Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

infelia

Użytkownicy
  • Postów

    571
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez infelia

  1. @huzarc Koszmar. Dozwolone od lat 18-tu.
  2. @Berenika97 A wałek do ciasta zawsze budził strach...
  3. @iwonaroma Mamusia zawsze stoi na straży...
  4. „Musimy zdecydować, kto w naszym domu Nosi spodnie – ja, od poniedziałku do piątku, Ty w soboty kręcisz się w spódnicy, A w niedzielę możesz ganiać sobie w slipach. Zrozumiano? kto jest przeciw? kto się wstrzymał? Nie widzę – grafik już szykuję szminką na lustrze.” Szast! tabelki już gotowe, a w nich same wykrzykniki. „Zabawimy się, słodziutki, w malowane cielę.” Poniedziałek – budzi mnie czyjeś chrapanie, Burczenie w trzewiach jak u słonia. O, Ewka, zwlekając się z wyra, bąka puściła I szura w dziurawych kapciach do łazienki. Drzwi nawet nie zamknie i klnie do lustra. Po sutym śniadaniu, beknięciem zakończonym, Ruszyła w moich spodniach odprasowanych Do stoczni budować statki dalekomorskie. Wtorek – dostałem z liścia z półobrotu Za nieumyte gary i zupę przesoloną, Kurz na półkach i śmieci niewyniesione. A na dokładkę w koszu do prania wylądowałem. Środa – jestem na OIOM-ie, nic nie pamiętam, Pewnie wałek do ciasta poszedł w ruch. Widzę ciemność, oczy zapuchnięte, Kaszką manną karmiony proszę o dokładkę. Czwartek – do domu wracam po ciemku W szpitalnym wdzianku i podkulonym ogonem. Drzwi nie zaryglowane, pewnie pułapka. Hyc, cichutko – i w wannie znajduję schronienie. Piątek – dzień szczęśliwy, pani domu po wypłacie Padła na wersalkę ululana – co za spokój! W końcu przed telewizorem plazmowym Mogę podrapać się i poklepać po brzuchu. Sobota – dzień imprezowy, koleżanki się zleciały Na miotłach, kankana tańczę na stole Przy dzikich piskach i chichotach widowni. Skaczę jak głupi pod sufit w nadziei na brawa. Niedziela – mamusia na obiad się zapowiada. Ewunia fartuszek zakłada w kwiatuszki, Tłuc będzie nie mnie, lecz schabowego. „Mężu, skarbeńku, czy podać ci drugie piwo?”
  5. @Berenika97 Zabawne.
  6. @huzarc Trafnie ujęte. Dzielmy się takimi miniaturami.
  7. @violetta Tak ze sobą tańcowały, Aż uszyły wierszyk cały!
  8. @Berenika97 Powiało nadzieją.
  9. @Migrena A nadziei trzeba się trzymać, jak pijany płotu. Dziękuję za wnikliwość.
  10. W kolejce do lekarza siedzą struchlali, Zapatrzeni w sufit lub w nicość. Czas odliczają, tik – tak, zniecierpliwieni. Godziny mijają, kciuki trzymają mocno Resztkami sił, jeszcze troszeczkę. Numerek jest blisko, coraz bliżej. Byle tylko przekroczyć magiczne drzwi Do wyroczni, uzyskać pomoc lub Usłyszeć przykre słowa i pocieszenia. W piersi bije dzwon – co mnie czeka? Może tylko recepta, syropik, okłady... Niechby nawet lewatywa, och, marzenia! Na biurku doktora teczki z historią choroby Układają się w chybotliwy wieżowiec. Pani pielęgniarka na dzień dobry Okiem obrzuca i dobiera strzykawkę na miarę. Myśl nachodzi: czy to jest gabinet strachu? Wizyta po wizycie, pacjent po pacjencie, Ze zniesmaczoną miną, oniemiały I przygarbiony diagnozą zza drzwi się wyłania. Sunie po korytarzu, opierając się o ścianę, A towarzyszy mu tylko cisza i zrozumienie. Nawet ktoś zakończy rozmowę przez telefon I się przeżegna, sam dobrze wiedząc, co go czeka. Obejrzy się w prawo, w lewo – załamanych widzi ludzi Bez woli walki o jeszcze jeden rok życia. Twarze mają blade i zagubiony wzrok. Czekają na podniesienie lub opadnięcie kurtyny.
  11. @Migrena Tańcuj tak dalej, bo cholernie dobrze się czyta. Gratuluję pomysłu.
  12. Nieźle zatańcowany wiersz. Szacun.
  13. @huzarc Masz w sobie ducha wojownika. Podziwiam.
  14. @Nata_Kruk To takie wspominki - wypominki na wesoło.
  15. @Berenika97 Pióro w dłoń!
  16. Z łokciami na poduszkach, ciekawscy, Wyglądamy przez okno na świat, Chwytając łapczywie ostatnie podmuchy Ciepłego powietrza i promyki słońca. My, widzowie kina ulatującego czasu, Wskazujemy sobie palcami szczegóły z życia: Tam był park, gdzie chowałaś się Przede mną na randce, jak przed zbójem. „Oj głupi, ja za tobą na paluszkach tuptałam, ślepoto!” A tam, na przystanku, gdzie czwórka jeździ, Wyciągnięto cię za uszy z tramwaju, co za wstyd! „Bo zagrałam na skrzypcach wyuczone Nuty Tekli i się troszkę wzruszyli ludkowie.” Patrz, rondo pobudowali – jeżdżą w kółko, Trąbią, mrugają, ryczą jak niedźwiedzie Na rowerach w cyrku tresowane. Nie ma już mięsnego u Pana Janka I kolejek po pęto kiełbasy, balerony. „No nie ma już z kim się pokłócić I zdzielić torebką po plecach – a masz!” Trzepak zniknął, piaskownica i huśtawki. Gdzie podziały się hul­taje i osiedlowe gangi? Tancbudę na wzgórzu korniki zjadły. „Nie szturchaj mnie, dziadu niemiły. Tam było nasze cudowne, głośne weselisko.” Ech, co nam zostało – gapić się bezrozumnie W ten zwariowany kalejdoskop świateł. Oczopląsu dostaniemy na widok zmian. Lepiej już usiądźmy przy herbacie gorącej, Ciastkiem przegryziemy cienie na życiorysach. Wzrokiem się przeszpilimy jak detektywi W poszukiwaniu zatajonych prawd i romansów. „A może lepiej zgasić światło i zasłonić okno. Dać się porwać naszym bajecznym historiom, Wskrzesić czuły dotyk dłoni na policzku, Pomiziać się nosami, odnaleźć stęsknione usta?”
  17. @Berenika97 Powinien być dział "baśnie".
  18. @Berenika97 Opowieść o miłości już dzisiaj. Zapraszam.
  19. @Alicja_Wysocka A jak już kochać to z wzajemnością... Dziękuję za lekturę.
  20. @Berenika97 Celna uwaga.
  21. Świeżo malowany paznokieć złamałam, Chcąc pogłaskać cię ze współczucia po głowie. Jesteś szorstki, skarbie, glacę masz z agrestu, Krzywisz się, gdy cię całuję namiętnie. Chociaż kłów nie wystawiam, jadem nie truję, Smoka nie widziałeś? później się umaluję. Patrzysz na mnie zza gazety tępo, Jakbym ukradła ci schabowego z talerza. Do matki dzwonisz, gdy mleko mi z gara wykipi. Są dni, kiedy rozmawiamy po niemiecku, I takie, jakbyśmy byli sławnymi solistami W wiejskim zespole metalowym „Krzyk” Córka przed nami się chowa pod stołem I z klocków buduje domek wariatów, A my w nim mieszkamy – tanim, bo bez klamek. Głupcze, naucz dziecko jeździć na rowerze! I po gałęziach skakać – wie, jak z procy strzelać? Pokaż jej psikusy, niech sąsiedzi drżą ze strachu. Daj mi dokończyć szalik z włóczki pod choinkę. Obiecałeś kąpiel w stawie na golasa – i co? nici? Do Egiptu już mnie nie zabierzesz na wielbłądy, Cioci z Ameryki nie zobaczę ani jej dolarów. Pozostały nam wycieczki do warzywniaka. Antoś, ty fajtłapo moja, ja cię kocham, Choć życie nasze nie bywa lukrowane, W nim wszystkie drogi zbliżają nas ku sobie. Wystarczy, że rano budzimy się rozmarzeni... Mamy cały wszechświat do przemierzenia.
  22. Brawo! Połączenie wiersza z fotografią artystyczną jest majstersztykiem.
  23. @Anna_Sendor Ależ to przejmujące i trudne do opisania w słowach.
  24. @Nata_Kruk Aż się prosi o deser... mnie też!
  25. Oj smutno się zrobiło. Nadzieja jak echo zawsze wraca.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...