-
Postów
4 940 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Arsis
-
@Gosława cześć, gosławo... @corival cześć, corival...
-
Włączam światło… Wyłączam… Patrzę na żarzące się przez chwilę druciki w żarówkach… Rozszeptana za oknem noc — kusi wyjściem w rozjaśnioną żółtawym blaskiem ulicznych latarni ciemność… W głębi domu tykanie stojącego zegara… … chrzęst mechanizmu… Gong… I znowu… … znowu… tik-tok, tik-tok, … tik-tok… Co chcesz ode mnie? Odwracam się, lecz nic… Cisza… … tylko pulsowanie w obolałych skroniach, łomotanie serca… Mżą piksele samotności w zakamarkach pokoju, na pustych fotelach po rodzicach… Jak ci na imię? Alicja? Jewgienija? Nie dosłyszę — z powodu szumu buzującej krwi… Dlaczego zaciskasz milczące, blade usta? Patrzę pod różnymi kątami, nachyleniami ziemi — na zakurzone obrazy, falujące na ścianach pajęczyny… … odgłos pierzchających kroków… Czyich? To ja — tańczę w próżni czasu… Ćwiczę zamykanie i otwieranie powiek… Kokietuję symbole i gesty… Rozmawiam z tobą, moja melancholio, kochanko życia… Odpowiedz mi, choć raz… Kochasz mnie, prawda? (Włodzimierz Zastawniak, 2021-06-08)
-
@aniat. miłego, relaksacyjnego... z konstelacjami gwiazd, galaktyk i mgławic na suficie ciemnego pokoju...
-
@aniat. witam, panią... zgadzam się, ze za szybko, zdecydowanie za szybko... proponuję nabrać powietrze do płuc i powoli wypuścić, i tak parę razy... powietrze pachnące żywicą... a pomiędzy liśćmi kasztanów migot słońca... drżąca pajęczyna sperlona rosą...
-
Abandoned place VII: Gdzieś tam, daleko w tajdze
Arsis opublikował(a) utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Jestem już blisko. Przedzieram się przez gęste krzaki, rozgarniam je na boki… Słońce powoli zachodzi. Rani oczy ostry migot prześwitów. Nadchodzę, mój bycie, astralna powłoko. To było gdzieś tutaj… Rozpoznaję te wielkie, omszone głazy, struktury fundamentów… Już bardzo blisko… Dreszcz przechodzi mi po plecach, kiedy słyszę znajome szepty, głosy przeszłego czasu… Upadam, zmożony efektem stroboskopu… … Migają przede mną obrazy w kolorze sepii, jak w rozpędzonym fotoplastykonie. Jakieś dalekie i bliskie widzenia, brzęcząca wokół chmura owadów… Przekraczam kolejną barierę i jeszcze kolejną… Staczam się coraz bardziej w otchłań… Potykam się o kamienie, nie! ― to nie kamienie! Spoglądają na mnie czaszki tymi swoimi oczodołami pełnymi ziemi. „Śmierć!” ― krzyczę, zasłaniając rękami oczy. Oparłszy się plecami o chropowatą korę pachnącego żywicą drzewa, łykam chciwie powietrze. Serce łomocze jak oszalałe… Boli z tyłu głowa… To szczątki z poprzedniego wcielenia! Byłem tutaj, niemalże przez dziesięć lat. Gdzieś w tych żałosnych, zmurszałych resztkach, leżałem i gniłem jeszcze za życia. Aż skonałem od nieludzkiego harowania i głodu. Kości moje ― zmieszane z tysiącami… Mogiła moja… Krzyż… (Włodzimierz Zastawniak, 2018-09-30)-
1
-
@Nata_Kruk cześć, nata... @Sennek cześć, sennek... @Leszczym cześć, leszczym...
-
Coś zaległo w poprzek ciemnego korytarza… Martwe od dawna, woniejące szczurzym truchłem… Spróchniałe, przegniłe do szpiku z zielonkawym nalotem pleśni… Wrośnięte korzeniami w ziemię. Za stalowymi drzwiami — jakieś szmery i pierzchania kroków umykających epok… Rozpływają się w żrącej substancji czasu obojętne, zapomniane twarze… Pokryte bąblami kipiącej, fotograficznej emulsji… Skrzypienie podłogi… Pod butami chrzęst rozpryśniętego szkła… Zwisające z sufitu, pozrywane kable… Zakurzone, milczące wskaźniki pulpitów… Idę ciężko, powłócząc nogami, skracając dystans, pomiędzy sobą a przedmiotem… ... muskam palcami — zagłębienia wilgotnych ścian… Wypełniają je westchnienia — lodowatej śmierci… Jestem blisko… … potykam się… (Włodzimierz Zastawniak, 2021-06-06)
-
@corival cześć, corival...
-
@corival cześć...
-
@Gosława cześć... @Gosława a wokale pozostałych panów?
-
@Gosława cześć...
-
Jesteś daleko, a może — blisko? Wiesz, patrzyłem dzisiaj w jaskrawe słońce, poprzez kryształy łez czerwcowej ulewy… Podwójna tęcza… Mosty znikąd… … donikąd… Potoki dusznego powietrza, mdława woń dojrzałych kwiatów… Prześwity w cienistych smugach… Ptaki… Gdzie jesteś? Szedłem przed siebie, okryty mrokiem chwilowej nawały… Przyjdź… (wiem, jesteś bardzo zajęta) Tak po prostu, w tajemnicy przed światem… Nikt nas nie ujrzy, nie usłyszy… … nie pojmie… Spłoniemy w sobie, okryci jedynie — drżeniem łkającego świtu… Choć raz… Czekam pod zegarem, na rozsłonecznionym placu… Mogłaby to być nasza schadzka… Ja, w garniturze… Ty, w zwiewnej sukience… Twoje włosy lśniłyby plamami słońca… Wyostrzone oczekiwaniem, skupione w źrenicach oczy… (Włodzimierz Zastawniak, 2021-06-05)