biel co zniewala
wolnoscią
czerwień co tętni w ukryciu
oranż co chłonie i karmi
żółte sieci trwałości w radości
zielone lico natury
niebieska tafla radości
fiolet ogarnia purpury
i te perłowe chmury
kamienia stabilnego
czegoś stabilnego
nie nie drzazgi miecza
nie bólu
nie
przestrzeni giętkiej
bez morza gadającej krwi
słońce się mieni
w soczystej zieleni
kicz jak okno do powietrza
prostota fajna rzecz, wszysko kiedyś było proste, i kolejne kiedyś i kolejne, ktoś nawet umie zupę, ibuprofen to jad grzechotnika, dziwne skojarzenie z anoreksją głupio się trupio głodzić
to tylko takie kontinuum księżyców ZUSu, ale inna spółka przejmuje piątą planetę, żelazne bóle fioletowieją i znikają tam gdzie ich nie było..............
tak chodzę po świecie
jakkolwiek
w kontrastach unurzany
i co raz gorzej
i coraz lepiej
sens gdzieś umyka
w szarość
i tylko światło czasami
i tylko jakiś wiersz...
i czasem jakiś świerszcz
wędrowny czas
karuzela kwiatów
nie to zbyt kiczowate
bluźnierstwo mi do twarzy
tego się nie da zważyć