Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Arsis

Użytkownicy
  • Postów

    4 986
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Arsis

  1. Arsis

    Progresywnie

  2. @Somalija mam ciasteczka "amerykanki"... soczek, soczek... mam colę, gazowaną nałęczowiankę i trzy butelki żywca portera... pomiesza się i możne się coś z tego urodzi, hę?
  3. @Somalija ciasteczko?
  4. @Somalija cześć, aga... widziałaś? byłem tam, idę ulicą, kiedy wzeszło słońce (moje poprzednie wcielenie), widać mnie na filmie... wiem, uważasz mnie za wariata... zgadzam się, ponieważ poniekąd nim jestem...
  5. @Somalija nie ma za co...
  6. (Z cyklu: Albumy muzyczne) *** Teksty z cyklu „Albumy muzyczne”, nie są przekładami. Są one jedynie luźno związane z oryginalnymi tekstami utworów, zawartymi na prezentowanych przeze mnie albumach muzycznych. Zarówno sama muzyka jak i treść utworów śpiewanych są dla mnie niejako pretekstem i inspiracją do przedstawienia swoistego konceptu fantastycznego. *** Pędzą przed siebie z zimnym wiatrem rozwiewającym włosy, widząc światło, które pochłania dusze… Roztrzaskują się z krzykiem w błękitnym oceanie – przerażeni świadkowie wniebowzięcia… I wciąż przeciąga się w przestrzeni szaleńczy skowyt zmaltretowanych ptaków, których pióra opadają puchowym deszczem… … ktoś chciał komuś coś powiedzieć, lecz ― nie zdążył… W blasku jaskrawego słońca, w majestacie przemijających obrazów, tylko szum i łopot rozrywanej koszuli… Na brodzie ― strugi krwi z przygryzionej wargi… Cierpienie i ból mieszają się z rozkoszą śmierci… … ktoś chciał komuś coś powiedzieć. lecz… … Lecieć, lecieć… … jedyna miłość… … Podniebny rejs szaleńca… Krzyki mew… Płacze anielskich istot... Cienie obłoków na mojej twarzy… Przemijające kontury życia… Zamglone prześwity… Nagłe uderzenie blasku w źrenicę oka… … pełgający, lśniący potok, na obrysie ― wystawionej dłoni… * Prześlizguje się po szybie strumień światła… Nabieram rozpędu… Wiatr i niebo… Cisza i świst powietrza… Dotyka Mnie… … obmacuje ciało… Przybliżam się, wciąż się przybliżam… (Ile jeszcze potrwa ta rozkosz?) … Dostrzegam wiele nieruchomych, pooranych bruzdami blasku twarzy… Żywych? Umarłych? Obtłuczone, kamienne maski… … Po korytarzach mojego mózgu rozchodzą się jakieś pogłosy i echa … Kto mnie wciąż pyta o drogę? K t o? … zmieniłem trasę… Dotyka mnie płomień… … szkło kaleczy ciało… * Martwe od dziesięcioleci cielsko pokrywa szary pył przeszłego czasu… W rozsłonecznionej scenerii gorącego lata, w zielonym piekle rozgałęzionych łodyg… … pogięte szczątki z zatartymi symbolami przynależności… Wryte w omszoną glebę, splątane ze sobą żelazne wstęgi… I wszystko takie wątpliwe, nieruchome, zatopione w milczeniu… Szum listowia… Pełgające blaski prześwitów… Cienie i zmierzchy… Trzymam w dłoni kawałek rozbitego szkła… Mieni się w słońcu, migocze… Jaskrawy poblask przesłania obłok… Nastaje mrok. Nastaje chłodny powiew samotności… Spoglądam w górę… … unoszę się ponad rozłożyste konary prastarego drzewa… ― unoszę się… ― lecę… (Włodzimierz Zastawniak, 2020-04-19) *** Cardington – jest to drugi album muzyczny (studyjny) brytyjskiej grupy progresywnej Lifesigns,. Album został wydany w 2017 roku. „Cardington, to miejscowość, gdzie mieściły się hangary, w których konstruowano statki powietrzne. W latach 30. ubiegłego wieku trwała inżynierska rywalizacja, pomiędzy angielskimi i niemieckimi konstruktorami. Jej przełomowym momentem był tragiczny lot sterowca R101, który rozbił się w trakcie swojego dziewiczego rejsu do Francji w wyniku, czego śmierć poniosło 48 spośród jego 54 pasażerów. Na polach nieopodal Cardington do dzisiaj stoją hangary, które są pomnikiem i hołdem pamięci ofiar tamtej katastrofy…”. (Z recenzji Artura Chachlowskiego, ze strony: https://mlwz.pl/recenzje/plyty/19156-lifesigns-cardington) *** https://lifesigns1.bandcamp.com/track/n https://lifesigns1.bandcamp.com/track/touch https://lifesigns1.bandcamp.com/track/cardington
  7. Arsis

    Progresywnie

  8. @Somalija masz piosenki o błękitnej planecie i odwiedzinach wampira...
  9. @Somalija cześć, aga...
  10. Arsis

    Ambientalnie

  11. @Somalija "czarnobyl. historia nuklearnej katastrofy", serhii plokhy; "czarnobyl. instrukcja przetrwania", kate brown; "o północy w czarnobylu", adama higginbotham' a; "czarnobyl. spowiedź reportera", igora kostina (choć to bardziej album zdjęciowy z opisami... czy (to już nie o czarnobylu) "plutopia. atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne", kate brown. to o odtajnionym dopiero po rozpadzie zsrr oziorsku na uralu (wcześniej to miasto nie istniało na mapach), o katastrofie kysztymskiej z 1957 roku, jeszcze większej niż czarnobylska i o richland w usa... co łączy oba miasta? znajdujące się w nich zakłady produkujące pluton do broni jądrowej i tuszowane incydenty atomowe...
  12. Arsis

    Ambientalnie

  13. @Somalija miało być śmiesznie a wyszło jak zwykle... ech...
  14. @Somalija ach, taakie buty, no to przepraszam...
  15. @Somalija cześć, aga, mam kilka tytułów o katastrofie w Czarnobylu, może cie zainteresują, albo może masz wszystko co się ukazało na rynku, a ja tu jak idiota...
  16. Czuję, wdycham… - idę śladem twojej woni… Długie włosy rozwiewa wiatr… Znikasz za zakrętem nieświadoma, otulona oceanem myśli… Feeria świateł drga i migocze, blaski gwiazd spadają kaskadą wodospadu…Unoszą się do nieba i znów… Tu i tam szmery przejeżdżających samochodów, drażniące klaksony, wycia pędzących karetek… Zagubiłem się w nacierającym zewsząd oceanie dźwięków… Nade mną planety, gwiazdy, galaktyki mgławic… Wieczór. Noc. Żółtawe światła latarni padają koliście na chodnikowe płyty, kocie łby, asfalt… Cienie za mną i przy mnie, wokół rozkołysanie gałęzie nagich drzew. Kroki i szepty, przyśpieszone oddechy… W oddali wrzawa, echa, korowód wspomnień… Idę teraz przez puste ulice, wypełnione jedynie widmami snów… Jesienny wiatr wstrząsa swoim przesyconym wilgocią chłodem… Krawężnik, pasy, światła… Za metalowym płotem jakiś opuszczony, maszynowy park… Podpierają się na swoich stalowych odnóżach śpiące, gąsienicowe stwory… To tu, to tam betonowe walce, ziemne nasypy, głębokie rowy, niknące w mroku pobojowisko ciężkiej pracy… Poskręcane zbrojeniowe pręty, gruz… Spoglądają na mnie uśmiechnięte, dziwnie zdeformowane twarze z łopoczących plakatów… Znowu narasta we mnie zryw melancholii, tej, właśnie, co wtedy… Smutek i ból. Noc… Księżyc w całym swoim majestacie oświetla kontury przedmiotów, płaszczyzny, ściany, witryny sklepów… W kałużach odbijają się gwiazdy, nieskończona mnogość obcych światów, na których wre różnobarwne życie, bądź toną w pustyni ciszy… Złoty pył obsypuje szczypiące oczy… Złoty pył… Byłaś obok… Piszę twoje imię palcem po oszronionej szybie … - twoje imię… Byłaś obok, patrząc przeze mnie jakbym był niewidzialny… Widziałem jak pod cieniem rzęs spuściłaś wzrok… W zamilczeniu idę, słyszysz jak bije moje serce? Chodnikowe płyty, żelazna balustrada schodów, długi ceglany mur, dudnienie stalowych kół przejeżdżającego tramwaju, zgrzyt… Bar, sklep z precjozami, woniejąca chlebem piekarnia, zakład fryzjerski… ― mała księgarnia, lecz ― zapomniałem tytułu książki… Byłaś tu kiedyś, byliśmy razem… Przeszło, przepadło w otchłani czasu. Pozostało jedynie złudzenie w pustej ulicy, gdzie wiatr porywa śmieci i sypie piaskiem w oczy… Trącają mnie spóźnieni przechodnie o nieustalonych rysach twarzy… Jestem tu, lecz za chwilę mnie nie ma… Jestem lekki, nie czując ciężaru ciała, przechodząc przez ściany jak duch, jak wniebowzięty w takiej nieważkości… Lecz za chwilę błąkam się ciężko, wyrywając nogi z lepkiego błota… Mieszają mi się obrazy, epoki, lata, jakbym cierpiał na atrofię pamięci… Było, nie było? Coś się wydarzyło, nie wydarzając wcale? Koniec ulicy mgła obleka, w której nikną wszelkie światła i cienie… Na ławkach w parku siedzą żywi obok umarłych? Nie, to tylko widma mojej rozgorączkowanej wyobraźni… Wiem, że mogę płakać już tylko we śnie… (Włodzimierz Zastawniak, 2021-11-23)
  17. W zachodzącym słońcu wszystko jest pomarańczowe, ściany kamienic, bloków, czarny do niedawna asfalt… Ciemniejące niebo z obwiedzionymi liliowym różem obłokami… Przygaszone, jednokolorowe, kładące się powoli do snu… Rozleniwienie narasta z każdym krokiem… Chodnikowe płyty, kocie łby… - krawężniki z równo przyciętych fabrycznie ciosów… Szum i warkot przejeżdżających samochodów, woniejąca mdławo chmura spalin jakiegoś starego pojazdu… Zgrzyt i stukot tramwajów… autobusy… autobusy… tramwaje… - błyskające żółtymi neonami taksówki… Hałaśliwy skuter wiozący pizzę… Krok za krokiem… Ściany kamienic, rzeźbione głowy lwów, bogów, kolumnady w jońskim, korynckim stylu… Ściany kamienic szare, obdrapane, pomazane sprejami zapuszczone rudery… Coraz większy mrok… Zapalają się pierwsze latarnie, błyskające w oczy światła samochodowych lamp… Pulsujące żółtawe, czerwone punkty… Migoczące na niebiesko koguty wyjących karetek sprawiają efekt stroboskopu… W związku z tym tracę przytomność, upadając plecami w cuchnący, zabagniony rynsztok… Jak długo leżałem? Nie wiem… Trąca mnie w odrętwiale stopy przepływająca obok rzeka przechodniów… Noc. Spogląda na mnie smutna, księżycowa twarz… Drobne krople deszczu ściekają z samochodowych szyb, sklepowych witryn, migających nerwowo neonów… blichtr… Woń rozgrzanej skądś smoły miesza się z przypalonym tłuszczem… Nieruchome, wpatrzone w niebieskie ekrany smartfonów twarze homo smartfonicus… Deszcz, wciąż deszcz… Osacza mnie nawała zimnych, ostrych kropel… Zacinające smugi w żółtawym świetle ulicznych latarni, migaczy, postojowych świateł… Sznur stojących pojazdów, toczących się powoli blaszanych stworów, które zmierzają gdzieś do swoich smoczych jam - unieruchomiony taśmociąg betonowego mechanizmu… Narasta w moich uszach szum i szmer toczącej mnie śmiertelnej gorączki… Pod stopami buzuje krwiobieg, plątanina rur, uchodząca tu i tam gorąca para… Deszcz, wciąż deszcz… Łoskot żelaza idzie poprzez szarość mroku. W blasku acetylenu spawacze tną żelazne pręty w akompaniamencie warkotu ciężkiego, gąsienicowego sprzętu… Smukły żuraw obraca się powoli, zatrzymuje… - cofa… Wyrasta konstrukcja z betonu i stali… Blaszane ogrodzenie zasłania widok… W niebiosach narasta huk odrzutowca… - cichnie… Przerasta go szum padającego deszczu… Unoszę twarz… Na twarzy maska klauna i jedna łza… Wokół szum i szmer przejeżdżających samochodów, klaksony, pokrzykiwania… Książkowe wystawy z uginającą półki literacką szmirą, oceaniczne muszle, precjoza, cacka… Kawiarnie, cuchnący klejem szewski zakład, krawieckie poprawki, kawiarnia, księgarnia, bar… Podążające donikąd rzesze wpatrzonych w niebieskie ekrany homo-smartfonicus… Urojone wizje… Przedmioty jarzą się jakimś wewnętrznym światłem… Skąd to światło? Sen, nie-sen… Jawa, nie-jawa? Ćwiczę zamykanie i otwieranie powiek. Nachodzą na czoło spienione chmury… Skłębione, nasiąknięte chłodem, mówiące coś do nikogo sine, umarłe widma… (Włodzimierz Zastawniak, 2021-11-22)
  18. @Somalija aha, drinki, mówisz? a na zagryzkę śledzie z beczki?
  19. @Somalija kulkę śniegu... chciałaś powiedzieć - bałwana z marchewkowym nosem, czyż tak? to znaczy sam się mam przynieść?
  20. @Somalija narąbałaś, terefere... a skórę, tłuszcz, kto zwiezie? sól masz? do ryb, żeby były zasolone w beczce jak trza, salceson trzeba zrobić z wieprza, kaszankę... chyba, że jesteś wege... no cóż...
  21. @Somalija chcesz się przyłączyć? trza porąbać drewno na opał...
  22. @Somalija ...
  23. Arsis

    Ambientalnie

×
×
  • Dodaj nową pozycję...