Ranisz, choć nie jesteś Różą.
Zaciskam dłonie na twardej Tarninie.
Cierpki ten smak owoców. Dzisiaj...
Jutro, nie przeminie.
Czy wiesz, jak smakują Gwoździe
Wbite między między Kości śródręcza?
Czy wiesz jak słodkie są owoce
Wilczej jagody, dzikiego mlecza?
Pachniesz cynamonem i miodem.
Kusisz barwą pięknych tęczówek.
A jednak nie widzisz, nie wiesz
I chcieć nie chcesz, jak wiele,
Jak wiele trzeba, żeby Cię wielbić,
Żeby pocieszać w trudniejszej chwili.
Ja już wybrałem i nie uciekam.
Ty jednak wolisz milczeć i zanikać.
Tęsknotę wypisujesz do innych.
Chcesz pachnieć gorącym ogrodem.
A ja Ci mówię, że róże nie bolą,
Że kaleczą tylko trochę... mimochodem.
Ranisz i nie widzisz krwistych plam.
Ranisz i wcale Cię to nie przejmuje.
Bo przecież ból nie dotyka Ciebie...
A ja chciałem tylko kochać, jedynie
Mierzyć wzrokiem Twoje dłonie
I duszę wylaną na papier.
Chciałem po prostu być
Dla Ciebie i dla mnie.
Podążam teraz bez ciebie.
Wiersz powstał przy tym utworze: