bywa poważnie, bywa też śmiesznie. Np. mój pies swoje spacery traktował bardzo poważnie i jeśli ktoś mu ten przywilej "odbierał", np. rozmową z jego panem, po 3 minutach, grzecznie siedząc i patrząc prosto w oczy, mruczał. Po 4 wstawał i szczeknął, tak ze dwa razy - ten drugi z żałosną nutą, A kiedy i to nie dawało skutku, po prostu podnosił nogę i lał na buty, oczywiście nie moje. Pół biedy z pantoflami, gorzej kiedy delikwent był w sandałach. (duży piesek 65 - 70 kg ;) Dziękuję, pozdrawiam.