Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Glhxylh_Mxoldq_N 3

Użytkownicy
  • Postów

    44
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Glhxylh_Mxoldq_N 3

  1. Zadajesz to samo pytanie już czwarty raz. Czy to jest dla ciebie normalne? Prosiłem, byś skończył. Wiem, że to na marne. Ja nic nie zmienię, ona nic nie zmieni, a to jest tak proste, banalne. Tańcz kankana z życiem, bo i tak szybko umrzesz. Baw się, jak bawić się umiesz. Jak wierzby wyszumiaj się stale, bo żyć to ty naprawdę najbardziej umiesz. Lecz dla mnie... Dla mnie... Sam nie wiem. Już wszystko mi obojętne. Podobno najgorsze, co czeka człowieka, to straszny brak żadnych emocji. Gdy nie czujesz złości, radości i pustkę w większości, to znaczy, żeś trup. To znaczy, że jesteś już niczym i w sumie to czeka na ciebie już grób. Nie tylko fizyczny, też psychologiczny. To pomysł kosmiczny, że nawet gdy koniec, to dalej oddychasz i chodzisz, nie zdychasz, a nawet nie wzdychasz. Może czasem... Czasem, gdy myślę o tym wszystkim, to jest to całkiem zabawne. Trochę jak komediodramat. Nigdy nie obejrzałem żadnego na ekranie. I nawet nie mogę być na ciebie zły, bo w gruncie to jesteś cudowny. Pomocny, uprzejmy, coś robisz bez przerwy, a nawet twe nerwy to pikuś łagodny. Ale wtedy gdy... Wtedy to inna jest bajka. Wtedy jesteś jak wielki profesor, bo dajesz mi lekcje i ja biorę lekcje, lecz nie twoje brednie, lecz to, co ważniejsze – że samym tu sercem to będziesz zwierzęciem. I ważny jest także też umysł. Taki, który działa. Zadajesz 5 raz.
  2. Przyjaciele są jak anioły unoszą nasze skrzydła. Lecz trudna to rzecz, gdy przyjaźń gdzieś znikła. Bo ptasie życie to znaczy: ptak ptakowi ptakiem. A gdy nie ma kto ćwierkać, bo stado tak dalekie lecz nie tylko odległością, ale i w duszy to każdy dzień jakby dłuższy. I tak tym ptasim życiem, gdy latam myślami, czasem usiądę na czymś stałym i zapytam: czy miałem przyjaciół, czy byłem przyjacielem? Co to przyjaźń? Bo czuję, że chyba tego nie zaznałem. I choć kolegów miałem, to co głębiej jedynie moje gałęzie znają gałęzie moje jedyne.
  3. Oczy, usta, uszy? Co sprawia, że mam taką aparycję, lub może to bije ode mnie? Bo tak od dwóch miesięcy czuję się jak starzec. Zaczynam widzieć pierwsze zmarszczki, a rozmowy na przystankach z ludźmi, co tak odlegli ode mnie i zawsze wrodzy, coraz częstsze. I sam wolę rumianek od wyjścia do ludzi, i nawet gdy herbata z czasem się już nudzi, to wolę krzyżówki niż wirtualnych królów i ich poddanych. Czy tracę na życiu, będąc nudnym? Jestem nudny? Raczej w ciągłej mgle, już sam nie wiem, co szczere. Tak było i będzie, bo nie widzę sensu w pisaniu wiersza bez treści, a i tak jej nie ma. Przykrość żywota.
  4. Pszczoły ćwierkają i nic to nie zmienia. Nic już nie dziwi - Overton miał rację, więc mam benzynę, już podpalam drzewa. Pomagać światu - to kocham najbardziej.
  5. Wydaje mi się, że jeśli chce używać w stosunku do siebie miana "poety" to musze napisać wiersz o pisaniu wierszy, oczywiście przypadkiem. Ciągle usuwam i piszę na nowo, Ostatnie zdanie, ostatnie słowo. Pomysł jest dobry, lecz nie o to chodzi, Bo pomysłowość kosztuje drogo. Początek zły, nie czuję nic - Może tu potrzeba jakichś emocji? Gdy jest mi dobrze - wodę na pic. Najlepsze wersy pisane w złości, I w samotności, i gdy za późno, lecz czuję, że to może być to. Chyba ze złości, na ciągły brak weny… Ostatnie słowa - to jednak „dość”.
  6. Spoglądam przez okno i szukam nadziei. Niestety, zamknięte jest ono na szczerość. Liść spada i więdnie - nadzieja też spada, I spada ta miłość. Nie widzi jej niebo, Nie widzi jej świat, a ja - ślepy - również, Bo to tylko słowa. Słowa nie istnieją. Rozrywam te serca, wyrzucam do śmieci, Patrząc sobie w oczy... te oczy to niemoc.
  7. Wstałem, wypiłem kawę, spojrzałem w lustro. Widzę tam już tylko siebie. Czy to nadal ja? Nie wiem. Ucieczka jednak była warta swojej ceny. Chyba. Mam pewność, że była. Bałem się przyszłości. Dalej się boję. Inaczej. Czuję inaczej. Widzę inaczej. Lecz myślę, niestety. I chyba tylko uciekam. Przed złem czy dobrem – to nadal to samo. I tak jest. Rok w rok. Miesiąc w miesiąc. Dzień w dzień. Wstałem.
  8. Na koniec znowu poczuję zawód. Nie zmienię tego nigdy. Czy zbyt dobre życie dla tego sukcesu? Bo chyba musiałbym być inny. Oddech reguły już traci. Nie oczekuję nic, znowu. Widzę ten wszechświat lekko na odwrót. Pytam: czy żyję na pozór?
  9. powtarzam słowa kierowane w twoją stronę i cię nie widzę, no bo tylko w górę patrzę Dno pełne dzisiaj, czy to życie jest na marne? To tylko kłamstwo powtórzone i poparte
  10. Ciągłej pogoni, gdzie celu już nie ma, Do mostów spalonych już nie ubolewasz. Nocny widok i ciebie potrzeba, Ciągle tam czekasz. Niech kwitną nam drzewa, Spalone przez chłody relacji. Myślisz wciąż o mnie? To peron na stacji. Dostrajam ciszę kreacji, Znikam. Gdzie myśli, tam zastrzyk Dopaminowej Fantazji, A piszę te teksty już tylko dla siebie. I widzę, że znika ta dobroci chęć. A może znów krople się z nami złączyły? Dziś wszystko upadło, jak wczorajszy deszcz.
  11. Pijąc kakao, wyczuwam Criollo, jedząc ser cienki – Ementalera. Gdy leci motyl tuż nad mą łąką, barczatkę widzę, śliwówkę nie raz. Dotykam ziemi, czuję rędziny, wciągam zapachy – chyba zielone. Słucham muzyki granej Vivace, kocham te zmysły, niezwyciężone.
  12. Zamknięty w pokoju o życiu rozmyślam, na wiele elementów umysł się rozbryzga: jeden o przyszłości, o tym, co nadejdzie, inny o uczuciach, wciąż z otwartym sercem, pewien o wyborach podjętych pochopnie. O wszystkich tak samo, o każdym tak spokojnie. Przelotny jest ten spokój, bo po krótszej chwili czuję zapach ciszy. Czyżbym się pomylił? Zapach ten dość drzewny, może orientalny, trochę tytoniowy, nieopisywalny. Wzbudza on niepokój, szczęście, smutek, ból. Nagle słyszę budzik – koniec tego snu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...