jakże łaskocze to czarowanie,
stopy na ustach, pragnienia pierzchną,
jak na węgielkach ciepło przebłogie
przenika żarem tęsknotę ścierpłą
wmówiłam sobie, że wnet się zsycę,
kiedy językiem sięgnę pragnienia,
scałuję, wessam, spiję, wewzdycham,
tylko tej wiary mi nie odmieniaj
nie mam ostróżek, nie pokaleczę
jestem bezbronna po zaufanie,
chcę być najbliżej, bo tylko wtedy
troszeczkę więcej ciebie dostanę