Aż chciałoby się czasem zacytować Autorkę i powiedzieć do widzenia państwu. Wracając do samego wiersza, dobry zabieg z kursywą - bez tej relacji na żywo lub z inną jej formą nie "kupiłbym" tego wiersza, uwiarygodnia go i buduje klimat. Ten Orwellowski właśnie.
Pozdrawiam.