Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

leszek piotr laskowski

Użytkownicy
  • Postów

    62
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez leszek piotr laskowski

  1. "Ptaki Wątpliwości" Nie sposób się pozbyć krążących nad głową ptaków wątpliwości, co w górze kołują. To w wyobraźni, naszej sferze lękowej, dawnych traum strachy na nowo się snują. Przetwarza przestrogi nasza wyobraźnia, zmieniając rajskie ptaki w krwawe nietoperze. Drogą wspomnień kroczy głęboka bojaźń, aż nad logiką panika górę bierze. Warto analizy przegonić w zamyśle, usłyszeć te ptaki – jak i co śpiewają? Ich pieśni treść ocenić w swym umyśle: czy krążąc nad nami, prawdy nie skrywają? Może to posłańcy, co w mroku zastygli, by chronić przed naszą powtórką upadku? Choć dziobią boleśnie i kłują jak igły, szukając w chaosie, niosą prawdy świadków. Więc nie buduj klatki z grubego metalu, bo lęk karmiony milczeniem wyrasta. Rozszyfruj to echo goryczy i żalu, zanim w nim zniknie nadziei namiastka. Gdy wreszcie zrozumiesz ich skrzydeł szelest, oswoisz te cienie, co cię przerażały. Wątpliwość to tylko umysłu jest stelaż, byś w nową drogę wyruszył już cały. — Leszek Piotr Laskowski
  2. "Ludzki chłód w centrum" <Ludzki las> Przez ten ruchomy las ludzki, w jednostajnym, tępym szumie, idziesz środkiem, cicho mkniesz, co tak trudno jest zrozumieć. Mijasz te martwe fasady – wzrok ślizga się po wystawach, w rytmie świateł lekko zwalniasz, by w tym wszystkim nie zgubić się. W pełnej pustce taki obcy – jakby za srogą pokutę – niesie przez białe cię pasy twoje życie już nadpsute. Są nikim zarazem wszystkim, w porannym, szarym pośpiechu, między dumą a swym wstydem, wciąż im brakuje oddechu. To las bez drzew, w którym coś drży, już tylko pogłosem echa, gniew nie daje im oparcia, życie do nich się nie uśmiecha. Chciałbym im, nam podarować choćby iskrę jasności, lecz oni drwią z moich słów – że dobroć to znak słabości. Szczelnie domknięci w klatkach własnego, gęstego milczenia, dziwni przechodnie – każdy powoli w cień się zamienia. Własną miarą ich mierzysz, choć pod skórą się opierasz, aż wreszcie w tym ich natłoku sam po cichu umierasz. Płyniemy razem wzdłuż witryn, taflą szkła złączonych cięciw, odbiciem warstw codzienności od siebie całkiem odcięci. Zanim nas zmierzch dopadnie, nim noc nas w końcu pochłonie, szukamy schronienia, azylu w bezpiecznym, zimnym betonie. Ulica głęboko odetchnie, gdy opadną ostatnie kurze, sprzątacze wymiotą z chodników wszystkie te leśne iluzje. Zostanie tylko chłód płyt, co w pamięć głęboko zapadnie, i ślad po kimś, kto zniknął – po prostu po ludzku, bezradnie. -Leszek Piotr Laskowski ... Recenzja: to nie jest wiersz na konkurs, to wyznanie. Wali w płuca jak poranny wiatr. I dobrze.
  3. Nic nie mam na myśli, narazie popatruję co tutaj się dzieje 🙂

  4. "W życiu wszystko się powtarza" Jakby ktoś przeleciał szpiegiem, Wbił coś w ziemię, uciekł biegiem, Na boki się rozglądając, Jakiś słupek zostawiając. Na słupku z tabliczką małą, Jeden z dwójką, kredą białą, Duże cyfry napisane, Nieodjęte, niedodane. Podchodzą do tej tabliczki, Marszcząc oczy i policzki, Popatrując wspólnie razem: Matematyk wraz z malarzem. Malarz w liczby zapatrzony, Górnolotnie zamyślony, Matematyk w swym umyśle Rzuca wprost teorią ściśle. To, co tutaj się spotkało, Po dodaniu trójkę dało, Dało trójkę, może nie? Trzeba zastanowić się. Może jednak to jest błąd, Plusa nie ma, trójka skąd? Jeden z dwójką to dwanaście, Skąd ta trójka w tej kanaście? Więc cyferki dwie przestawia I jeden za dwójką stawia, Tak lepiej mu się wydaje, Co dwadzieścia jeden daje. Malarz swym artysty wzrokiem Patrzy z przodu, patrzy bokiem, Stwierdził, że to autentyczne, Że głębokie i logiczne. Matematyk się nie zgadza! Dodać, odjąć – tak doradza! Bo to, co jest napisane, Nie zawsze wynikiem dane. Że to liczyć trzeba w głowie, Kalkulację podać w mowie, Zapisując na papierze, Tak rezultat się wybierze. W ciekawości przy tablicy Zebrali się rozmównicy. Z boku stanął też poeta, A tuż za nim geodeta. Pan profesor bardziej w tyle, Przyleciały dwa motyle, Incognito astronauta Zsunął szybę, patrzy z auta. Dzieciak stanął na rowerze, „Ja nie wierzę, ja nie wierzę!” – Profesora widząc, szepcze, Który przed tabliczką depcze. Ogrodnik podejść się wstydzi, Nie chce, żeby z niego szydzić, Choć z daleka popatrując, Niczego nie sugerując. Brak im plusa – myśli sobie – Żeby liczby dodać obie, Aby trójka była trójką, A nie jakąś podśmichujką. Wreszcie mówi tak z przytyku: – Nie dojdziecie do wyniku, Bo prócz znaku dodawania Nie ma też znaku równania. Więc brakuje wam działania. Pan profesor go przegania: – Idź pan! Idź pan do ogródka, Bo panu zsiwieje bródka! Nie dla pana gra cyferek, Niech pan dba o swój koperek. A poeta od chwil kilku Szuka rymu dla motylków. Ocknął się i geodeta: – Przecież liczba jest to nie ta! – Rzekł, palcem pokazując, Dwunastką się sugerując. Wbił do ziemi jakąś tyczkę, Patrzy przez nią na tabliczkę, Przymrużając jedno oko, Mówi: – Zaraz! Spoko, spoko! Astronauta w gwiazdy zerka, W głowie skrzy już mu iskierka, Nie jest astrologiem wprawdzie, Ale może coś tam znajdzie. Nic nie znalazł, więc wkurzony, Zamknął szybę napuszony, Pojechał w nieznane strony, Czując się upokorzony. Chłopak też już się zniechęca, Niecierpliwość – rzecz chłopięca, Wsiadł na rower, był spóźniony I popędził jak szalony. Sześciu jeszcze medytuje, Po swojemu to rachuje, Cyfry liczą proste, żmudne, W kalkulacjach wnioski trudne. Jeszcze z tydzień by tak stali, O dwóch cyfrach rozważali, Jakby nie pan dzielnicowy, W tłum ten wchodząc zagadkowy. – Legalny ten wiec tu macie? Zgłoszony w komisariacie? – Pyta grupę zamyślonych, Biorąc ich za nawiedzonych. Ekspresowo, w jednej chwili, Wszyscy głowy odwrócili: – Panie władzo! Proszę pana! Rzecz jest tutaj niezbadana! Sprawa ta jest dla badaczy, Pan policjant sam zobaczy. – Co za problem między wami Z tą tabliczką tu przed nami? Podszedł do niej, się przyłożył, Wyrwał ją, pod pachę włożył. – Rozejść się! – do nich powiada – Prokurator sprawę zbada. I odchodząc w półuśmiechu, Wolno, dumnie, bez pośpiechu, Popatrując zezem w cyfry: „Może to szpiegowskie szyfry?” – Domniemywa sam przed sobą, Ważną czując się osobą. Idąc tak w policji stronę, Myśli mu przychodzi tonę: „Jak komendant mnie zapyta, Jaka prawda jest ukryta Pod cyframi na tablicy, Którą przyniosłem z ulicy? A ja liczb tych nie rozumiem, Na tępaka wyjdę w sumie. Lepiej może ją zostawię, Bo kłopotów się nabawię. Wbiję ją tu na trawniku, Niech tu stoi przy chodniku”. Tak uczynił i odchodzi, Z tyłu ktoś do niej podchodzi. Słyszy policjant z oddali: – A jakbyśmy to dodali? – Pyta głośno okulista. – Rzecz to raczej oczywista. – To trzy będzie, sprawa prosta, Żadna większa mi to hosta – Odpowiada mu dentysta, Z czym nie zgadza się pianista. – Trzy to da nam, jak dodamy, Lecz znaku dodać nie mamy. Jeden z dwójką koło siebie To dwanaście, proszę ciebie. Doszło jeszcze kilka osób, Każdy szuka na swój sposób, Znów dyskusja się wytwarza. W życiu wszystko się powtarza. _leszek piotr laskowski_
×
×
  • Dodaj nową pozycję...