Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'film' .
-
Dowód numer 1 ze śledztwa w North Madison
Simon Tracy opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Dziś przedstawiam Wam coś zupełnie nowego, co chodziło za mną już od jakiegoś czasu. Dziś horror i groza w zupełnie innym wydaniu niż zazwyczaj. Coś właściwego dla fanów konkretnego rodzaju horroru typu found footage oraz horroru psychologicznego. Wreszcie mogłem przełożyć swoje ukochanej horrory takie jak "Blair Witch Project" czy "REC" na papier i stworzyć własny projekt legendy o wiedźmie. Okładki w stylu starych kaset VHS powstały dzięki uprzejmości AI. Zapraszam Was do przeczytania. Wiedziałem, że jest w domu. Dlatego pomimo dwudziestu minut ślęczenia na progu i znęcania się nad dzwonkiem, postanowiłem stać tu do skutku. Aż otworzy drzwi i powie mi, że to koniec. Koniec z nami. Koniec z czarną magią. I koniec z głupim dochodzeniem i filmem opartym o fakty. A fakty były autentyczne i aż nazbyt namacalne. Wreszcie usłyszałem kroki na schodach a po chwili szczęk zamka. Stanęła przede mną z bardzo zmęczoną i zrezygnowaną miną. Nadal ciało jej drżało a w oczach chowały się szkliwe łzy. Pomarańczowo-brunatne ślady pod oczami, zdradzały bezsenność. A dłonie drżały jej tak mocno, że szybko ukryła je za plecami. Jej włosy były tłuste i rozczochrane a od ciała wionęło nadal tym ziemisto-leśnym aromatem. Chciała choć na krótko patrzeć mi w oczy, lecz widać nie była w stanie wytrzymać mojego wzroku. Przez ostatnie dni nasze oczy i oko kamery widziały zbyt wiele. A umysł miał poważny problem co brać za objaw rzeczywistości a co za majak snu. Mieliśmy tylko jedną noc na uporządkowanie wszystkiego wokół tej sprawy. I tylko jedną taśmę filmową, która była dowodem rzetelnym. W przeciwieństwie do naszych rozognionych nagłym szaleństwem umysłów. W nocy wróciłem po kamerę i przysięgam na Boga, że nic co doświadczyłem w tym miejscu przez ostatni tydzień, tym razem nie miało miejsca. Las był cichy, spokojny i jeśli nie licząc kilku lisów i sów, zupełnie pusty. Budynek w jego centrum był znów nadpaloną drewnianą konstrukcją o wybitych oknach i drzwiach. O zawalonych schodach i zapleśniałej w połowie zalanej piwnicy. Był ruiną. Nie płonęło w nim światło. Nie słychać było głosów i kroków. Za jego węgłem nie było żadnych odsłoniętych mogił ani krzyży. Był tylko dziki las. I mrok. No i rozładowana kamera umorusana w błocie i liściach. Upuściłem ją gdy uciekaliśmy z tego przeklętego miejsca. Ale zbyt wiele udało nam się ustalić przez te dni. Spędzonych sam na sam z rozległym borem. Sam na sam z ludzkimi ograniczeniami i kruchą psychiką. W zderzeniu z legendą, która nadal żyję i nawiedza ten las. Z widmem wiedźmy, którą zabito tutaj sto lat wcześniej. Z duszami jej młodych ofiar. Pięknych, miejscowych dziewcząt. Dwadzieścia zjaw tańczących pośród polan i zagajników. I jedna wiedźma zamieszkującą swój stary dom, pośrodku przeklętego lasu. Horror którego doświadczyliśmy na własnej skórze. Czego jeszcze chcesz? Chyba chciała to wykrzyczeć lecz widać nie miała już na to sił, wyrzuciła to zdanie na nierównym, bolesnym wydechu. Wystawiłem kamerę przed siebie. Musimy obejrzeć materiał. Wszystko się przecież nagrało. A kamera pomimo przeleżenia prawie całego dnia i nocy w błotnistej ściółce nadal działa bez zarzutu. Już to sprawdziłem Poszedłeś po nią do lasu i tego domu?! Zrobiłeś to w nocy?! Nigdy już mieliśmy tam nie wracać! Inaczej to nigdy się nie skończy… Wpuścisz mnie do środka? Nie… nie chcę o tym rozmawiać ani tego oglądać. Spal tą cholerną taśmę a kamerę rozbij i wyrzuć w górach. Na pewno przeszła klątwą na wylot. Proszę to nasza jedyna szansa. Nie tylko na sławę ale i na zachowanie zdrowego i przytomnego umysłu. Przecież wiem co tam było i Ty też. Musimy się upewnić. Ta sprawa może przynieść nam jedynie śmierć a nie sławę… ale dobrze wejdź. Przekonasz się jak działa klątwa wiedźmy. W jak głębokie sidła wpadliśmy. Ale masz rację, film to jedyny dowód. Zaprosiła mnie na górę do swojego pokoju. Wszedłem do znajomego pomieszczenia i od progu poczułem się tak jakbym znów walczył o życie w leśnej głuszy. Wszędzie walały się kartki z bloków i notatników. Był na nich tylko jeden symbol. Powtarzał się obsesyjnie w rogach stron, na marginesach, był na jej rękach, jakby najpierw ryła go w skórze, a dopiero potem przenosiła na papier. I te postaci kobiet. Bez twarzy lecz z oczyma o złotych źrenicach. Leżały w rogach pokoi. Brutalnie zamęczone. Sadystycznie zamordowane. Teraz same łaknące zemsty i krwi. Te szpony i błoniaste skrzydła. Ich szczekliwy śmiech dalej grał mi w uszach. Chichot czarnomagicznych widziadeł. Widziałem jak wzywała je z czeluści mogił. Jak karmiła je piersią i krwią. Jak chciała opętać nas byśmy zabili się w tej cuchnącej piwnicy. Pamiętam jak trzymałem nóż nad piersią Rose a ona błagała mnie o życie. Spojrzałem na nią teraz. Też błagała wzrokiem bym nie osądzał jej objawów obłędu i nie włączał filmu. Za późno. Obejrzyjmy. Usiedliśmy na jej łóżku i bezwiednie nasze dłonie się odnalazły. Wtuliła się we mnie a nagranie ruszyło. My w samochodzie jadący na miejsce. W doskonałych humorach i bojowo nastawieni. Wyśmiewający naiwnych i łatwowiernych miejscowych. Mina faceta na stacji benzynowej gdy dowiedział się o celu naszej wędrówki. Jego ucieczka do budynku i przekręcenie tabliczki w drzwiach na zamknięte. Cóż mieliśmy chociaż darmową benzynę. Wywiady z miejscowymi. A raczej ich gorączkowe modlitwy i błagania byśmy wracali natychmiast do domu i nie wspominali o klątwie. Później noc na miejscowym cmentarzu gdzie podobno zakopano prochy wiedźmy, nasza próba kontaktu za pomocą tabliczki a potem picie i upojne chwile dosłownie u stóp jej nagrobka. Wreszcie pierwsze wejście w las. Słońce, ptaki, cichy strumyk. Szeroka ścieżka prowadząca w głąb. I te zdrowe, rozłożyste drzewa o zielonym listowiu szemrzącym na wietrze. Nasze błahe rozmowy. Studiowanie map. Pierwsze próby rozpalania ognia. Obozowisko. Nasze pierwsze polowe gotowanie. Śmiech i nieustanne żarty. Słowem las. Zwykły las i biwak. Patrzyłem na ekran z rosnącym poczuciem obcości, jakbym oglądał cudze wspomnienie podszywające się pod moje. Nie było kłótni. Nie było paniki. Nie było nocy. Nie było znaków na drzewach, choć pamiętałem, jak dotykałem ich dłonią i czułem pod palcami świeże nacięcia. Nie było głosów niesionych przez wiatr. Nie było domu. Nie było postaci ani mogił. Na koniec scena gdzie siedzimy w aucie i Rose mówi do kamery, że legenda wiedźmy i słynnych morderstw jest miejscową bujdą i straszakiem na małe dzieci a las jest przyjazny i całkowicie bezpieczny. Problem w tym, że nie mieliśmy wtedy przy sobie kamery. Leżała u stóp domu. Porzucona byśmy mogli uciekać szybciej. Tak jak cała reszta dobytku. Mapy, śpiwory i plecaki. Je porzuciliśmy gdzieś po drodze. Może ktoś się na nie kiedyś natknie. Rose zatrzymywała nagranie, przewijała, puszczała od nowa. Jej twarz była nieruchoma, jakby ktoś zdjął z niej wszystkie emocje i zostawił tylko napięcie mięśni. W pewnym momencie zauważyłem, że oddycha zbyt płytko. To niemożliwe. Przecież byliśmy tam. Wtedy po raz pierwszy na mnie spojrzała. Nigdy tam nie byliśmy, odpowiedziała cicho. I nigdy więcej tam nie wrócimy. Wstała gwałtownie. Zgarnęła kartki ze stołu, przyciskając je do piersi, jakby ktoś mógł je odebrać. Nie mów o tym, dodała. Nikomu! Nigdy! Jeśli to wypowiesz, jeśli spróbujesz to nazwać… wróci! Nie wierzyłem że wróci. Wiedziałem, że nigdy nie umarło. Spojrzałem na kamerę i już podjąłem decyzję. Czas na ostateczny dowód. Z racji tego, że żaden z miejscowych funkcjonariuszy ani nawet detektywów nie wyraził chęci we wzięciu udziału w poszukiwaniach zaginionego, do akcji choć bardzo niechętnie powołano wojsko. Kamerę odnaleziono w czwartej dobie poszukiwań, około szóstej rano, jakieś trzysta pięćdziesiąt metrów na południowy zachód od strumienia Concord Była częściowo zalepiona błotem i liśćmi. i chyba zainteresował się nią niedźwiedź bo obudowa nosiła ślady gryzienia. Akumulator padł, więc i tak trzeba było przetransportować ją do biura głównego policji. Ku całkowitemu zaskoczeniu, policjanci odmówili sprawdzenia żywotności kamery i stanu zapisu taśmy. Odtworzenia nagrania dokonał zespół wojskowych techników pod przewodnictwem majora Devlina. Dalsza część z jego raportu przedstawionego do biura szeryfa w North Madison Nagranie zaczyna się nagle. Obraz jest przekrzywiony, jakby kamera została położona na ziemi albo upadła. Przez pierwsze kilkanaście sekund widać tylko fragment drewnianej podłogi i poruszające się po niej światło. Słychać oddech, przyspieszony, urywany. Potem czyjeś kroki. Jedna para. Nie więcej. Czas na liczniku nie zgadza się z porą dnia. Według zapisu jest środek popołudnia, choć kamera musiała zostać włączona po zmroku. W pewnym momencie w kadrze pojawia się cień. Nie da się określić, do kogo należy. Nie ma wyraźnych konturów. Przesuwa się po ścianie, zatrzymuje, jakby ktoś stał nieruchomo tuż poza polem widzenia. Słychać szept…. Nie mogę z całą pewnością stwierdzić, że to ludzki głos (raczej dojrzały i kobiecy). Przewinąłem nagranie kilka sekund do przodu. Obraz zmienia się. Kamera najwyraźniej została podniesiona. Przez chwilę widać wnętrze pomieszczenia małe, niskie, z paleniskiem pośrodku. Ściany są całe. Okna mają szyby. Dom nie wygląda na ruinę. W tle słychać cichy dźwięk, jakby ktoś poruszał się po izbie. Nie widać jednak żadnej osoby. Kamera drży, potem opada gwałtownie. Uderza o podłogę. Obraz znów się przechyla. W kadrze pojawiają się buty. Jedna para. Męskie. Głos mężczyzny jest ledwie słyszalny. Jestem, mówi. A potem dodaje coś w stylu skończmy to już. ( mocne zakłócenia obrazu i dźwięku) Trudno to rozróżnić. Po chwili słychać drugi głos. Wyraźniejszy. Spokojny. Kobiecy. (Ten sam co poprzednio, lecz nie ma pewności) Wypowiada jedno zdanie, bardzo blisko mikrofonu. To koniec. Zostań z nami w tym domu. Kamera leży nadal. Obraz ostro drga. Ktoś podnosi ją z podłogi W kadrze pojawia się postać bez twarzy i rysów. O żółtych jasnych ślepiach. Zielona dioda gaśnie. Nagranie kończy się dokładnie w tym momencie. Sprawdziliśmy wskazane miejsce następnego dnia. Nie znaleźliśmy żadnego budynku. Tylko zgniłe belki, zapadniętą piwnicę i ślady po dawnym pożarze. Miejsce wyglądało na niezamieszkałe od dziesięcioleci. Nie znaleźliśmy ciała. Kamerę zapakowano jako dowód rzeczowy i przekazano do archiwum. Oficjalnie uznano ją za uszkodzoną. Nieoficjalnie nikt nie zgodził się jej już włączyć. Raport ze śledztwa w North Madison w sprawie zaginięcia Mike'a Gainmana studenta trzeciego roku szkoły reżyserskiej i jego partnerki Rose Atichison w związku z rzekomym ujawnieniem się klątwy(sic!) wiedźmy z Madison 14 kwietnia 1999 roku. Biuro Śledcze Szeryfa Hrabstwa Granger Spisał mjr. Adam Devlin Oznaczono jako ściśle tajne. -
Woda księżycowa Odkąd Cię zobaczyłem, świat zamarł w pół kroku, czas zatrzymał się w kadrze, jakby bał się amoku. Kwiaty, choć szczere, choć piękne bez końca, Moje myśli potrzebują garstkę Ciebie, nie promieni słońca. Rozmyślam w ciszy, słowa gubią swój rytm, jak odnaleźć drogę, byś był jedyny? Nie mówię nic, bo każde zdanie wydaje się zbyt małe, zbyt puste, zbyt słabe. Powiedz mi, proszę, co robić, jak być? Jak nauczyć się Ciebie, by miało to byt? Dwie dłonie-pragnę ich światła, to w nich kryje się ratunek dla świata. Jesteś jak woda, co blaskiem księżyca przepływa cicho przez moje sny. Ocal mnie-tylko Ty prawdziwy, Twoje ręce są moim kluczem do życia. Moon Water From the moment I saw your face, The world stood still in time and space. The clock froze tight, afraid to spin, As if it feared what burned within. The flowers bloom, so pure, so bright, Yet still they lack your gentle light. My thoughts don’t need the sun’s warm glow, Just you—no more, that much I know. I sit in silence, lost, confused, Each word I find feels worn, misused. How do I learn? What should I say, To make you mine and find a way? Your hands hold light, so soft, so true, Within them lies the world’s own hue. Like water bathed in moonbeam’s gleam, You drift so gently through my dream. So save me now, my heart you keep, Your touch’s warmth runs soft and deep. You are the key, the light, the air— With you, life’s meaning lingers there.
-
"Wielki Mike", płakałem cały czas. Dlaczego ten plugawy świat mnie nienawidzi? Przez żyły płynie czas i kwas. Przyszłość pustką brzydzi. Kochała mnie z całej siły, Jak nikt na świecie… Jak mi Bóg miły. Czy to też wiecie? Michael dostał miłość i miłość Dostała jego czyste serce. Czego chcieć więcej? I u mnie tak było. Było! Nienawidzę tego świata. Depcze radość i śmieje się z bólu, Jak szerszeń w wystraszonym ulu. Ogniska pali na kwiatach. Nie chcę nic od was. Nic od nikogo. Boli mnie nieustannie i hałas i cisza. Tego nikt nie słyszy, Prócz Boga.
-
- film
- rezygnacja
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
piękna rezydencja w jesiennych lisciach Lorna i Evelyn co za zdrada nieczysta Cynthia jest zazdrosna no wiadomo o co i nic tu nie wskóra nawet przemocą ciasto już zrobione swieczka postawiona obiada się ona choc Lorna zdławiona Love with no answer hiding untold skąd to biore bracie A z filmu bo skąd. ciepłe świerszczy pieśni pinastri to znaczy... patogen jesienny nic Ci nie tłumaczy.
-
1
-
Truizmy z planu filmu "Malena"
Tomasz Kucina opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
graphic CC0 Monica Bellucci… jej usta malinowe nuty nieprzemierzona przestrzeń warg na interpunkcjach włoskich mat tetrastych tego nie wyrazi ile by mogło się wydarzyć Malena Scordia plus męski dinks prowincjonalnych chamów – wikt dekoratywny sposób bycia jej differentia specifica ów sycylijski delikates dla zamydlenia oczu – latem Giuseppe Tornatore – może ten przerysował kwiat mimozy rzecz jasna w sensie – clou – rzemiosła które – w świat liczn(e)m kadrem poszło piękna Malena – czar kafejek pod jej umizgi chłop się ściele szast-prast dziesiątki fatygantów którzy by chcieli musnąć – lancą tu belle femme niewieścim pluszem włoskie porywa kapelusze superlativus mdłej duszności zaprasza licznych… do miłości ja – con amore – zdzierżyłbym prędko jej wyuzdany głęboki dekolt te oczka zełknął wręcz naiwne idem per idem "kurewsko" piwne buc – statystyczny gen populacji z "świątyń płodności" kapo ipsacji może w Cefalu w Lido Mazzaro? pizza i wino – albo makaron wiem – to na niby – z filmu to wnioski rozumiał ciebie chłopczyk z twej wioski jak mogli Panią tak postponować? lilio Sycylii – muzo kultowa! -- *koniecznie pod rym, po ostatnim hydeparku, dla auto_kurażu, i koniecznie z didaskalką :) -
Witam wszystkich zainteresowanych tytułem. Zajmuję się amatorsko krótką formą filmową i poszukuję osób skłonnych do twórczej kooperacji (na stałe lub jednorazowo). Oferuję, nazwijmy to ogólnikowo; filmową ilustrację twojego wiersza. Jak to sobie wyobrażam? 1. Piszesz wiersz (nie na zamówienie a z potrzeby serca), dopieszczasz go. Wiersz jest gotowy. 2. Poprzez e-maila wysyłasz mi go na e-maila w dwóch formach do wyboru z tym że pierwszeństwo ma opcja pierwsza. a) recytujesz jak autor (autorska intonacja itp) swój wiersz do mikrofonu. Zadowolona/y z nagrania wyślij mi go na e-maila w pliku mp3 oczywiście w możliwie najlepszej jakości. b) w formie tekstowej. 3. Poszukuję i faworyzuję tematykę szarości, codzienności, brzydoty itp.. obrazowo to stare kamienice, nieprzyjemne zaułki, opuszczone miejsca, pochmurne niebo itp. Czujesz takie klimaty? Świetnie! 4. Punkt 3 jak wspomniałem faworyzuję ale mogę spróbować zobrazować też i inną tematykę. Ale to raczej wyjątki. 5. Twój przesłany wiersz przesłucham, przeczytam, przemyślę i zaakceptuję (żeby to było jasne; lub nie) do realizacji. 6. Realizacja wiersza to zilustrowanie ścieżki dźwiękowej z twoim wierszem moimi ujęciami filmowymi w stylu wspomnianego klimatu oraz dodatkowo wspartej ścieżką muzyczną (mam dostęp do bazy utworów muzycznych niekolidujących z prawami autorskimi). Zmontowany, udźwiękowiony i dopieszczony postprocesingiem film zostanie zamieszczony na You Tube. 7. Punkt najważniejszy i chcę by był klarowny: współpraca jest w pełni bezpłatna a przesyłając wiersz na mój adres e-mail zrzekasz się do niego prawa teraz i w przyszłości. Nie interesują mnie konflikty i usuwanie filmów już zamieszczonych. 8. Twoje nazwisko lub pseudonim znajdzie się oczywiście w napisach filmu. 9. Osoby już gotowe na tą dobrowolną i bezinteresowną współpracę artystyczną mogą korzystać z adresu: [email protected] 10. To chyba wszystko. Czekam na odzew i co najmniej jedną osobę zainteresowaną taką formą współpracy.
- 37 odpowiedzi
-
graphics CC0 we wygwizdowie pobłyskują flesze baczne oko kamery tropić pragnie szczękają szable padają deresze leje się jucha rycerzy nie braknie ów młody kozak o oku sokoła zerwał z kopyta swojego pegaza judasz kamery uchwycił go z czoła już ci na taśmie watażka zaraza gruby reżyser klaszcze w stare dłonie cieszy się szelma uśmiechem zaraża serce mu wali cała dusza płonie palcem dla żartu Jurkowi wygraża Bohun zsiadł z konia „Dosyć tego grania!” chcemy odpocząć „Niech gap jeszcze czeka!” dziś kraj ogarnia: nowa hoffmanmania a widz jak w transie zawodzi „Nie zwlekać!” patrz – jurny gieroj w kolejnym ujęciu kozikiem machnie do sutej wieczerzy krew się poleje strugą na przyjęciu diabłu swą duszę ów dzikus zawierzy ciepła krew braci na kozaczych rękach sztylet przepełznął przez gardło kniahini Ewa Wiśniewska spazmatycznie stęka lecz to ostatni epizod bogini pan Domogarow spuszcza wolno głowę rana na skroni powstanie na niby skrzętni plastycy obleją pulower czerwoną farbą przesiąkną statywy kamera staje Alek skończył jatkę mocno drży rzęsa satrapy kozaka reżyser przywdział z daszkiem czarną czapkę ktoś obejmuje całkiem nowy wakat tysiące strojów i buław na planie piękna Helena powabem czaruje Żebrowski – Michał – w obronie jej stanie a Wołodyjowski – Michał – szablą szczuje modraków pęk ścina karabela pochwycił cugle maleńki żołnierzyk temu samotność okrutnie doskwiera Ojczyźnie trzeba mieć takich rycerzy hardo kłusuje nacina powietrze smukłym pałaszem co błyszczy w promieniach spłoszony wzrok kamery na wietrze już zapamiętał Tatara cierpienia ten – tors położył na ostrzu szabelki ją też pan Michał zacisnął w swej pięści rycerz to mały ale duchem wielki a i w miłości jemu się poszczęści głaska wąs gęsty Michałka wcielenie i mruga oczkiem w kierunku Hoffmana pan Zamachowski w tej filmowej scenie pociął szabelką tatarskiego Chana gruby Zagłoba za dziada przebrany gładzi swe sadło obmierzłe przepite „Pan Kowalewski proszony na plany !” wrzeszczy reżyser stojąc za pulpitem suszy swe zęby nasz Jerzy kochany widząc Zagłobę przed „okiem cyklopa”: „musisz być bardziej w sobie zadufany Onufry to szlachcic nie żadna miernota” dziś pani Iza przed licem kamery reżyser krzyczy: „Kasować nagranie!” wokoło słychać jakieś dziwne szmery reżyser wrzeszczy: „Jej córka na planie!” blada Scorupco dobiegła do dziecka z matczyną troską swą pierś w nie wtuliła później coś bąkła ze szwedzko-niemiecka i wnet kamera w bok się odwróciła obok władycza zawodzi okrutnie ugrzęzła w stawie karoca szlachcianek chudy kamerzysta kręci rezolutnie tę piękną scenkę miłosnych zachcianek Michał Żebrowski zawinął wąs smagły widząc lzabel kształty i powaby: Pan Jan Skrzetuski żołnierz w Polsce sławny nigdy nie baczył takiej cudnej panny i mokrą nimfę apsarę rusałkę wyciąga z wody na wyspę zbawienia miłość mu w oczy a flesze w podpałkę serce okiełzna liryczna Helena Ojczyźnie służyć to pensum szlachcica: więc nasz bohater wskoczy do historii Jutro – Sienkiewicz – pokocha Kmicica dziś zaś – Sienkiewicz – Skrzetuskiego woli spójrz – odmęt Dniepru – wkroczyło poselstwo uroczo pachną zielenie i planty pachołek Rzędzian wielbi kumoterstwo konia mu z rzędem w czuprynę bażanty synku – do domu! wiosłem pchnij „łupinę” listy kochanka płyną do Heleny Bohun znów wrzaśnie srogo na Horpynę zawyją w skałach wygłodniałe hieny kiedy ci w piersi zadudni buzdygan wiem to paskudne ale w scenariuszu krwią bruk zalejesz lecz : ty się nie wzdrygaj Rzędzian nie zdradzi sprytu i geniuszu wierny pachołku zacnie służysz panu pan Jan to szlachcic Bohun zaś – jest z „luda” strzec ci należy szlacheckiego stanu reżyser krzyczy: „Malajkat do studia!” trach! z pistoletu w czole wiedźmy ranka serce zabijesz osinowym kołkiem krwawa to scena Rusłana Pysanka tu rzędzianowski haczyk śmierci połknie paruje butą ataman Chmielnicki wpięty w przyrodę ukraińskiej siczy dziewkę mu porwał niejaki Czapliński a Bohdan pobiegł po pomoc do dziczy rosyjski akcent futrzana infuła dumny pan Hoffman z nowego aktora Kozacy krzyczą: „Ataman nie durak” wylewa chmarą ukraińska sfora ej – Bohdan Stupka zagrał to genialnie artysta w czepku filmowy wirtuoz choć – tak sam przyznał: „Czuję się fatalnie prowadząc bydło – na polskiego króla” ogniem i mieczem wsie pali Jarema Książę okrutny to kara za winy w dybach szaleństwa kozacka ekstrema tu buntowników setki prą na liny trzech kaskaderów udaje pochodnie łuna na niebie i skwierczą koszule Jarema straszny Jarema ochotnie do egzekucji znak kiwnie – „Na sznurek!” Andrzej Seweryn znów nos mu pudrują nowy epizod – twarz batalistyczna dublerzy wiśnią chętnie poczęstują lecz księcia kręci prasa periodyczna tonie na bagnach rynsztunek husarii miejscowość bitwy ponoć Żółte Wody smród mdli od trupów czekajcie malarii kozacka trzoda święci złote gody cóż to za tytan przypięty strzałami wisi na palu w kozackim obozie umarł jak CHRYSTUS z kłutymi ranami zasnął jak dziecko tulone na mrozie to pan Longinus przyzuty do drzewa swoje żywota podmienił na mękę lecz jego dusza niczym słowik śpiewa bo ściął trzy głowy i spełnił przysięgę Wiktor Zborowski zagrał Podbipiętę co trzy kaptury nosił w herbie – z dumą chociaż ten Atlas żebra ma zrośnięte I tak anieli z jego duszą fruną patrz – płonie Zbaraż tu jęzory ognia wypełzły w przestrzeń kozacka czereda jakże nieprawa oj jakże niegodna a przecież szlachta im dawała chleba teraz w stodole śmigają rapiery broni się dzielnie pijany Zagłoba nie z tym szlachetką bandyckie numery pac! w łeb kozaka niechybna żałoba przynoszą dziarsko drewniane drabiny „dorzucić siana!” wrzeszczy scenarzysta tu po klepisku pędzi aktor siny ucho gumowe wokół głowy śwista upadnie rychło cała Ukraina tak się nie godzi braci pomordować sokół we dłonie poczciwa ptaszyna żołnierskich mogił jak ptaków w dąbrowach pod firmamentem w stepowych plenerach gdzie lazur mieszka ze zgniłą zielenią karmi swe młode zaborcza wadera szczerząc swe zęby ku słońca promieniom kozackich wojów całe morze płynie odgłosy słychać zdartych tarabanów całe to bractwo śmierć płachtą owinie pokąsa żądłem buńczucznych hetmanów dziś wilcza zgraja ucztę ma nie lada stepowych wojów trup gęsto plon sieje niejedno ciało się w chaszczach rozkłada niejedna psyche w dzikich stepach wieje sannę szarpnęła porywista zawieja Tatarów łyse głowy jak kolana pędzą na okrzyk swego Tuhaj_Beja obecnie – scena będzie nagrywana tatarska orda z kozacką watahą zerka zawistnie w swoje wredne pyski a operator z kamerą pod pachą rzuca pytanie: „gdzie jest imć Olbrychski?!” we wszystkich częściach filmowej trylogii zagrał pan Daniel i chwała mu za to „Daj mi autograf zacny mistrzu Drogi” prosi łaskawie charakteryzator mistrz już gotowy wnet klaps go przywitał głośne jazgoty filmowej ferajny gna na pstrym koniu aż tętnią kopyta stary Tuhaj_Bej Tatar ordynarny na planie tłoczno miliony żołnierzy serca przebite mężnych gladiatorów za chwilę włócznia ofiarę namierzy oczy czerwone zmęczonych aktorów masz, koniec filmu już widać „litery” „zdjęcia” „muzyka” oraz „reżyseria” epilog fleszy składają kamery pewnie poprawek będzie cała seria co za historia – czekaj Orła Szczepie w skrzydle husarii ościenny zamordyzm nie wszystko chciano zaraz na tapetę lecz – nie za długo Polaka – za mordę —
-
Ja jestem Marcinek Wprost wyjęty z "Pitbulla " gdy leci ptak to mówię: - wow jaka fajna kura Polecę po wodę przez krzaki las jezioro bo czytałem w gazecie "że lepiej ryby biorą" Może mondry nie jestem Ale wiem kto to Daniec no i oprócz siłki lubię rymowanie --------------------- Wierszyk mój oceń dobrze chłopcze i dziewczyno bo inaczej dostaniesz kolorowe limo
-
-
- psychopaci
- film
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami: