Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

infelia

Użytkownicy
  • Postów

    571
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez infelia

  1. @viola arvensis Śpiewasz lepiej niż w operze, a jak jeździsz na rowerze?
  2. @viola arvensis Napiszę tak: Kłamczucho, Ty to masz talent!
  3. @viola arvensis Edytuj z peceta, laptopa, inaczej może być kłopot.
  4. @viola arvensis Ugryzienie się w koniec języka musiało zaboleć... Doskonałe.
  5. @Poezja to życie Jest tak i siak. W ostatnim wersie "śmierć" jest zbędna. Tak mi się wymsknęło...
  6. @wierszyki Prawdziwy Pan Nikt.
  7. @wierszyki Co za czasy, w głowie się nie mieści. A do kąta dzieci jeszcze stają? Czas umierać chyba... @Berenika97 Dokładnie te lata... a o konserwatorze nie dałoby się napisać wiersza...
  8. @wierszyki No i gdzie te czasy, kiedy pan woźny tarabanił dzwonkiem?
  9. @Sara94 Sprawdź- Maria Dąbrowska nowela "Ala", może to dobry traf.
  10. Nadciągają tyralierą, hurra! Głodni i spragnieni nauki, Tornistrami tłuką się po głowach. Gwiżdżą, piszczą — uszy więdną. Kluczem celuję w zamek, blady ze strachu, Podwoje szkoły otwieram, och! Teraz to się zacznie — horroru ekranizacja, Jak te bąble dadzą mi popalić, żywcem zjedzą. Schody drżą z przerażenia, Oj, zaraz dachówki spadną zemdlone, Szkła w oknach — trach! — pękają Od tych arii operowych: łiiiiiii. Ni „dzień dobry”, ni „pies cię lizał”, Zośka w progu za fartuch mnie łapie: „Proszę pana, tenisówki mi ukradli! Beeee, mama z domu mnie wygoni” Wytrzyj gila — nie, nie w rękaw! No i usmarkane dziecię jak malowane. Zgłoszenie przyjęte, referuję, Śledztwo ruszy pełną parą, moje słowo. Dorwę ja gangsterów i mafiozów W krótkich spodenkach i w sandałach. Za szelki ich capnę, za uszy wytargam, Przed trybunał poprowadzę Do pani dyrektor na dywanik. Chwytam miotłę i detektor rozrabiaków. Pik, pik, pik! mam was, łotry, zbójcy! W toalecie się bunkrują bohaterzy. Zaraz! przegapiłem uroczystą chwilę, Niech to licho, gnam co sił do pakamery. Pierwszy dzwonek niechaj zabrzmi. Do klas mi zmiatać, ananasy — tup, tup, tup! Jeszcze z wami się policzę, jakem woźny. Uff! wreszcie chwila wytchnienia i spokoju. Czekolady zjem tabliczkę z orzechami, A wy, urwipołcie, gryźcie tę od mnożenia...
  11. @Sara94 Właśnie napisałaś opowiadanie. Cel osiągnięty.
  12. @Starzec Cisi bohaterzy.
  13. Wstając rano z łóżka, zakłopotany, Nie wiesz, jak spodnie założyć, Ni koszulę, na którą stronę ubrać. Załzawionym okiem o pomoc prosisz. Na śniadanie w talerz patrzysz ślepo, Z wysiłkiem drgającymi dłońmi Ledwo kubek herbaty unosisz, A na tym kubku napis: „Najlepszy tata” Nie odpowiadasz na ciepłe słowa, Zapominasz naszych imion i twarzy. Czasem obcy ci się zdajemy – rykniesz I pięściami pogrozisz wrogom zmyślonym. Z ust twoich już nie płyną mądre porady. Gdzie ten dowcip, gdzie ta werwa? Rześki byłeś, pełen życia – na barana nas nosiłeś. Jacht w stodole budowałeś dalekomorski, Z myślą o wyprawie dookoła świata. W okno patrzysz zadumany, zlękniony, Nie znajdujesz tam nic ze znanego życia. Okolica nie do poznania – stanęło wszystko na głowie. Gdzie furmanki, trzaski batem, rżenie koni? I koguta pianie o poranku? kwik i muczenie? Już wiem, co mogę zrobić dla ciebie. W wierszach przywrócę ci moc, smak i węch. Wstaniesz o własnych siłach, klapniesz po udach, Przeciągniesz się, aż w kościach łupnie, Konia osiodłasz i galopem ruszysz Na polowanie swoich marzeń ulotnych... Lampkę zapalam, Ojcze, głowę pochylam, Kwiaty składam pod napisem rytym w granicie: „Zawsze w naszej pamięci” Życzyłem Ci wiele lat w zdrowiu i szczęściu. Jak tu wydobyć z siebie pożegnania słowo? Smutek gardło ściska, kamienieję. Dech ledwie łapiąc, szepczę do Twojego ucha: To ja, tato... wybacz mi, zawiodłem.
  14. Przechodniu, dokąd tak pędzisz? Odsapnij, nabierz tchu, daj odpocząć nogom, Zluzuj krawat, otrzyj pot. „Masz rację, dobry człowieku. Strudzony jestem niemiłosiernie, Sam nie wiem, gdzie lezę, gdzie biegnę.” Opowiedz mi swoją historię. „Nie jest łatwa, jedna wielka podróż, Pełna klęsk, rozczarowań i pomyłek. Przyszłość widziała mi się obrazem doskonałym. Miałem plany, aspiracje i pomysły. Chciałem dotknąć szczęścia, Złapać je za guzik kominiarza. Oj, działo się w mym życiu, a było to tak: Ukończywszy kurs raczkowania, dyplomem wyróżniony, Przysposobiony do maratonu w chodzie, Wyskoczyłem z łóżka dziecinnego, Po rynnie i piorunochronie ruszyłem w dal. Na Hogwarcie, nauki pobierałem pilnie, Na jarmarkach, sztuczki wyczyniałem dzikie. Z Robin Hoodem królewiczów napadałem, Na lasso łapałem meteory zabłąkane. „Ośle”, łajał mnie Albercik Einstein: „Co tu kartkę mi zakrzywiasz, co ty knujesz?” Grawitacja! — w brodę mu plułem. W Toruniu, będąc gościnnie przejazdem, U pani uczonej, astronom Kopernik zwanej, Gały wlepiałem w lunetę namiętnie. Nie gwiazd szukając, ni czarnej materii Lecz dziewoi w wieczornych ablucjach. Fundamenty pod wieżę Babel kładłem… Co za wstyd!— runęło, poszło w proch. Na Santa Marii, pod okiem Kolumba, Żagle rozwijałem, w bocianim gnieździe, Zamiast czuwać, mocno chrapałem. Pod Troją, w bebechach konia, Z desek okrętowych zbitym Na szturm czekałem, prężąc muskuły. Po latach, o siwym włosie, obolały Zamarzył mi się uniwersytet trzeciego wieku. Czterystostronicowe CV w kopercie Łup — na biurko złożyłem. Sekretarka czujna, spisek zwęszyła, Już po saperów miała dzwonić. Oko jej puściłem z błazeńskim uśmiechem, Aż zachichotała, skrywając w dłoniach rumieniec. „Kawy? ciastko? niech Pan opowiada” A było to tak...
  15. Od czasów szkolnej ławki, tej oślej, Ochoczo palce podnosiłem w klasie piątej „b”: „Proszę pani, Anka ściąga, Rysiek kredę zjadł, Baśka cycki pokazuje naokoło” Dobry w tej profesji byłem, mistrzunio, Aż duma mnie rozpierała, skrzydła rosły. Na przerwie łomot srogi brałem, Becząc, do domu gnałem pod spódnicę mamy. Na podwórku wielbiony byłem za wyczyny, Odznakę konfidenta mi przyznano jednogłośnie Oraz dyplom zdrajcy nieugiętego. Puchar wznosiłem – kolaboranta. Z gospodarzem domu sztamę miałem, Donosiłem na ekscesy i złodziejstwo. Dzielnicowy klepał mnie po plecach Za meldunki i dowody zbrodni. Pod drzwiami zwąchałem, razu pewnego: Sąsiad bimber pędzi, drugi kradnie prąd, Bale urządzają do białego rana – na golasa. Stare dzieje… szczeniak byłem głupi. Dziś, zza biurka, w garniturze marki Gucci, W butach wyglancowanych od Diora, Z duszą urzędnika i poważną miną Okiem rzucam na petenta: „Czego?” W zębach dłubię, po brzuchu się drapię, Wielkim jak bęben dobosza... bum! bum! Na postrach wybijam niedowiarkom. Oto mój życiowy sukces: skargi rozpatruję.
  16. @JWF Bezludna wyspa i hamak rozpostarty w cieniu kokosów... taki koloryt.
  17. @Dekaos Dondi Na początku było słowo, z niego powstał wiersz...
  18. @Berenika97 Tanio sprzedam mieszkanie...
  19. Głowę zadzieram – co za kolos! Aż chmury po piętach drapie. Czy da się tu zamieszkać? Winda płatna, na żetony, cyrk na linie. Oto klucze do bram raju, Deweloper okiem mruga podejrzanie. To tutaj – dziupla jak dla krasnali, Kuchnia ślepa, głucha i bez zęba. W stołowym miejsce tylko na taboret. Prysznic? instrukcja do rynny kieruje. Parapetów nie ma – kumple będą kręcić nosem. Co tam – widok z okna pełen wrażeń: Z dziesiątego piętra spadł fortepian; Telewizor i lodówka za nim. Na parterze Władek po robocie Miechem w grilla dmucha ostro. Z dwunastego wędka zarzucona, Haczyk opór stawia – jest i branie. Taaaka ryba – rower od sąsiada w górę! Kołowrotek skrzypi, żyłka jak na suma. Pod trzynastką lokal pusty, Ale tylko tak na niby – nawiedzony. Za ścianą łańcuchem: dzyń, dzyń, Klang, klang – na trwogę zbiera. Uwaga! z setnego piętra, gdzie melina, Tapczan rozpoczął szybowanie. Na poziomie minus dziesięć pot się ze mnie leje: „Porzuć wszelką nadzieję” – napis wita. Smoła w kotle pyrka, siarką trąci. Dziwne typki z ogonami węgle podkładają. Lucyfer w kopycie dłubie scyzorykiem: „Gościu niespodziany, witaj w piekle…”
  20. @Nata_Kruk Warto wszcząć poszukiwania... Jak dla mnie bomba! Jest na czym oko zawiesić.
  21. @JWF Lekkość i zwiewność to podstawa. Takie wiersze chce się czytać... przynajmniej mam taką nadzieję. Dziękuję za komentarz.
  22. Gdzie was szukać, dopiero tu byliście? Jak wczoraj słychać było wasze żarty, Kłótnie, opowieści z dawnych czasów, I łupanie w kościach, szlochy, narzekania I przyśpiewki rubaszne przy stole rodzinnym. Co się stało? w chowanego się bawicie? Tu was znajdę w sepii, tu słońce się zatrzymało, Uśmiech nie zgasł, gesty ocalały: Ojciec w garniturze, co cisnął go pod pachą, Matka w koronkach, co wymarzyła sobie, Z dłońmi splecionymi wiernie jak dwa gołębie. Wujek, co gwizdał melodie z westernów, Szelkami strzelał do rytmu kankana. Babcia w chustce łzy ocierała wzruszona, Uśmiechnięta przez mgłę wspomnień pełnych Szyfrów spojrzeń, ukradkowych gestów. A ja dotykam palcem stron albumu, Na twarzach rodziców szukam własnego nosa. To oni — wieczni, niezapomniani, Stworzyli cały mój świat, architekci, Zanim o nim czegoś się dowiedziałem. To nie portrety zszarzałe, to mapa, Każde spojrzenie — to droga Do miłości, co przetrwa burze i wichry, Do tej też, co zgasła — jak świeca. To zaklęty krąg, wieczność jak w marmurze, Gdzie szczęście nie wie, że może się rozpaść. Gdy patrzę z oddali czasu zmarnowanego Dostrzegam cień, który wtedy jeszcze nie istniał. Lecz tego kadru nikt już z nas nie odczyta Odeszli, ale trwają, choć zmienili twarze. Piękni, choć nieświadomi upływu chwili. Zdjęcia to latarnie magiczne wielkiej mocy, Rzucają blask na nasze noce i dni. Przypominają skąd przyszliśmy, z jakich stron I dokąd wciąż zmierzamy dalekowzroczni. W domu zapada cisza jak w próżni. Zegar bije godzinę nieobecną na tarczy, Wtedy w tej fotografii coś drga, miga... Życie się nie kończy, ono jest, dalej tu trwa.
  23. Błąkam się wśród regałów, dłubiąc w nosie, „W poszukiwaniu straconego czasu” „Winnetou” do nogawki się uczepił: Weź mnie, czytelniku! – skamle, jęczy. A kysz! – potrząsam nogą, do wigwamu! „Nasza szkapa” kopytem w bok mnie dźgnęła. Za co? pilnym byłem uczniem, trójki miałem. „Quo vadis”, chamie obolały, zabłądziłeś? Chuchnął w ucho mi Heniek Sienkiewicz: Tu trylogię bierz na klatę! pisz wypracowanie O, kryminały – znajdę krwawą jatkę i posokę Łby ucięte, stosy trupów, cała półka zbrodni. Co tu wybrać? trwogą zieje i horrorem Tak! tu najbardziej wyświechtana jest okładka, Odciski tłuste po mordercy, kartki naderwane. Trop właściwy – „Zbrodnia i kara” – cudnie. W innym dziale „Szklane domy”… E, poradnik dla działkowca amatora. O, przepraszam, nie poznałem – „Pan Tadeusz”? Witaj, brachu, kopę lat! miód wypity? Nie widziałeś gdzieś tu Konopnickiej? Randkę mamy, co? przed „Zbójcami” nogę dała? „Szewcy”? – nie, dziękuję, buty jeszcze całe. „Klub Pickwicka” – zaproszenie na imprezę? Będzie „Tango”, głośne, huczne – no to w tany. „Kamienie na szaniec” spadły mi na stopę – rumor wielki. Ćśś!, kultury trochę – „Antygona” za ucho ciągnie. Pani w okularach wielkich jak koła od roweru „Encyklopedią powszechną” w łeb zdzieliła, Drze się, rwie perukę, wymachuje, pod sufit rzuca, Kopa w zadek daje, drzwiami jak nie trzaśnie: Nie wracaj tu! co za „Dziady”, „Zemsta” jakaś...
  24. @UtratabezStraty Taki styl...
  25. Rusz się, wynieś śmieci, ty niedojdo! Muchy tu latają – jak cię pacnę, ty fujaro! Maminsynku i poeto podwórkowy, Z kranu cieknie, nic nie zrobisz? Wiersz napiszesz o ulotności życia? Dywan wytrzep, bo sąsiedzi krzywo patrzą. A firany kiedy prałeś? mów, bo mamie się poskarżę! Bałagan wszędzie, mchem zarosło. Tarantula w kącie zwisa, zje mnie, twoja sprawka! Grzyb w łazience to hodowla jest pieczarek? Gdzie uciekasz? wokół stołu mam cię gonić? Do mnie! klękaj, łkaj o przebaczenie! Co masz na swą obronę? róże? dawno zwiędły. Suknię mi kupiłeś? całkiem, całkiem, lecz na wagę. Pierścień? masz go w diabły, tombakowy! Zgadnij, gdzie od dzisiaj będziesz kimać... Pościelę ci z Wisłocką i Szymborską. Czesławę Miłoszową ci dorzucę, zdrajco – literacie! Oj, dam ja ci popalić, dam ci steki wierszy! A Norwid cię uwiodła? to szantrapa! Ze Słowacką pewnie tylko motyle łapałeś, zbereźniku! Aż ucho więdnie i usycha, rymem szyję ucisnę. Strofą walnę jak drzwiczkami od kredensu! Co tak stoisz osłupiały? żartowałam, ty pacanie! Chodź, głuptasie, mamcia zeszyt mi przysłała. Gęsie pióro i kałamarz, kredki, temperówkę. Pokaż mi alfabet, jak to się wywija, „A” na początek... I bach! dzwonek w uszach, krzesła szur-szur. To nie małżonka wali, dudni i jazgoce. To matura, ty bęcwale, właśnie egzamin zdajesz! Nauczyciel ryczy: „kartki oddajcie! koniec czasu!” „Człowiecza dola” temat widnieje na tablicy zadany...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...