Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Lach Pustelnik

Użytkownicy
  • Postów

    1 021
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    4

Treść opublikowana przez Lach Pustelnik

  1. hmmm... pobożne życzenie. Ale piękne i pięknie wypowiedziane:)
  2. Panie Boże, czemu od czasu do czasu się nie pojawiasz? Czemu do nas, swoich stworzeń, nigdy nie przemawiasz? Wiesz, ilu z nas by się wówczas nawróciło? I ilu by w Ciebie, w końcu i na zawsze, szczerze uwierzyło? Gdy tak nalegałem, w końcu mruknął pod nosem: - Przecież cały czas do was, durnie, mówię! - Ale jak? - Kosmosem! …. A potem, gdy się już rozgadał, sypał przykładami: - Przemawiam ja do was wszystkimi rzeczami, Które widzicie, smakujecie, i które słyszycie, Które odkrywacie, niszczycie - albo sami tworzycie, Przemawiam do was na niebie gwiazdami, I czarnymi dziurami. I galaktykami. Ciemną energią i czarna materią, Waszym cierpieniem i waszą mizerią, Ale też szczęściem, którego doznajecie, A nawet tymi wierszami, które tu piszecie! ….. Zamilkłem. Prawdę mówiąc byłem zdumiony! Co On mi tu wciska takie farmazony? Ja konkretów potrzebuję, a nie filozofii, I następnych pouczeń. Jakbym nie był dorosły! Zatem głowę prosto do nieba kieruję I tak głośno jak mogę, Jemu peroruję: - Ja chcę od Ciebie, żebyś się objawił, Żebyś z nami usiadł, napił się i bawił, Zaśpiewał nam jakieś fajne, odlotowe piosenki Zagrał na gitarze, sprowadził boskie panienki, A dla dziewczyn boskich, cudo-archaniołów, Prawdziwe ciacha. A nie prostych matołów! I gdy tak, w błaganiach swoich nie ustaję On nagle mi przerywa: - PRZECIEŻ WAM TO DAJĘ! I jestem z wami. Zawsze i wszędzie! W każdym. W bogaczu i w każdym przybłędzie! …. Wyznam Wam: Na chwilę całkiem oniemiałem, Ale wkrótce się jakoś w sobie pozbierałem I wołam: - Czy ja dobrze , co mówisz, kapuję? Że część Ciebie we mnie także się znajduje??? I że w części ja sam jestem również Bogiem? I nie muszę szukać Ciebie gdzieś daleko, za progiem? …. I nim uleciało w niebiesia moje zapytanie, Dobiegło mnie z nich radosne, Jego, zawołanie: - Mój synu, nareszcie, nareszcie zrozumiałeś, Tak daleko szukałeś, a tak blisko miałeś!
  3. @Marek.zak1 Twierdzić, że wszystkie kobiety to k...wy jest równoważne - dla mnie - twierdzeniu, że wszyscy faceci to alfonsy. Ani jedno, ani drugie. Dzięki za sugestię lektury. Dla jasności, bo dalej nie będę rozwijał tematu: Nie zostawiła mnie. Wybór był oczywisty. Albo rodzina, albo.... Szaleństwo w czystej postaci. Ale co zrobić?
  4. Pożegnanie z Urojeniem. Cz. 2 …. …….. Co ma cię dopaść, dopadnie. I jedyna rada Jaka stoik wymyślił, gdy zły los cię dopada To nie bić się z myślami i znieść go spokojnie, Przyjąć wszystko z godnością, mądrze i pokornie. …………. Lecz łatwo to rzec filozofowi, którego rzecz nie dotyka, Który idzie przez życie lekko, o nic się nie potyka, Jakby to przysłownie nie było mu znane, Że dobrymi radami – piekło jest wybrukowane. ……….
  5. Usiadłaś przede mną, nad wodą Z odrzuconą do tyłu głową Podparta ramionami Z rozchylonymi nóżkami I mówisz prosto do nieba: - jesteśmy tu sami… zróbże wreszcie, co trzeba z tymi majteczkami…
  6. @Gosława ... kto wie...? Wszystko przed nim:). Albo i nie... A swoją drogą skrajności są rzadkie. Krzywa Gaussa ładnie to pokazuje i nie mam co do tego wątpliwości. Co więcej mogę, przeżywszy i widziawszy już sporo - dorzucić własne doświadczenia...
  7. Próbowałem. Ale nie wiem, czy się udało...???
  8. @Jakub Adamczyk Dzięki. Wstawiłem:)
  9. Widok Twojego nagiego ciała Jakoś mnie nie rozpala Nie działa na me zmysły, ani mnie nie podnieca Piękno twojej figury. Bo nie jest kobieca! Jednakże raz, a może i dwa, tak mi się zdarzyło Że na widok twojego członka, serce mi zabiło I było to rzeczywiste, palące pragnienie Chociaż nie przeszło w erotyczne – upragnione spełnienie. Zatem i może we mnie jest cząsteczka geja? Mimo, że takiej łatki nikt mi nie przykleja? Co wcale by mnie, a wcale, nie oburzyło Albowiem kilka razy tak właśnie mi się śniło Że się spełniam w rozkoszy z cudownym chłopakiem Że pieszczę jego członka, i napawam się smakiem Jego ciała, jak moje podnieconego, I nie widziałem w tym akcie niczego zdrożnego Ani wtedy, gdy śniłem, ani gdy się przebudziłem I w jakimś sensie nadal o nim… już na jawie - marzyłem…. Dlatego, mój Drogi, serdeczny Przyjacielu Nie mam złudzeń, że wśród mężczyzn takich jak Ty jest wielu. A co więcej, wiem co mówię, bowiem sny w rzeczywistości Są tak samo realne jak to, co na jawie w naszych głowach gości. I dlatego nie szukam ni usprawiedliwienia Ani też nie pojmuję tego potępienia Jakimi ludzie ludzi w tym względzie obrzucają Bowiem zdaje mi się, że oni podobnie też mają. Ale przyznać się do tego, to już inna sprawa I to zapewne lękiem tak wielkim ich napawa Że są jak każdy nawiedzony dewiant kaznodzieja Który najgłośniej woła: Łapać złodzieja! Do przyznania się potrzeba godności. I odwagi. A każdy z nich się w piórka stroi. Choć pod nimi nagi Jest. Jak biskup, co szaty swe cudne zadziera Kiedy w lesie gołą dupę liściem se podciera!
  10. Potrzebuję dużo bujnej zieleni, – aby me oczy nią nacieszyć, Potrzebuję dużo wonnego powietrza, – aby me płuca nim wypełnić, Potrzebuję śpiewu ptaków i szumu wiatru w gałęziach – aby moje uszy miały co słyszeć, Potrzebuję prerii i stepów, i dolin rozległych – abym mógł patrzeć przed siebie daleko, A nad sobą nieba błękitnego potrzebuję – abym mógł patrzeć wysoko! I słońca - abym mógł jego chłonąć energię, I szlaków górskich ciągnących się w nieskończoność Grzbietami gór, Aby me nogi miały gdzie mnie ponosić. I nocy pod Drogą Mleczną – by mi opadły powieki zmęczone. I Ciebie potrzebuję, – aby me ciało mogło się Twoim nasycić, I duszy Twojej - aby ma dusza mogła się w niej zatracić.
  11. Hmmm... Czyli podróże w czasie są jednak możliwe! I to zbiorowe, całymi narodami. Może będzie się dało to jakoś opatentować i przy okazji zbić trochę państwowej kasy? Wszak budżet zaczyna się walić...
  12. Zgadzam się, konsekwencje ochrzczenia Mieszka były takie, jak to wyłożyłeś powyżej. Wciąż jednak obstaję przy swoim: Polska, jak podmiot, rzecz czy cokolwiek innego, ochrzczona nie została. Używanie zatem określenia "Chrzest Polski" jest błędem, chyba że się przy tym zaznaczy, że takie określenie nie powinno być rozumiane dosłownie. Wiem, że liczni kapłani lali i leją wodę święconą strumieniami na przeróżne rzeczy, czołgi, samochody, zwierzaki... Ale zdaje się, że to nie jest chrzczenie. Dzięki za odpowiedź, ale moje wątpliwości pozostają nie rozwiane...). Przez kilkadziesiąt lat sądziłem, że w jakiś sposób to Polska, jako państwo, została ochrzczona.
  13. @Bogumił Wikipedia: "Pierwszą historycznie potwierdzoną datą opisującą dzieje Polski jest rok 966, gdy książę Mieszko I, władca obszarów mieszczących się współcześnie w większości w granicach Polski, przyjął chrzest. W 1025 powstało Królestwo Polskie, którego pierwszym królem był syn Mieszka I, Bolesław I Chrobry."... Z powyższego wynika, że Polska, jako kraj, nigdy chrztu nie przyjęła. Wciąż czeka, aby ją ochrzczono. Ta wiadomość to może być niezła gratka dla biskupów. Aż trudno mi sobie wyobrazić co by się działo...
  14. @light_2019 @light_2019 Oooo! Tu by się przydały jakieś dane statystyczne....??? Uderzyłaś w stół...:) @Gosława Pytasz, Gosławo, o konkrety?? Najtrudniej zmierzyć masę... A co za tym idzie, energię:)) e=mc2 - nadal obowiązuje!
  15. Najwidoczniej czymś się fundamentalnie różnimy. To dobrze. Odpowiedź na pytanie "czym" pozostawiam wyłącznie dla siebie:)
  16. No cóż, niektórzy - dość całkiem liczni, niestety - tak mają. Nawet ołówek im się kojarzy:). Swoją drogą sam mam problem z kilkoma moimi wierszami. Granica między erotyką a porno jest nieuchwytna. Ale wydaje mi się, że nieraz przeginam i to mnie wstrzymuje przed publikacją tutaj... Chętnie bym przeczytał tego Twojego pornola. Jest jakiś sposób?
  17. Kobieta jakiej pragnę… Mój przyjaciel ma kobietę, jakiej mi brakuje Cokolwiek on nie powie, ona przytakuje, I choćby najgłupsze przytoczył twierdzenie Z jej strony go spotyka poważne przytaknienie. Z tego względu uważa ją za oświeconą, Z głową jasną, przejrzystą, niczym nie zmąconą. Twierdzi, że to przy nim zaszła ta w niej przemiana Bo nim go poznała była zagubiona, głupia. Gdy budziła się z rana To nic o dniu nadchodzącym powiedzieć nie potrafiła Nie było w niej nic uporządkowanego, we wszystkim się gubiła Aż do czasu, gdy jej wytłumaczył, że wszystko to przeminie Jeśli go uważnie wysłucha. I jeśli nie zginie Nic z tego co jej wyjawi w mrokach niepamięci. I wtedy wszystko zrozumie. Potrzeba tylko chęci Trochę ksiąg przeczytania, trochę praktyk zadanych Jej przez niego. A znajdzie się wśród ludzi wybranych. Wśród tych, co rozumieją, że już wszystko wiedzą, Którzy już nie szukają, bowiem tam, za miedzą Nie istnieją żadne lądy ani ziemie nie odkryte A wszystko co istnieje, mają w mózgach swych wyryte. Spytałem go kiedyś, czy poznał jeszcze innego Człowieka, który doświadczył, oprócz jego samego, Owego oświecenia, owego wejrzenia, Które tak gruntownie głupca w mędrca przemienia? Jaka była odpowiedź? No cóż, nie przytoczę. Bo się boję, że w niebezpieczne obszary wnet wkroczę A nie chciałbym tym wyznaniem kogoś prowokować A tym bardziej na ten temat tutaj dyskutować. Lecz na koniec: Ta wspaniała, niezwykła niewiasta Nie dość że jest mądra, to, na dodatek, piecze świetne ciasta! Hmm…. Przepraszam, że tak długo was tu zwodziłem Nim prawdziwą mego dla niej uwielbienia, przyczynę, wreszcie wyjawiłem.
  18. @Marek.zak1 Sprytne. Kuszące. I jak tu nie zaglądać do Ciebie...? Zwłaszcza, że z rozpędu dodałem parę strof....
  19. @Marek.zak1 @Marek.zak1 Przysłowie ma polską wersję, opowiedzianą mi przez przyjaciela leśnika: "Gdzie się mieszka i pracuje tam się ch....m nie wojuje". Zapewne dyr je znał, ale jak to bywa: Mądry po szkodzie...:). Szkodził przyjemnie, ale nosił wilk....
  20. @Marek.zak1 Dzięki. Dla mnie też:) Mam nadzieję, że to samo mamy na myśli..?
  21. cd Dla L… Jestem łakom Twoich łydek, Twojej szyi I Twych stóp, Jestem łakom Twoich pleców I pośladków I Twych ust Jestem łakom Twoich spojrzeń Jestem łakom Twego śmiechu Jestem łakom Ciebie, mała Jestem łakom Jestem głodny ba
  22. Gałęzie drzew niczym dłonie Upstrzone listkami zielonymi Sięgają po mnie. Kołyszą się na wietrze Obciążone kroplami deszczu Majowego Zimno. Zapatrzyłem się na nie zza szyby ciepłego salonu Nie marznę. I one nie marzną. Nie czuję zimna. I one nie czują zimnych kropli ani chłodnych podmuchów powietrza A tylko drżą jakby z emocji Których doświadczam… Skąd wiedzą o moich emocjach? Pokornie chylą się na wietrze ku ziemi To wznoszą dumnie ku niebu. Czy wiedzą czym jest pokora? A czym duma wyniosła? Uczepione krawędzi blachy Tracą siły i odrywając się od metalu skapują leniwie na krzewy olbrzymie krople z chmur ponurych zrodzone wysoko nade mną. Taki ich los I przeznaczenie. Zieleń, która nie ma pojęcia O swej zieloności, Krople wodne które Nie mają pojęcia o swej wilgotności Drzewa wyrosłe przed oknem Które nie mają pojęcia o swej drzewcowości Sarna pasąca się na łące pod lasem Nie mająca pojęcia o swej sarniości. Człowiek idący koleinami W piachach doliny Nie mający pojęcia O swej człowieczości. A o czym Ty, wspominająca stary dom z przeciekającym dachem, o czym, Ty, masz pojęcie? Bo ja - o niczym. Żadnego. Tylko te krople Skapujące leniwie I te gałęzie … drżące … spokojne …
  23. Dzięki. Ale nie musiałem się szczególnie wysilać z tą cierpliwością. Jak już się zacznie pisać, to potem samo jakoś to leci...Odpowiadam uśmiechem i również pozdrawiam:) Fakt, masz rację. Uciec się nie da. Ale poznać... ? Do końca nigdy, ale samo próbowanie jest już niezłą zabawą:)
  24. Udałem się w galaktyki. W wędrówki dalekie. Odwiedziłem wszystkie mgławice Konstelacje i gwiazdozbiory I nie odnalazłem Siebie. Szukałem tutaj na ziemi Niewielkiej planecie w układzie słonecznym Pośród istot mi podobnych Wyruszałem na długie wyprawy Odwiedzałem rożne kraje I nie odnalazłem Siebie Poszukiwałem też w samochodzie Podobno najlepszym, jaki powstał w ciągu 13 miliardów Lat istnienia Wszechświata Jechałem w nim, było mi wygodnie na miękkim siedzeniu Dopasowanym do moich kształtów I słuchałem pięknej muzyki Wpatrując się tępym znudzonym wzrokiem W niekończący się beton i asfalt szosy Jechałem I widziałem jak mija wszystko Co się pojawi w zasięgu mojego spojrzenia I chciałem czuć się szczęśliwy Wmawiałem sobie, że jestem. I kiedy niemal już uwierzyłem Że odnalazłem siebie w swym szczęściu Musiałem gwałtownie zahamować By nie wpaść na wypalony wrak ciężarówki Tarasującej szosę. Kilku ludzi zginęło w wypadku. Zakończyli swoje istnienie Zapewne nie dowiedziawszy się nawet, kim byli. Mnie też to nie interesowało. Szukałem bowiem siebie. Tam, w tym samochodzie, nie odnalazłem siebie. Kupiłem więc piękny pałac Z osiemdziesięcioma pokojami I przez kilka miesięcy Przenosiłem się z jednego do następnego Szukając w nich siebie. Wpatrywałem się w piękne obrazy Boso stąpałem po puszystych dywanach I zadawałem sobie pytanie czy jestem już sobą I czy jestem szczęśliwy I kiedy niemal już uwierzyłem w swe szczęście Spadłem ze schodów i potłukłszy się niemiłosiernie Przeleżałem pół roku w szpitalu I sprzedałem swój pałac Bo nie był ani bezpieczny ani Nie odnalazłem w nim siebie Potem próbowałem jeszcze innych sztuczek Ubierałem się, na przykład, W kosztowne i piękne stroje I dumnie przechadzałem się miedzy ludźmi Żeby widzieli, jaki jestem bogaty i piękny I nabierałem zwolna pewności Że w tych szatach staję się sobą Upajałem się zazdrosnymi spojrzeniami Tych, których nie było stać Na takie bycie sobą. I codziennie w lustrze Po stokroć odnajdywałem siebie A kiedy prawie się odnalazłem Tam, po drugiej stronie lustra Pewnego ranka, niż stąd ni zowąd Pękło ono na moich oczach W chwili, gdy wpatrywałem się w siebie Piękniejszego niż byłem kiedykolwiek I rozleciało się na kawałki A razem z nim rozleciał się obraz Najwspanialszego mężczyzny Jakiego widziałem w swym życiu I zniknął ten obraz, a z nim ON zniknął On, który był mną I od tamtej pory boję się spojrzeć w lustro Żeby nie skazać na ból nieistnienia Siebie samego - po tamtej stronie. Zrzuciłem wiec szaty i Zrezygnowany Położyłem się na soczystej lace Z widokiem na rzekę Wijącą się przez krajobraz Usiany wzgórzami. Słońce świeciło mi prosto w oczy Więc je zamknąłem I wówczas poczułem oddech ziemi Na której leżałem I rześki zapach wiatru Który gładził moje nagie ciało I poczułem każde źdźbło trawy Gnące się pod moimi plecami Pod moim ciężarem. I usłyszałem dźwięki istnienia Szum drzew nadrzecznych Chylących się pod naporem powietrza Cudowne odgłosy ptasiej mowy I tupot wszystkich istot stąpających po ziemi. Zasłoniłem dłońmi przymknięte powieki By zobaczyć ciemność I ona tam była Z mojej woli Widziałem ciemność I przyglądałem się jej Mając nadzieję, że wypatrzę w niej siebie Zadawałem sobie w myślach pytanie: Gdzie ty jesteś, człowieku? Czy jesteś w stanie zobaczyć sam siebie? Czy jesteś tym ciałem leżącym na trawie? Ciałem czującym ciążenie i dotyk? Czy też może jesteś słuchem Który słucha dźwięków docierających do twoich uszu? A może jesteś węchem Który czuje zapach wiatru niosący woń łąki? A smakiem? Może jesteś smakiem Badającym spożywalność potraw Zasilających twe ciało w energię istnienia? A może wzrokiem jesteś? Przenoszącym obraz świata widzialnego Wprost do twojego mózgu? Nacisnąłem mocniej dłońmi Na swoje oczy, by ujrzeć jeszcze więcej ciemności I wówczas z tej ciemności wyłoniło się światło Białe i pulsujące, i pomyślałem Że może to moja jaźń właśnie Że może jestem tym światłem Elektrycznym impulsem biologicznej masy Mózgu umieszczonego w ciele, które tak podziwiałem W lustrze – nim się ono rozbiło. Przeraziłem się nie żarty I otworzyłem szeroko oczy Czyżby zatem tak rzeczy naprawdę się miały? Czy ja jestem tym, kogo nikt nie zobaczy? A wiec nie moje ciało? Nie moje szaty? Uszy, oczy i nos? I język i słowa i mowa którą się posługuję? To nie ja jestem? Lecz owo światełko widziane Tylko przeze mnie? Podniosłem się i Bogaty w tę nową wiedzę Nałożyłem na siebie proste ubranie I buty znoszone I udałem się w góry Żeby zmęczyć ciało wysiłkiem. Wyszedłem na połoniny Caryńską, Wetlińską, schodziłem W doliny tylko aby uzupełnić zapasy W siedliskach ludzkich I wracałem do swojej samotnej wędrówki Do swojej samotnej bytności Podziwiałem drzewa i krzewy Góry i knieje głębokie Soczyste łąki śródleśne I bezdenne jeziorka znane Jedynie zwierzynie tam się pojącej I mnie. Podziwiałem nie będąc podziwiany. Bowiem nie podziwiały mnie ani drzewa Ani góry, ani lasy Ani zwierzęta wolno żyjące Ani strumienie ani wody stojące. Ani ptaki I nie czułem potrzeby być podziwianym I nie szukałem już siebie Bo byłem Sobą. Czy teraz - przyłączysz się do mnie? Wkgn2003
  25. Do Mojej Przyjaciółki M. Minie minuta, i minie każda chwila, Jak godzina, w której cię matka zrodziła. ... I minie dzień. A jakże! Dzień także przeminie. I minie tydzień. I miesiąc. I wiosna po zimie. Po wszystkim tylko pozostanie wspomnienie, Rozmyte, niczym na ścianie – rzeczy ciemne cienie. ..... I wieczność. Właśnie! I wieczność przeminie; Lecz wcześniej ślad wszelki po wszystkim zaginie: Po wszystkim co widziałaś, po wszystkim czym byłaś, Co przeczytałaś, i w co, naiwnie, wierzyłaś. ...... Poznikają bogowie, w czasu otchłani, Wszyscy. Ci znienawidzeni, i ci - ukochani, Bo albo się ludzie nimi zbytnio znudzili Albo wymarli wszyscy kapłani, którzy o nich głosili. Gdyż, bez kapłanów, bogowie zwyczajnie nie bytują, To kapłani do istnienia bogów powołują; Gdyż ja, gdybym był bogiem, nie wyręczał bym się kapłanami Tym bardziej, że większość z nich jest nikczemnymi zbokami. Po jaką cholerę by mi byli tacy pośrednicy, Co nie mogą swych myśli oderwać od macicy? Albo od dupeńki ślicznego ministranta? Lub dziewczynki, którą sadzają sobie na kolankach? ...... Odpowiedz sobie szczerze na powyższe pytanie, Wtedy próżne się stanie moje tutaj gadanie, I rzeczy tłumaczenie, gdy o Boga pytasz, Bowiem prawdy, jak możesz, tak zawsze unikasz.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...